HPN.pl

HPN.pl (http://hpn.pl/index.php)
-   Kosz (http://hpn.pl/forumdisplay.php?f=26)
-   -   [NZ] Wilkołakiem być... (http://hpn.pl/showthread.php?t=472)

Albus12 05-26-2007 18:03

[NZ] Wilkołakiem być...
 
Tego Ficka dedykuję Moony Alex, zagożałej fance Remusa Lupina...


"Wilkołakiem Być...."

__________________________________________________ _________

Był początek lipca. Pełne blasku, złociste słońce odbijało się w przejrzystej wodzie błękitnego stawu, z którego co chwilę wyskakiwała w górę mała rybka, i co chwilę opadała w dół, machając zawzięcie małymi płetwami, jakby się chciała unieść w powietrze i poszybować w przestworza. Temu monotonnemu rytułałowi przyglądał się mały chłopiec, który siedział pod rozłorzystym dębem. Po chwili wpatrywania się, wstał, wyprostował kości i ruszył kamienistą dróżką, prowadzącą do samego centrum puszczy. Chłopiec nazywał się Remus Lupin. Miał bursztynowo - niebieskie oczy, lekko zadarty mały nos, oraz wyraziste różowe usta. A pozatym był bardzo szczupły i w porównaniu do swoich szkolnych kolegów niski. A jak juz jesteśmy przy temacie szkolnym, to kilka tygodni temu skończył pierwszy rok w Akademii Magii i Czarodziejstwa Hogwart z najlepszymi wynikami końcowych egzaminów. Dlatego też jego rodzice: Edmund i Amelia Lupin postanowili razem z nim pojechać na zasłużone wakacje do Francji w okolice Paryża.
Zamieszkali w mugolskim, obskurnym hotelu, gdyż nie byli zbyt zamożnymi
czarodziejami. Ale nie przeszkadzało to małemu Remusowi, którego wyobraźnia, pomagała w miejsce ich paryskiego mieszkania, postawić piękny pałac, cały ze złota, jakiego niekt jeszcze nie widział.
Edmund Lupin pracował na ulicy Pokątnej u Olivandera, gdzie sprzedawał różdżki swego pracodawcy. Nie zarabiał tam dużo, ale cieszył się z tych marnych pieniędzy, gdyż to dzięki nim mógł utrzymać przy życiu rodzinę. Zaś Amelia miałą małą piekarnię, w której sprzedawała swoje wyroby. To także nie przynosiło dużych zysków, ale ważne było to że sprawiało jej to radość. Mały Remus w czasie wakacji, gdy nigdzie nie wyjeżdżał z rodzicami, siedział w domu, pływał w jeziorach, stawach, lub najzwyczajniej wałęsał się po lodyńskich ulicach, w poszukiwaniu zajęcia dla siebie. Lecz te wakacje zapowiadały się świetnie, rodzice odłożyli na nie dużo galeonów, ale opłaciło się. Na twarzy ich syna pojawił się, upragniony uśmiech, który ostatni raz widzieli w jego dziesiąte urodziny.
W końcu Remus znalazł się w puszczy, kroczył kamienistą ścieżką i rozmyślał nad sensem swojego życia, nie wiedział jeszcze jaki go spotka za chwilę los. Gdy znalzał się koło brzozy, zatrzymał się aby odpocząć. Wziął do buzi źdźbło trawy i przeżuł je powoli. Nagle usłyszał pochukiwanie sowy, spojrzał w górę i zobaczył zarys ciała tego, latającego stworzenia. Poczuł atfosmerę Hogwartu, co dziennie rano do Wielkiej Sali przylatywała chmara sów, z paczkami, z listami przyczepionymi do nóżek. Rozmarzył się...
Po kilku minutach znowu wstał i ruszył dalej, ale teraz nie szedł już dróżką, zszedł z niej i kroczył wokół ogromnych drzew. W pewnej chwili usłyszał z głębi lasu wycie, ciśnienie podskoczyło mu, następnie dało się słyszeć ciche popiskiwanie, szedł w kierunku z którego dobiegał ten tajeminczy dlań dźwięk. Odsłonił kępę zarośli, jego oczom ukazał się leżący na ziemi, dorosły jednorożec.
Podbiegł do niego niepewnym krokiem, zobaczył spływającą po lewym boku srebrną krew i głęboką ranę. Podniósł lekko do góry główę, na ziemi zostały odciśnięte wielkie ślady, Remus przełknął gorzką ślinę.
- Nie bój się to tylko ślady- powiedział sam do siebie idąc po nich. Doszedł do wielkiego odłamanego kawałka kory. "Sam odpadł"- pomyślał dodając sobie tymi słowami otuchy, choć wiedział że jest to nierealne.
Poszedł dalej, słyszał bicie swojego serca. Co kilka sekund oglądał się za siebie i patrzył czy nikt za nim nie idzie. Miał wrażenie, że ktoś go obserwuje. " Nie bój się, nie bój się...to tylko wiatr...."- myślał. W pewnym momenie nie zauważył wystającego korzenia, potknął się o niego i upadł na głowę. Potok krwi spłynął mu po policzku, otarł ją, lecz to nie pomogło. Obolały wstał ziemi i poszedł chwiejnym krokiem dalej, oppierając się co chwlę o konary drzew. Kręciło mu się w głowie, wiedział że traci co raz więcej krwi. W końcu nie wytrzymał i zemdlał...
Minęły trzy godziny zanim się ocknął, widzaił ciemność.
- Nie żyję! - krzyknął. Nagle poczuł jak ktoś dotyka jego czoła- Auuu- pisnął i złapał się kurczowo za głowę. Otworzył oczy, zobaczył nad sobą jakiegoś mężczyznę, sporóbował się podnieść.
- Nie podnoś sie...jesteś jeszcze osłabiony! - usłyszal tubalny głos. Remus gwałtownie zatkał uszy.
- Nie tak głośno! - wdzedził przez zęby. Mężczyzna lekko zmieszany nic nie odpowiedział.
- Gdzie ja jestem, kim ty jesteś?- zapytał po chwili chłopiec- Nic nie pamiętam...mam pustkę w glowie...
-Jesteś w Puszczy Paryskiej !- wykrzyknął mężczyzna, ale gdy spostrzegł skrzywioną minę Remus, znów się zmieszał- Przepraszam...już nie bedę krzyczał...Jesteś w Puszczy Pariskiej i wkroczyłeś na tereny Centaurów...-poprawił się szepcąc - A ja jestem Altris, cenataur...
Remus podniósł się gwałtownie, dopiero teraz zobaczył go w całej okazałości. "Do połowy" był mężczyzną, zaś tółw mial konia. Co chwilę podstukiwał swoimi kopytami o kamieniste podłoże.
- Coś nie tak? - zapytał po długim milczeniu przerywanym tylko krótkimi zachwytami Remusa.
-Nie...nie...po prostu pierwszy raz widzę "na żywo" cenatura- odpowiedział podniecony chłopiec.
- Widzę, że już się lepiej czujesz - zagadnął Altris - Może odprowadzić cię do domu...Jest ciemno, a w tym lesie jest dużo niebezpiecznych stworzeń...
- Nie, dziękuję- odpowiedział chłopiec - Są wakacje...zawsze marzyłem, aby przeżyć jakąś niebezpieczną przygodę, która podniosłaby mi poziom adrenaliny. A ja się chyba jeszcze nie przedstawiłem...Jestem Remus, Remus Lupin.- dodał.
- Remus ładne imię...Ale pamiętaj Remusie, jeśli będziesz potrzebował pomocy, wystarczy, że wykrzykniesz moje imię, a na pewno przybędę - rzekł cenatur.
- Dobra, zapamiętam to sobie... Choć wątpię czy taka pomoc będzie mi potrzebna.
- Oj Remsuie...Remusie jeszcze sie przekonasz, że ten las jest bardziej niebezpieczny niż ci się zdaje - ostrzegł go Altris. Lecz Remus tylko wzruszył ramionami i pożegnał się z cenataurem. Następnie ruszył leśną dróżką w głąb ciemnego lasu.
Po kilkunastu minutach doszedł do małej sadzawki. Postanowił, że obmyje sobie ranę, ale gdy zobaczył swoje odbicie, zauważył, że rana kompletnie zniknęła, jakby ktoś cofnął się w czasie i nie dopuścił do tego by on się przewrócił. Zrozumiał, że była to zasługa Altris. Oglądnął się za siebie, nie było już go tam. "Poszedł pewnie w swoim stronę"- pomyślał Remus- "Ja chyba też już wrócę do domu. Jest zimno i ciemno,a ja nie mam nic do jedzenia". Jak postanowił tak zrobił. Obrócił się na pięcie i wszedl w zarośla. Szedł tak parę chwil, aż w końcu wyszedł na główną ścieżkę.
- A teraz, w którą stronę? - zamyślił się - Ja chyba szedłem z południa, czyli teraz muszę iść...- urwał, gdyż usłyszał w oodali wycie. Spojrzał w górę, była pełnia. Sienął pamięcią do ostatniej lekcji "Opieki Nad Magicznymi Stworzeniami", usłyszał w głowie głos profesora Sammela: " Pełnia to czas wlkołaków". A zaraz potem usłyszał inne zdanie, które wypowiedział jeden z jego najlepszych przyjaciół, James Potter: "Mój kuzyn został pogryziony przez jednego z nich i od tej pory zawsze boi się dnia, w którym wypada pełnia, gdyż zawsze zamienia się w wilkołaka". Lupin wzdrgnął się na samom mysl, że mógłby się stać "jednym z nich". Szedł dalej.
-Stój!- usłyszał za sobą głos, choć nie wiem czy możnaby to nazawac głosem. Było to coś w rodzaju wycia. Remus znieruchomiał, nie chciał się obrócić, ale jakaś magiczna siła robiła to za niego. Zamknął oczy, próbował nie patrzeć, lecz poziom andrenaliny nie pozowolił mu na to. Zobaczył przed sobą wielkiego stwora. Miał długie kły, z których skapywała srebrzysta maź ( krew jednorożca ), niebieskie, przekrwione oczy, w których czaiło się same zło, oraz najerzoną sierść. Remus czuł, że nie jest tu mile widziany.
-Co ty tu robisz?- zapytał wilkołak, Remus nie odpowiadał -Gadaj...chyba nie chcesz zginąc w tak młodym wieku? - chłopiec dostrzegł na twarzy potwora lekki uśmiech.

C.D.N. XD
__________________________________________________ _____
Złączyłem wszystkie części w jeden post...xD

Limonka 05-26-2007 18:15

RE: Remus Lupin spotkanie z wilkołakiem
 
Po pierwsze, dawanie czegoś tak krótkiego jako pierwszy odcinek jest moim zdaniem idiotyzmem. I żeby chociaż nie było w tym błędów... ale są niestety.

Więc ja, jako SMK (Samozwańcza Naczelna Krytykantka) czuję się w obowiązku wszystkie błędy wytknąć.

Cytat:

(...) jego niebieskie oczy odbbijały w skwarze słońca
Będę wdzięczna, jak ktoś mi wytłumaczy sens tego zdania.

Cytat:

Zamieszkał razem z nimi u swojego wójostwa,
Błąd ortograficzny.

Cytat:

W końcu odsłonił kępę krzaków i zobaczył przed sobą leżącego na ziemi, na wpół nieprzytomnego, jednorożca,
Przecinek przed "jednorożca" jest zbędny.

Cytat:

z lewego boku spływała mu biała jak śnieg krew...
Jednorożce mają srebrną krew.

Dodam jeszcze, że wiele zdań można by rozbić na krótsze. W kilku ciężko jest doszukać się sensu. Ale ogólnie, porównując do poziomu ficków na tej stronie, nie jest źle. Moim zdaniem możesz pisać dalej, ale trochę uważniej i dawać dłuższe odcinki.

A edytowałam, bo ta kreska pod tekstem była za długa i strona się poszerzała ;D.

Albus12 05-26-2007 18:20

RE: Remus Lupin spotkanie z wilkołakiem
 
Acha...dziękuję pani SMK za ocenę, będę uważniejszy:D

Moony Alex 05-26-2007 18:35

RE: Remus Lupin spotkanie z wilkołakiem
 
No wiesz co, opowiadanie o Lupinie i bez dedykacji dla mnie :P? <foch>

Nie no, żartuję ^^.
Hmm... Cóż, ja się przyczepiam do tego, co Limonka ^^. Masz wielkiego plusa, za to, że jest o Remusie ^^. Tylko szkoda, że taki krótki odcinek. I jeśli to ma być o pogryzieniu Remmy'ego przez wilkołaka, to nieco odbiega od kanonu... No, ale cóż, niech będzie czekam na dalsze części :).

Albus12 06-01-2007 16:07

RE: Wilkoakiem być...
 
Poprawiłem! Limonko przeczytasz teraz....

Moony Alex 06-01-2007 18:10

RE: Wilkoakiem być...
 
Przybyłam, przeczytałam, skomentowałam.

Poprawiona wersja- jeszcze ładniejsza.
Podoba mi się. Dziękuję za dedykację, chociaż z nią to ja zartowałam tylko ^.^
Czekam na dalsze części i mam nadzieję, że się pojawią niedlugo XD.
Trzymam kciuki za Twój wen ^.^

Limonka 06-01-2007 18:31

RE: Wilkoakiem być...
 
HA! Wkraczam do akcji i czepiam się KAŻDEJ literówki xD. Albus, pamiętaj, że ja nie robię tego złośliwie, tylko po to, żebyś poprawił.

No to zaczynamy...
Cytat:

Był początek lipca.Pełne blasku (...)
Brak spacji.

Cytat:

bursztynowo- niebieskie
Znów brak spacji.
Cytat:

Ale nie przeszkadzało to małemu Remusowi, którego bujana wyobraźnia, pomagała mu w miejsce ich paryskiego mieszkania, postwaić w głowie piękny pałac, jakiego królowie sobie jeszcze nie wymarzyli.
Bujana? ;D W ogóle to zdanie jakoś zgrzyta.

Cytat:

Na twarzy ich syna pojawił się, upragniony uśmiech, który ostatni raz widzieli w jego pierwsze urodziny.
A przez te wszystkie lata gdzie miał ten uśmiech? Dzieci to dzieci, nie ma tak, że nie śmieją się przez kilka lat =D.

Cytat:

Odsłonił kępe zarośli, jego oczom ukazał się leżący na ziemi, dorosły jednorożec Podbiegł do niego trochę niepewnym krokiem, zobaczył spływającą po lewym boku srebrna krew i głęboką ranę.
Kępę, a nie kępe. Brakuje kropki. Wyraz "trochę"jest moim zdaniem zbędny.

No... Ogólnie uważam, że jest dużo lepiej. Szczerze mówiąc, nawet mi się podoba. Chwilowo jeden z najlepszych ficków na forum.




Albus12 06-01-2007 18:42

RE: Wilkoakiem być...
 
Jesu myślałem że jest gorzej....ufff...zaraz poprawię te błędy...
Ale mój Fick najlepszy na forum...serce mi podskoczyło do gardła...

E-Vaire 06-01-2007 18:50

RE: Wilkoakiem być...
 
Za krótki. Takie coś to jakiś 'tekścik', ale nie FF. Czego oczekujesz? Napisz coś porządnego. Widać, że nie chciało ci się pisać, zrobiłeś to dla tej 'dedykacji' choć po co to nie wiem.


Aha, i brak porządnych akapitów utrudnia czytanie. Mimo, że widać naciskany Enter ten tekst jest typowym blokiem.

Albus12 06-01-2007 19:41

RE: Wilkoakiem być...
 
Moony mnie zmobilizowała...i wena przyleciała :D xD

__________________________________________________ ____________

Podbiegł do niego niepewnym krokiem, zobaczył spływającą po lewym boku srebrną krew i głęboką ranę. Podniósł lekko do góry główę, na ziemi zostały odciśnięte wielkie ślady, Remus przełknął gorzką ślinę.
- Nie bój się to tylko ślady- powiedział sam do siebie idąc po nich. Doszedł do wielkiego odłamanego kawałka kory. "Sam odpadł"- pomyślał dodając sobie tymi słowami otuchy, choć wiedział że jest to nierealne.
Poszedł dalej, słyszał bicie swojego serca. Co kilka sekund oglądał się za siebie i patrzył czy nikt za nim nie idzie. Miał wrażenie, że ktoś go obserwuje. " Nie bój się, nie bój się...to tylko wiatr...."- myślał. W pewnym momenie nie zauważył wystającego korzenia, potknął się o niego i upadł na głowę. Potok krwi spłynął mu po policzku, otarł ją, lecz to nie pomogło. Obolały wstał ziemi i poszedł chwiejnym krokiem dalej, oppierając się co chwlę o konary drzew. Kręciło mu się w głowie, wiedział że traci co raz więcej krwi. W końcu nie wytrzymał i zemdlał...
Minęły trzy godziny zanim się ocknął, widzaił ciemność.
- Nie żyję! - krzyknął. Nagle poczuł jak ktoś dotyka jego czoła- Auuu- pisnął i złapał się kurczowo za głowę. Otworzył oczy, zobaczył nad sobą jakiegoś mężczyznę, sporóbował się podnieść.
- Nie podnoś sie...jesteś jeszcze osłabiony! - usłyszal tubalny głos. Remus gwałtownie zatkał uszy.
- Nie tak głośno! - wdzedził przez zęby. Mężczyzna lekko zmieszany nic nie odpowiedział.
- Gdzie ja jestem, kim ty jesteś?- zapytał po chwili chłopiec- Nic nie pamiętam...mam pustkę w glowie...
-Jesteś w Puszczy Paryskiej !- wykrzyknął mężczyzna, ale gdy spostrzegł skrzywioną minę Remus, znów się zmieszał- Przepraszam...już nie bedę krzyczał...Jesteś w Puszczy Pariskiej i wkroczyłeś na tereny Centaurów...-poprawił się szepcąc - A ja jestem Altris, cenataur...
Remus podniósł się gwałtownie, dopiero teraz zobaczył go w całej okazałości. "Do połowy" był mężczyzną, zaś tółw mial konia. Co chwilę podstukiwał swoimi kopytami o kamieniste podłoże.
- Coś nie tak? - zapytał po długim milczeniu przerywanym tylko krótkimi zachwytami Remusa.
-Nie...nie...po prostu pierwszy raz widzę "na żywo" cenatura- odpowiedział podniecony chłopiec.

C.D.N.
_________________________________________
TTu nie ma żadnej iluzji między Potterem a Lupinem...Lupin nie będzie miał blizny... Sorry ze tak krótko ale moja sąsiadka wyciąga mnie an dwór...


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 21:25.

Powered by vBulletin® Version 3.7.3
Copyright ©2000 - 2026, Jelsoft Enterprises Ltd.