![]() |
[NZ] Dlaczego one zdradziły?
Zagadkowa kartka cz.1
Spojrzała w lustro raz jeszcze. Tak, ostatnie wydarzenia mocno dawały o sobie znać. Własne niebieskie oczy spoglądały na nią ze zmęczeniem, szczupła twarz pobladła. Poprawiła szybko swoje niemal popielate włosy. Potem posypała sobie lekko twarz pudrem zamówionym potajemnie aż z Kornwalii. Nieład szybko zanikł. Nikt nie mógł jej przecież tak zobaczyć, choć było bardzo rano. Demelza Robbins od samego początku czuła, że jest stworzona do czegoś więcej. Że nie jest jej przeznaczeniem siedzieć bezczynnie i niewiele robić. Zawsze marzyła by dla świata magii, i w ogóle dla całego świata, zrobić coś wielkiego, coś, co sprawi, że jej imię będą pamiętać. Już kiedy jako mała dziewczynka trafiła do Hogwartu, chociaż niespecjalnie zauważona, szybko dała o sobie znać. Była pilną i zdolną uczennicą, chociaż niekoniecznie pracowitą. W jej przypadku nie było to jednak potrzebne. Miała bardzo rozwinięte własne zdolności i potencjał. Nauczyciele patrzyli na nią ze zdumieniem i zaciekawieniem. Używając swych niepowtarzalnych metod, uzyskiwała zadziwiające wyniki na zaklęciach, obronie przed czarną magią, transmutacji, a nawet na eliksirach. Nie obcy był jej także quidditch. Śmigała na miotle jak niejeden zawodowiec. Zdradzała też talent do tworzenia zaklęć. Podobno mając sześć lat stworzyła zaklęcie zdolne zagasić wszelkie światło w promieniu kilku kilometrów, bądź też doprowadzić do zniknięcia dom pełen ludzi. Nigdy nie znalazło to jednak potwierdzenia. Choć była mało znana, ci którzy się z nią zetknęli, szanowali ją. Harry jednak prawie wcale jej nie znał, i to miało się w przyszłości okazać jednym z jego błędów, choć nie tych największych. Westchnęła z uśmiechem. Tak, tego, że otworzą się przed nią aż takie możliwości, nie przewidziała. Kiedy była na czwartym roku, zaczęły następować zmiany. Wsłuchiwała się w krążące pogłoski, o powrocie Voldemorta, o szaleństwie Harry'ego, o walce w Departamencie Tajemnic. Nie wiedziała komu wierzyć. Nie znosiła Umbridge, choć udawała przed nią pokorną, ale nie za bardzo lubiła też Harry'ego Pottera. W to, że wrócił Czarny Pan, tak naprawdę wierzyła od początku. I czuła, że nadszedł czas, aby działać. Wtedy się zaczęło. W piątej klasie pewnego dnia zaczepiła ją Gryfonka z klasy szóstej, najlepsza uczennica w szkole i dodatkowo dobra przyjaciółka Harry'ego Pottera. Hermiona powiedziała, że wie o jej zdolnościach i bardzo się jej one podobają. Zaoferowała jej swoją przyjaźń. Demelza szybko się zgodziła. Przyjaźń z tak błyskotliwą osobą z pewnością przyniosła by jej zysk. Nie pytała nawet o to, dlaczego zawiązały tę przyjaźń w tajemnicy. Od początku szło dobrze. Hermiona pomagał jej w pracach domowych, przekazywała ciekawe przepisy, uczyła zaklęć, Demelza z kolei dzieliła się swoimi spostrzeżeniami. Nareszcie znalazła kogoś kto w pełni ją rozumiał, do tej pory bowiem nikogo takiego nie było. W końcu nastąpił przełom. Któregoś dnia rozmawiały całą godzinę. Hermiona Granger powiedziała, że nadchodzą złe czasy, że nadchodzi wojna. Zaczęła mówić o konieczności wybrania jednej z trzech stron, i że ona już swoją wybrała. - Trzech stron? - spytała Demelza. - Jak to? - Istnieją trzy strony konfliktu - mówiła Hermiona. - Po jednej jest Dumbledore, organizacja znana jako Zakon Feniksa, część ministerstwa, aurorzy i Harry Potter. Druga strona to Czarny Pan i oddani mu, przeżarci nienawiścią fanatycy. Ale jest też trzecia strona. I to jest strona która wygra... Wyjaśniła jej, że chodzi tu o tajne bractwo, które powstało w Hogwarcie. Ma ono na celu wyeliminowanie Voldemorta, ale także jego popleczników i przeciwników. Aby zaprowadzić nowy ład. Na jego czele stoi tajemniczy przywódca, nazywany Reformatorem. Z początku nie ujawniła, kim on jest, ale Demelza od początku czuła, że jest to ktoś, kogo doskonale zna. Hermiona zaproponowała jej wstąpienie do bractwa. Ujawniła, że poza nią w grupie jest jeszcze Luna Lovegood, którą zrzeszyła kilka dni wcześniej. Zastrzegła jednak, że po wstąpieniu nie będzie już odwrotu, a sam Reformator jest bardzo gniewnym człowiekiem i surowo karze tych, którzy go zdradzają. Demelza jednak zgodziła się bez wahania. Spisek przeciwko Voldemortowi i Harry'emu Potterowi jednocześnie? Nie spodziewała się takiego sukcesu. Tym samym stała się jedna z nich. Hermiona streściła jej historię bractwa i zasady w nim panujące, a także przedstawiła struktury w Szkole Magii. Reformatorem miał być dawny zwolennik Czarnego Pana, który jednak uznał go za niepoczytalnego szaleńca, który ściągnie na wszystkich śmierć. Był niechętny mugolom, ale nie nienawidził ich tak bardzo. Po raz pierwszy zaczepił Hermionę w drugiej klasie, gdy miała dwanaście lat. Postanowił wykorzystać fakt, że jest tak blisko Harry'ego i zaproponował jej dyskretną współpracę. Twierdził, że widzi w niej nadzwyczajne umiejętności, które godnie wykorzysta jeśli opowie się po jego stronie. Nie zważał na to, że Hermiona pochodzi z mugolskiej rodziny, uznając że na tle jej atrybutów można to wybaczyć. Uczynił ją swoją asystentką. To ona miała werbować rekrutów i przyprowadzać mu niewygodnych uczniów. Ze względu na pasujące osobowości wciągnęła w to Demelzę i Lunę. Gdyby odmówiła, prawdopodobnie by zginęła, trudno więc powiedzieć, czy zrobiła to z własnej woli. Od tej pory Demelza dostawała pisemne zapowiedzi kolejnych spotkań, czasem też informowała o nich Hermiona. Na pierwszym spotkaniu doznała szoku. Tak jak przeczuwała, Reformatorem okazała się doskonale znana jej osoba, która nienawidziła Harry'ego z powodów osobistych. Sytuację kontrolowała grupa czterech rosłych Ślizgonów, lubujących się w wyszukanych rozrywkach. Reformator kazał im kontrolować szkołę. Poza nimi była Hermiona, teraz też kolejna Gryfona i Luna, która była Krukonką. Po jednym informatorze z każdej warstwy. Hufflepuff nie był obiektem ich zainteresowania. Podczas tego spotkania dał im pierwsze instrukcje. Demelza nabierała coraz większych wątpliwości, czy dobrze zrobiła angażując się w te sprawy, choć te zdawały się być spełnieniem jej ambicji. Doskonale jednak zdawała sobie sprawę, że jeśli odejdzie czeka ją śmierć. Nie chciała jej, nie z takimi planami. Informacje dostawała na różne sposoby. Czasem znajdowała je w dormitorium, czasem w umówionym miejscu Pokoju Wspólnego. Zdarzało się również, że któryś z czterech Ślizgonów niby przypadkiem potrącał ją na korytarzy i, udając, że pomaga, mówił co i jak. - Jak łazisz, chamie? - zawołała Demelza, kiedy ją potrącano. - Najmocniej przepraszam - odpowiadał Ślizgon i zbierając jej rzeczy dodawał szeptem: - Dziś o północy. Pokój Życzeń. Po czym oddalał się szybko. Spośród tej czwórki najlepiej znała jasnowłosego, szczupłego, nazwiskiem Prosky. Był to ulubieniec Slughorna, podejrzany już o liczne matactwa. Pewnego dnia zauważyła, że często zaczepia on Ginny Weasley. Przez resztę dnia Ginny chodziła struta. Gdy ktoś ją pytał, co się działo, unikała odpowiedzi. Nie chciała mówić, co ją z nim łączyło. Wiedziała, że zaczepiał ją również, gdy zaczęła chodzić z Harry'm Potterem. Ten nieszczęśnik pewnie o niczym nie wiedział. Hermiona Granger wyjaśniła jej potem, że Stanley Prosky szantażuje Ginny, wyciągając od niej informacje o życiu osobistym Harry'ego. Ona potulnie je przekazuje. Zagroził jej, że Harry umrze. Potem poszło gładko. Demelza zwerbowała się do drużyny Gryffindoru w quidditchu, do czego zresztą namówiła ją Ginny, i zaczęła przyglądać się sytuacji. Lepiej poznała Pottera, poznała też jego słabe punkty podczas gry. Teraz reformator dostawał wiadomości z trzech źródeł: z najbliższego otoczenia Pottera od Hermiony, z drużyny quidditcha od Demelzy i od Luny, która obserwowała wszystko z boku. Czasem też wygadał się Lunie ten pajac Ron Weasley, zadurzony w niej jak szaleniec. Dochodziła do tego Ginny, dostarczająca informacji z przymusu. To właśnie one umożliwiły Snape'owi ucieczkę z zamku. Był im potrzebny. Śmierć Dumbledora jednak wstrząsnęła nimi. Nie wiedziały, że posunie się tak daleko. Reformator wpadł na genialny plan. Jeżeli Harry Potter wróciłby do Hogwartu, podczas meczu quidditcha można by zainscenizować wypadek, w którym odniesie ciężkie obrażenia. Demelza ucieszyła się z planu, mogąc dać upust swym możliwościom. Na potrzeby meczu stworzyła specjalne zaklęcie zapalające miotłę pod zawodnikiem. Drużyna Ślizgonów złożona z czterech zrzeszonych wspólników i dwóch ich pomocników, po uprzednim rzuceniu Impuriusa na Hooch, poddaniu torturom Malfoya i zasabotowaniu trybun, miała spacyfikować Gryfonów. Do Demelzy należało jak najdłuższe utrzymanie drużyny w powietrzu, aby wspólnicy zrobili swoje, do Luny odwrócenie uwagi widowni od walki, a do Hermiony - obserwacja sytuacji - część planu spoczywała na jej barkach. Niestety Harry i jego przyjaciele nad wyraz dzielnie stawili czoło Ślizgonom i jakoś wyszli z sytuacji. Ślizgonów pojmali aurorzy. To naraziło na gniew Reformatora Demelzę i jej dwie przyjaciółki. Już w chwilę po meczu dostała w formie kartki jaką dyskretnie przekazał jej kapitan Ślizgonów Jack Jankovski, który kierował atakiem, zawiadomienie o kolejnym zebraniu. Ogarnął ją blady strach. Wiedziała, że Reformator może być brutalny. Prosky z kolei podrzucił kartkę Ginny, żądając kolejnych rewelacji. Żadna z nich nie ściągnęła na siebie podejrzeń, do tej pory ich na siebie nie ściągają. Ale do czasu, wiedziała o tym. Niedawno czegoś dowiedziała się Ginny, co przypłaciła na razie tylko zdrowiem. Z czasem się dowiedzą, dlatego wszyscy musieli działać rozważnie. Przeczytała najnowszą wiadomość, którą znalazła w kociołku. Kolejne zebranie wkrótce... Uśmiechnęła się do siebie i wyszła z dormitorium. * Gdy wieczorem szła korytarzem natknęła się na Harry'ego, Rona i Hermionę. Wracali z jakiejś eskapady. Harry i Ron ograniczyli się do zdawkowego: "Cześć", Hermiona natomiast nieopatrznie wpadła na nią. Z torby Demelzy wysypały się pióra i książki. - Och, przepraszam! - zawołała Hermiona. Machnęła różdżką i za chwilę wszystkie przedmioty z powrotem ułożyły się w torbie dziewczyny. Ron i Harry uśmiechnęli się tylko i poszli przodem, na znak Hermiony, że ich dogoni. - Nic się nie stało, dzięki - odparła Demelza. Hermiona uśmiechnęła się, obejrzała z niepokojem na kolegów i szepnęła: - Jutro w toalecie damskiej na drugim piętrze. Mam sposób na Jęczącą Martę... Tylko pojaw się tym razem, jest na ciebie bardzo wściekły. - Dobra. Hermiona podniosła się i odbiegła pospiesznie, Demelza wybrała przeciwny kierunek, by zebrać myśli. Strach obezwładnił ją niemalże. Jest wściekły... To nie wróżyło niczego dobrego... ******************** Ta nowa seria ma po części wyjaśnić niejasne szczegóły z opowiadania "Pamiętny mecz". Mam nadzieję, że Was zadowoli... |
RE: [NZ] Dlaczego one zdradziły?
Brak aktualizacji -> kosz.
|
| Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 17:45. |
Powered by vBulletin® Version 3.7.3
Copyright ©2000 - 2026, Jelsoft Enterprises Ltd.