Wyświetl pojedyńczy post
Stary 01-27-2008, 16:06   #2
beatrycze
Junior Member
 
Zarejestrowany: Jan 2008
Posty: 4
Domyślnie RE: [NZ] Źródło Magii, cz.1

Mężczyzna dobył miecza, na krawędzi którego ciemność zdawała się załamywać, co sprawiało wrażenie, iż ów oręż zasysa ją do wewnątrz. Mogło być też inaczej, bo równie dobrze mrok mógł wypływać z miecza na zewnątrz. Teraz jego oczy nie były już zwykłymi ludzkimi oczyma. Były to błyszczące srebrnym blaskiem ślepia istoty, która zawładnęła tym ciałem. I tak naprawdę nie było w nim nic z dawnego Mordreda, bo nawet on nie poważył by się sięgnąć po miecz, przeciw dziecku.

- Dotknij kamienia - wyjęczał stłumiony głos z wewnątrz, jakby mężczyzna próbował ostatnim wysiłkiem własnej woli ostrzec chłopca. - Albo Ona cię zabije... Nie, będziesz jej potrzebnyyyyy... - głos Mordreda ucichnął a jego miejsce zastąpił inny, ni to kobiecy, ni to męski głos, dobiegający jakby z wnętrza metalowej puszki. - Widziałam. Widziałam przyszłość, która dla ciebie jest przeszłością! Widziałam przyszłość, która dla ciebie jest przyszłością. Twoje życie podążyć może wieloma ścieżkami, ale jedno jest twoje przeznaczenie. I je również zobaczyłam. I tylko ja mogę je odmienić. Możesz umrzeć już teraz, magu i taki będzie kres twoich dni... i będzie to koniec...

Harry cofnął się, kiedy mężczyzna chwiejnym krokiem zaczął się ku niemu zbliżać. Przez głowę przebiegały mu różne myśli, ale żadna z nich nie była tak uporczywa, jak ta, że znalazł się tu sam, i może liczyć tylko na siebie. Był tylko chłopcem, wbrew temu, co mówili ci ludzie... Te istoty... A nawet jeśli był magiem, to nie potrafił użyć żadnego zaklęcia, bo po prostu żadnego nie znał. Mógł zrobić tylko jedno.

- Stój! - krzyknął. - Zgoda!

Postać zatrzymała się, a z jej wnętrza rozległ się przeraźliwy rechot.

- Zatem jesteś mądrzejszy, niż myślałam, Harry Porterze - powiedział głos. - Dotknij obiema dłońmi kamienia i powtarzaj...

- Co się stanie potem? - zapytał, próbując zyskać na czasie chłopiec.

- Świat się zmieni. Nic już nie będzie takie, jak dawniej.

- Będzie gorsze? - spytał.

- Będzie lepsze, dzieciaku! - odezwał się poirytowany głos. - Magia zapanuje na wieki!

Harry podszedł do kamienia i powoli wyciągnął ręce przed siebie. Musiało istnieć jakieś wyjście. Musiało być jakieś inne rozwiązanie. W końcu był magiem. I był jej potrzebny. Merlin również nie przywołał go tutaj nadaremnie, chociaż twierdził inaczej.

Zatrzymał dłonie o kilka centymetrów nad głazem.

- Skoro jesteś tak potężna, dlaczego sama nie dotkniesz tego kamienia? - spytał. - Jesteś jakąś potężną, niematerialną istotą?
- Jestem czarodziejką - odpowiedział głos. - I gdybym chciała...

- Jednak nie możesz. - stwierdził Harry i nie wiedząc czemu myśl ta podniosła go na duchu. - Boisz się tego miejsca. Gdybyś się nie bała, nie przysyłałabyś tu swojego rycerza, tylko przybyła sama.

- Jak śmiesz! - rycerz postąpił o krok, a ostrze miecza zbliżyło się do twarzy chłopca. - Jesteś... Jesteś... tylko dzieckiem, które odziedziczyło wielką moc! Zbyt mało jednak wiesz, by mówić mi, czarodziejce Morgause, takie rzeczy!

Myśl przemknęła przez głowę chłopca. Zdawało się, że tkwiła tam od dawna i czekała na odpowiedni czas, by objawić swoją obecność. Była jak podpowiedź. Jak wzór matematyczny, podczas rozwiązywania trudnego zadania. Jeden mały wzór, który doprowadzi do poznania wyniku wielkiego, skomplikowanego równania.

Harry dotknął kamienia, nie czekając, aż rycerz zrobi ostatni krok.

CDN (???)
beatrycze jest off-line