Wyświetl pojedyńczy post
Stary 01-30-2008, 09:35   #1
Pan Nocy
Senior Member
 
Zarejestrowany: Apr 2007
Posty: 401
Domyślnie Mroczny i sekretny Tom Riddle

Słońce wzeszło. Zamek powoli wyłaniał się z cienia i mroków nocy. Kwiaty, drzewa i cała bujna roślinność otaczająca Hogwart, obudziła się na nowo do życia po kilku godzinach snu mroku. Zakazany Las znów otworzył oczy i był gotów zacząć nowy dzień, podobnie jak jego wszyscy mieszkańcy. Koguty zapiały głośno, obok chatki gajowego, który spał twardym snem w swoim domu. Wierzba Bijąca poruszyła się niespokojnie, czując oblatujące ją półkolem ptaki. Lato już zupełnie przylgnęło do tej części świata.
Mimo, że w korytarzu zamku nie było jeszcze nikogo to można było wyczuć tlące i bijące tu życie za sprawą portretów, na których gospodarze pobudzeni zaczęli przeciągać się, ziewać i rozmawiać z sąsiadami. Każdy głos, każdy szept w tych wielkich, pustych korytarzach zdawał się był wielkim i donośnym krzykiem i piskiem, jaki wydawał fałszoskop, gdy niebezpieczeństwo tliło się w pobliżu. Wydawało się, że to właśnie Zakazany Las budził zawsze Hogwart, poprzez głośne szeleszczenie liśćmi w jego kierunku, co ranek, nawet jak nie było śladu po wietrze.

Tom Riddle otworzył oczy i powróciła do niego szara rzeczywistość. Miał piękny i przyjemny sen, który pękł jak bańka mydlana gdy muzyka przyrody wbiła się do jego ucha, szepcząc mu by się obudził. Wiedział, że tylko parę dni dzieli go od zakończenia semestru i ponownego powrotu na wakacje do miejsca, którego nienawidził. Tutaj w Hogwarcie był kimś. Był naprawdę wyjątkowy i wszyscy to wiedzieli, a ci którzy nie umieli tego zaakceptować, dostali srogą nauczkę.
W sierocińcu był tak naprawdę nikim. Tylko jednym z wielu porzuconych sierot i tak naprawdę zdeptanym robalem. Nie mógł znieść myśli mieszkania z mugolami, gdy już wiedział kim jest i gdzie powinien żyć. To wszystko sprawiało, że ostatnimi dniami dostawał szału o byle co. Zawsze ta sama wizja. On siedzący na starym, wyświechtanym łóżku w maleńkim pokoiku, i dochodzący zza ściany płacz dziecka.
Złapał się za twarz i potrząsnął nią zdrowo. Musiał skupić się na tym, że to tylko dwa miesiące. Wyjedzie na te "wakacje" i gdy wróci wszystko będzie w normie. Próbował znowu zasnąć, ale jego głowa nie dawała mu tej przyjemności. W końcu nie wytrzymał i wstał ubierając się. Chwycił swoją różdżkę i wyszedł z pokoju, mijając drugie łóżko, na którym głośno chrapał Avery.
Riddle przeszedł przez lochy i wyszedł drzwiami tuż obok holu głównego, mijając po drodze ducha Hufflepuffu - Grubego Mnicha, który zagadnął go:
-Nie można zasnąć, co nie?
Riddle zignorował go. Pchnął główne drzwi i wyszedł na piękne i zielone błonia. Wyglądały teraz naprawdę cudnie, wraz ze złotym słońcem odbijającym się w gładkiej tafli jeziora. Chłopiec obrócił się i spojrzał na ogromny zamek. To właśnie tu znalazł prawdziwy dom. To tu znalazł sens swojego życia, które do jedenastego roku życia uważał za mierne i gówniane. Wiedział, że jest coś co musi zrobić w te wakacje, dlatego musi wyjechać z Hogwartu. Pomimo tego, że profesor Dippet obiecał mu coś zorganizować, po tym jak Komnata Tajemnic została zamknięta.
"Musiałem ją zamknąć, nie chcąc by Hogwart został zamknięty" - pomyślał w duchu. Wiedział, że kiedyś znowu zostanie otwarta. Za kilka, kilkanaście albo kilkadziesiąt lat. Bazyliszek nadal żyje.
Jego myśli znowu krążyły wobec zadania, które go czekało. To co odkrył kilka miesięcy temu wprawiło go w bardzo zły nastrój. Ojciec, który został ojcem tylko przez eliksir miłosny... ojciec, który zostawił matkę na pastwę losu z dzieckiem w jej łonie... ojciec, który nie chciał nawet znać swojego syna... ojciec, który pozwolił żeby matka jego dziecka, umarła z tęsknoty, żalu, biedy i bólu. Zapłaci za to... Mimo tego, że nie wiedział gdzie jest. Czuł, że jak odnajdzie pierścień, odnajdzie i ojca.
Tom postanowił przestać o tym myśleć i położył się na trawie, wpatrując się w błękitne niebo, na którym nie było żadnej chmury. Machnął kilkanaście razy różdżką i patrzył na czerwony, tlący się ogniem napis:
TOM MARVOLO RIDDLE
Obrzydzenie wkradło się do jego oczu. Nienawidził tego nazwiska. Tylko Marvolo było dla niego obojętne, bo to w końcu dziadek i pra-pra wnuk Salazara Slytherina. Tom Riddle kojarzyło mu się z tym głupim i pozbawionym uczuć mugolem, który zachował się tak nierozsądnie zadzierając z jedną z najstarszych rodzin czarodziejów na świecie.
Teraz machnął różdżką a litery pozamieniały swoje miejsca: I AM LORD VOLDEMORT
Bardzo lubił to robić. Widząc nowy pseudonim, który wymyślił kilka miesięcy temu, jego morale podnosiły się w zawrotnym tempie. Wiedział już, że należy skończyć z tym głupim nazwiskiem i dać sobie nowe, którego w przyszłości powinni lękać się, wypowiadać wszyscy czarodzieje świata.
Cichy gwar w zamku podpowiedział mu, że uczniowie zaczynają schodzić się do Wielkiej Sali na śniadanie. Rad nierad wstał, zmazując napis w powietrzu, jakby zmazywał gumką pismo ołówka z kartki i ruszył w kierunku zamku. Wszedł do środka i skierował się prosto do Wielkiej Sali, bo nie było sensu iść z powrotem do dormitorium. Gdy mijał innych uczniów, spotykał się z różnymi reakcjami. Jedni patrzyli na niego groźnie i zaciskając mocno palce na różdżkach, drudzy unikali jego wzroku bojąc się panicznie, a jeszcze inni kiwali do niego i witali go. Być może ze strachu, być może z szacunku, który sobie tu zaskarbił. Jednak te wszystkie reakcje nie obchodziły go zbytnio. Ignorował każdego. Prawie każdy miał kochających rodziców, czekających w ciepłym i przytulnym domku na swoje dziecko. Każdy miał przeszłość, teraźniejszość i przyszłość. Riddle miał tylko jedno: przyszłość. Miał wielkie plany, ale aby je zrealizować musiał przejść długą i krętą drogę, wkraczając w tajniki magii, o której większość czarodziejów nie miała zielonego pojęcia.

Tom wszedł szybkim krokiem i skierował się do stołu Slytherinu. Jego odznaka prefekta błyszczała z daleka, odbijając promienie słoneczne dobijające się do zamku zza okna. Obszedł stół Krukonów i zobaczył Avery'ego siedzące kilka metrów dalej. Doszedł do niego i usiadł obok. Na stole były same pyszności, jak to zwykle na śniadaniu, czyli jajecznica, kanapki z łososiem, chleb z rozpuszczonym serem i sok z dyni. Riddle jednak nie tknął niczego, a jego myśli były zupełnie gdzie indziej niż głowa.
-Czemu nie jesz?- zagadnął niepewnie Avery. Riddle spojrzał na niego jak na idiotę i powiedział:
-Może nie jestem głodny?
Avery wymruczał coś w rodzaju "aha" i wrócił do swojej jajecznicy, bo wiedział, że z takim humorem jakim w tej chwili dysponował Riddle, lepiej w ogóle na niego nie patrzeć. Tom sam nie wiedział po co przyszedł do Wielkiej Sali skoro nie był głodny. Wstał szybko od stołu i miał zamiar opuścić jadalnię, gdy usłyszał za sobą znajomy głos:
-Tom!
Riddle wzdrygnął się na samo imię. Dobrze znał ten głos i już wiedział kto go zawołał. Powoli się odwrócił.
Przed nim stał starzec z długą kasztanową brodą i okularami połówkami na nosie, który wyglądał jakby był złamany przynajmniej w dwóch miejscach. Na głowie miał kolorowy kapelusz, a na tułowiu, długą, bordową szatę.
-Dzień dobry profesorze Dumbledore.- powiedział Riddle i oczy mu się zwęziły. Jedyny profesor, który go nie lubił. Jedyny, który nigdy mu nie zaufał.
-Profesor Dippet powiedział, że masz przyjść do jego gabinetu, chce z tobą porozmawiać.- powiedział Dumbledore i spojrzał prosto w oczy Riddle'a, który poczuł jakby profesor przenikał do głębi jego świadomości.
-Dobrze.- odpowiedział niefrasobliwym tonem Riddle i już miał odejść, gdy Dumbledore ponownie go zagadnął:
-Tom, wszystko gra? Dziwnie wyglądasz.
-Dziękuje panie profesorze, wszystko w porządku.- odrzekł szybko Riddle i odwracając się plecami do nauczyciela, szybko wyszedł z Wielkiej Sali.
Szedł teraz wprost do gabinetu profesora Dippeta, rozmyślając nad tym co powiedział mu Dumbledore. Naprawdę wyglądał, aż tak źle? Niedaleko siebie zobaczył wielki, srebrne lustro i podszedł do niego. Pomimo włosów uczesanych porządnie w jedną stronę i gładkiej cery, to jednak widać było, że coś z nim jest nie tak. Był bardzo blady i miał lekko zapuchnięte oczodoły. Podejrzewał, że to ostatnie tygodnie tak dziwnie na niego wpłynęły. Bo przecież musi coś zrobić... chce to zrobić...
***
-Jesteś pewny, Tom?
-Oczywiście profesorze.
Armand Dippet przyglądał się ciekawie Riddle'owi i zaczął krążyć po pokoju, drapiąc się po łysiejącej głowie.
-Jeszcze kilka miesięcy temu chciałeś, abym coś ci tu zorganizował we wakacje. Dlaczego zmieniłeś zdanie?
Riddle zastanowił się chwilę nad odpowiedzią i powiedział:
-Zostawiłem kilka rzeczy w sierocińcu. Rok temu dał mi pan do zrozumienia, że to niemożliwe abym został, dlatego nie zabierałem wszystkiego. Muszę po to wrócić.
Dippet przyglądał mu się badawczo i on także chyba - podobnie jak Dumbledore - zauważył zmęczoną i ciężką twarz swojego ucznia, jednak nie zapytał o to.
-No cóż, dobrze. To oczywiście twoja własna wola.
-Dziękuję.- odparł Riddle i wyszedł z gabinetu.
***

Express Londyn-Hogwart powoli hamował. Tom Riddle był już przebrany w mugolskie ciuchy i złapał mocno swoją walizkę.
-To... do zobaczenia za dwa miesiące...- wypalił niepewnie Mulciber, siedzący obok niego. Avery kiwnął głową.
-Taaak... -powiedział Tom, nawet na niech nie spoglądając.- Do zobaczenia.
Pociąg w końcu zatrzymał się i Riddle wyszedł szybko z wagonu. Przeszedł jak burza obok stojących na stacji dorosłych czarodziejów, zapewne wyszukujących swoim dzieci. Zanim uczniowie spokojnie wysiedli z pociągu, Riddle'a już nie było.

Wyszedł z dworca i zobaczył znajomą twarz, patrzącą nie niego kilka metrów dalej i opierającą się o srebrnego Forda.
-Dzień dobry, pani Cole.- powiedział Riddle i szybko wpakował walizkę do Forda oglądając się za siebie niepewnie. Pani Cole to zauważyła, bo natychmiast zapytała:
-Wstydzisz się, że jesteś z sierocińca? Nie chcesz żeby ktoś cię zobaczył?
Paskudny rumieniec oblał twarz Riddle'a który powiedział:
-Jedźmy już, dobrze?
Szybko dojechali do sierocińca, bo nie znajdował się daleko. Tom rozpakował swoje rzeczy i natychmiast zamknął się w pokoju.
Muszę to zrobić dzisiaj... dostanę szału jak się nie uda... tak... dzisiaj w nocy... to musi być jego...
***
Ciemność przysłoniła niebo jak gęsty dym. W małej wiosce natychmiast zamarło życie, a każdy chciał jak najszybciej położyć się spać po ciężkim dniu pracy w polu. Tom zmierzał wąską drogą do ostatniego domu, najbardziej ponurego, trzymając w ręki lampę, która oświetlała mu drogę. Wiedział, że nie może używać czarów poza szkołą. Zatrzymał się przed drzwiami i zobaczył martwego węża przybitego do drzwi. Otworzył je.
W środku, na fotelu siedział nieruchomo mężczyzna. Włosy przysłaniały mu twarz, a w ręku trzymał nóż. Gdy Riddle wszedł do środka, mężczyzna poderwał się.
-TY! TY!
Ruszył agresywnie do Toma, ale ten zrozumiał i przemówił do gospodarza mową wężów, więc słychać było tylko głośny syk:
-Stój.
Gospodarz zatrzymał się i lekko cofnął z przerażoną twarzą.
-Mówisz tym?- zapytał przestraszony.
-Tak, mówię tym.
Mężczyzna zaniemówił. Wpatrywał się w gościa, jakby zobaczył ducha. Riddle nie zamierzał tracić czasu.
-Gdzie jest Marvolo?
-Umarł.- odpowiedział gospodarz.- Wiele lat temu.
Tom wciąż wpatrywał się w mężczyznę.
-A ty kim jesteś?- zapytał.
-Morfin. A bo co?
-Jesteś synem Marvola?
-Tak... a ty?- zapytał Morfin. Przyjrzał się dokładniej Riddle'owi i dopowiedział:
-Myślałem, że jesteś tym mugolem. Jesteś do niego podobny.
Riddle poczuł jak coś w nim zaczyna parować. Zapytał szybko:
-Jakiego mugola?
-Tego, w którym zabujała się moja siostra.- odpowiedział Morfin.- Mieszka w tym wielkim domu za drogą. Ale on musi być starszy od ciebie...
Wszystko w Riddle'u eksplodowało. Czy to możliwe? Czyżby to był jego ojciec?
-Bo on wrócił.- dodał głupio Morfin.
-Wrócił?
-Rzucił moją siostrę i wrócił. Głupia suka obrabowała nas i uciekła z nim. Gdzie jest nasz medalion? Gdzie medalion Slytherinu?
Morfin zaczął klnąć. Riddle podszedł do niego i krótko machnął różdżką. Morfin opadł na podłogę.
A więc to prawda... Ojciec porzucił jego i matkę i wrócił do domu. Wystarczyło już dowodów.
Riddle zerknął w bok i zobaczył brązową szkatułkę leżącą bezwiednie na stole. Podszedł i sprawdził co jest w środku. Gdy nią potrząsnął na rękę wypadł mu mały, złoty pierścień ze złotym S na środku. A więc w końcu go ma. Pierścień Marvola.
Schował go bezpiecznie do kieszeni i podszedł do okna. Zobaczył duży, ciemny dom za drogą. A więc tam mieszka jego tatuś. Jego plugawy, mugolski ojciec. Zamyślił się. Spojrzał na nieprzytomnego Morfina i jeszcze raz na dom ojca. Zmrużył oczy. Już wiedział co należy zrobić.

Riddle doszedł do wielkiej metalowej bramy i spojrzał w dal. W domu paliły się światła, a więc gospodarze nie spali... tym lepiej...
Machnął różdżką zabraną Morfinowi i brama otworzyła się. Podszedł powoli do drzwi.
-... pomóż nakryć do stołu, kochanie...
Riddle zacisnął zęby i zaklęciem otworzył drzwi. W holu nikogo nie było, a hałasy dobiegały z pokoju po prawej, który chyba był jadalnią. Wyglądało na to, że szykują się do kolacji.
-Homenum revelio.- mruknął cicho Riddle. W domu są trzy osoby, więc jego ojciec i dziadkowie... jeszcze lepiej...
Wkroczył pewnym krokiem do pokoju po prawej i zobaczył dwóch mężczyzn i kobietę. Jeden z mężczyzn był bardzo podobny do niego. Te same włosy, usta, oczy... Drugi z nich był starszy i głowę pokrywała mu siwizna, natomiast kobieta miała dużo zmarszczek i fryzurę przypominającą perukę. Gdy go zobaczyli zaniemówili.
-Kim jesteś? Zgubiłeś się chłopcze? Jak tu w ogóle wszedłeś?
W Riddlu wybuchła prawdziwa furia. Jego matka umarła w łachmanach, on spędził jedenaście lat w mugolskim sierocińcu, a oni żyją spokojnie i dostatnio? Machnął różdżką i błysnęło zielone światło. Jego dziadek i babka padli martwi, wobec zszokowanej twarzy ojca. To z nim pragnął pomówić.
-MAMO!- krzyknął Riddle senior, klęcząc przy ciele rodziców.- TATO!
Podniósł głowę na chłopca, który cały dygotał ze złości.
-Kim jesteś?- krzyknął przerażony Riddle senior.- Co im zrobiłeś?
Tom nie odpowiedział. Po chwili zapytał ojca, wylewając całą nienawiść każdym słowem:
-Nie poznajesz mnie?
Mężczyzna cały się trząsł. Pokręcił lekko głową.
-Może mała wskazówka.- zadrwił Tom.- Co widzisz codziennie rano w lustrze? Wiesz co? Swoją brudną, mugolską mordę. Teraz kojarzysz?
Riddle senior złapał mocno matkę za siną rękę i wyjąkał:
-Nadal nie rozumiem...
-Nie dziwi mnie to.- przerwał mu ostro Tom.- Nigdy niczego nie rozumiałeś... zostawiłeś moją matkę samotną z dzieckiem... nie obchodził cię ich los... zostawiłeś ich na pastwę biedy i zła... zapłacisz za to... zapłacisz za moją matkę...
Riddle rozszerzył oczy, a na czole widać było ślady potu.
-Jesteś... jesteś moim... synem?
Tom wykrzywił usta w ohydnym grymasie.
-Co im jest?- zapytał Riddle wpatrując się ponownie w martwych rodziców. Cały się trząsł.
-Nie żyją. Ty też za chwilę będziesz martwy.
Riddle z trudem łapał powietrze. Nie wiadomo co gorzej na niego wpłynęło, wiadomość, że rodzice nie żyją, czy to, że on za chwilę również straci życie.
-Zabiłeś własnych dziadków... jak mogłeś...- wykrztusił Riddle. Tom uśmiechnął się.
-Nie tylko ich.- podniósł różdżkę.- Za moją matką.
Riddle wyglądał okropnie. Rozejrzał się szybko po mieszkaniu w nadziei, że może znajdzie jakiś przedmiot którym by mógł się obronić, albo który by mógł dać jako łapówkę... ale zostało już tylko jedno...
-Proszę... błagam... nie zabijaj mnie... synu... przepraszam...
Ale Tom podjął już ostateczną decyzję.
-Avada kedavra.
Kolejny raz dom Riddle'ów rozdarła zielona poświata. Tom Riddle senior padł martwy, twarzą w podłogę, między matkę i ojca, i nie poruszył się już.
Tom uśmiechnął się złośliwie. Wiedział, że nic mu nie grozi. Wyszedł powoli z jadalni i opuścił po cichu dom dziadków. Musiał jeszcze na chwilę odwiedzić Morfina, a potem już spokojnie wróci do sierocińca i będzie czekał dwa miesiące, aż powróci do swojego prawdziwego domu. Będzie czekał razem z pierścieniem i myślał o zwyciężeniu śmierci, która niewątpliwie kiedyś zajrzy mu w oczy.



I jedna uwaga. Wysłałem ten FF na główną stronkę ale admini chyba uznali że się nie nadaje. I tu moja uwaga. Czy odrzuceniem ficka byl powod, że jest za słaby, czy dlatego że DWIE ADMINKI które są za to odpowiedzialne po prostu żywią niechęć do mnie, co wiadomo od dawna - ja nie lubię ich, a one mnie. I myślę, że to jest bardziej to drugie co z wiadomych przyczyn. Mój fick to może nie arcydzieło ale widzialem jakie teraz ficki dodają: są w nich dobre i skuteczne, ale są też takie gówna jakich dawno nie widziałem. Postanowiłem dać to na forum by rzeczywiście poznać zdania userów i czy jest takie jak adminów.
Dzieki
Pan Nocy jest off-line