|
Super Moderator
Zarejestrowany: Aug 2006
Lokalizacja: Trójmiasto
Posty: 1,768
|
RE: Mroczny i sekretny Tom Riddle
Pan Nocy napisał/a:
Słońce wzeszło. Zamek powoli wyłaniał się z cienia i mroków nocy. Kwiaty, drzewa i cała bujna roślinność otaczająca Hogwart, obudziła się na nowo do życia po kilku godzinach snu mroku. Zakazany Las znów otworzył oczy i był gotów zacząć nowy dzień, podobnie jak jego wszyscy mieszkańcy. Koguty zapiały głośno, obok chatki gajowego, który spał twardym snem w swoim domu. Wierzba Bijąca poruszyła się niespokojnie, czując oblatujące ją półkolem ptaki. Lato już zupełnie przylgnęło do tej części świata.
Mimo, że w korytarzu zamku [small](zamkowym korytarzu, korytarzach zamku?)[/small] nie było jeszcze nikogo to można było wyczuć tlące i bijące tu życie za sprawą portretów, na których gospodarze pobudzeni zaczęli przeciągać się, ziewać i rozmawiać z sąsiadami. Każdy głos, każdy szept w tych wielkich, pustych korytarzach zdawał się był wielkim i donośnym krzykiem i piskiem, jaki wydawał fałszoskop, gdy niebezpieczeństwo tliło się w pobliżu. Wydawało się, że to właśnie Zakazany Las budził zawsze Hogwart, poprzez głośne szeleszczenie liśćmi w jego kierunku, co ranek, nawet jak nie było śladu po wietrze.
Tom Riddle otworzył oczy i powróciła do niego szara rzeczywistość. Miał piękny i przyjemny sen, który pękł jak bańka mydlana, gdy muzyka przyrody wbiła się do jego ucha, szepcząc mu, by się obudził. Wiedział, że tylko parę dni dzieli go od zakończenia semestru i ponownego powrotu na wakacje do miejsca, którego nienawidził. Tutaj w Hogwarcie był kimś. Był naprawdę wyjątkowy i wszyscy to wiedzieli, a ci którzy nie umieli tego zaakceptować, dostali srogą nauczkę.
W sierocińcu był tak naprawdę nikim. Tylko jednym z wielu porzuconych sierot i tak naprawdę zdeptanym robalem. Nie mógł znieść myśli mieszkania z mugolami, gdy już wiedział kim jest i gdzie powinien żyć. To wszystko sprawiało, że ostatnimi dniami dostawał szału o byle co. Zawsze ta sama wizja. On siedzący na starym, wyświechtanym łóżku w maleńkim pokoiku, i dochodzący zza ściany płacz dziecka.
Złapał się za twarz i potrząsnął nią zdrowo. Musiał skupić się na tym, że to tylko dwa miesiące. Wyjedzie na te "wakacje" i gdy wróci wszystko będzie w normie. Próbował znowu zasnąć, ale jego głowa nie dawała mu tej przyjemności. W końcu nie wytrzymał i wstał ubierając się. Chwycił swoją różdżkę i wyszedł z pokoju, mijając drugie łóżko, na którym głośno chrapał Avery.
Riddle przeszedł przez lochy i wyszedł drzwiami tuż obok holu głównego, mijając po drodze ducha Hufflepuffu - Grubego Mnicha, który zagadnął go:
-_Nie można zasnąć, co nie?
Riddle zignorował go. Pchnął główne drzwi i wyszedł na piękne i zielone błonia. Wyglądały teraz naprawdę cudnie, wraz ze złotym słońcem odbijającym się w gładkiej tafli jeziora. Chłopiec obrócił się i spojrzał na ogromny zamek. To właśnie tu znalazł prawdziwy dom. To tu znalazł sens swojego życia, które [small]sens - r. męski)[/small]do jedenastego roku życia uważał za mierne i gówniane. Wiedział, że jest coś co musi zrobić w te wakacje, dlatego musi wyjechać z Hogwartu. Pomimo tego, że profesor Dippet obiecał mu coś zorganizować, po tym jak Komnata Tajemnic została zamknięta.
"Musiałem ją zamknąć, nie chcąc, by Hogwart został zamknięty" - pomyślał w duchu. Wiedział, że kiedyś znowu zostanie otwarta. Za kilka, kilkanaście albo kilkadziesiąt lat. Bazyliszek nadal żyje.
Jego myśli znowu krążyły wobec zadania, które go czekało. To co odkrył kilka miesięcy temu wprawiło go w bardzo zły nastrój. Ojciec, który został ojcem tylko przez eliksir miłosny... ojciec, który zostawił matkę na pastwę losu z dzieckiem w jej łonie... ojciec, który nie chciał nawet znać swojego syna... ojciec, który pozwolił żeby matka jego dziecka, umarła z tęsknoty, żalu, biedy i bólu. Zapłaci za to... Mimo tego, że nie wiedział gdzie jest. Czuł, że jak odnajdzie pierścień, odnajdzie i ojca.
Tom postanowił przestać o tym myśleć i położył się na trawie, wpatrując się w błękitne niebo, na którym nie było żadnej chmury. Machnął kilkanaście razy różdżką i patrzył na czerwony, tlący się ogniem napis:
TOM MARVOLO RIDDLE
Obrzydzenie wkradło się do jego oczu. Nienawidził tego nazwiska. Tylko Marvolo było dla niego obojętne, bo to w końcu dziadek i pra-pra wnuk Salazara Slytherina. "Tom Riddle" kojarzyło mu się z tym głupim i pozbawionym uczuć mugolem, który zachował się tak nierozsądnie zadzierając z jedną z najstarszych rodzin czarodziejów na świecie.
Teraz machnął różdżką, a litery pozamieniały swoje miejsca: I AM LORD VOLDEMORT.
Bardzo lubił to robić. Widząc nowy pseudonim, który wymyślił kilka miesięcy temu, jego morale podnosiły się w zawrotnym tempie. Wiedział już, że należy skończyć z tym głupim nazwiskiem i dać sobie nowe, którego w przyszłości powinni lękać się, wypowiadać wszyscy czarodzieje świata.
Cichy gwar w zamku podpowiedział mu, że uczniowie zaczynają schodzić się do Wielkiej Sali na śniadanie. Rad nierad wstał, zmazując napis w powietrzu, jakby zmazywał gumką pismo ołówka z kartki i ruszył w kierunku zamku. Wszedł do środka i skierował się prosto do [small](ku?)[/small]Wielkiej Sali, bo nie było sensu iść z powrotem do dormitorium. Gdy mijał innych uczniów, spotykał się z różnymi reakcjami. Jedni patrzyli na niego groźnie, i zaciskając mocno palce na różdżkach, drudzy unikali jego wzroku bojąc się panicznie, a jeszcze inni kiwali głowami do niego i witali go witając go. Być może ze strachu, być może z szacunku, który sobie tu zaskarbił. Jednak te wszystkie reakcje nie obchodziły go zbytnio. Ignorował każdego. Prawie każdy miał kochających rodziców, czekających w ciepłym i przytulnym domku na swoje dziecko. Każdy miał przeszłość, teraźniejszość i przyszłość. Riddle miał tylko jedno: przyszłość. Miał wielkie plany, ale aby je zrealizować musiał przejść długą i krętą drogę, wkraczając w tajniki magii, o której większość czarodziejów nie miała zielonego pojęcia.
Tom wszedł szybkim krokiem i skierował się do stołu Slytherinu. Jego odznaka prefekta błyszczała z daleka, odbijając promienie słoneczne dobijające się do zamku zza okna. Obszedł stół Krukonów i zobaczył Avery'ego siedzącego kilka metrów dalej. Doszedł do niego i usiadł obok. Na stole były same pyszności, jak to zwykle na śniadaniu, czyli jajecznica, kanapki z łososiem, chleb z rozpuszczonym serem i sok z dyni. Riddle jednak nie tknął niczego, a jego myśli były zupełnie gdzie indziej niż głowa.
-_Czemu nie jesz?_- zagadnął niepewnie Avery. Riddle spojrzał na niego jak na idiotę i powiedział:
-_Może nie jestem głodny?
Avery wymruczał coś w rodzaju "aha" i wrócił do swojej jajecznicy, bo wiedział, że z takim humorem jakim w tej chwili dysponował Riddle, lepiej w ogóle na niego nie patrzeć. Tom sam nie wiedział po co przyszedł do Wielkiej Sali skoro nie był głodny. Wstał szybko od stołu i miał zamiar opuścić jadalnię, gdy usłyszał za sobą znajomy głos:
-_Tom!
Riddle wzdrygnął się na samo imię. Dobrze znał ten głos i już wiedział kto go zawołał. Powoli się odwrócił.
Przed nim stał starzec z długą kasztanową brodą i okularami połówkami na nosie, który wyglądał jakby był złamany przynajmniej w dwóch miejscach. Na głowie miał kolorowy kapelusz, a na tułowiu, długą, bordową szatę.
-_Dzień dobry profesorze Dumbledore._- powiedział Riddle, a i oczy mu się zwęziły. Jedyny profesor, który go nie lubił. Jedyny, który nigdy mu nie zaufał.
-_Profesor Dippet powiedział, że masz przyjść do jego gabinetu, chce z tobą porozmawiać._- powiedział Dumbledore i spojrzał prosto w oczy Riddle'a, który poczuł jakby profesor przenikał do głębi jego świadomości.
-_Dobrze._- odpowiedział niefrasobliwym tonem Riddle i już miał odejść, gdy Dumbledore ponownie go zagadnął:
-_Tom, wszystko gra? Dziwnie wyglądasz.
-_Dziękuje panie profesorze, wszystko w porządku._- odrzekł szybko Riddle i odwracając się plecami do nauczyciela, szybko wyszedł z Wielkiej Sali.
Szedł teraz wprost do gabinetu profesora Dippeta, rozmyślając nad tym co powiedział mu Dumbledore. Naprawdę wyglądał, aż tak źle? Niedaleko siebie zobaczył wielkie, srebrne lustro i podszedł do niego. Pomimo włosów uczesanych porządnie w jedną stronę i gładkiej cery, to jednak widać było, że coś z nim jest nie tak. Był bardzo blady i miał lekko zapuchnięte oczodoły. Podejrzewał, że to ostatnie tygodnie tak dziwnie na niego wpłynęły. Bo przecież musi coś zrobić... chce to zrobić...
_
***
_-_Jesteś pewny, Tom?
-_Oczywiście profesorze.
Armand Dippet przyglądał się ciekawie Riddle'owi i zaczął krążyć po pokoju, drapiąc się po łysiejącej głowie.
-_Jeszcze kilka miesięcy temu chciałeś, abym coś ci tu zorganizował we wakacje. Dlaczego zmieniłeś zdanie?
Riddle zastanowił się chwilę nad odpowiedzią i powiedział:
-_Zostawiłem kilka rzeczy w sierocińcu. Rok temu dał mi pan do zrozumienia, że to niemożliwe abym został, dlatego nie zabierałem wszystkiego. Muszę po to wrócić.
Dippet przyglądał mu się badawczo i on także chyba - podobnie jak Dumbledore - zauważył zmęczoną i ciężką twarz swojego ucznia, jednak nie zapytał o to.
-_No cóż, dobrze. To oczywiście twoja własna wola.
-_Dziękuję._- odparł Riddle i wyszedł z gabinetu.
_
***
Express Londyn-Hogwart powoli hamował. Tom Riddle był już przebrany w mugolskie ciuchy i złapał mocno swoją walizkę.
-_To... do zobaczenia za dwa miesiące..._- wypalił niepewnie Mulciber, siedzący obok niego. Avery kiwnął głową.
-_Taaak... -_powiedział Tom, nawet na niech nie spoglądając._- Do zobaczenia.
Pociąg w końcu zatrzymał się i Riddle wyszedł szybko z wagonu. Przeszedł jak burza obok stojących na stacji dorosłych czarodziejów, zapewne wyszukujących swoim dzieci. Zanim uczniowie spokojnie wysiedli z pociągu, Riddle'a już nie było.
Wyszedł z dworca i zobaczył znajomą twarz, patrzącą nie niego kilka metrów dalej i opierającą się o srebrnego Forda.
-_Dzień dobry, pani Cole._- powiedział Riddle i szybko wpakował walizkę do Forda oglądając się za siebie niepewnie. Pani Cole to zauważyła, bo natychmiast zapytała:
-_Wstydzisz się, że jesteś z sierocińca? Nie chcesz żeby ktoś cię zobaczył?
Paskudny rumieniec oblał twarz Riddle'a, który powiedział:
-_Jedźmy już, dobrze?
Szybko dojechali do sierocińca, bo nie znajdował się daleko. Tom rozpakował swoje rzeczy i natychmiast zamknął się w pokoju.
Muszę to zrobić dzisiaj... dostanę szału jak się nie uda... tak... dzisiaj w nocy... to musi być jego...
_
***
_
Ciemność przysłoniła niebo jak gęsty dym. W małej wiosce natychmiast zamarło życie, a każdy chciał jak najszybciej położyć się spać po ciężkim dniu pracy w polu. Tom zmierzał wąską drogą do ostatniego domu, najbardziej ponurego, trzymając w ręki lampę, która oświetlała mu drogę. Wiedział, że nie może używać czarów poza szkołą. Zatrzymał się przed drzwiami i zobaczył martwego węża przybitego do drzwi. Otworzył je.
W środku, na fotelu siedział nieruchomo mężczyzna. Włosy przysłaniały mu twarz, a w ręku trzymał nóż. Gdy Riddle wszedł do środka, mężczyzna poderwał się.
-_TY! TY!
Ruszył agresywnie do Toma, ale ten zrozumiał i przemówił do gospodarza mową wężów, więc słychać było tylko głośny syk:
-_Stój.
Gospodarz zatrzymał się i lekko cofnął z przerażoną twarzą.
-_Mówisz tym?_- zapytał przestraszony.
-_Tak, mówię tym.
Mężczyzna zaniemówił. Wpatrywał się w gościa, jakby zobaczył ducha. Riddle nie zamierzał tracić czasu.
-_Gdzie jest Marvolo?
-_Umarł._- odpowiedział gospodarz._- Wiele lat temu.
Tom wciąż wpatrywał się w mężczyznę.
-_A ty kim jesteś?_- zapytał.
-_Morfin. A bo co?
-_Jesteś synem Marvola?
-_Tak... a ty?_- zapytał Morfin. Przyjrzał się dokładniej Riddle'owi i dopowiedział:
-_Myślałem, że jesteś tym mugolem. Jesteś do niego podobny.
Riddle poczuł jak coś w nim zaczyna parować. Zapytał szybko:
-_Jakiego mugola?
-_Tego, w którym zabujała się moja siostra._- odpowiedział Morfin._- Mieszka w tym wielkim domu za drogą. Ale on musi być starszy od ciebie...
Wszystko w Riddle'u eksplodowało. Czy to możliwe? Czyżby to był jego ojciec?
-_Bo on wrócił._- dodał głupio Morfin.
-_Wrócił?
-_Rzucił moją siostrę i wrócił. Głupia suka obrabowała nas i uciekła z nim. Gdzie jest nasz medalion? Gdzie medalion Slytherinu?
Morfin zaczął klnąć. Riddle podszedł do niego i krótko machnął różdżką. Morfin opadł na podłogę.
A więc to prawda... Ojciec porzucił jego i matkę i wrócił do domu. Wystarczyło już dowodów.
Riddle zerknął w bok i zobaczył brązową szkatułkę leżącą bezwiednie na stole. Podszedł i sprawdził co jest w środku. Gdy nią potrząsnął na rękę wypadł mu mały, złoty pierścień ze złotym "S" na środku. A więc w końcu go ma. Pierścień Marvola.
Schował go bezpiecznie do kieszeni i podszedł do okna. Zobaczył duży, ciemny dom za drogą. A więc tam mieszka jego tatuś. Jego plugawy, mugolski ojciec. Zamyślił się. Spojrzał na nieprzytomnego Morfina i jeszcze raz na dom ojca. Zmrużył oczy. Już wiedział co należy zrobić.
Riddle doszedł do wielkiej metalowej bramy i spojrzał w dal. W domu paliły się światła, a więc gospodarze nie spali... tym lepiej...
Machnął różdżką zabraną Morfinowi i brama otworzyła się. Podszedł powoli do drzwi.
-_..._pomóż nakryć do stołu, kochanie...
Riddle zacisnął zęby i zaklęciem otworzył drzwi. W holu nikogo nie było, a hałasy dobiegały z pokoju po prawej, który chyba był jadalnią. Wyglądało na to, że szykują się do kolacji.
-_Homenum revelio._- mruknął cicho Riddle. W domu są trzy osoby, więc jego ojciec i dziadkowie... jeszcze lepiej...
Wkroczył pewnym krokiem do pokoju po prawej i zobaczył dwóch mężczyzn i kobietę. Jeden z mężczyzn był bardzo podobny do niego. Te same włosy, usta, oczy... Drugi z nich był starszy i głowę pokrywała mu siwizna, natomiast kobieta miała dużo zmarszczek i fryzurę przypominającą perukę. Gdy go zobaczyli zaniemówili.
-_Kim jesteś? Zgubiłeś się chłopcze? Jak tu w ogóle wszedłeś?
W Riddle'u wybuchła prawdziwa furia. Jego matka umarła w łachmanach, on spędził jedenaście lat w mugolskim sierocińcu, a oni żyją spokojnie i dostatnio? Machnął różdżką i błysnęło zielone światło. Jego dziadek i babka padli martwi, wobec zszokowanej twarzy ojca. To z nim pragnął pomówić.
-_MAMO!_- krzyknął Riddle senior, klęcząc przy ciele rodziców._- TATO!
Podniósł głowę na chłopca, który cały dygotał ze złości.
-_Kim jesteś?_- krzyknął przerażony Riddle senior._- Co im zrobiłeś?
Tom nie odpowiedział. Po chwili zapytał ojca, wylewając całą nienawiść każdym słowem:
-_Nie poznajesz mnie?
Mężczyzna cały się trząsł. Pokręcił lekko głową.
-_Może mała wskazówka._- zadrwił Tom._- Co widzisz codziennie rano w lustrze? Wiesz co? Swoją brudną, mugolską mordę. Teraz kojarzysz?
Riddle senior złapał mocno matkę za siną rękę i wyjąkał:
-_Nadal nie rozumiem...
-_Nie dziwi mnie to._- przerwał mu ostro Tom._- Nigdy niczego nie rozumiałeś... zostawiłeś moją matkę samotną z dzieckiem... nie obchodził cię ich los... zostawiłeś ich na pastwę biedy i zła... zapłacisz za to... zapłacisz za moją matkę...
Riddle rozszerzył oczy, a na czole widać było ślady potu.
-_Jesteś... jesteś moim... synem?
Tom wykrzywił usta w ohydnym grymasie.
-_Co im jest?_- zapytał Riddle wpatrując się ponownie w martwych rodziców. Cały się trząsł.
-_Nie żyją. Ty też za chwilę będziesz martwy.
Riddle z trudem łapał powietrze. Nie wiadomo co gorzej na niego wpłynęło, wiadomość, że rodzice nie żyją, czy to, że on za chwilę również straci życie.
-_Zabiłeś własnych dziadków... jak mogłeś..._- wykrztusił Riddle. Tom uśmiechnął się.
-_Nie tylko ich._- podniósł różdżkę._- Za moją matką.
Riddle wyglądał okropnie. Rozejrzał się szybko po mieszkaniu w nadziei, że może znajdzie jakiś przedmiot którym, by mógł się obronić, albo który, by mógł dać jako łapówkę... ale zostało już tylko jedno...
-_Proszę... błagam... nie zabijaj mnie... synu... przepraszam...
Ale Tom podjął już ostateczną decyzję.
-Avada kedavra.
Kolejny raz dom Riddle'ów rozdarła zielona poświata. Tom Riddle senior padł martwy, twarzą w podłogę, między matkę i ojca, i nie poruszył się już.
Tom uśmiechnął się złośliwie. Wiedział, że nic mu nie grozi. Wyszedł powoli z jadalni i opuścił po cichu dom dziadków. Musiał jeszcze na chwilę odwiedzić Morfina, a potem już spokojnie wróci do sierocińca i będzie czekał dwa miesiące, aż powróci do swojego prawdziwego domu. Będzie czekał razem z pierścieniem i myślał o zwyciężeniu śmierci, która niewątpliwie kiedyś zajrzy mu w oczy.
Kolorowy tekścik, co?
I jedna uwaga. Wysłałem ten FF na główną stronkę ale admini chyba uznali że się nie nadaje. I tu moja uwaga. [color=cyan]Czy odrzuceniem ficka byl powod, że jest za słaby, czy dlatego że DWIE ADMINKI które są za to odpowiedzialne po prostu żywią niechęć do mnie, co wiadomo od dawna - ja nie lubię ich, a one mnie. I myślę, że to jest bardziej to drugie co z wiadomych przyczyn. Mój fick to może nie arcydzieło ale widzialem jakie teraz ficki dodają: są w nich dobre i skuteczne, ale są też takie gówna jakich dawno nie widziałem. Postanowiłem dać to na forum by rzeczywiście poznać zdania userów i czy jest takie jak adminów.
Trochę mi ciebie żal. Myślisz, że ktokolwiek opublikowałby to coś? Albo, że ktoś chciałby poprawiać te żałosne błędy? Dno.
Dzieki
I zero wyobraźni. Wizyta u Dippeta - z książki. Zabicie dziadków i ojca, rozmowa z Morfinem, ze wspomnień. Napisałbyś coś oryginalnego... Komu się chce czytać o tym co było w Komnacie lub Księciu? Mnie to zupełnie nie interesuje.
No i te śliczne słówka, metafory, epitety, uhhh, szkoda, że nie umiesz pisać tego wszystkiego bezbłędnie. Taki tekst to mógłby napisać 12-latek.
Dno
|