Wyświetl pojedyńczy post
Stary 04-07-2008, 21:27   #1
Gosia27
Czytelnik horoskopów
 
Zarejestrowany: Mar 2008
Posty: 28
Domyślnie [NZ] Wilkołak cz.2

Nastał ranek Lilien z dużą nie chęcią wstała z łóżka i poszła się umyć, później ubrać. Kiedy była już gotowa zeszła ze wszystkimi na śniadanie do Wielkiej sali. W sali było gwarno od rozmów i odgłosów używanych sztućców. Lilien uwijała się szybko, bo pierwszymi zajęciami były dziś eliksiry ze Snapem. Cała klasa siedmio roczniaków udała się do lochów to sali, w której czekał na nich Snape. W klasie na każdej ławce stał kociołek, obok kartka z eliksirem do przyrządzenia. - Panno Shannon - rzekł Snape cierpkim głosem - pani usiądzie tu pod oknem - tak jest profesorze. Lilien usiadła we wskazanym miejscu i wzięła kartkę i zaczęła czytać :
Wywar tojadowy
Składniki:
18 kwiatów Akonitu,
2 szklanki Żabiego skrzeku,
Dżdżownica,
2 suszone figi.

Sposób Sporządzenia:
Do kociołka, w którym jest woda podgrzana do temperatury 50° C wrzucić2 szklanki żabiego skrzeku i znów doprowadzić do temperatury 50° C .Następnie mieszając przez 3 minuty w stronę odwrotną niż wskazówki zegara. Dodać dwie suszone figi pokrojone w kostkę pół na pół centymetra oraz jedną dżdżownicę. i podgrzać do temperatury 66° C i ostudzić, aż eliksir przybierze barwę zgniło zieloną w tedy dodać 18 listków z kwiatu Akonitu i zagotować do temperatury 118° C.


- Boże jakie to skomplikowane- szepnęła - panno Snannon nie oczkuję, że od razu uwarzy pani dobrze eliksir, ale jeżeli uda się to pani dostanie pani W z eliksirów na koniec. - Lilien patrzyła na Snape'a wyraźnie zaskoczona, tym co usłyszała - Ale dla czego profesorze? - powiedziałem już wszystko - odrzekł Snape i poszedł innym tłumaczyć jaki eliksir mają uwarzyć.
Lilien zaczęła pospiesznie mieszać składniki według wskazówek na pergaminie. Po godzinie jej eliksir przyjął kolor zgniło zielony, a z kociołka zaczęły wydostawać się dymiące, szare opary.
- Profesorze co się z kociołkiem Lilien – krzyknął Ocard uczeń Slytherinu - chyba coś przypala - i zaczął się śmiać - cicho bądź Ocard - wrzasnął Snape, co wywołało wielkie zdziwienie na twarzach wszystkich uczniów. Snape po raz pierwszy krzyknął na ucznia z własnego domu.
-Panno shannon - rzekł Snape, niech pani to napełni - i podał jej nie wielką buteleczkę
-potem proszę zanieść to profesorowi Lupinowi, on również oceni pani wywar tojadowy i za dwa dni powie mi czy jest dobrze przyrządzony. - Już się robi profesorze Snape - odpowiedziała Lilien. - Jeszcze jedno moja panno - tak? - odpowiedziała - Gryfindor dostaje 25 punktów za pani eliksir. Po klasie rozszedł się szum wywołany szeptami, - cisza!! - krzyknął Snape - zawsze mogę zmienić zdanie - powiedział uśmiechając się złośliwie. Szybko rozniosło się po szkole, że profesor Snape przyznał punkty Gryfindorowi i to w tak dużej ilości.
Lilien nie mogła znaleźć profesora Lupina, więc postanowiła zanieść mu to do domu, w tym celu musiała się teleportować w pobliże Nory. Kiedy już wylądowała obok Nory, jakieś 500 m dalej zauważyła nie duży chociaż całkiem ładny domek, miał ponure kolory ale mimo wszystko wyglądał ładnie. Podeszła do drzwi i zapukała - Kto tam? -
to ja Lilien profesorze - po chwili usłyszała jak ktoś zbliża się do drzwi by je otworzyć. - Witaj Lilien co Ty tutaj robisz? - spytał zaskoczony Lupin. - Profesor Snape mnie przysłał. - wejdź Lilien. Weszła do nie wielkiego pomieszczenia, było w nim bardzo ciepło, a z małego kominka tryskały iskry. - Czemu Snape wysłał tu ciebie? Lilien usiadła na skórze pod kominkiem - nie Lilien tu jest fotel - ale mi tu wygodnie profesorze Lupin- odpowiedziała i uśmiechnęła się. - No dobrze odrzekł Lupin i usiadł obok niej. - Więc czemu Snape cię tu przysłał? - spytał ponownie - Chciał, żebym dała panu to - i wyjęła z kieszeni małą buteleczkę. - To wywar tojadowy, profesor Snape powiedział, że pan też ma ocenić czy on jest dobry, jeżeli taki będzie dostanę W z eliksirów -wyjaśniła. - Snape tak powiedział?- zdziwił się Lupin. - Tak, ale to nie wszystko profesorze - mówiła dalej rozpromieniona- profesor Snape dał dziś Gryfindorowi 25 punktów. - Co takiego? - Lupin był naprawdę zaskoczony tą informacją. - Wiem, też byliśmy zaskoczeni.
Nadeszła chwila milecznia... - bardzo tu u pana ładnie i miło, ciepły przytulny kąt. - powiedziała Lilien nieśmiało. - Dziękuję, chociaż ja tak nie uważam, tu jest pusto, zbyt biednie i ...- nie prawda - przerwała mu Lilien. - Właśnie dlatego to miejsce jest miłe i przytulne. - Jesteś tu od ponad godziny, napijesz się czegoś? - spytał Lupin - Chętnie napiję się skrzaciego wina- odpowiedziała Lil-ien. Remus uniósł brwi mocno zdziwiony - dobrze młoda damo, zaraz wrócę. Kiedy Lupin wyszedł do kuchni po wino Lilien ściągnęła szatę i położyła ją na fotelu.
Po chwili wrócił Remus z dwoma kieliszkami skrzaciego wina w dłoni. - Proszę bardzo - i podał jeden kieliszek Lilien, potem usiadł obok niej.
- Lilien- zaczął nie pewnie - tak?- spytała. Jak się czujesz po wczorajszym wydarzeniu? Nadal jesteś przerażona i widzisz go jak zamykasz oczy? - Nie profesorze, a ten eliksir spokojnego snu naprawdę działa. - odpowiedziała spokojnie Lilien. - Cieszę się, że ci lepiej - powiedział uśmiechając się. - To pana zasługa profesorze - powiedziała. -Lilien dziś mów mi Remus - dobrze?. - Dobrze, więc -zaczęła od nowa- Remusie to twoja zasługa, wszystko minęło kiedy, kiedy ... - zająknęła się. - Tak Lilien?- Kiedy mnie przytuliłeś, poczułam się wtedy bezpieczna jak nigdy dotąd- powiedziała nie śmiało. W świetle kominka było widać, że się zarumieniła. - Wiesz kiedy byłam w twoich ramionach, czułam, że mogła bym tak wiecznie.- Lilien naprawdę miło mi to słyszeć, ale nie wiem czy jestem odpowiednim ...- Lilien nie wiele myśląc, przerwała mu tą wypowiedź pocałunkiem. Ze spuszczonymi oczami odsunęła się od niego. -Przepraszam Remusie, nie mogłam się powstrzymać. - Powiedziała nie patrząc mu w oczy. - Lilien- rzekł spokojnie Remus. - Pogładził ją delikatnie po twarzy i podniósł jej głowę tak, że teraz patrzyła mu prosto w oczy. - Dlaczego mnie przepraszasz?, to ja powinienem cię przeprosić za to, że ciągle stwarzam pretekst by z Tobą być. - odpowiedział Remus patrząc jej prosto w oczy. - Remusie...- rzekła zaskoczona Lilien, ale nie dokończyła, bo Remus złożył na jej ustach kolejny gorący pocałunek, tuląc ją mocno do siebie. Czuł jak Lilien cała drży od jego pocałunków, dotyku. Wiedział, że nie powinno się to dziać, że nie powinno mieć miejsca, ale nie chciał też tego przerywać. Przy Lilien czuł się szczęśliwy, chciało mu się żyć i miał wrażenie, że może zrobić wszystko.
Gosia27 jest off-line