Hm, dla mnie Tolkien jest nie tyle nudny, co trudny, potrzebuje maksymalnego skupienia i koncentracji... I prawdziwego wejścia w ten jego świat. Przeczytałam chyba całą "Drużynę Pierścienia", fragment "Dwóch wież" i "Dzieci Hurina" (+ kawałek "Silmarillonu" omawianego na polskim - ale to akurat mi się podobało). Wrócę do tych książek w wakacje, kiedy to po głowie nie będzie mi chodziło, że jutro klasówka, za tydzień to, a za ponad miesiąc egzaminy...
Obecnie czytam "Faraona" i częstymi chwilami muszę przyznać, że jest tak strasznie nudny, że aż mnie wszystko skręca. Nie wiem jak będzie dalej, na razie kończę I tom, zobaczymy.
Dalej... "Skąpiec". Ledwo przebrnęłam, a przed pałą z treści (z której nic prawie nie zapamiętałam) obroniły mnie urodziny.
Hmmm... Tutaj zapewne zostanę zabita przez dużą część Twilightomaniaczek... Ale cóż poradzić, jak zmęczyłam tylko pierwszą część "Zmierzchu" i przejrzałam następne? Z całym uszanowaniem, ale naprawdę mnie ta książka znudziła i nie jest 'w moim typie'.
Sapkowskiemu zdarzało się czasem przynudzać w "Narrenturmie", ale nadrabiał innymi, genialnymi fragmentami.
Wracając do literatury młodzieżowej, "Pamiętnik jedynaczki" 1 i 2. Obydwa były nawet sympatyczne, jak się czytało raz, później już flaki z olejem.
Zasypiałam także przy serii "Pośredniczka" Meg Cabot.
Tyle, z tego co mi się przypomina.
|