Wyświetl pojedyńczy post
Stary 04-21-2009, 16:40   #1
Lady Mary Jane
Moderator
 
Lady Mary Jane na Harry Potter Forum
 
Zarejestrowany: Mar 2008
Posty: 1,687
Domyślnie Cedrik na planie Pierwszej Miłości

Cedrik na planie Pierwszej Miłości

Cichy wiatr podstępnie wślizgiwał się pod moją piękniutką kołderkę z Hello Kitty. Bardzo lubiłem tę kołdrę, jednak mama nie kazała mi pod nią spać. A ja słuchałem mamy. Lecz nie tym razem. Tym razem... Napawałem się wolnością! Wolnością w Hogwarcie. W miejscu, gdzie mogłem nosić moje ulubione bladoróżowe swetry, białe skarpetki do sandałów i takie tam...
- Cedrik! - szepnął ktoś konspiracyjnie w moją stronę. Była noc. Wszyscy w Hogwarcie zapadli w błogi sen. Tylko ja nie mogłem zasnąć, myśląc o...
- Cedrik, cioto! - usłyszałem ten sam syk. Na wyraz "ciota" reagowałem gwałtownie. Nikt nie miał prawa mnie tak nazywać! Nikt... Prócz mojej mamusi.
- Nie nazywaj mnie tak! - spróbowałem warknąć, lecz wyszło to raczej jak przeciągły jęk.
- Cedrik, słyszałem, że kręcisz z tą nową! - w głosie mojego oprawcy słychać było rozbawienie połączone z zazdrością. To drugie trochę mnie uspokoiło.
Wymacałem w ciemności kołdrę i nakryłem ją sobie na głowę. Odsłoniłem tylko oczy, by ewentualnie móc zakryć się do końca, gdyby nadeszło jeszcze jakieś niebezpieczeństwo.
- Ja? Pierwsze słyszę! - odparłem cicho. Po chwili zrozumiałem, że nie mogę oddychać. Wychyliłem delikatnie swój zgrabny, kształtny i powabny nosek spod kołderki.
- Wszyscy o tym gadają! - szepnął chłopięcy głos. Swoją drogą, bardzo mi się podobało jego brzmienie. Przyjemnie łechtało moje Superdelikatne Uszy. - Niezła z niej...
- Zamilcz, chłopcze! - zażądałem zdegustowany. Nie chciałem słuchać o tym jednodniowym romansie, opartym na jednym, krótkim pocałunku. Zerwałem z nią, miała krzywą piątkę w uzębieniu. Poza tym nie lubiłem, gdy chwalono kobiety. I to w tym wieku. To było plugawe! - Idziemy spać. Nie będę rozważał z tobą - prychnąłem z pogardą. - na jej temat!
- A idź do diabła, cioto... - usłyszałem ciche mruknięcie. Sapnąłem. Tej nocy nie spałem dobrze.
Najpierw śniło mi się, że trzymam za rękę jakąś wyjątkowo delikatną kobietę. Do teraz mam traumę. Potem sunąłem wzrokiem w dół. Od dłoni, aż do... No właśnie. Okazało się, że to był chłopiec. Wrzasnąłem. Nawet teraz, gdy siedzę w Wielkiej Sali i jem kaszkę nawiedza mnie ta wizja. Może jestem schizofrenikiem? Moze powinni mnie dać do czubków? O mój Boże! To takie straszne! Przecież ja nie boję się ludzi! Nie wliczam w to sytuacji, kiedy przyszedł do naszej willi listonosz. To było piekło. Teraz już wiem, dlaczego mamusia nie zaprasza od nas gości...
Siedziałem tak i jadłem tą kaszkę, ze wzrokiem wbitym w rękaw mojego różowiutkiego swetra. Dzisiaj byłem sam. Już od kilku dni promuję swój nowy imidż. Piękny, lecz lekko przerażający, samotny dziwak, siedzący na uboczu. Nieważne, że siedziałem pośrodku stołu. To i tak pociąga wszystkie laski. A w połączeniu z moim osobistym wdziękiem, powabnością pośladków i innych części ciała... Aaach.
Uniosłem lekko głowę, by spojrzeć, czy czasem ktoś ciekawy nie zagościł w Wielkiej Sali. I wtedy się stało. To ona. Piękna, zniewalająca, egzotyczna, moja własna księżniczka. Obawy, co do tego, czy czasem nie żywię urazu do ludzi zniknęły wraz z delikatnym powiewem dopływającym spod jej sukienki... WRÓĆ! ... delikatnym powiewem dopływającym od jej pięknych, czarnych włosów. Westchnąłem. Zaraz usłyszałem, jak inni wzdychali. To była scena niczym z jakiegoś filmu pornog... z jakiegoś romansu! Wszyscy siedzili oparci o swoje ręce, chyba, że jedna z nich wędrowała pod stół... STOP! Stop, stop, stop! Cedriku Diggory! To, że miałeś taki perwersyjny sen w nocy, nie upoważnia cię do tego, żebyś myślał o TAKICH rzeczach. Wziąłem głęboki wdech i wstałem. Ona nadal szła. Była Krukonką, jestem tego pewien. Ale.. Zaraz! Ona nie idzie do stołu Hufflepuffu! Gdzie.. O Mój Boże! Ona... ona... ona idzie do tego szmaciarza! Oops. Złożyłem ręce i spojrzałem ku niebu. Przepraszam mamusiu, że odważyłem się kląć tak perfidnie. Amen. Powróciłem do dawnej postawy. Wytrzeszczyłem tak mocno oczy, że gdyby mogły, to by mi wypadły. Środkowy palec u mojej prawej ręki niebezpiecznie zaczął drgać, a na usta wciskało się podstępnie "fuck you, Potter!". Jednak, ja - zazwyczaj kulturalny, z ogładą, intjeligientny - zdołałem się powstrzymać. Wracając to egzotycznej panienki: Była powalająca. Powaliła wszystko wszystkim oprócz jednego... Ale, to nieważne. O takich rzeczach nie powinienem w ogóle myśleć! To plugawe, bleee!!! Ona nadal tam stała. Czarnowłosa, piękna, ponętna. Ach, aż chciało się mruczeć! Ale przy kim stała!? Przy tym pajacu! Ja zupełniie nie wiem, jak on mógł pokazywać się publicznie w takim CZYMŚ! To... to... to wyglądało jak worek po ziemniakach! Jak jakiś cholerny śpiwór, albo coś w tym rodzaju! Jak ona mogła patrzeć na takie zupełne, rozczochrane, zapchlone najpewniej, bezguście?! Jak!? Byłem tak zbulwersowany, że miałem ochotę rzucić się na podłogę i walić moimi delikatnymi piąstkami w ziemię! I wyć! Nagle, w przypływie jakichś uczuć, ma luba pochyliła się nad tym kowbojem z blizną na czole i szepnęła mu coś do ucha. Ten uśmiechnął się tym swoim obleśnym usmiechem Plastusia i kiwną czerepem. Usiadłem. Tego było za wiele. Moje ego, duma, wszystko, wszystko został urażone. Zaraz jednak, niewidzialna ręka pacnęła mnie w potylicę i doznałem olśnienia! No tak! Trzeba zawalczyć! Aaach, jakiż to ja jestem mądry. Wstałem z godnością i uniosłem swój Jakże Szlachetny Podbródek. Nie wiedziałem nawet jak ma na imię, jednak nie bałem się do niej podejść. Miała w końcu całkiem ładne koleżanki. Jednak spotkało mnie rozczarowanie. Koleżanki były, ale moja Exotic Pussy zginęła! Nie było jej! Och, ciężki mój los ale muszę się z nią spotkać. Te jej psiapsiółeczki wydały mi się podejrzane. Baaaardzo podejrzane. W końcu, kiedy tak stałem i patrzyłem na ich... twarze, jedna się odezwała:
- Witaj. Mam na imię Marta. Widziałam, że byłeś zapatrzony w Cho. Jednak ta poszła kupić nowe wydanie Playboya dla Pottera.
ŻE JAK?
- Powiedz jej, aby pod pozorem zwędzenia Ognistej Whisky przyszła za parę godzin do kuchni. Tam, muszę z nią porozmawiać. - powiedziałem szybko. - Oto masz waćpani za swoje trudy. - dokończyłem kładąc w jej rękę kilka cukierków.
- Nie, panie; ani jednego Dumla.* - odparła Marta. Widać dobrze znalała Romeła i Żulię. Zaśmiałem się w duchu, jednak nie przyjąłem z powrotem Dumli. Byłem zbyt dumny. Odwróciłem się i cały w skowronkach pobiegłem do Pokoju Wspólnego. Jestem zakochany, sialala, zakochanyyyyy!
- Joł, paszteciakiii. - zawyłem, wchodząc do pomieszczenia, niczym John Travolta, z "Gorączki Sobotniej Nocy", kiedy tańczył. Pierwszoklasiści spojrzeli na mnie, jak na kompletnego idiotę, jednak jak się tym nie przejmowałem. Wyrwałem najlepszą laskę ze szkołyyyy! Jest, jest, jeeeest! Chciało mi się wyć, skakać, zachowywałem się jak w Sylwestra, kiedy to pierwszy raz spróbowałem piwa. Nie wiem dlaczego inni wtedy się ze mnie śmiali. Po jednej szklance spałem już głęboko, a przed tym, jak runąłem na łóżko, kwiczałem i robiłem piruety na śliskim linoleum. Teraz było dokładnie tak samo. W końcu jednak, kiedy ochłonąłem, poprawiłem kołnierzyk i zmierzwiłem włosy, udając się do mojego dormitorium. Muszę się przebrać! Natychmiast! NATYCHMIAST!
Wpadłem niczym Katrina do mojej garderoby i zacząłem szukać. Po około godzinie znalazłem to, czego chciałem. Niebieską koszulę i spodnie, w których mój tyłek wygląda jak ciastko z bitą śmietaną. Wypsikałem się czymś, co ostatnio podwędziłem jakiemuś drugoklasiście. Chyba się zorientował, ale bał się podejść. No. Teraz mogę wyruszać. Przeczesałem moje włosy i wyszczerzyłem zęby, by sprawdzić stan ich bieli. O cholera. Mglisto białe! Jeszcze parę dni temu były przejrzyście białe! To katastrofa! Jak to się stało!? Jak! Wpadłem w panikę. Zacząłem chodzić w tą i z powrotem z rękoma złożonymi za plecami. Nie śmiałem spojrzeć w lustro. Nie! To jakaś paranoja! Par.Ra.No.Ja. Jak moje kochane, białe, piekne, proste zęby mogły zmienić kolor na gorszy!? To niedorzeczne. W końcu się uspokoiłem. Nie powiem nic mamusi. Chyba by mnie zaciosała tymi tasakiem do zażynania słodziaśnych, słitaśnych, różowiuteńkich świnek. Swoją drogą, to są naprawdę biedne zwierzątka. Mamusia chyba lubiła się na nich wyżywać... Powracając do tematu, postanowiłem po przyjeździe do domu porozmawiać dyskretnie z tatą. Na pewno pozwoliłby mi iśc do dentysty na wybielanie. Tak, tak, to na pewno dobry pomsył. Zgodzi się. Odetchnąłem.

CDN na kolejnej stronie...
__________________
GUNS N' ROSES

Ostatnio edytowane przez Lady Mary Jane : 04-21-2009 o 16:44.
Lady Mary Jane jest off-line   Odpowiedź z cytowaniem