Wyświetl pojedyńczy post
Stary 08-16-2009, 18:23   #1
narcyza1117
Niepoprawny marzyciel
 
narcyza1117 na Harry Potter Forum
 
Zarejestrowany: Aug 2008
Lokalizacja: ZAPOMNIALAM
Posty: 34
Domyślnie Black Potter Lupin czyli święta Trójca

-To rude, wredne dziewczę się na Ciebie znów patrzy.- wysoki,ciemnowłosy chłopak siedział oparty o pień drzewa. Jego przyjaciel szybko potargał sobie włosy.
-Oj już przestała- dodał uśmiechając się wrednie.
-Syriusz,mi na niej ZALEŻY- warknął James uderzając przyjaciela w głowę. Syriusz parsknął śmiechem. Jemu nigdy na nikim nie zależało. On nigdy nikogo nie kochał. Bo jak można kochać, skoro się nigdy kochanym nie było?
-Jak dzieci- podsumował siedzący obok chłopak.
-Lunatyku błagam- jęknął Syriusz. - Pomóż Rogasiowi wieść pannę Evans bo on oszaleje. A razem z nim MY.- czarnowłosy chłopak patrzył błagalnie na Remusa.
-Niby jak?- za nic nie przyczyni się do tej sprawy. Przyjaźni się z obojgiem, ale nie ma zamiaru bawić się w swatkę.
-Mówisz jakbyś nie wiedział.- rzucił luźno Syriusz.
-Wyobraź sobie Łapo, że nie wszyscy są tacy jak ty- warknął blondyn i zatrzasnął książkę. Przyjaciele patrzyli jak jego postać zbliża się do zamku.
-No brawo! Ty to masz wyczucie, naprawdę- Rogacz patrzył wrogo na Syriusz.
-No co ja do cholery zrobiłem?!- i jak zwykle jego wina. Zawsze muszę zwalić wszystko na niego.
-Skoro Ty nie umiesz skutecznie się z nią umówić, to ja Cię z nią umówię.-powiedział z zadziornym uśmiechem Syriuszu i podniósł się z ziemi.Pewnym krokiem ruszył w stronę grupki dziewczyn ignorując błagalne jęki Jamesa. Syriusz Black to zdecydowanie największy podrywacz Hogwartu.
-Cześć- powiedział i stanął obok Lily. Dziewczyna obrzuciła go szybkim spojrzeniem i westchnęła.
-Teraz przysyła najlepszego przyjaciele, by się ze mną umówił?- zapytała z załamaniem nie patrząc na chłopaka. Łapa roześmiał się sztucznie.
-Nie.Chciałem Cię błagać byś się z nim umówiła. Oszaleje, jeśli się z nim nie umówisz, a z nim oszalejemy i my. - powiedział. Ton jego głosu przypominał raczej rozkaz a nie prośbę. Lily prychnęła, podniosła się i stanęła na przeciwko Syriusza.
-No to macie problem.- warknęła i podniosła z ziemi swoją torbę. Podobnie jak chwilę temu Remus, ruszyła wściekła do zamku. Co to w ogóle za pomysł jest?! Ona i ten kretyn.Napuszony, rozpuszczony, zapatrzony w siebie ignorant. Syriusz stał jak wryty. Nie zgodziła się. Po raz pierwszy jakaś dziewczyna się nie zgodziła. Powoli wrócił do Jamesa.
-Twarda sztuka.- powiedział i usiadł na swoim poprzednim miejscu.
-Wielkie dzięki Łapo- James załamany zaczął uderzać się w głowę podręcznikiem od Zielarstwa.
-I znów moja wina tak?- jęknął Syriusz. Jakby nie patrzył to będzie jego wina.
-Patrz kto to wyległ na błonia- Łapa z uśmiechem wskazała na chłopaka odługich, tłustych, czarnych włosach z haczykowatym nosem. James spojrzał na niego i na jego twarzy zawitał ogromny uśmiech. Szybko podnieśli się z ziemi i wyciągnęli różdżki.
-Smarku to ty się nie boisz słońca?- zawołała James idąc pewnie w stronę chłopaka. Tuż obok niego szedł Syriusz.
-Myślałem,że wampiry unikają światła.- śmiał się Syriusz. Jeśli w jakiś sposób mogli sobie poprawić humor to tylko męcząc Severusa. Lily obserwowała całe zajście z okna swojego dormitorium. Nie było sensu tam biec i drzeć się na nich. Przecież on i tak nie potrzebuje jej pomocy.Przypomniało mu się jak dwa lata temu po raz pierwszy nazwał ją Szlamą.Bolało tak samo nawet kiedy o tym myślała. Wściekła wróciła do Pokoju Wspólnego. Na jednym z foteli siedział Remus. On był najnormalniejszy z całej tej bandy.
-Mogę?- zapytała i usiadła obok. Nie nie mówili.Oboje byli wściekli, oboje na tą samą osobę. Do dormitorium jak burza wpadł James i Syriusz. Za nimi biegł Peter.
-Dostanie się nam.-powiedział zasapany James i opadł na fotel koło Lily. Ta prychnęła i demonstracyjnie złożyła ręce na piersiach. No to stwierdzenie Syriusz roześmiał się i spojrzał z podejrzeniem na przyjaciela.
-Jedzenie Ci zaszkodziło? Nam nigdy się nie dostanie. Nie od niego- rzucił i przeczesał ręką swoje włosy. Lily prychnęła jeszcze raz.
-Zachowujecie się jak dzieci. Podkreślam DZIECI. Szkoła się kończy za dziewięć miesięcy a poza murami szkoły czeka Voldemort. Takie dzienne zabawy was nie uratują!- krzyknęła i wybiegła z Pokoju Wspólnego. James patrzył na Syriusza. Miała rację. Jakby na to nie patrzeć, głupie szkolne wygłupy ich nie uratują. Podniósł się z fotela i szybkim krokiem ruszył do dormitorium.
-A Ciebie gdzie niesie?!- zapytał za nim Syriusz.
-Dorosnąć idę- warknął przez ramię i wbiegł szybko po schodach. Black prychnął i wyciągnął się wygonie w fotelu. Pokój Wspólny był pusty, wszyscy Gryfoni cieszyli się ostatnimi promieniami słońca.
-Ty też powinieneś dorosnąć.-rzucił niewinnie Remus. Syriusz spojrzał na niego dziwnie. Z dormitorium dziewczyn wychodziła właśnie wysoka dziewczyna z piątego roku. Jej długie, kręcone włosy opadały wdzięcznie na ramiona,a duże, szare oczy zwalały z nóg. Syriusz uśmiechnął się do przyjaciela i szybko zerwał się z fotela.
-Rose, mówiłem Ci jak pięknie dziś wyglądasz?!- zaczął podchodząc do dziewczyny. Brunetka spojrzała na niego z rozbawieniem.
-Próbuj szczęścia dalej Black. Zbyt płytki teksty jeśli chcesz się ze mną umówić- powiedziała i spojrzała na niego zadziornie. Chłopak przysunął się do niej i ujął w palce kosmyk jej włosów.
-No to może spotkajmy się o siódmej pod portretem i zobaczymy czy moje teksty są takie płytkie.- powiedział zalotnie. Dziewczyna uśmiechnęła się.
-Zobaczymy- powiedziała i uniosła brwi. Wyszła z Pokoju Wspólnego kołysząc biodrami.
-Jestem dorosły- powiedział zadowolony do Remusa.
-Jesteś zboczony- rzucił i uśmiechnął do niego.
-Nie Lunatyku, ja po prostu bardzo kocham kobiety- powiedział i przybrał na twarz swój ulubiony, firmowy uśmiech podrywacza.
-ŁAPO!- w drzwiach od dormitorium stał James.
-Tak moje kochanie?- zapytał zalotnie Syriusz. Rogacz zatrzepał rzęsami.
-Skarbeńku Ty mój nie wiem w co mam się ubrać.- zaszczebiotał słodkim, kobiecym głosem i nagle spoważniał.
-Mam zamiar zabrać Evans dzisiaj na randkę- poruszył znacząco brwiami. Syriusz parsknął śmiechem i podniósł się z fotela.
-Lunatyku chodź ubierzemy jakoś tą sierotę. Chociaż ta randka i tak nie wypali-obaj przyjaciele ruszyli za Jamesem do ich dormitorium. Pół godziny później James stał przed lustrem ubrany w swoją najlepszą koszulę i ciemne spodnie.
-Co myślisz o tej wodzie kolońskiej?- zapytał nagle Syriusza. Chłopak leżał rozwalony na swoim łóżku i przeglądał jakąś gazetę.
-Śmierdzi-stwierdził bez uczucia. Nie rozumiał tego. Po co się tek szykować?!Jaki to ma sens?! On zawsze był zwyczajny. Nie musiał wkładać w swój wygląda tyle pracy. Dziewczyny i tak na niego leciały.
-Sam śmierdzisz- skwitował Remus.
__________________
W życiu można liczyć tylko na siebie. A i tego nie radzę


Cnota hamulcem rozwoju.


Może powinniśmy kochać to, czego nie umiemy pojąć.


Nie pójdę do nieba bo mam lęk wysokości.


Jeżeli wieczność istnieje, śmierć jest tylko żartem.
narcyza1117 jest off-line   Odpowiedź z cytowaniem