Wyświetl pojedyńczy post
Stary 10-08-2009, 00:06   #1
Gumochlon
Niepoprawny marzyciel
 
Gumochlon na Harry Potter Forum
 
Zarejestrowany: Aug 2008
Lokalizacja: tu
Posty: 47
Domyślnie Harry Potter i Uczeń Durmstrangu

Prolog

Na szczycie wzgórza, tuż nad urwiskiem rosło samotne, powykrzywiane, skarłowaciałe drzewo, dzień i noc smagane wiatrem. W dole urwiska spiętrzone morskie fale z hukiem rozbijały się o ciemnoszarą, oślizgłą skalną ścianę a pieniste grzywy unosiły się z czarnej kipieli i rozbryzgiwały o zmąconą taflę wody z nienawistną gwałtownością. Na tle szaro-granatowego, sztormowego nieba krążyły mewy. Ogłuszający szum wiatru i rozszalałego morza prawie zupełnie zagłuszył odgłos trzasku. Przypominało to nieco wyładowanie elektryczne.
Drzewo nie było już jednak samotne. Obok stał człowiek podobnie jak ono smagany przez wichurę. Jego długie, jasne, prawie białe włosy, miotane wiatrem zasłaniały całkowicie twarz. Otulił się szczelniej czarną peleryną i spojrzał w około uważnie, podpierając na eleganckiej, czarnej, błyszczącej lasce. Drugą dłoń włożył za pelerynę. Rozglądał się coraz intensywniej, jak człowiek ścigany, który boi się, że gdy się odwróci zobaczy coś, czego wolałby nie oglądać. Nagle zamarł wpatrzony w głąb lądu. Wiatr na chwilę odsłonił jego szczupłą, pobladłą twarz i wyraz przerażenia, który na niej zamarł.
Ścieżką pięła się w górę jakaś postać spowita w ciemny całun, który wyglądał jak utkany z gęstego, czarnego dymu. Postać zdawała się sunąć kilkanaście centymetrów nad ziemią, nie muskając nawet koniuszkami palców pożółkłej, jesiennej trawy, kładącej się na ziemi pod podmuchem wiatru. Z każdym metrem dokładniej było widać białą, kobiecą twarz. Jej długie, czarne włosy tańczyły wokół głowy jak żywe węże. Mężczyzna na szczycie wzniesienia mimowolnie zrobił krok w tył. Kobieta przyspieszyła. Sunęła teraz w jego kierunku z uśmiechem na twarzy. Zatrzymała się tak blisko, że gdyby odrobinę wyciągnął rękę mógłby jej dotknąć. Nie zrobił tego jednak. W ogóle nic nie zrobił.
- Witaj Lucjuszu – powiedziała zimnym głosem. Jej wielkie oczy zajaśniały zielonym światłem.
- Pani – mężczyzna pochylił głowę a jego głos zadrżał.
- Jestem rozczarowana, lub raczej powinnam rzec - jesteśmy rozczarowani.
- Pani, pozwól mi naprawić mój błąd.
Kobieta wyglądała, jakby się nad czymś zastanawiała. Przekrzywiła głowę na bok, potem odchyliła ją do tyłu a następnie okręciła nią w taki sposób, że Lucjuszowi skrzywił się z odrazą.
- Nie - powiedziała cicho, ale on usłyszał to bardzo wyraźnie pomimo huku fal. Jakby to „nie” dźgnęło go w sam środek czaszki.
Włosy kobiety, poruszane wiatrem zbliżały się do Lucjusza i wyglądały teraz już zupełnie jak czarne, oślizgłe, błyszczące węże. Nagle wzdrygnął się. Spomiędzy czarnych splotów wysunął się ku niemu paskudny gadzi pysk. Wąż zasyczał a oczy kobiety rozbłysły jeszcze bardziej. Jarzyły się zimnym, zielonym blaskiem. Teraz z bliska Lucjusz dobrze widział jej pionowe źrenice. Wąż zbliżył się do jego twarzy, po czym odwrócił się od niego z sykiem i okręcił wokół szyi kobiety. Zmrużyła oczy, jakby dotyk węża był przyjemną pieszczotą. Wąż wysunął rozwidlony język i przejechał nim po szyi kobiety.
- Pani, błagam – powiedział niewyraźnie Lucjusz.
- Po raz kolejny okazałeś się bezużyteczny. Nasza cierpliwość się wyczerpała.
- Pani, gdyby nie ja, gdybym nie powiedział, gdyby..., pani nie byłoby cię tu...
W dłoni kobiety pojawiła się długa, żółtawa różdżka, która wyglądała jakby była zrobiona z ludzkiej kości.
- Crucio! - krzyknęła mocnym, wysokim głosem celując w Lucjusza, który upadł na ziemię i zaczął się po niej wić krzycząc bez opamiętania. Kobieta roześmiała się, wciąż w niego celując a on czołgał się wśród trawy wyjąc bezsilnie. Nagle kobieta uniosła różdżkę w górę. Lucjusz przestał wrzeszczeć, kulił się teraz jedynie na ziemi pojękując cicho. Kobieta podeszła do niego. Z pomiędzy oplatającego ją całunu wysunęła odkrytą, białą stopę o długich, nienaturalnie kościstych palcach i dotknęła nią boku leżącego przed nią mężczyzny.
- Ścierwo – rzuciła patrząc na niego ze wstrętem.
Wąż otarł się pyskiem o jej twarz.
- Tak, mamy sprawy do załatwienia – wyszeptała, zbliżając bezkrwiste usta do pokrytej łuską głowy węża. - Bardzo stare sprawy, którymi nareszcie trzeba się zająć.

Zmieniłam nazwę tematu. Bo to nie jest już sam prolog, nieprawdaż? Sari.

Ostatnio edytowane przez Sarahis : 03-14-2010 o 17:57.
Gumochlon jest off-line   Odpowiedź z cytowaniem