Wyświetl pojedyńczy post
Stary 10-08-2009, 22:20   #4
Gumochlon
Niepoprawny marzyciel
 
Gumochlon na Harry Potter Forum
 
Zarejestrowany: Aug 2008
Lokalizacja: tu
Posty: 47
Domyślnie Rozdział drugi. Cudowne dziecko 1/2

Gdy niezadowoleni aurorzy i profesorowie z ociąganiem i wśród głośnych protestów opuścili gabinet, Dumbledore odezwał się do pozostałych.
- Czy mówi wam coś nazwisko Van Tassen?
- Tak – powiedzieli Ron i Hermiona.
- Nie - odezwał się Harry.
Hermiona spojrzała na Rona z zainteresowaniem ale i z niedowierzaniem, jak na niezbyt bystre dziecko po którym nikt nie spodziewa się cudów, i które nagle wykazało się jakimiś umiejętnościami.
- Wiesz kto to Lillian Van Tassen? – spytała z powątpiewaniem.
- Pewnie – Ron wzruszył ramionami. – Gdy na drugim roku Filch kazał mi czyścić te wszystkie puchary, widziałem jej Medal za Zasługi Specjalne. Było też zdjęcie. Wow! Niezła sztuka! Mówię wam.
- Ron! - rozzłościła się Hermiona.
- Nadęta, zarozumiała, bezczelna, węsząca, wścibska kreatura, wiecznie otoczona wianuszkiem zapatrzonych w nią debili. Oto kim była Van Tassen – wycedził Snape akcentując każdy przymiotnik z osobna.
- To nieprawda!- zawołała McGonagall. – Jak możesz tak mówić? Doprawdy Severusie dałbyś już spokój.
Harry poczuł nagły przypływ sympatii dla nieznanej mu uczennicy.
- Cóż, ja uważam, że była urocza – uśmiechnął się Dumbledore. – I śliczna. Ale to nieważne. Ważne jest to, że była nieprzeciętnie inteligentna.
Snape prychnął a Hermiona wtrąciła się:
- Wynalazła odmładzający syrop z wyciągu z gumochłona.
- I miała wtedy zaledwie 15 lat! – dodał Dumbledore z zachwytem.
- Może przejdziemy do sedna – przerwał Snape. - Peany na cześć zupełnie zwyczajnej uczennicy, którą wyróżniały jedynie pieniądze jej rodziców są chyba zbędne.
- Severusie jesteś niesprawiedliwy – westchnęła McGonagall - Ale jak tam sobie chcesz.
- Zaczynamy? – spytał Snape.
Dumbledore skinął głową i poprawił się w ramach portretu.
- Lillian Van Tassen, pochodziła ze starej, arystokratycznej, czarodziejskiej rodziny holenderskich emigrantów. Straciła rodziców gdy miała rok. Nastąpił wybuch w ich fabryce Magicznych Kosmetyków. Od tego czasu zajmował się nią zarząd Van Tassen inc. Zarząd wyznaczał opiekunów i przygotowywał ją do przejęcia firmy. W wieku dziesięciu lat Lillian musiała już podejmować decyzje dotyczące koncernu godne dorosłego człowieka. Interesy korporacji na kontynencie wymagały by w wieku jedenastu lat zaczęła naukę w Beauxbatons. Jednak w szóstej klasie wróciła do Anglii by kontynuować swoją edukację w Hogwarcie. Dostała się do Gryffindoru.
- Kiedy to się działo? - spytał Harry
Ron zaczął liczyć mamrocząc pod nosem.
- To musiało być jakieś czterdzieści lat temu.
- Właśnie tak - przytaknął Dumbledore. - Tuż po upadku Voldemorta. Wy moi drodzy mieliście wtedy jakieś dwa lata. Profesor Snape dopiero co zaczął uczyć w naszej szkole. Wyłapano większość śmierciożerców. Powoli powracał ład. Ład ten był jednak bardzo kruchy i tak naprawdę ulotny jak mydlana bańka, ale byliśmy tak zaślepieni radością i zajęci przywracaniem utraconej równowagi, że nikt z nas nie podejrzewał, że zło powróci. I to tak szybko.
- Mówi pan o Voldemorcie?
- Mówię o wydarzeniach, które poprzedziły twoje pojawienie się w szkole Harry i powrót Voldemorta. O wydarzeniach, które trzeba było zatuszować a wiedzę o nich głęboko ukryć. Wie o nich tylko garstka osób. W tym ja, profesor McGonagall i profesor Snape. Ważne jest abyście zrozumieli jaką osobą była Lillian Van Tassen. Hermiono, moja droga proszę podejdź do szafki ze wspomnieniami. Otwórz ją. To będzie najniższa półka, tam głęboko z tyłu. Znajdziesz tam drewniane pudełko a w nim ponumerowany zestaw myśli. Weź ten pierwszy, różowy flakonik. Tak, właśnie ten. Jest w nim kilka wspomnień kolegów Lillian. Wlej je do myślodsiewni.
Harry, Ron i Hermiona usiedli wokół misy wypełnionej wirującymi smugami srebrnego światła i spojrzeli w jej głąb.

To był Hogwart, prawie taki sam jak ten który znali. Musiał być początek roku, gdyż drzewa w Zakazanym Lesie dopiero gdzieniegdzie zaczynały się złocić a przez okna wpadały do zamku ostre promienie jesiennego słońca. Korytarz był pełen uczniów zmierzających z jednej lekcji na następną.
- To ta Lillian Van Tassen – usłyszeli podniecony szept jakiegoś pierwszoroczniaka. – Ta milionerka. Uczy się w naszej szkole!
- Po co ona w ogóle się uczy? - zapytał jakiś mądrala. - Prorok Codzienny nazwał ją genialnym dzieckiem swojej epoki.
- Jakim dzieckiem? Fajna laska! – zaśmiał się jakiś straszny chłopak.
Z naprzeciwka szła spora grupa uczniów z Gryffindoru, otaczając idącą po środku dziewczynę. Harry oniemiał i zobaczył, że stojący obok niego Ron też gapił się na dziewczynę z otwartymi niemądrze ustami i szarpie go za rękaw.
- Harry to jest wila! Ona wygląda nawet lepiej niż na tamtym zdjęciu.
Hermiona prychnęła
- Jesteście żałośni. Nie po to Dumbledore nam to pokazuje.
Dziewczyna była piękna. Żaden przymiotnik nie wydawał się dość dobry by ją opisać, wszystkie zdawały się być zbyt banalne, płaskie i przyziemne. Można przecież dodać, że była nieziemsko piękna, ale co to właściwie znaczy? Lub że jej długie, jasne, sięgające pasa włosy falowały jakby tylko dla niej wiał lekki wietrzyk, albo że jej oczy były jasne i błękitne jak południowe morze, i że cerę miała tak delikatną i świetlistą, że zdawało się, że bije od niej blask, jakby była wiecznie skąpana w promieniach porannego słońca. Jej usta rozciągały się w najbardziej czarującym uśmiechu jaki można sobie wyobrazić. A jej sylwetka? Smukła i giętka a równocześnie zaskakująco silna i umięśniona. Koleżanki i koledzy gapili się na nią, jakby sami chcieli uszczknąć co nieco ze sławy i blasku, który ją otaczał.
- Hej Lillian – zawołał rudowłosy chłopak podbiegając do niej i zarzucając jej nonszalancko rękę na ramię. - To prawda farciaro, że zostałaś wybrana kapitanem drużyny?

Ron zaczął szturchać Harry'ego i Hermionę.
- To jest Charlie. Ale jaja. To mój brat Charlie!
- Wiemy Ron, widzimy, bądź cicho - westchnęła Hermiona.

- Niestety – jęknęła dziewczyna jak męczennik a potem uśmiechnęła się. - To znaczy cieszę się bardzo, ale teraz to już naprawdę na nic nie będę miała czasu.
- Nie wiem dlaczego McGonagall nie wybrała mnie? - zastanawiał się Charlie.
- Może dlatego że podczas eliminacji zamiast się godnie zaprezentować byłeś zbyt zajęty rzucaniem oszałamiaczy w Butch'a Lepper'a.
- Tak, pewnie tak – Charlie parsknął śmiechem.
Zobaczyli nadchodzącego z naprzeciwka Snape’a. Snape był młodszy i wyglądał o wiele lepiej i porządniej niż za czasów gdy Harry, Ron i Hermiona uczyli się w szkole. Przypominał tego Snape’a z portretu. Jednak jego wyraz twarzy był im doskonale znany. Skrzywił się na widok Lillian i towarzyszącej jej świty wielbicieli. Harry pomyślał, że dziewczyna reprezentuje wszystko czego nauczyciel eliksirów nienawidzi najbardziej. Młodość, radość, urodę, pewność siebie, w dodatku budziła powszechny podziw i uwielbienie, miała pieniądze i została kapitanem drużyny.
Uczniowie umilkli na moment mijając Snape’a. Potem rozgadali się na nowo.
- A ten jaki ma problem? – parsknęła Lillian. - Cóż to za ponury typ?
- Nie wiesz? – spytał jasnowłosy chłopak, wpatrując się z uwielbieniem w jej profil. -To Snape, uczy eliksirów. Dziś mamy pierwsze eliksiry to się przekonasz.
- Na pewno już cię nienawidzi – zaśmiała się wysoka, atrakcyjna czarnoskóra dziewczyna. - On nienawidzi wszystkich, ale najbardziej tych co się jakoś wyróżniają.
Gumochlon jest off-line   Odpowiedź z cytowaniem