Wyświetl pojedyńczy post
Stary 10-09-2009, 00:07   #6
Gumochlon
Niepoprawny marzyciel
 
Gumochlon na Harry Potter Forum
 
Zarejestrowany: Aug 2008
Lokalizacja: tu
Posty: 47
Domyślnie Rozdział drugi. Cudowne dziecko 2/2

Wspomnienie rozmyło się a po chwili znaleźli się w lochu, który tak dobrze znali. W klasie Snape’a. Lillian siedziała w ostatniej ławce, wpatrując się w profesora, który uderzył różdżką w tablicę, na której pojawił się spis ingrediencji potrzebnych do stworzenia mikstury Wszechogarniającego Spokoju.
- To pierwsza lekcja w tym roku – powiedział cicho Snape. - Co nie oznacza, że będziemy zajmować się dziś bzdurami w rodzaju „o czym będziemy się uczyć w tym roku". Jesteście mocno opóźnieni, zwłaszcza niektórzy – popatrzył znacząco na pryszczatą dziewczynę siedzącą w pierwszej ławce. Dziewczyna skuliła się a w jej oczach błysnęły łzy.
- To okropne, co za gnój! – szepnęła Lillian do siedzącej najbliżej koleżanki, czarnoskórej dziewczyny, którą widzieli w poprzednim wspomnieniu. – On zawsze tak? To jest, to jest po prostu wstrętne.
- Widzę, że niektórzy uważają, że nie muszą słuchać, bo już wszystko potrafią, gdyż rodzice pozostawili im przepis na miksturę na porost włosów. Van Tassen!
- Słucham – odparła spokojnie Lillian.
- Wstań gdy do ciebie mówię. Czy uważasz, że umiesz już wszystko? Lekcje nie są ci potrzebne? Może szkoła nie jest ci potrzebna? Można temu łatwo zaradzić. A może uważasz, że możesz przystąpić w trybie natychmiastowym do owutemów?
Siedząca w pierwszej ławce, po stronie zajmowanej przez ślizgonów, wyniosła brunetka odwróciła się i spojrzała ze złośliwym zainteresowaniem na Lillian. Zajmujący miejsce obok niej szeroki w barach osiłek z wypielęgnowaną blond fryzurą i szerokim uśmiechem szkolnego gwiazdora zmierzył dokładnie Lillian bezczelnym wzrokiem od stóp do głów, po czym nachylił się do siedzącego za nim jeszcze potężniejszego typa, który wyglądał jakby ledwo mieścił się w swojej szacie. Obaj zaśmiali się bezgłośnie.
- Słucham Van Tassen – powtórzył Snape.
- Nie, nie uważam, że umiem wszystko, bo to po prostu niemożliwe – powiedziała nadal spokojnie Lillian. - Ale tak, uważam, że mogłabym przystąpić do owutemów z eliksirów. A także z obrony przed czarną magią. Nie mówię tego żeby się pochwalić tylko dlatego, że to prawda. I panie profesorze, chciałam dodać, że to nie moi rodzice, ale ja wynalazłam miksturę „Gęste Włosy w Pięć Minut” a także „Likwidatora Wszelkich Problemów Skórnych”…
- To może powinnaś podzielić się tymi wynalazkami z koleżanką – Snape powtórnie spojrzał na pryszczatą dziewczynę w pierwszej ławce.
Lillian zacisnęła pięści, a oczy pociemniały jej z gniewu.
- Tak nie można! – powiedziała gwałtownie.
- Coś ty powiedziała? - warknął Snape.
- Nie rozumiem dlaczego wszyscy się na to godzą i nikt nic nie powie. Uważam, że jest pan złym nauczycielem - stwierdziła Lillian.
Przez moment Harry myślał, że Snape eksploduje, ale po chwili uśmiechnął się jadowicie.
- Nikt cię tu nie trzyma. A na razie masz szlaban. Będziesz wieczorem ucierać na proszek zgniłe gumochłony. Siadaj.
- Ucierać zgniłe gumochłony – mruknęła pod nosem Lillian. – Jakby to było coś nowego. Robiłam to już w wieku pięciu lat. Dla rozywki.
Siedzące obok koleżanki zachichotały, ale zaraz przerwały, bo Snape rzucił im jedno ze swoich najpaskudniejszych spojrzeń.

Wspomnienie rozmyło się a Harry, Ron i Hermiona ponownie znaleźli się w gabinecie Dumbledore’a. Popatrzyli na portret Snape’a z niechęcią.
- Mówiłem, że to była bezczelna dziewucha – odezwał się Snape.
- Czyje to było wspomnienie? - spytała Hermiona.
- Tej dziewczynki siedzącej z przodu – odparł Dumbledore. - To Miranda Kelly. Po lekcji Lillian do niej podeszła i rzeczywiście dała jej tę swoją miksturę. Po tygodniu pryszcze znikły, Miranda stała się pewniejsza siebie, zaczęła się lepiej uczyć, znalazła przyjaciół a potem męża. Teraz prowadzi sklep wysyłkowy ze sprzętem gospodarstwa magicznego domu, jest szczęśliwą matką i żoną.
- Wzruszające – mruknął Snape.
- Myślę, że trzeba zrobić przerwę na kolację – oznajmił Dumbledore. – Ależ wam zazdroszczę. Jest piątek więc na pewno podadzą kotlety fasolowe, indycze udka i grubo krojone frytki z mnóstwem majonezu. Lillian lubiła frytki z majonezem, no ale jej rodzina pochodziła z Holandii, oni tam to wyjątkowo lubią takie frytki.
- Ohyda – stwierdził Snape.
Harry spojrzał na wirujące po powierzchni myślodsiewni następne wspomnienie. Trzy roześmiane dziewczyny biegły przez skąpane w deszczu błonia. Jasne włosy Lillian tańczyły wokół jej głowy. Harry oderwał wzrok od dziewczyn i zobaczył, że Snape również patrzy na tę scenę. Na chwilę ich spojrzenia spotkały się. Trudno było cokolwiek odczytać z pozbawionej wyrazu twarzy Snape’a. Nagle odwrócił się, odszedł w głąb portretu i po chwili znikł w jego czeluściach.
- Spokojnie, wróci - mruknął Dumbledore.
- A czy ktoś chce żeby wrócił? - mruknął Ron.
- Dlaczego on tak bardzo nienawidzi tej dziewczyny? - spytał Harry.
- Och, no wiecie zrobiła coś czego on nie może jej wybaczyć – powiedział pogodnie Dumbledore.
- Co takiego?
- Umarła.

- Uwielbiam, gdy Dumbledore gada w ten sposób. "Umarła". Aha, no tak, wszystko jasne - burknął Ron gdy szli w kierunku wielkiej sali.
- Och Ron jaki ty jesteś głupi – Hermiona przewróciła oczami. - Jak ja mogłam wyjść za takiego tępaka! Czy to nie jest oczywiste?
- Co jest oczywiste?
Ale w tym momencie weszli do wielkiej sali gdzie zostali otoczeni przez swoich kolegów. Wszyscy chcieli wiedzieć o czym była mowa podczas ich nieobecności.
- Na razie nie dowiedzieliśmy się niczego konkretnego - mruknął Ron. - Poza tym, że Snape jest palantem, no ale to wszyscy wiemy. Znęcał się nad jakąś uczennicą jakieś sto lat temu.
- To rzeczywiście nic nowego - odezwał się Neville, jedna z ulubionych ofiar Snape'a.
- Nie wiem jak ta historyjka ma nam pomóc w przeciwdziałaniu nadchodzącym wydarzeniom – stwierdził Ron z powątpiewaniem.
- Ron to, że czegoś nie rozumiesz, nie znaczy, że jest to pozbawione sensu. W każdym razie po kolacji mamy tam iść znowu - powiedziała Hermiona. - Dumbledore prosi was abyście przenocowali w zamku, jeśli możecie.
Do sali zaczęli napływać uczniowie. Patrzyli z zainteresowaniem na aurorów, którzy usiedli przy powiększonym przez Hermionę stole nauczycielskim.
Harry dziwnie się czuł siedząc przy stole na który jako uczeń spoglądał od strony zajmowanej przez gryfonów. Z tamtej, starej kadry nauczycielskiej ostał się jedynie Hagrid, który teraz machał do niego wesoło swoją wielką jak bochen chleba, obandażowaną łapą.
Gumochlon jest off-line   Odpowiedź z cytowaniem