Wyświetl pojedyńczy post
Stary 10-09-2009, 21:58   #8
Gumochlon
Niepoprawny marzyciel
 
Gumochlon na Harry Potter Forum
 
Zarejestrowany: Aug 2008
Lokalizacja: tu
Posty: 47
Domyślnie Rozdział trzeci. Zakład 2/3

Otworzyła drzwi lochu gwałtownie, tak że z hukiem uderzyły o ścianę. Wszyscy podnieśli głowy znad kociołków i spojrzeli na nią. Snape wolno odwrócił się od tablicy i wlepił w nią oczy.
- Ups - powiedziała wesoło. - Przepraszam, panie profesorze.
Strząsając z siebie krople deszczu i chlapiąc dookoła wodą ruszyła niezbyt pospiesznym, nonszalanckim krokiem na koniec klasy, gdzie zwykle siedziała obok Rozalindy i Franki.
- Stój Van Tassen! - syknął Snape.
Lillian odwróciła się wolno.
- Taak - spytała przeciągle, udając zaskoczoną. - Coś nie tak panie profesorze?
Z tyłu dobiegł ją zduszony chichot Rozalindy.
- Van Tassen, upadłaś na głowę? – spytał Snape.
Drusilla siedząca w pierwszej ławce zarechotała cicho, ale zaraz umilkła bo w jej kociołku coś podejrzanie zabulgotało i po klasie rozszedł się odrażający odór zgniłych jaj.
- Nie przypominam sobie.
- Twoja bezczelność przekracza wszelkie granice. Uważasz, że jesteś taką szychą, że godzina o której zaczyna się lekcja ciebie nie dotyczy.
- Musiałam zrobić coś naprawdę ważnego. Gdyby nie było to takie ważne to bym się przecież nie spóźniła - odparła lekko Lillian.
- Milcz.
- Widzę, że robimy miksturę wyostrzającą zmysły – powiedziała Lillian nie zrażona, wychylając się do przodu by zerknąć na tablicę ponad ramieniem Snape,a. - Robiłam ją jako dziecko. Dla zabawy.
- Van Tassen podejdź tu - wycedził Snape przez zaciśnięte zęby.
Lillian podeszła i stanęła przed profesorem z beztroską miną, która wyrażała chęć i gotowość do nauki.
- Accio kociołek - powiedział Snape nie spuszczając wzroku z Lillian. - Przygotuj więc tę miksturę tu i teraz. Masz piętnaście minut. Powiedzmy, że teraz ty jesteś profesorem. Pokaż całej klasie jak się to robi.
- Czy mam się zachowywać jak pan? – upewniła się Lillian. - To znaczy z tym ciągłym krytykowaniem, wyśmiewaniem, poniżaniem uczniów i tak dalej?
I tak już blada twarz Snape’a zrobiła się teraz biała jak kreda.
- Siadaj Van Tassen! – wycedził.
- To znaczy mam nie robić tej mikstury? Bo ja już teraz nie wiem - spytała Lillian, patrząc na Snape'a z politowaniem, jakby uważała go za rozkapryszoną, niezdecydowaną panienkę.
- Rób. Na. Swoim. Miejscu. I. Masz. Zostać. Po. Lekcji. Masz. Szlaban - na chwilę zamilkł po czym dodał jeszcze bardziej jadowitym głosem. - Przez miesiąc. Gryffindor traci trzydzieści punktów.
Lillian usiadła w swojej ławce wśród pomruków niezadowolenia gryfonów. Rozalinda wytrzeszczyła na nią oczy i zakręciła palcem tuż przy swojej skroni. Lillian uśmiechnęła się do niej szeroko i mrugnęła.
- Panie profesorze - rozległ się słodki głosik Drusilli Harrington. - Van Tassen tak mnie zdenerwowała swoim bezczelnym zachowaniem, że przez pomyłkę dolałam do mojej mikstury jadu grzechotnika.
- Zacznij więc od nowa. Van Tassen przygotuje ci składniki. Zobaczymy czy skoro jest taka dobra zrobi do końca lekcji dwa eliksiry – powiedział i spojrzał na Lillian ze złośliwą satysfakcją. - Zaczniesz od tego dla Harrington.
- Oczywiście panie profesorze - uśmiechnęła się Lillian.
Do końca lekcji Lillian udało się uwarzyć dwa bardzo dobre eliksiry co sprawiło, że Snape wyglądał jakby wypił butelkę Szkiele-Wzro. Widać było, że bardzo ma ochotę się do czegoś przyczepić ale nie ma do czego. Próbował niby niechcący zrzucić jej flakonik z próbką, ale Lillian rzuciła szybkie zaklęcie i flakonik zatrzymał się tuż nad podłogą.
- To ja może lepiej zastosuję zaklęcie nietłukące – powiedziała niewinnym tonem ponownie celując we flakonik. - Tak na wszelki wypadek.
Wcisnęła mu swoją próbkę w rękę. W oczach Snape'a zagościła nienawiść.
Lillian musiała zostać w klasie po lekcji, by dowiedzieć się jak będzie wyglądał jej szlaban. Snape ignorował ją przez jakiś czas. Lillian zmarszczyła brwi i pomyślała, że jeśli on szybko nie powie jej tego co ma do powiedzenia to spóźni się na transmutację u McGonagall. Bała się jej znacznie bardziej niż Snape’a, którego uważała za zakompleksionego sadystę, który znęca się nad słabszymi, aby podnieść własną samoocenę.
- Panie profesorze – odezwała się w końcu. – Spóźnię się na transmutację.
Snape podniósł powoli wzrok znad zwoju pergaminu, który czytał przy swoim biurku.
- Nie obchodzi mnie to Van Tassen – powiedział cichym, przepełnionym jadem głosem.
- Może mi pan powiedzieć na czym będzie polegał mój szlaban? Mam wyczyścić wszystkie nocniki bez użycia czarów, czy może pomóc Filchowi zeskrobywać zdechłe krety z wycieraczek a może pójść z Hagridem do lasu pojmać jakieś wyjątkowo niebezpieczne magiczne stworzenie?
- Dobrze się dziś bawiłaś Van Tassen? – spytał cicho Snape nie podnosząc na nią wzroku i nie czekając na odpowiedź odezwał się równie cicho jak przedtem. – Mogę ci bardzo utrudnić życie, niezależnie od tego na co chcesz je zmarnować. I żadne pieniądze ani układy ci nie pomogą. Zrozumiałaś?
Wolno podniósł na nią wzrok. Lillian kiwnęła głową. Coś w jego spojrzeniu bardzo jej się nie spodobało. Jakby przewiercał jej mózg na wylot i penetrował myśli. Przez moment poczuła się niepewnie. Skupiła się by opanować ogarniające ją uczucie paniki, która pojawiła się nagle i zupełnie niespodziewanie.
- O dwudziestej, w tym lochu – warknął Snape, napisał coś szybko na skrawku pergaminu i wyciągnął w kierunku Lillian. Podeszła ostrożnie i wzięła pergamin. – Daj to profesor McGonagall, powiadamiam ją o twoim zachowaniu. Możesz odejść.
- No to do zobaczenia po kolacji panie profesorze – powiedziała wesoło Lillian, powracając do swojego beztroskiego tonu. Wyszła dziarsko z klasy czując na sobie ciężki wzrok Snape’a.

Biegła korytarzami najszybciej jak potrafiła, ale i tak wpadła spóźniona a do tego zdyszana do klasy transmutacji. Profesor McGonagall była młodsza niż zapamiętali ją Harry, Ron i Hermiona, i w gruncie rzeczy całkiem atrakcyjna i szykowna. Zmarszczyła groźnie brwi na widok Lillian.
- Co to ma znaczyć panno Van Tassen?
- Snape, to znaczy profesor Snape, kazał to pani przekazać.
Wręczyła nauczycielce skrawek pergaminu i obserwowała ją, gdy ta czytała notatkę. Gdy skończyła spojrzała surowo na Lillian.
- Proszę podejść do mojego biurka panno Van Tassen.
Lillian podeszła.
- Dostałaś kolejny szlaban. Do tego miesięczny. Niech mi pani powie panno Van Tassen, czy od początku tego roku szkolnego udało się pani przeżyć tydzień bez szlabanu? Czy to może jakieś nowe hobby?
- To naprawdę…
- Nie przerywaj mi – McGonagall ściszyła głos. – Uważaj Van Tassen, ja ci to mówię, stąpasz po cienkim lodzie. I nie mam tu na myśli tylko tego, że Snape nie dopuści cię do owutemów, co pewnie zrobi pomimo twoich oczywistych kwalifikacji, albo że zostaniesz wykluczona z rozgrywek Quiditcha, tak jak w zeszłym roku i znowu przegramy ze Slytherinem. Zastanów się poważnie nad własnym postępowaniem. Powinnaś docenić to, że profesor Snape przysłał mi tę notatkę. To duży przejaw rozsądku z jego strony, zaczynam rozumieć Dumbledore’a, dlaczego w ogóle zatrudnił tego człowieka.
Lillian gapiła się na nauczycielkę rozumiejąc coraz mniej. Miała wrażenie, że cała klasa przestała transmutować zepsute jedzenie w wystawną ucztę i przysłuchuje się ich rozmowie. McGonagall mówiła jednak bardzo cicho. Lillian wychyliła się do przodu usiłując przeczytać notatkę przysłaną przez Snape’a, ale McGonagall uderzyła w nią różdżką i notatka spłonęła w ciągu dwóch sekund.
- Czy wiesz kim była twoja babka? – spytała z nienacka McGonagall.
- Uczyła w Beauxbatons zaklęć – odparła zaskoczona Lillian.
McGonagall wyglądała, jakby coś ją wytrąciło z równowagi.
- Zamiast zajmować się głupotami zastanów się lepiej nad sobą. Doprawdy myślałam, że jesteś rozsądniejszą dziewczyną. Siadaj.

Podczas kolacji Lillian opowiedziała szeptem koleżankom o szlabanie i o tym co powiedziała jej McGonagall.
- Dlaczego ona tak zdenerwować się? – spytała Franka podnieconym szeptem.
- Nie mieć pojęcia – Lillian wzruszyła ramionami, nałożyła sobie zapiekanki szpinakowej i zerknęła na stół nauczycielski.
McGonagall rozmawiała z Hagridem, chichocząc co chwilę jak dzierlatka. Dumbledore co rusz wtrącał się do ich rozmowy i widocznie też błyskał dowcipem, bo po każdej jego wypowiedzi nauczycielka zasłaniała sobie usta serwetką by stłumić śmiech. Lillian przesunęła spojrzenie dalej. Flitwick jadł w skupieniu bardzo nad czymś zamyślony, co jakiś czas jednak parskając śmiechem, widocznie i do niego docierały żarciki Dumbledore’a i Hagrida. Obok Flitwicka siedział Snape i zupełnie nie wyglądał na rozbawionego, rozmawiał cicho z siedzącym po swojej drugiej stronie Theodorusem Crispinem, nauczycielem obrony przed czarną magią, ulubionego przedmiotu Lillian. Pocieszny, grubawy, hedonistycznie nastawiony do życia i zawsze uprzejmy Crispin z entuzjazmem odpowiadał na jakieś pytanie Snape’a, nie zwracając uwagi na żądzę mordu malującą się na twarzy nauczyciela eliksirów. Lillian wiedziała, że Crispin był którymś z rzędu profesorem, który sprzątnął Snape’owi sprzed nosa posadę nauczyciela obrony przed czarną magią.

Lillian chwilę jedynie siedziała w pokoju wspólnym gryfonów. Zbliżała się ósma, zmieniła więc szkolną szatę na dżinsy i podkoszulek. Początkowo wybrała biały, ale przypomniała sobie, że być może czeka ją jakieś obrzydliwe zadanie, zmieniła go więc na czarny. Pożegnała się z Rozalindą i Franką, które odrabiały lekcje przy kominku i wyszła przez dziurę w portrecie grubej damy na korytarz. Zbiegała po schodach coraz niżej, mijając po drodze czające się w zakamarkach pary, bardzo sobą zajęte.
Gumochlon jest off-line   Odpowiedź z cytowaniem