Wyświetl pojedyńczy post
Stary 10-09-2009, 21:05   #9
Gumochlon
Niepoprawny marzyciel
 
Gumochlon na Harry Potter Forum
 
Zarejestrowany: Aug 2008
Lokalizacja: tu
Posty: 47
Domyślnie Rozdział trzeci. Zakład 2.5/3

Dotarła do lochu Snape’a tuż przed dwudziestą. Zapukała a kiedy nikt jej nie odpowiedział weszła. W środku nie było nikogo. Klasa bez uczniów wyglądała jeszcze bardziej odstręczająco. Przy ścianach stały półki sięgające sufitu, całe zapełnione buteleczkami, fiolkami i słoikami wypełnionymi świństwem różnego rodzaju. Podeszła bliżej by przyjrzeć się dokładnie marynowanemu jeżowi o dwóch głowach. Skrzywiła się. Przez moment rozważała myśl, czy by nie uszczknąć sobie co nieco z zapasów Snape’a. Mogłyby z Roz i Franką uwarzyć eliksir wieloskokowy i wybornie się zabawić kosztem Drusilli. Wiedziała jednak, że gdyby to zrobiła i Snape by to odkrył mogłaby wylecieć ze szkoły.
Podeszła do skomplikowanej aparatury stojącej za biurkiem Snape’a. Cała składała się z rurek, dziwnych przewodów i pokręteł, wyglądała jednak na starą, zepsutą i niezdatną do użytku. Lillian dotknęła jednej z rurek, która odpadła i roztłukła się na ziemi na drobne kawałki. Za nią posypały się następne.
- Widzę, że odnalazłaś już swoje zajęcie na dzisiejszy wieczór.
Lillian podskoczyła na dźwięk głosu Snape’a. Odwróciła się gwałtownie. Snape stał w drzwiach z drwiącym uśmieszkiem na twarzy. Wszedł do klasy a drzwi zamknęły się za nim z hukiem. Lillian znowu drgnęła.
- Do roboty Van Tassen. To preparator składników, ale zapewne to wiesz. Napraw go tak abyśmy mogli korzystać z niego na lekcjach. A może nie wiesz co to jest preparator?
- To maszyna potrafiąca stworzyć składnik, którego nam brakuje do danego eliksiru, jeśli posiada się choćby mikroskopijny ślad danego składnika.
- Nie musisz się popisywać. Nie ma tu twoich popleczników a na mnie takie regułki, przeczytane w książce nie robią żadnego wrażenia. Do roboty. Masz dwie godziny. Ach, no tak, i cały miesiąc.
- Ale – wydukała Lillian. – Panie profesorze…
- Tak?
- To chyba jest całkowicie popsute to znaczy, zepsuty preparator jest do niczego, każdy głu.., to znaczy każdy to wie. Robią je szwajcarzy na zamówienie i nikt poza nimi nie potrafi ich naprawiać.
- Czyżbym usłyszał Van Tassen, że czegoś nie potrafisz? To bardzo niedobrze jak na kogoś kto przymierza się do owutemów w trybie przyspieszonym.
- Wcale się nie przymierzam.
Zamilkła, Snape też milczał. Odwrócił się od niej i podszedł do jednej z półek i zaczął wyciągać z niej składniki i kłaść na swoim biurku. Najwyraźniej zamierzał uwarzyć jakiś eliksir.
- Panie profesorze – zaczęła Lillian najgrzeczniej jak mogła.
- Jeszcze nie zaczęłaś? Co tak stoisz?
- Przecież pan wie, że mi się nie uda. Jaki więc ma to sens? Przyznałam, że nie potrafię tego zrobić, nie wystarczy to panu?
- Zmarnowałaś już piętnaście minut.
Snape więcej się nie odezwał a Lilian podeszła do skomplikowanej maszynerii zrezygnowana. Czuła, że jeśli nie uda jej się naprawić tego urządzenia, to czeka ją coś okropnego. Zaczęła żałować tego wszystkiego i poważnie rozważać podarowanie Drusilli stu galeonów i odstąpienie od tej całej głupoty. Zaraz jednak przypomniała jej się szyderczo wyszczerzona twarz znienawidzonej koleżanki i lubieżne spojrzenia Drummonda i Leppera. I Snape'a który znęcał się nad biedną Mirandą i innymi uczniami. Wzięła się w garść i wycelowała w leżące na ziemi potłuczone rurki.
- Mogę używać czarów? – spytała.
- Rób co chcesz – powiedział Snape drwiąco i dodał z naciskiem. – Nie wiem zresztą jak miałabyś tego dokonać bez czarów.
Lillian drgnęła. Pomyślała, że w lochu jest strasznie zimno i pożałowała, że nie wzięła swetra.
- Reparo – burknęła do rurek celując w nie różdżką. Rurki poskładały się z powrotem w całość, więc skierowała różdżkę w stronę maszyny, wiedziała, że to zaklęcie jej nie poskłada, ale postanowiła ją chociaż wyczyścić. – Chłoszczyść. – zawołała.
Maszyna zalśniła czystością.
- Świetnie – mruknął Snape. - Mam teraz w klasie zupełnie bezużyteczny za to czysty przedmiot. Doprawdy Van Tassen, to że nie doprowadziłaś jeszcze tej swojej korporacji do bankructwa zakrawa na prawdziwy cud.
- Dopiero zaczynam. Naprawię to – powiedziała zdecydowanym głosem. Pomyślała, że teraz już nie ma wyboru, musi naprawić tę kupę złomu. Przydałaby się jednak wizyta w bibliotece. Szczerze powątpiewała czy Snape ją puści. Postanowiła zaryzykować. I tak nie miała nic do stracenia a bez instrukcji zabieranie się za cokolwiek nie miało sensu. - Yyy, czy mogłabym się udać do biblioteki?
- Po co?
Już, już miała odpowiedzieć coś głupiego, ale powstrzymała się.
- Po instrukcje. Zajmie mi to chwilę. Ale potrzebuję zezwolenia na piśmie bo inaczej pani Pince mnie nie wpuści.
Snape nabazgrał coś ze złością na świstku i rzucił na biurko. Lillian wzięła zezwolenie i wyszła z lochu.
Biblioteka była zamknięta. Lillian dobijała się jednak zawzięcie aż w końcu usłyszała szczęk starej zasuwy. Drzwi uchyliły się i ukazała się w nich rozzłoszczona twarz panny Pince.
- To nie pora na odwiedziny w bibliotece. Wiesz która jest godzina?
- Ósma trzydzieści. Mam pozwolenie - wcisnęła bibliotekarce świstek.
Panna Pince spojrzała na niego podejrzliwie a potem niechętnie wpuściła ją do środka. Cofnęła się przy tym w cień ale Lillian i tak zobaczyła jak szczelniej okrywa się welurowym szlafroczkiem i poprawia skołtunione włosy. Lillian przyszło do głowy, że panna Pince może sypiać w bibliotece. Nie zastanawiając się nad tym dłużej ruszyła ku działowi ksiąg magicznej mechaniki. Nic nie znalazła w "1001 magicznych urządzeniach" ani w "Wyczaruj to sam" a tym bardziej w "Drobnych naprawach magicznego domu" i "Najprostszych zaklęciach naprawiających dla leniwych i nie mających czasu". Dopiero po chwili zauważyła małą książeczkę wciśniętą między "Po co mugolom elektryczność" i "Czasami lepiej wyrzucić niż naprawiać". Książeczka była cienka i nosiła tytuł "Szwajcarscy mistrzowie magicznej machinerii".Zaczęła ją przeglądać, gdy od strony drzwi dobiegł ją huk. Wyjrzała zza regału i zobaczyła pannę Pince wypychającą za drzwi Filcha. Filch również miał na sobie szlafrok. Lillian ukryła się za regałem. Panna Pince i Filch - zawsze to podejrzewały. Nie mogła się doczekać, kiedy opowie o tym Rozalindzie i France.
Panna Pince zgodziła się wypożyczyć jej książkę i po chwili Lillian schodziła znowu do lochu, zastanawiając się czy teraz Filch wróci do biblioteki, dokończyć co zaczął. Na myśl o tym zachichotała i w wesołym nastroju weszła do ponurego lochu.
Snape dalej wytwarzał swój eliksir i nie dał po sobie poznać, że zauważył jej powrót. Lillian usiadła na ziemi obok urządzenia i otwarła książkę na zdaniu: „Trzeba być prawdziwym głupcem by próbować naprawić Preparator Składników. Konsekwencje mogą być zupełnie nieprzewidywalne. A wręcz groźne”. No to po prostu świetnie! To ma być szkoła? Za karę wysyłają cię na śmiertelną misję do lasu pełnego potworów, albo każą naprawiać urządzenia, które mogą cię zabić.
Pół godziny później zdała sobie sprawę z trzech rzeczy, że po pierwsze nie uda jej się samej naprawić tego grata, po drugie wie kto może to zrobić a po trzecie jej szlaban się kończy więc do następnego dnia nie będzie musiała się tym martwić.
- Jest 22.00. Mogę już iść?
Snape nic nie odpowiedział więc uznała to za zgodę i sobie poszła.
Gumochlon jest off-line   Odpowiedź z cytowaniem