Wyświetl pojedyńczy post
Stary 10-14-2009, 20:32   #16
Gumochlon
Niepoprawny marzyciel
 
Gumochlon na Harry Potter Forum
 
Zarejestrowany: Aug 2008
Lokalizacja: tu
Posty: 47
Domyślnie Rozdział czwarty. Wina i kara 4/4

Lillian weszła z powrotem do gabinetu Snape'a. Loch wydał jej się teraz nader przytulnym i miłym miejscem. Nawet oślizgłe stworzenia w słojach zdawały się być uroczym elementem wystroju wnętrza. Podeszła do biurka i podniosła srebrną rurkę, która wcześniej upadła jej na ziemię. Chwilę patrzyła na nią jakby nie wiedziała co to takiego, ale po chwili zbliżyła się do preparatora i zamontowała ją. Za jej plecami Snape powrócił do sporządzania eliksiru.

Lillian przyzwyczaiła się do rutyny szlabanu i atmosfery panującej w lochu - mówił aksamitnym głosem interpretator myśli, gdy spojrzeli w następne wspomnienie. - I do Snape'a, który sporządzał tuż obok mikstury. Widziała jak czytał zamówienia od pani Pomfrey na różne medykamenty. Śmieszyło ją, że Snape zawsze z upodobaniem wykreślał z instrukcji punkt zalecający dodanie soku z porzeczki lub malin, co miało poprawić smak lekarstwa. Widocznie uważał, że lekarstwo ma być skuteczne, ale niekoniecznie musi być smaczne.
Jej szło coraz lepiej. Części zamienne i informacje, które otrzymała od szwajcarskich specjalistów, okazały się bezcenne.
I tak pewnego mroźnego, grudniowego wieczoru...
- A niech mnie! - wyrwało jej się tak głośno, że Snape podniósł wzrok znad czytanej księgi. - Przepraszam, ale chyba udało się. Niech pan zobaczy, panie profesorze.
Była tak zachwycona powodzeniem, że zapomniała jak bardzo go nie lubi. Po prostu był jedyną osobą, której w tym momencie mogła pokazać swoje dzieło.
- Działa!
- Sprawdźmy - powiedział bez entuzjazmu. - Przydałby się skondensowany proszek z poroża łosiorożca.
Podszedł do półek z ingrediencjami i wyjął z niej prawie pustą, zakurzoną fiolkę z resztką jakiegoś szarego pyłku na dnie. Gdy podszedł do maszyny, Lillian chciała wyrwać mu ją z rąk i sama sprawdzić. Opanowała się i pozwoliła mu wsypać mikroskopijną ilość proszku do podajnika. Proszek rozjarzył się świetlistym, srebrnym blaskiem. Stali obok siebie wpatrzeni w system rurek i błyszczącą kulkę, która podróżowała szklanym tunelem. Przypominała nieco migoczącego znicza. Maszyna wydała odgłos, który brzmiał jak westchnięcie. I po chwili zaczęła wyrzucać do pojemnika sproszkowaną substancję. Snape zbliżył się do pojemnika i wziął szczyptę proszku w palce. Rozkruszył i rozsypał.
- Hm - mruknął. - Tak, chyba działa.
- Hurra! - wrzasnęła Lillian wyrzucając ręce w górę i obracając się do nauczyciela. - Udało się! Ale jaja. Tak naprawdę to nie sądziłam, że się uda.
- Pewnie był to przypadek - Snape uśmiechnął się krzywo.
Opuściła szybko ręce odrobinę zmieszana i pomyślała, że raczej piątki sobie z nim nie przybije.
Ale nawet jego mina nie mogła popsuć jej radości. Była to chyba najlepsza rzecz, jaka przydarzyła się w ciągu tych ostatnich, okropnych tygodni.
Popatrzyła na zegarek.
- Jest dopiero za dwadzieścia dziesiąta. Ale czy mogę już iść skoro skończyłam? Jutro zacznę następny szlaban.
Snape zastanowił się.
- Idź. I pamiętaj, że masz napisać wypracowanie o użyteczności wyciągu z wątroby szczuroszczeta i jakie dolegliwości skórne można nią leczyć.
Gumochlon jest off-line   Odpowiedź z cytowaniem