Wyświetl pojedyńczy post
Stary 10-26-2009, 12:13   #20
Gumochlon
Niepoprawny marzyciel
 
Gumochlon na Harry Potter Forum
 
Zarejestrowany: Aug 2008
Lokalizacja: tu
Posty: 47
Domyślnie Rozdział piąty. Postanowienie 3/6

Gdy Lillian wychodziła wieczorem, by odbyć swój codzienny szlaban, Rozalinda zerwała się ze swojego miejsca przy kominku. Rzuciła z rozmachem czytaną przez siebie książkę w bok, trafiając jakiegoś drugoroczniaka w głowę, ale nawet tego nie zauważyła. Złapała Lillian tuż przy obrazie Grubej Damy.
- Proszę cię ostatni raz. Daj spokój. Mam jakieś złe przeczucia. Przerzuciłam kilka kodeksów. Też możesz wylecieć. Z wilczym biletem. Nie przyjmą cię nawet do Durmstrangu. Odpuść sobie.
- Nie. Skończę z tym co się tu dzieje raz na zawsze.
Rozalinda ze złością poprawiła jej sweter, który opadał lekko, ukazując nagie ramię. Ledwo to zrobiła a sweter opadł znowu.
- Marny trud - Lillian parsknęła śmiechem. - Zaczarowałam go tak, że odpada.
- Czy to jest zgodne z umową?
- A widzisz, żebym miała na twarzy jakieś liszaje?
- Myślisz, że on się nabierze na takie tanie sztuczki? To nauczyciel.
- Słuchaj Roz, on mi wygląda na takiego, co nie ma specjalnego doświadczenia z kobietami. Mogłabym zastosować najtańszą sztuczkę z tanich, a on i tak przykleiłby się jak mucha do lepu. Pewnie ostatnio miał kobietę, gdy koledzy zafundowali mu z litości panienkę z ulicy Rozpustnej. Tylko że ten gad nie ma kolegów, więc pewnie nie miał nigdy nawet najplugawszej dziwki, która się puszcza w dokach za kilka miedziaków i butelkę ognistej whisky. Więc siedzi sfrustrowany w tej zatęchłej norze ze swoimi marynatami z gumochłonów, przecierami z odnóży pląsawek bagiennych i dwugłowymi borsukami i wścieka się na cały świat. Pomyśl Roz, ile on może mieć lat? Trzydzieści? Może trochę więcej. I nigdy nie miał kobiety. Żałosne.
- Tego nie wiesz.
- Niedługo się dowiem. Ale wiesz, byłabym naprawdę zaskoczona, jakby mi się nie udało go omotać.
- Jak tak gadasz, to mam ochotę cię walnąć, serio stara. Jesteś nadęta jak balon. I jak balon wylecisz ze szkoły.
- Nic podobnego.
- Musisz go naprawdę nienawidzić - Rozalinda pokręciła głową z niesmakiem. - W życiu nie słyszałam o czymś równie ohydnym.
- Nie uczyłaś się w Beauxbatons - westchnęła Lillian. - Jak byś zobaczyła co wyprawiają tamte dziewczyny! Mają nawet takie zawody: która zaliczy większą ilość kolegów i nauczycieli. Z tym, że za nauczycieli jest więcej punktów. Hm, ale za Snape'a wiele bym nie dostała... Chyba, że zostałby umieszczony w kategorii „hard to get”. Za tych, z kategorii „hard to get”, czyli surowych i trzymających dystans i „hot”, czyli wiadomo jakich, było najwięcej punktów.
- Robiłaś takie rzeczy? – Rozalinda wytrzeszczyła oczy na przyjaciółkę. - Przecież jak odeszłaś z Beauxbatons miałaś czternaście lat!
- Daj spokój. Już bym nie miała nic lepszego do roboty, tylko spać z jakimiś staruchami. Obserwowałam tylko rywalizację. I zbierałam zakłady – Lillian parsknęła śmiechem. - Tak, Hogwart to w porównaniu z Beauxbatons klasztor o surowej regule. Na razie, Roz.
Lillian uśmiechnęła się do Rozalindy, a ta przez moment wyglądała, jakby zobaczyła ducha. To już nie była przyjaciółka, którą znała. Coś się stało z jej twarzą i głosem. Coś sprawiło, że nie mogła oderwać od tej twarzy wzroku. To: „na razie, Roz”, brzmiało jak najsłodszy komplement. Lillian zniknęła za dziurą w portrecie, a Rozalinda stała, gapiąc się bezmyślnie w miejsce, w którym ta znajdowała się jeszcze przed chwilą.

Lillian zeszła do lochów. W korytarzu prowadzącym do klasy Snape'a, natknęła się na Drusillę, grupę jej popleczników i kilku ślizgonów z młodszych klas. Najwyraźniej na nią czekali. Stali, tarasując przejście. Karl Drummond wszedł jej prosto w drogę, z cwaniackim uśmieszkiem na twarzy. Lillian nie namyślając się, pchnęła go mocno w pierś i warknęła:
- Z drogi, kozi bobku!
Karl zarechotał i jak zwykle zaczął majstrować przy rozporku. Drusilla obejrzała Lillian od stóp do głów.
- No, no, idziesz na randkę, Van Tassen?
- Tak, z twoim chłopakiem. Powiedział, że znudził mu się twój tłusty zadek.
- Zadek - powtórzył Lepper i zaczął rechotać. - Zadek.
Drusilla poczerwieniała na twarzy.
- Pamiętaj czego nie wolno ci używać.
- Jesteś śmieszna. Eliksiry i głupie uroki są dla desperatów i żałosnych frajerów. Hm, takich jak ty.
Lillian minęła Drusillę i skierowała się do lochu Snape'a. Gdy nagle usłyszała wrzask. Harrington rzuciła się na nią i przygniotła ją do ziemi całym swoim ciężarem. Zaczęła ją szarpać za włosy. Lillian, uderzyła Drusillę łokciem w brzuch, zrzuciła z pleców i szybko się podniosła. Wyjęła różdżkę z kieszeni. Drusilla zrobiła to samo. Długie, czarne, zwichrzone włosy sterczały jej teraz na wszystkie strony tak, że przypominała jedną z tych obłąkanych wiedźm, które są stałymi rezydentkami szpitala świętego Munga.
Drzwi lochu Snape'a otwarły się gwałtownie.
- Co tu się dzieje? Znowu bójka, Van Tassen? Chcesz zarobić jeszcze jeden szlaban? A może potrzeba ci czegoś na uspokojenie? Gryfindor traci dwadzieścia punktów. Do klasy. Już. A wy co tu robicie? Wracajcie do dormitoriów.
Nie zaczęło się dobrze, pomyślała Lillian, gdy Snape zamknął za nią drzwi lochu, szybko jednak otrzepała kurz z twarzy i ramion.
- Czym mam się dziś zająć? - spytała, podchodząc do niego i wolno unosząc powieki, tak jakby były zrobione z ołowiu. Poprawiła włosy, które złotą kaskadą opadły na jej plecy i ramiona.

Harry był zaskoczony. Zdanie było zupełnie normalne, a zabrzmiało tak nieprzyzwoicie, jakby kryło w sobie nieskończoną ilość wyuzdanych, rozkosznych możliwości. Poczuł się lekko zażenowany. Pomyślał, że Rozalinda na pewno uznałaby to za tanią sztuczkę. Wyczuwał przy tym uciechę Lillian. I zaczął mieć wątpliwości. Był nią zafascynowany, była śliczna i w pewnym sensie zżył się z nią, jak z postacią w czytanej książce, ale równocześnie nie wydawała mu się już taka fajna. Dostrzegał w niej pewne okrucieństwo. I to okrucieństwo zdawało się ją bawić. Znęcała się nad Snape'em, co przypomniało Harry'emu, jego ojca.

Snape tymczasem rzucił jej ciężkie spojrzenie. Lillian poprawiła szkolną, plisowaną spódnicę i sweter, który momentalnie wdzięcznie opadł z ramienia. W ogóle cała jej garderoba sprawiała wrażenie, jakby uciekała z ciała. Zbliżyła się do Snape'a, stając w odległości, która już delikatnie naruszała społeczną granice uczeń - nauczyciel. Snape cofnął się automatycznie o pół kroku, a Lillian ucieszyła się w duchu. Poczuł się zagrożony. Na początek wystarczy. Tylko odrobinę, żeby nie przesadzić.
__________________
Pisanie powieści jest dla mnie przeniesionym w dojrzałość opowiadaniem sobie samemu bajek - Olga Tokarczuk
Gumochlon jest off-line   Odpowiedź z cytowaniem