|
Niepoprawny marzyciel
Zarejestrowany: Aug 2008
Lokalizacja: tu
Posty: 47
|
Rozdział dziewiąty. Propozycja 3/4
- Jednego nie rozumiem - odezwał się Ron, gdy wspomnienie rozmyło się.
- Tylko jednego? - spytał Snape ironicznie.
Ron rzucił mu niechętne spojrzenie, po czym kontynuował.
- Jednego nie rozumiem. Czy ona, ta superlaska, zakochała się w Snape'ie?
- Dla ciebie Weasley jestem wciąż profesorem Snape'em, nie pamiętam abyśmy przechodzili na "ty".
- Ron, błagam cię nie kompromituj się ostatecznie. Tyle wyciągnąłeś z tego co zobaczyliśmy? - odezwała się Hermiona przewracając oczami.
- No bo to jest jakiś absurd. Mam uwierzyć, że...
- Wystarczy, Ron - zgasiła go Hermiona.
Harry'emu też ciężko było uwierzyć w uczucie, którym Lillian najwyraźniej zapałała do Snape'a. Pomyślał jednak, że serce ludzkie to niezbadany organ. On sam w życiu by nie pomyślał, że mógłby zainteresować się Luną. Luną, która wkładała do uszu pęczki rzodkiewek i nosiła naszyjniki z kapsli. A teraz, gdy zrozumiał, że nie tylko jemu jednemu się ona podoba, poczuł ukłucie zazdrości. Przez głowę przemknęła mu niezbyt ładna myśl. Przecież, jak by nie było, to on był wybrańcem, to on uwolnił ludzkość od Voldemorta, to on cierpiał za nich wszystkich a nie jakiś tam Neville. Czuł, że sytuacja się powtarza. Przecież między nim i Hermioną było kiedyś ogromne porozumienie i głęboka więź a jednak ona wybrała zupełnie przeciętnego Rona.
Tak, Harry był w stanie zrozumieć, dlaczego Lillian mogła zakochać się w Snape’ie. W dodatku była tak długo molestowana przez Malfoya, że złe traktowanie nie było dla niej niczym nietypowym. A może Malfoy skrzywdził ją tak bardzo, że wszystko jej się w głowie poprzestawiało.
W tym momencie jednak inna kwestia wydała mu się bardziej istotna.
- Dlaczego zaproponował jej pan to stanowisko? I co się wydarzyło w Beauxbatons? - spytał.
Dumbledore już otwierał usta. Wyraz jego twarzy był Harry'emu doskonale znany.
- Tak – odpowiedział sam sobie Harry. - Mam nie pytać. Uzbroić się w cierpliwość. Obserwować i wyciągać wnioski. Wszystko w swoim czasie. Jasne.
- Dlaczego w kółko mnie uciszasz? - zapytał Ron Hermionę z wyrzutem, gdy zmierzali w kierunku salonu. - I ciągle bronisz Snape'a!
- Wcale go nie bronię!
- Na Merlina, Hermiono, kochanie, nie pamiętasz już, jak on cię traktował w szkole? Myślał o tobie jak wszyscy ze Slytherinu, że jesteś, no sama wiesz kim...
- Bzdura.
- A widzisz, bronisz go - Ron wycelował oskarżycielski palec w Hermionę, a potem zrobił dziwną minę i powiedział. - A może ty też, jak ta nieszczęsna lalunia podkochiwałaś się w Snape'ie, gdy chodziliśmy do szkoły. Przyznaj się Hermiono, przecież wiesz, że ci wybaczę.
Hermiona rzuciła Ronowi spojrzenie tak ciężkie, że powinno wgnieść go w podłogę, ale spłynęło po nim jak woda po kaczce. Harry zaczął rechotać.
- Ron, to co wygadujesz jest wyjątkowo głupie, nawet jak na ciebie.
Nacisnął klamkę i weszli do salonu. Cztery pary oczu spojrzały na nich. W pokoju była Lilly, Scorpius i Luna a przy kominku stał ktoś jeszcze.
- Malfoy - powiedział Harry, a zabrzmiało to jak oskarżenie.
Dracon Malfoy odsunął się od kominka, o który się opierał i ruszył w kierunku Harry'ego. Miał na sobie szczelnie zapięty, czarny płaszcz a w ręku laskę, podobną do tej, z którą nie rozstawał się jego ojciec. Białe, lekko teraz przerzedzone, włosy miał krótko ścięte. Rysy jego twarzy z wiekiem nabrały jeszcze większej ostrości. A oczy jeszcze bardziej wypłowiały.
- Potter - wypluł z siebie Malfoy. - I Weasley, oczywiście. Jakże by inaczej. - Potem jego głos złagodniał. - Witaj Hermiono.
Hermiona podeszła do Dracona.
- Cześć, Draco.
Malfoy położył jej dłonie na ramionach i pocałował lekko w policzek.
- Dracon jest obecnie jednym z naszych najhojniejszych ofiarodawców - wyjaśniła szybko Hermiona zaskoczonemu Harry'emu, który gapił się na tę scenę z niedowierzaniem. - Jest w zarządzie szkoły.
- Doprawdy, Malfoy? - spytał Harry. - Sponsorujesz tę głupią szkołę pełną szlam i mieszańców? Zostałeś nagle miłośnikiem mugolaków i odmieńców?
- Tato! - wykrzyknęła Lilly.
- Nie, Harry, Malfoy został wielbicielem Hermiony! - powiedział Ron zgryźliwie.
- Ron, przestań! - warknęła Hermiona.
- Mroczny Znak już nie dokucza? - spytał Harry z pogardą.
- Chcesz wymazać winy? - kontynuował Ron. - Myślisz, że się wykupisz za galeony?
- Tato, wujku, na miłość boską! - wykrzyknęła Lilly.
- Przestańcie! - ponownie zażądała Hermiona.
Harry i Ron mierzyli się spojrzeniami z Draconem. Hermiona stała między nimi, obserwując ich w napięciu. Lilly poderwała się z fotela. Scorpius nie ruszył się z miejsca, tylko siedział z ponurą miną i wzrokiem wbitym w ziemię a Luna przyglądała się wszystkiemu z uśmiechem na twarzy. Najwyraźniej to niespodziewane spotkanie po latach wydawało jej się dosyć przyjemnym wydarzeniem.
Malfoy odpuścił pierwszy. Poruszył się, przerwał kontakt wzrokowy i zrobił parę kroków w kierunku kominka, rozpinając płaszcz.
- Myślicie, że przyjechałem tu z przyjemnością? - rzucił płaszcz na oparcie kanapy, pod spodem miał czarną koszulę i czarne spodnie. Na srebrnej klamrze paska widniał wąż. Ogólnie prezentował się podobnie jak jego ojciec. - Przyjechałem, żeby z tobą pogadać Potter, zapewne twoja przyjaciółeczka - tu spojrzał na Rona - papużka nierozłączka, też zechce posłuchać.
- Czego chcesz, Malfoy?
- Scorpius przekazał ci moją wiadomość?
- Tak, ale nie wiem o co ci chodzi.
Dracon rzucił znaczące spojrzenie na trzy osoby zebrane przy kominku.
- Lilly, wyjdź - powiedział Harry a widząc jej minę szybko dodał. - Proszę, kochanie, wyjdź.
- Ty też, Scorpius - rozkazał Dracon synowi.
- Więc ja pewnie też - powiedziała wesoło Luna.
- Strasznie cię przepraszam, Luno - mruknął Harry.
- Nic nie szkodzi i tak mieliśmy z Nevillem przesadzać Bulwiaka Rumuńskiego.
Luna wyszła lekkim, tanecznym krokiem. O wiele trudniej było się pozbyć młodszego pokolenia. W końcu poddali się i też opuścili pokój, ogromnie obrażeni.
Hermiona najwyraźniej obawiając się, że nikt inny się nie pokwapi, szybko sporządziła drinki i podała wszystkim. Harry i Ron usiedli jak najdalej od Malfoya.
- Więc – rzucił niezbyt zachęcająco Harry.
- Chodzi o mojego ojca. Zniknął.
- Strasznie mi przykro, to był naprawdę świetny facet – powiedział Harry z ironią w głosie.
- Harry, to nie jest wina Dracona, że ma takiego ojca – powiedziała lekko zniecierpliwionym głosem Hermiona.
- Przejrzyj na oczy Hermiono – odezwał się Ron. - On jest dokładnie taki sam, jak jego stary. Śmierciożerca!
- Popełniłem błąd. Ludzie popełniają błędy – odparł spokojnie Malfoy.
- Błąd? Wiesz co Malfoy, oszczędź nam tego – Ron zaśmiał się pogardliwie.
Dracon wstał szybko.
- Myślałem, że się zmieniliście, ale jesteście tak samo nadęci i pustogłowi jak byliście, Głupotterze i Królu Wieprzleju!
- Draco! - krzyknęła Hermiona. - Nie pozwolę obrażać mojego męża, ani Harry'ego! Są granice mojej tolerancji.
- Przepraszam Hermiono, ale niech oni też wyjdą na przeciw.
- Ale to ty chcesz od nas czegoś, Malfoy – warknął Ron.
- Od ciebie nic nie chcę Weasley. Chce porozmawiać z Potterem, ale ty jak widać jesteś do niego przylepiony zaklęciem trwałego przylepca. Ciebie się dostaje w pakiecie z Potterem, czy ktoś chce czy nie. Dalej sobie grzejesz stare kości w blasku Wybrańca?
- Wynoś się, Malfoy – wycedził Ron.
- Tak, chyba tak zrobię – odparł Malfoy wstając.
- Nie – powiedziała Hermiona i złapała Dracona za ramię. - Zostań Draco.
Malfoy przez moment chciał się jej wyrwać, ale potem wziął głęboki oddech i usiadł z powrotem, przenosząc pogardliwe spojrzenie z Rona na Harry'ego. Hermiona też usiadła i odezwała się poważnym głosem.
- Słuchajcie. Gdyby Dumbledore się dowiedział, że nie uzyskaliście ważnych informacji, bo zbyt byliście zajęci głupimi waśniami sprzed stu lat, to chyba pożałowałby, że zwrócił się do was. Na Merlina, zachowujecie się jak dzieci. Wszyscy trzej.
__________________
Pisanie powieści jest dla mnie przeniesionym w dojrzałość opowiadaniem sobie samemu bajek - Olga Tokarczuk
|