Wyświetl pojedyńczy post
Stary 01-18-2010, 23:31   #45
Gumochlon
Niepoprawny marzyciel
 
Gumochlon na Harry Potter Forum
 
Zarejestrowany: Aug 2008
Lokalizacja: tu
Posty: 47
Domyślnie Rozdział dziewiąty. Propozycja 4/4

Harry i Ron spojrzeli na siebie. Harry lekko skinął głową i zwrócił się do Dracona prawie uprzejmie.
- Więc o co chodzi z tym twoim ojcem?
- Zdarzało się, że znikał. Dosyć często zresztą. Ma różne swoje sprawy, o których nie musicie wiedzieć...
- Mogę się założyć, że wiem co to za sprawy – mruknął Ron
Malfoy rzucił mu szybkie spojrzenie, ale kontynuował bez zająknięcia.
- Tym razem jest inaczej. Czuję to. Minął już ponad tydzień. Nie zabrał żadnych rzeczy.
- Ja nie mogę Malfoy – przerwał mu Ron. - Czy ty chcesz, żebyśmy pomogli ci szukać twojego starego? Czy ty masz nadzieję, że Harry zmobilizuje oddział aurorów, żeby szukali twojego plugawego ojczulka.
- To mój ojciec – powiedział Dracon ostro. - I żaden Weasley nie będzie mówił o nim w nieodpowiedni sposób.
- Wzruszające – parsknął z pogardą Harry. - Jesteś naprawdę wzruszający, Malfoy, jak mały chłopiec, który wierzy, że tatuś jest najwspanialszą osobą na świecie.
- Pamiętasz Lillian Van Tassen? - spytał nagle Ron.
- Ron – zagrzmiała Hermiona. - Nie wolno nam. Ani słowa.
- Hermiono ja mu chcę tylko zadać pytanie. Pamiętasz tę dziewczynę?
- Tak – odparł Malfoy zdziwiony. - Chociaż słabo. Byłem dzieckiem. Pamiętam, że była bardzo ładna. Nie lubiła mnie chyba. Mój ojciec był jej opiekunem, czy coś takiego, bo jako dziecko straciła rodziców. Była bardzo bogata. A potem nagle znikła, już do nas nie przyjeżdżała. Chyba umarła. Tak, na pewno. Ona była właścicielką Van Tassen inc. Mój ojciec był jednym z udziałowców a teraz firma jest w rękach osoby, która bardzo strzeże swojej prywatności. Nikt jej nigdy nie widział. Powoli wykupuje udziały od wszystkich członków zarządu. Mój ojciec ma swoje jeszcze, ale pewnie niedługo je sprzeda, jeśli..., jeśli w ogóle wróci... Dlaczego o nią pytacie?
- Jak twoi rodzice się do niej odnosili? - spytał Harry, czując, że to co mówi Malfoy jest w jakimś sensie kluczowe.
- Myślisz, że pamiętam! Matka jej chyba nie lubiła a ojciec... - Malfoy zamilkł nagle, jakby coś sobie przypomniał, zmarszczył brwi i wlepił spojrzenie w wytarty dywan.
- Co się stało Draco? - spytała Hermiona.
- Nic, nic – odparł szybko.
- Jak umarła? - Harry nie mógł powstrzymać pytania, w kwestii która gnębiła go od samego początku.
- Nie wiem.
Zapadła cisza.
- Czemu o nią pytacie?
- Nieważne – odparł Harry mierząc go uważnym spojrzeniem. Malfoy ewidentnie coś sobie przypomniał i nie chciał się tym dzielić. - Powróćmy do twojego ojca.
- Jakiś czas po tym jak Sami Wiecie Kto został pokonany...
- Przez nas – wtrącił Ron.
- ...Przez Pottera, Weasley. Nie przypisuj sobie cudzych zasług. Niedługo po tym McGonagall wezwała mnie do siebie. Powiedziała, że Dumbledore chce mnie widzieć. Rozmawiałem z portretem Dumbledore'a i Snape'a. Dyrektor ostrzegł mnie, że może nastać taki dzień, kiedy mój ojciec zacznie się dziwnie zachowywać. Zacznie się bać. Zacznie rzucać najcięższe zaklęcia ochronne na nasz dwór, a potem możliwe że zniknie. Dumbledore poprosił mnie, abym od razu ci powiedział, jeśli zauważę zmianę w zachowaniu ojca. Bo będzie to oznaczać, że ojciec znalazł się w wielkim niebezpieczeństwie. Śmiertelnym. I nie tylko on. My wszyscy. Cały świat czarodziejów.
Harry zagapił się na Malfoya nic nie rozumiejąc.
- Ale ja nie mam pojęcia co zrobić z tą informacją.
- Jeszcze – powiedziała Hermiona zdecydowanym głosem. Jej oczy rozbłysły. Znowu była tą dawną Hermioną, rządną przygód, gotową naginać reguły i łamać przepisy - Jeszcze nie wiesz, ale niedługo się dowiesz. Myślę, że ma to wiele wspólnego z historią, którą pokazuje nam Dumbledore.
- Jaką historią? - zaciekawił się Dracon.
- Nie twoja sprawa Malfoy! - warknął Ron.

- Tu będzie idealnie – odezwała się kobieta i spojrzała na Lucjusza swoimi jarzącymi się, zielonymi oczami.
Stali przed ceglanym, szeregowym domkiem. Jednym z wielu, na zupełnie typowej, niczym nie wyróżniającej się uliczce, w małym, nieciekawym miasteczku.
- To dom mugoli – powiedział Lucjusz ze zdziwieniem i wykrzywił usta z odrazą. Nie wiedział po co właściwie się odzywa. Skoro ona zadecydowała, że zatrzymają się właśnie tu, to tak będzie.
- I co z tego? – kobieta uśmiechnęła się zimno i pchnęła bramkę. Bramka zaskrzypiała jękliwie. Weszła do skromnego zadbanego ogródka z równiutko przycięta trawą i ruszyła żwirowaną ścieżką w kierunku drzwi wejściowych. Spojrzała na dziecięcy, trójkołowy rowerek stojący na ścieżce. Rowerek spopielił się w ciągu kilku sekund.
- Zapukamy, Lucjuszu? - spytała kobieta odwracając głowę od drzwi i patrząc na niego z uśmieszkiem, od którego włosy zjeżyły mu się na karku. - Tak będzie grzecznie.
Zapukała trzy razy swoją chudą, kościstą pięścią. Dźwięk odbił się echem, zupełnie jakby zapukała do krypty. Chwilę później drzwi otworzyły się szeroko i ukazała się w nich postać niewielkiego, łysiejącego, uśmiechniętego facecika w okularach i przydeptanych kraciastych kapciach. Uśmiech zamarł na jego twarzy. Para stojąca naprzeciwko niego musiała wydać się mu dziwna. Blada, nienaturalnie chuda kobieta o hipnotyzująco zielonych oczach i włosach czarnych jak smoła, sięgających pasa, odziana w zwiewną czerń oraz mężczyzna o długich włosach tak jasnych, że prawie białych, również ubrany na czarno, w długi płaszcz, który łopotał na wietrze na pewno nie przypominali nikogo, kogo znał ten zupełnie przeciętny mugol w średnim wieku.
- Słucham państwa – spytał uprzejmie, zdobywając się na niepewny uśmiech.
- Lucjuszu, załatw to – powiedziała kobieta obojętnie.
Malfoy szybkim ruchem wyjął różdżkę.
- Imperio – powiedział celując w mężczyznę. Wzrok właściciela domku stał się szklany i pusty.
- Imperio? - spytała kobieta. - Co się z tobą dzieje, przyjacielu?
Spojrzała z pogardą na patrzącego przed siebie bezmyślnie mężczyznę i powiedziała.
- Kochany, ten łup jest marny, ale dawno nie ucztowałeś.
Z jej włosów wysunął się wąż. Zsunął się po niej i zaczął wpełzać na otumanionego mężczyznę.
- Tato, kto... - zza mężczyzny wyszła młoda dziewczyna. Była drobna i ciemnowłosa i mogła mieć najwyżej szesnaście lat. Podobnie jak jej ojciec nosiła okulary.
- Imperio! – krzyknął ponownie Malfoy. - Do środka oboje.
- Wydajesz rozkazy, Lucjuszu? - spytała kobieta z zainteresowaniem.
- Ktoś nas może zauważyć – powiedział szybko Lucjusz.
Kobieta nie mówiąc nic więcej weszła do domku za mężczyzną i jego córką. Lucjusz zauważył, że dziewczyna nosi ortopedyczne obuwie i lekko utyka. Skrzywił się z obrzydzeniem. I nagle poczuł się zirytowany. I zmęczony. To trwało zbyt długo. Przeszli do urządzonego bez gustu salonu, przeładowanego tanimi meblami i bibelotami. Lucjusz wycelował różdżkę w okno i drzwi prowadzące do ogrodu na tyłach domu. Rolety opadły. W pokoju zapanował półmrok. Lucjusz zapalił stojącą w rogu lampę zwieńczoną paskudnym różowym abażurem. Lampa pomimo swej brzydoty, dawała przyjemne przytłumione światło.
- Proszę bardzo. Baw się, przyjacielu, jeśli masz na to ochotę – odezwała się kobieta siadając w fotelu obitym kwiecistą tkaniną. Zabębniła trupimi palcami o wytarty perkal podłokietnika. - Spędzimy tu noc, może dwie.
- Jest tu ktoś jeszcze? – spytał Lucjusz mężczyznę.
- Nie.
- Czy ktoś może przyjść?
- Nie. Moja żona i młodsza córka wyjechały.
- Sąsiedzi?
- Dom z prawej strony jest pusty a z lewej mieszka staruszka, która nie wychodzi. Dziś nikt nie powinien tu przyjść.
- Siądźcie na tych krzesłach – rozkazał Lucjusz. Mężczyzna i jego córka posłusznie uczynili co im kazał. Z różdżki Lucjusza wystrzeliły sznury, które ciasno przywiązały mieszkańców domku do krzeseł. Nie zrobiło to na nich żadnego wrażenia.
Kobieta zaczęła wolno bić brawo. Lucjusz miał wrażenie, że gdy jedna jej dłoń uderza o drugą, słychać klekot kości.
- Wspaniale, Lucjuszu, wspaniale. Szybciej i mniej kłopotliwie byłoby ich po prostu zabić, ale nie będę małostkowa. Patrzysz na tę małą? Jest w twoim guście? Nie za stara aby? Lubisz takie powykrzywiane kulasy? - kobieta zaśmiała się wysokim, strasznym śmiechem. - Pewnie chcesz poczekać aż odzyska świadomość, bo inaczej nie będzie zabawy. To tak jakbyś zażywał przyjemności z lalką. A to chyba nie bardzo w stylu Malfoya? Rób co ci się podoba, ale potem zostaw ich jemu.
Wskazała węża, który wpełzł na fotel, uniósł lekko paskudny łeb i sprawiał wrażenie, jakby słuchał wymiany zdań. Potem zwinął się w kłębek niczym ohydna parodia domowego zwierzątka.
- Złe odczytanie przepowiedni nie było twoim jedynym błędem – powiedziała surowo kobieta, obserwując jak Lucjusz sztywnieje ze strachu.
__________________
Pisanie powieści jest dla mnie przeniesionym w dojrzałość opowiadaniem sobie samemu bajek - Olga Tokarczuk
Gumochlon jest off-line   Odpowiedź z cytowaniem