Aha, dla tych, którzy nie wiedzą jak wygląda Gunnar, niech spojrzą w moje zdjęcie profilowe

__________
Pierwsze promienie słońca przebijały się przez zasłony. Naścienny zegar wskazywał 6.30. Gunnar otworzył oczy i rozejrzał się pokoju. W głowie huczało mu od wczorajszych wydarzeń. Dopuścił do siebie myśl, że to co zdarzyło się w nocy było tylko snem, lecz uzmysłowił sobie, że jednak to było na prawdę. Wstał z łóżka i podszedł do okna.
- Dzisiaj piękny dzień... - powiedział, uśmiechając się ironicznie. Wyszedł z pokoju kierując się na dół. Zszedł powoli po schodach nie chcąc naznaczyć swojej obecności. W kuchni cuchnęło alkoholem i potem. Gunnar zaśmiał się cicho, gdy zobaczył śpiących Dominica i Ginny opartych o stół. Dwie puste butelki Ognistej Whisky wskazywały na dobrą zabawę. Chłopak wyszedł z kuchni, kierując się na zewnątrz, ale usłyszał, że ktoś był w salonie.
- Witaj. - powiedział Voldemort siedzący na fotelu.
- Witaj, Panie. - odparł Gunnar, lekko zaskoczony jego obecnością o tej porze.
- Jak samopoczucie? - spytał.
- W porządku. Pewnie tak samo jak i tamci... - odpowiedział, spoglądając w stronę kuchni.
- Niech bawią się póki mogą, nie wiedzą kto przeżyje... - dodał Czarny Pan z lekkim uśmieszkiem. - Nie możecie zawieść. Śmierć tych rudzielców załamie Zakon, przez co staną się łatwym celem. A to już kolejny krok do naszego zwycięstwa!
- Nie zawiedziemy Cię Panie. - odrzekł Gunnar. - Jeśli pozwolisz, to Cię opuszczę...
- Oczywiście, idź. - rzekł Voldemort.
Gunnar skinął na pożegnanie głową i wyszedł na zewnątrz. Słońce oświetlało już cały ganek, w którym stał.