dobra zamawiam

kac gigant to moja specjalność hahah ;p joke ^^
Pikuś podniósł głowę i rozejrzał się po pomieszczeniu.
-Gdzie ja jestem? – pomyślał. Po chwili na jego twarzy pojawił się uśmiech gdy zobaczył nieprzytomną rudowłosą leżącą na stole.
-No to było grubo – zaczął się śmiać. W końcu czuł się rozluźniony, pewny siebie. Nie stresował się nadchodzącą akcją. Trącił delikatnie Ginny w ramię. Dziewczyna podniosła głowę na której panował całkowity nieład twórczy nazywany potocznie chaosem. Popatrzyła na Dominika i uśmiechnęła się równie szeroko.
-Ty flirciarzu… i z czego się cieszysz? Jak zwykle upiłeś wszystkich!! – pokazała mu język starając się doprowadzić swoje włosy do porządku.
Przez okno do pomieszczenia wpadały strugi światła co wskazywało na to, że przespali trochę dnia.
-Ciekawe jak tam reszta. Wydaje mi się, że to było nam potrzebne. Przynajmniej ja czuję się o wiele lepiej. Ostatnie wydarzenia… walki… ucieczki… przed Zakonem trochę mnie wyczerpały, tym bardziej że przez ostatni rok działałem sam. Nie ma to jak wrócić do przyjaciół. Teraz mogę skupić się na misji w stu procentach.
-W pewnym sensie się z tobą zgadzam – wymamrotała Ginny i ruszyła w kierunku salonu kręcąc uwodzicielsko swoimi biodrami. Dominic mimo, iż stawiał opór swojej naturze nie mógł się oszukiwać, gdyż zwyczajnie był wrażliwy na kobiece piękno i idąc za przyjaciółką śledził wzrokiem jej kocie ruchy.
Weszli razem do salonu gdzie ujrzeli Czarnego Pana. Dominic skinął głową w jego stronę patrząc mu w oczy. Voldemort uniósł jedynie dłoń po czym opuścił z klasą na poręcz fotela. Ginny również ukłoniła się pokornie, po czym usiadła na fotelu blisko Czarnego Pana.
- Zapamiętajcie wczorajszy wieczór, być może to ostatni wieczór dla was, bądź kolejny taki wieczór prędko się nie powtórzy. – powiedział zimnym i szorstkim głosem mistrz czarnej magii.
W tej samej chwili do salonu wpadła Christina z Blancą. Christina rozglądała się po pokoju i zgromadzonych w nim „wymiętych” śmierciożercach.
-Gdzie znów podziewa się Gunnar?? – zapytała Christina.
Czarny Pan kiwnął głową w stronę ganku. Christina miała lekki uraz do Gunnar’a po tym jak ją wczoraj potraktował. W końcu to ona uratowała go z opresji, a ten nawet nie raczył odpowiedzieć na jej proste pytanie. Usiadła na swoim fotelu. Blanca uczyniła podobnie jak jej przyjaciółka dodatkowo łapiąc za stojąca na stoliczku wodę. Wzięła kilka konkretnych łyków i odetchnęła z ulgą.
Po dłuższej chwili milczenia ciszę przerwał Gunnar.
-To może ustalimy w końcu plan działania?
Czarny Pan wstał z miejsca, a w salonie pojawił się ogromny wąż.