Wątek: Śmierciożercy
Wyświetl pojedyńczy post
Stary 07-24-2011, 22:08   #87
Christina
Omijać szerokim łukiem
 
Christina na Harry Potter Forum
 
Zarejestrowany: May 2007
Lokalizacja: Camelot
Posty: 1,514
Domyślnie

Wszyscy popatrzeli po sobie. Jakoś nikt nie kwapił się do jakiś konkretniejszych ustaleń. W końcu jednak Christina westchnęła głośno i załamując teatralnie ręce oznajmiła.
- Plan ten sam co zwykle, przy napaści. Wchodzimy, zabijamy co się da, wychodzimy, wyczarowujemy Mroczny Znak i znikamy aurorom sprzed nosa. To chyba proste.
Czarnemu Panu delikatnie zadrgały kąciki wąskich ust. Oczekiwał jednak reakcji innych.
- Nie uważasz, że jednak powinniśmy coś ustalić? - zapytał niepewnie Dominic.
- A po co? Jak coś pójdzie nie tak, to plan tak czy siak weźmie w łeb. Zresztą, ich jest tylko dwóch. Mogłabym iść sama, tak w gruncie rzeczy.
Ale wiedziała, że nie pójdzie. Po ostatniej klęsce, nie czas na brawurowe akcje. Trzeba trzymać się razem, żeby znowu nie dać się rozgromić.
- W takim razie, chyba nie musicie się niczym martwić, aż do jutra. - powiedział Czarny Pan, a w pomieszczeniu od razu zrobiło się cicho. - Możecie się rozejść.
Wstali, nie mając ochoty przebywać z Voldemortem dłużej niż potrzeba.
Christina poczuła nieproporcjonalnie długie palce na swoim nadgarstku. Spojrzała w czerwone oczy. Nie wzdrygnęła się.
- Tylko bez jakiś nieodpowiedzialnych, samotnych akcji, dobrze? Nie możemy pozwolić sobie na straty. Zwłaszcza wyszkolonych Śmierciożerców.
- Panie, ich jest przecież raptem dwóch i będą spa...
- Nie! - przerwał jej - Macie działać razem. Zrozumiałaś?
- Tak, panie.
Odeszła spiesznie.

Usłyszała ciche pukanie. Dopiero co się położyła, kto mógł coś chcieć? Przecież jeszcze nie wyruszają. Ze złością odrzuciła kołdrę i podeszła do drzwi. Otworzyła je i zaskoczona wpatrywała się w błękitną toń oczu Gunnara. Przypominały dwie bryłki lodu.
- Mogę wejść? Chciałem pogadać.
- Ja..jasne.
Zaprosiła go gestem. Przysiadł na łóżku. Blondynka krótkim machnięciem różdżki zapaliła świece w staromodnym żyrandolu. Usiadła obok chłopaka czekając na rozmowę, która musiała być bardzo ważna, skoro nie mogła poczekać na ranek.
- Czy to dobry pomysł, żeby brać ze sobą Ginny? - zapytał wprost, nie owijając w bawełnę.
Zamrugała kilkakrotnie, próbując ukryć zdziwienie.
- A czemu nie?
- Bo to jej bracia. Nie sądzisz, że będzie próbowała ich bronić, zlitować się nad nimi?
- Nie. - odpowiedziała stanowczo. Bardziej obawiała się siebie samej, ale nie mogła mu tego powiedzieć.
- No nic, ty znasz ją lepiej.
Wstał z łóżka i podszedł do drzwi. Przystanął, z dłonią na klamce.
- Przepraszam za tak późną porę. - powiedział z wrednym uśmieszkiem.
- Odpłacę ci się kiedyś. Z nawiązką. - odgroziła mu się. Leżała już w ciemnej pościeli.
Drzwi zamknęły się cicho.

***

Z głośnym trzaskiem deportowali się u "Borgin'a i Burkes'a". Woleli to zrobić tutaj, niż na Pokątnej, po której, mimo środka nocy, ktoś mógł wędrować.
__________________

Darmowe kosmetyki


'It's not my fault I'm better than you'



'What happens in the dungeons
stays in the dungeons'

#soup#
#nakarm psiaka#
#last#
Christina jest off-line   Odpowiedź z cytowaniem