Lucy była zdenrwowana, wystraszona, podniecona, szczęśliwa, ale i skupiona oraz zdetermnowana, trudno było jej sie dziwić, to była jej pierwsza akcje w szeregach śmierciożerców, nie chciała nawalić. Deportowali się w sklepie, a następnie wyszli z niego w ciemną noc, nie wiedząc co ich czekach dla pozozstałych było to zwykła dość prosta akcja, mieli przecież znaczna przewagę liczebną, ale zawsze należy byc czujnym.
Wyciągnęli różdżki i dokładnie obserwowali okolicę, gdy upewnili się, że są sami, powoli i bez pośpiechu, jeden za drugim skradali się pod sklep bliźniaków. Wszyscy mieli takie same bezwzgledne miny, a w ich oczach widac było grozę, przyświecał im cel i nie mieli zamiaru okazać litości czy strachu.
Christina zastanawiała się jak zachowa się gdy przyjedzie jej podnieść różdżkę na te znane i sympatyczne twarze, czy da radę zrobic to do czego jest zmuszona? Musi inaczej sama zginie, przecież jest Christiną, śmierciożerczynią, to ona, pozbawiona skrupułów.
Ginny również w głębi duszy, może sama nie do końca dopuszczała do siebie to uczucie, ubolewała, nad koniecznością, zrobienia tego co ją czekało. Fred i George - zawsze ich lubiła, byli najlepsi z calej jej rodziny, mimo, że byli po tej "dobrej" stronie. Nie nie to nie jej rodzina, teraz jest śmierciożerczynią i to jest jej nowa rodzina, o ile można tak nazwać grupę, zajmujaca się głównie zabijaniem i zdobywaniem potęgi.
Niestety nie mam pomysłu na sam atak.
__________________
"Udało się dostali w kość, niech żyje Potter nam!
A Voldek gnije w piekle, za którym tęsknił sam."
Irytek
Ostatnio edytowane przez DAGA POTTER : 07-24-2011 o 22:55.
|