Wątek: Śmierciożercy
Wyświetl pojedyńczy post
Stary 07-31-2011, 12:56   #129
Pikus
Świr wymagający opieki
 
Pikus na Harry Potter Forum
 
Zarejestrowany: Aug 2007
Posty: 459
Domyślnie

//No trochę mi zeszło Ale mam nadzieje, że się wam spodoba. Miłej lektury;p

Przed Czarnym Panem stał skrzat w całej swojej okazałości. Lord Voldemort popatrzył głęboko w wyłupiaste oczy skrzata, a potem energicznie na Dominica.
- Nie mówiłeś, że pochodzisz z takiej zamożnej rodziny.
Stark nawet nie drgnął. Śmierciożercy zgromadzeni w salonie wodzili wzrokiem od skrzata to na Dominica, a na ich twarzach malowało się zdziwienie.
Śmierciożerca od początku nie dał po sobie poznać, że to stworzenie służyło jego rodowi.
Czuł na sobie gniewne spojrzenie Voldemorta. Niezręczną ciszę przerwał skrzat, który niepewnym krokiem zbliżał się do swojego Pana Starka.
-Panie, zdradzono nas… wszyscy są martwi. Cały nasz dwór został zniszczony. Ja… ja nie wiem jak nas znaleźli… ktoś nas zdradził. – wymamrotał Rubin trzęsąc się ze strachu.
Oczy Voldemorta zrobiły się jeszcze węższe niż zazwyczaj. Na jego twarzy pojawiały się pulsujące żyły. Część smierciożerców złapało się za przedramię, mroczny znak piekł jak nigdy. Czarny Pan był naprawdę wściekły.
-O czym ty mówisz? – Zapytał Stark schylając się nad skrzatem. Nie obchodziło go to co się dzieje z Voldemortem, ani to że za chwile skrzat i on mogą zginąć.
-Zakon Panie… Oni wiedzieli… w śród nas jest zdrajca. Cały dwór nie żyje… Moja Pani kazała mi uciekać i odnaleźć Ciebie… to wydarzyło się miesiąc po twoim zniknięciu.
Dominic schował za sobą skrzata po czym zebrał w sobie siły i znalazł odwagę by popatrzyć Czarnemu Panu w oczy.
- Panie wiem, że to co tutaj zaszło… to znaczy wiem, że zasługujemy na śmierć, Rubin nie powinien znaleźć się w tej kwaterze. Ale zanim podejmiesz jakieś kroki, wysłuchaj mnie…
Czarny Pan powiedział coś w mowie wężów. Śmierciożercy odsunęli się od niego, bo właśnie w tej chwili u jego stóp zmaterializował się ogromny wąż, sycząc wściekle i pokazując swoje spiczaste jak szpilki kły.
- Rozczaruj mnie jeszcze bardziej. – Powiedział zimnym, przeszywającym głosem Voldemort.
- Dobrze wiesz, że moja rodzina była czystej krwi. I słyszałeś co mówił skrzat wszyscy zostali zabici. Ale to nie jest ważne – wymamrotał Dominic, chociaż to co powiedział Rubin dotknęło go znacząco - . Istotną rzeczą jest fakt, że mój dwór był strzeżony pradawnymi zaklęciami. Zwykły czarodziej nie mógł go odnaleźć – tak jak mugol nie widzi Hogwartu. Tak jak Rubin powiedział, w śród śmierciożerców jest zdrajca. Ktoś podaje się za jednego z nas.
Znak na przedramieniu Dominica wydawał się płonąć. Nagini jeszcze bardziej rozdziabiła paszczę.
Stark ciągnął dalej. –To niemożliwie wiem… ale tylko ograniczona liczba osób wiedziała o moim rodowym Dworku.
Zza śmierciożercy wyszedł skrzat. W tym samym momencie Nagini naprężyła mięśnie i wystrzeliła w stronę stworzenia.
-DOSYĆ!! – wrzasnął Czarny Pan. – Nagini Zostaw.
-Lordzie, Czarny Panie … - skrzat stał już przed Starkiem i zwracał się teraz bezpośrednio do Voldemorta.
Ten wściekły machnął różdzką w stronę skrzata, zaklęcie miało tak ogromną moc, że skrzat wbił się w kredens z IKEI na drugim końcu salonu.
-Jak takie plugawe stworzenie śmie się do mnie zwracać!!
Śmieriożercy obserwowali całą tą chorą i niezrozumiałą sytuację z boku. Bojąc się odezwać.
-Wybacz mu Panie – wtrącił Stark. Voldemort skierował różdżkę w rozmówcę.
- Masz rację tego stworzenia powinno tu nie być, ale… - zwrócił się teraz do wszystkich. – Poznajcie łaskę Czarnego Pana, bo Czarny Pan potrafi być łaskawy. Teraz znamy przyczynę napadu, wiemy czemu Zakon zawsze pojawia się w miejscach gdzie przeprowadzamy jakaś operację. Czyż to nie proste? – wodził różdzką po swoich poddanych.
Któż by śmiał zdradzać Czarnego Pana. Wiemy co mamy robić prawda? – brzmiał teraz groźnie, w jego oczach widać było opętanie.
Wskazał na stół i fotele. Wszyscy posłusznie usiedli przy stole, a on sam chodził wkoło nich. Pomiędzy ich nogami „ślizgała” się Nagini sycząc, co wprawiało śmierciożerców w zakłopotanie.
-Koniec z błędami… Zaczniemy u podstaw.
Dominic zerknął na swojego skrzata, czy ten żyje. Rubin oddychał ciężko, co trochę uspokoiło śmierciożerce. Musiał dowiedzieć się co z jego rodziną dokładnie się stało.
-Powęszymy w Ministerstwie. Musimy to przemyśleć dokładnie. Cześć z was postara się wyciągnąć informacje na temat Zakonu. Kto z zakonu pracuje w ministerstwie. Może jakimś trafem spotkacie członka zakonu, a dokładniej śmierciożercę który zmienił hmm… orientację? – Śmierciożercy zaśmiali się. Czarny Pan również się zaśmiał co wskazywało na to, że stał się spokojniejszy. Wszystkie niewyjaśnione sytuacje nagle stały się dla niego jasne. Znalazł wykwit u podstaw. To było takie proste. Zdjraca….
A druga część – popatrzył na Dominica – W celu odkupienia, dostanie zadanie nazwijmy to zadaniem samobójczym. – na twarzy Voldemorta pojawił się uśmiech.
- Ty jako jedyny wejdziesz do ministerstwa bez eliksiru. W jakim celu nasuwa się pytanie? – A własnie takim, że przyciągniesz uwagę Aurorów co ułatwi wyłapanie nam kto ewentualnie, może być zdrajcą i te osoby właśnie reszta przefiltruje dokładnie. Stracimy jednego z braci, ale przysłużysz się Czarnemu Panu. W końcu w azkabanie nie może być przecież tak źle?
Gunnar, Lucy, Christina, Blanca oraz Ginny patrzyli po sobie z niedowierzaniem. Voldemort poświęci jednego z poddanych. Dlaczego właśnie Dominica, to jedyny znający się tak dobrze śmierciożerca na eliksirach, który jest im potrzebny.
- Właśnie dlatego – wtrącił mistrz oklumencji. - Da sobie tam rade. Poza tym nie ma na świece miejsca z którego nie da się uciec. – W jego oku pojawił się błysk.
-Ale to będzie kolejnym naszym celem. Teraz wszyscy mają się skupić na znalezieniu zdrajcy. Dominic zacznij warzyć eliksir wielosokowy. Reszta musicie załatwić włosy pracowników ministerstwa, na razie jeszcze nie likwidując właścicieli. Na to nadejdzie odpowiednia chwila.
Rubin może zostać z nami, przyda się wam sługa. Jego życie odkupi Dominic podkładając się bez walki. – Voldemort wiedział, że to najwieksza hańba dla śmierciożercy.
-Do roboty!! – Wrzasnął, aż wszyscy poderwali się z miejsc.

//proponuję wymyślić nową nazwę rozdziału zanim zaczniemy pisać dalej. Coś związane z przygotowaniami... co myślicie?
__________________
I'll become what I despise
Living someone else's life...

Ostatnio edytowane przez Pikus : 07-31-2011 o 14:13.
Pikus jest off-line   Odpowiedź z cytowaniem