Blanca rozstała się z Christiną i Ginny, które startowały jako ostatnie. Zanim udała się w stronę wejścia do Ministerstwa Magii weszła w ciemny zaułek i szepnęła -Lumos.
Ze swojej torebki wyciągnęła lusterko wielkości zeszytu A5 i powiesiła je na brudnej ścianie klatki schodowej. Zaczęła majstrować przy swojej fryzurze. Upięła włosy w bardzo ciasny kok z tyłu głowy i machnęła różdżką, zmieniając ich kolor na czarny. Zaklęcie to nie będzie działało długo, ale wystarczy na tyle, żeby zdobyć jakiś włos. Gdyby spotkała swoich rodziców nie zdążą jej rozpoznać. Szybko schowała lusterko z powrotem do torebki i ruszyła w stronę budki telefonicznej, która służyła jako wejście do Ministerstwa. Oparła się i czekała aż zobaczy kogoś wartego uwagi. Po chwili zbliżyła się do budki kobieta średniego wzrostu, w blond włosach do ramion. Ok, do dzieła Evans.
-Czy może... czy może mi Pani pomóc? -Blanca była świetną aktorką, zobaczyła zatroskaną minę kobiety i udała, że mdleje. Nie musiała się za bardzo wysilać, nie dość, że miała bardzo bladą cerę, to w czarnych włosach wyglądała jeszcze gorzej. Pracowniczka złapała ją i lekko poklepała w policzek, próbując ocucić. Evans spojrzała na nią zamglonym wzrokiem.
-Czego potrzebujesz, dziewczyno?
-Mogłabym.. mogłabym prosić o coś do picia?
-Dasz radę wstać?
-Myślę.. chyba tak.
Podniosła się, teatralnie chwiejąc. Kobieta patrzała na nią zmartwionym wzrokiem.
-Chodź, tam jest sklep, kupię Ci coś do picia.
-Mam nadzieję, że nie będzie miała Pani przeze mnie kłopotów? -zapytała Blanca.
-To teraz nie jest ważne.
Blenci przez chwilę miała wyrzuty sumienia, że tak wykorzystuję tę niczemu winną kobietę, ale szybko przypomniała sobie kim jest.
Kiedy znalazły się blisko sklepu, ale dość spory kawałek od budki telefonicznej, Evans szybko wyciągnęła różdżkę i zanim nieznana Pani zdążyła zareagować, powiedziała: -Drętwota.
Kobieta padła przed nią oszołomiona, a Blenci podniosła ją i zaprowadziła ją w ten zaułem, w którym wcześniej zmieniała fryzurę. Zgrabnym ruchem wyrwała jej blond włosa i wsadziła do fiolki, którą trzymała w kieszeni.
Spojrzała w jej niebieskie, nieświadome oczy i powiedziała bardzo cicho - Patrz komu ufasz. Zajrzała jeszcze do kieszeni jej ofiary i wyciągnęła z niej niebieską kartę z napisem 'Roma Cotton, fotograf dla Proroka codziennego'.
-O kurwa. -nie mogła powstrzymać swojej niewyparzonej gęby.
I aportowała się przed Kwaterę Główną Śmierciożerców.
***
W salonie zastała już Lucy, Ginny i Christinę z soczkami w ręce. Kiedy Ginn zorientowała się, że ta czarnowłosa dziewczyna to Blanca, zakrztusiła się sokiem.
-Co... co Ci się do cholery stało? -zapytała ją zszokowana.
-Och, to na wypadek, gdybym przed Ministerstwem spotkała rodziców. To zaklęcie powinno już zniknąć. Podeszła do lustra, rozpuściła włosy i energicznie potrząsnęła głową, tworząc 'artystyczny nieład' z rozczochranych loków. Po chwili jej włosy odzyskały swój naturalny, płomiennie rudy kolor.
-Od razu lepiej. -usłyszała głos Ginn.
-Spieprzyłam sprawę.
-Jak to spieprzyłaś sprawę? -Lucy patrzała na nią z niedowierzaniem.
-Nie masz włosa? -teraz Christina.
-Mam tego pieprzonego włosa. -potrząsnęła im przed głowami fiolką.
-No to co się stało? Zorientowali się? -pytała Weasley.
-Spójrzcie na to. -wyciągnęła z kieszeni niebieską plakietkę, należącą do Romy Cotton.
-Chodzi Ci o to, że będziesz miała na nazwisko 'bawełna'? -Lucy chciała obrócić tą sytuację w żart.
-Nie - syknęła Ginny. -Chodzi o to, że Blanca pracuje z własną matką.
__________________
'And it feels
And it feels like
Heaven's so far away
And it feels
Yeah it feels like
The world has grown cold
Now that you've gone away'
|