Następnego dnia dziewczyny obudziły się ze strasznym bólem głowy. Na szczęście Voldemort nie zorientował się z jakiej okazji była impreza, gdyż w przeciwnym razie życie śmierciożerców mogłoby skrócić się bardzo szybko. Cała „ceremonia” pogrzebowa przebiegła zgrabnie. Ginny wraz z Christiną czuły wewnętrzną ulgę. Coś jakby spełnienie, nie miały już żalu tak wielkiego jak przed pogrzebem. Obie pogodziły się z faktem odejścia Weasleyów.
Przez kolejne dni śmierciożercy wraz z Czarnym Panem dyskutowali na temat zbliżającej się akcji. Dominic doglądał swojego eliksiru, Skrzat latał ze ścierką całymi dniami sprzątając kwatere od najwyższego piętra po sam dół. Dziewczyny zajeły się sobą. Można było zauważyć drobną zmianę wśród smierciożerców. Po wspólnie spędzonej nocy w salonie jakby wszyscy się do siebie zbliżyli. Czuli się zgrani co było bardzo istotne dla Czarnego Pana, ponieważ właśnie ten fakt punktował za powodzeniem misji. Gunnar przestał znikać, nie wyruszał już na tajemnicze własne misje. Wszyscy byli już skupieni na tym najważniejszym obecnie zadaniu. Voldemort określił jasno cel i w razie niepowodzenia kto wie co mógłby zrobić. Tylko głupiec lekceważyłby rozkazy Czarnego Pana.
Każdy miał już obmyślony plan działania, który ciągle dopracowywał. Jak wiadomo po wypiciu eliksiru mieli tylko godzinę by uporać się ze znalezieniem zdrajcy, bądź też zdrajców oraz przy okazji wyciągnąć jak najwięcej informacji na temat obecnej kryjówki zakonu. Zbieg okoliczności dotyczący włosów sprawił, że śmierciożercy zyskali możliwość pozyskania tych informacji z wielu różnych źródeł. Wszystkie rzeczy musiały zostać dokładnie obmyślone teraz. W ministerstwie nikt nie będzie miał czasu by się dogłębnie zastanawiać.
Dni mijały w zaskakującym tempie. Czarny Pan zarządził w przeddzień wyprawy spotkanie przy stole. Chciał usłyszeć od każdego z osobna jego plan w celu upewnienia się czy śmierciożercy traktują jak najbardziej poważnie te misję.
-Usiądźcie moi drodzy… - powiedział zimnym głosem Voldemort. – Dominic… - Czarny Pan zwrócił się bezpośrednio do Starka.
-Wyjaśnij teraz co to za eliksir i dlaczego opóźniłeś tę wyprawę, oraz przedstaw mi jak zamierzasz się hmmmm poddać? – zaśmiał się Voldemort.
-Zacznę od tego eliksiru. Dziewczyny wpadły już na myśl co kombinuję. To Felix felicis. Jak już Panie mówiłeś tam nie będzie czasu na zastanawianie się, a ten eliksir po prostu wskaże wszystkim drogę. Część osób dowie się o zakonie a część znajdzie zdrajcę. Misja musi się udać więc czemu nie skorzystać z małej pomocy eliksiru?
-Doskonale!! Spisałeś się Dominicu. Czarny Pan doceni twój wkład w powodzenie misji. Jednak kontynuuj dalej. – Wtrącił Voldemort.
-Więc… Plan jest dość prosty. Najpierw wchodzą wszyscy a po nich ja… w całej swojej okazałości.
Jak nie masz nic przeciwko zrobię im tam małe piekło w holu głównym. Myślę, że sporo aurorów od razu się pojawi, a miejmy nadzieje między nimi jakiś „były śmierciożerca”. I to by było na tyle. Postaram się ustać jak najdłużej, by inni mieli czas się zaklimatyzować niepostrzeżeni.
-Wyśmienicie. Prosty ale za to jakie poświecenie nieprawdaż? – Voldemort stał za Starkiem i położył ręke na jego ramieniu.
-Dobrze więc, moi drodzy… kto następny objaśni swój plan Czarnemu Panu?
//Słabe ale jakoś nie miałem pomysłu na ciągniecie tamtego wątku. i w sumie na jakiś nowy wątek też nie wpadłem. Mam nadzieje, że nie wyszło źle hehe.
__________________
I'll become what I despise
Living someone else's life...
|