Kuchnia nie licząc Ślizgonów, którzy się w niej znaleźli i skrzatów, które przebywały tu zawsze była całkowicie opustoszała. Nie było się zresztą czemu dziwić, były co do tego trzy różnorodne opcje. Ludzie albo jadali w Wielkiej Sali, albo nie wiedzieli gdzie jest wejście do kuchni, bądź, co najczęściej, nie chcieli mieć kłopotów, w związku z przebywaniem w jednym z zakazanych miejsc. Właściwie nikt do końca nie wiedział, dlaczego do tego, przepełnionego tak wyszukanymi zapachami, miejsca wstęp jest wzbroniony, przecież skrzaty bardzo lubiły, gdy ktoś się w nim pojawiał. Tak było i tym razem.
- Mało miękkie te poduszki.
Javier był pod wrażeniem tego, jak w każdej możliwej sytuacji, Dracon był w stanie znaleźć powód do narzekania. On sam rzadko bywał w kuchni, a gdy już to zawsze wydawała mu się ona jednym z najbardziej odpowiadających miejsc w całym zamku. Skrzaty spełniały każdą zachciankę, ale ważne było, by im nie przeszkadzać. W innym wypadku reagowały dosyć gwałtownie i potrafiły "wyrzucić gości". Jeden ze skrzacików podszedł z ciekawej barwy deserem lodowym, polanym czekoladą ku Angie i podał go jej. Przeźroczysta salaterka sprawiała, że widać było różnorodność smaków. Deniver przeczesał ręką swoje włosy, przy okazji drapiąc się po głowie i zastanawiając kiedy ona zdążyła zdać skrzatom relację dotyczącą tego, czego pragnie zasmakować.
- Dla mnie są idealne.
Po tym zdaniu Javier rozłożył się na poduszkach podkładając sobie ręce pod głowę. Nie widział, jak Angie oparła się o Malfoy'a i zaczęła rozkoszować się swoim deserem, ani jak skrzaty przyniosły deser jego "koledze". Cóż nie było co udawać, że go lubi. Zastanawiał się jak długo Christinie zajmie dołączenie do ich trójki, gdy wejście do kuchni otworzyło się. Wszyscy drgnęli delikatnie, ale to była ona.
- Cóż za opanowanie. Niesamowite! - Na jej twarzy gościł radosny uśmiech, ale nie można było być pewnym czy to z powodu tego, że rozśmieszyły ją ich ruchy, czy z chwilowego przebywania w towarzystwie Weasley'ów. Deniver nie podniósł głowy z poduszek. Patrzył w sufit, przerywając to fascynujące zajęcie tylko chwilami, gdy mrugał, lub miał ochotę pooglądać swoje powieki nieco dłużej.
|