- Ja pierdolę.
Christina doskoczyła do dwóch walczących zaciekle dziewczyny, które nawet nie zdawały sobie sprawy, ze mają widownię. Złapała siostrę w tali i pociągnęła do góry. Kaajn odciągała w tym czasie Nacię, a Marcelina próbowała odplątać włosy Johnson. Gdy w końcu walczące zostały rozdzielone i stanęły po dwóch stronach pokoju młodsza córka państwa Johnson zapytała:
- Co tu się dzieje? Drzecie się na cały Dom, tłuczecie jak popierdolone mugolki.
- Faktycznie trzeba było użyć różdżki!
Shirley gwałtownie złapała się za tylną kieszeń, na szczęście Kaajn doświadczona w obezwładnianiu niebezpiecznych czarowników, zawczasu wyciągnęła magiczny patyk przyjaciółki i odrzuciła go na łóżko.
- Hahah, nawet nie potrafisz pilnować swojej badziewiastej różdżki. A teraz suko, posmakujesz mojego wyrafinowanego Cruciatiusa.
Angelina przemierzała swoje niewielkie ciało delikatnymi paluszkami. Jednak podróż nie udała się. Odwróciła głowę i spojrzała w oczy siostry, która ciągle, zapobiegawczo ją trzymała. Ta uśmiechnęła się tak, jak tylko Snape potrafi. Dała jej do zrozumienia, że różdżka bezpiecznie spoczywa w jej kieszeni, a swoją trzyma w pogotowiu.
- Poza tym... ile razy mam wam jeszcze powtarzać, że w Hogwarcie nie da się rzucać Niewybaczalnych. Jesteście w szóstej klasie i ciągle o tym zapominacie.
- To bez różnicy. Zabiję ją w typowo mugolski sposób. GOŁYMI RĘKAMI!!
Angelina wypruła do przodu i gdyby nie interwencja Mimid, pewnie doleciała by do Naci i próbowała wyszarpać jej włosy.
- Opanuj się!
- Nie będę się opanowywać podczas gdy ta pieprzona kurwa pieprzy się z moim pieprzonym facetem!
- Jakby był zaspokojony, to bym nie musiała mu pomagać.
- Ty mała, wredna kurewko!
- Szykuje się trójkącik? Ooooo orgia!!
Do pokoju wkroczył Flint z bardzo rozbawionym i lubieżnym uśmiechem na twarzy.
- Dobrze ci radzę, Flint, wyjdź.
- No daj spokój, Chriss... ja jeden i ... - próbował policzyć wszystkie obecne - ... tyle dziewczyn.
- Dobrze ci radzę, wyjdź.
- Niech zostanie. Więcej świadków, że zamordowałam ją w afekcie. Nie dostanę takiego dużego wyroku.
- Dobra, mniejsza. Jak chcesz to zostań. Teraz mi wytłumaczcie czemu się tłuczecie - zarządziła Kaajn.
- Ta głupia idiotka wysłała list do Draco, że niby go zdradzam, ze Szczęsnym. - odparła Nacia, która zdążyła już trochę ochłonąć i nie zezowała co chwilę na swoją różdżkę.
- No bo go zdradzasz - zauważyła trzeźwo Christina.
- Nieprawda! Nie byliśmy razem w łóżku.
- Aaa, to twoim zdaniem gra wstępna nie jest jeszcze zdradą? - zainteresowała się Rosse.
- Po czyjej ty kurwa jesteś stronie?
- Po żadnej. Staram się zrozumieć o co w tym chodzi.
- Też chciałbym to wiedzieć.
W progu stał Zabini, a krok za nim Pansy. Ich dłonie były nienaturalnie blisko siebie, jakby dopiero przed chwilą rozłączyły się. Wyniosła mina Parkinson też skrywała tajemnicę, której chyba nikt nie chciał odkrywać. Po co wywoływać kolejną burzę?
- Siadaj stary! Laski się biją, tylko kisielu brakuje. - Marcus poklepał łóżko obok siebie. On chyba naprawdę nie miał pojęcia czego świadkiem jest. A działo się wiele, nawet jak na Dom Węża.
- Angelina, wytłumaczysz?
Ale starsza Johnson nie miała w ogóle zamiaru słuchać swojego chłopaka, a na pewno nie miała już zamiaru odpowiadać. Była zajęta wpatrywaniem się w Pansy. Christina i Mimid od razu poczuły napinające się mięśnie dziewczyny. Dlatego zawczasu złapały ją mocniej za łokcie.
- A więc to tak. Mogłeś mi powiedzieć, że już mnie nie kochasz, że ci nie wystarczam. Rozeszlibyśmy się w zgodnie i mógłbyś legalnie pieprzyć się z innymi. Nie rozumiem dlaczego mnie zdradzasz?
Głos dziewczyny wyprany był z wszelakich emocji, gdy przemawiała do swojego chłopaka, wiąż jednak patrząc w oczy Pansy, która najwyraźniej świetnie się bawiła. No cóż, nie co dzień elita ma takie problemy. Nie co dzień, elita się rozpada.
Blaise westchnął głęboko, pokręcił głową i zaczął iść w kierunku swojej dziewczyny.
- Nie podchodź. Nie chcę mieć z tobą nic wspólnego.
- Osobiście uważam... - zaczęła Parkinson i bezczelnie weszła do dormitorium.
- Osobiście gówno nas obchodzi twoje zdanie, więc bądź tak łaskawa i zamknij drzwi z drugiej strony.
- Nie będziesz mi mówić co mam robić. Już nie. Lepiej idź do swojego Gryfonka, na pewno bardzo się smuci nie mając cię przy sobie. W końcu to tylko taki malutki, tchórzliwy lewek. No cóż, ale jaka właścicielka, tak samo bezużyteczny i beznadziejny zwierzaczek.
Pansy poszybowała do tyłu, uderzyła w ścianę i zjechała po niej na podłodze. Christina stała natomiast z wyciągniętą różdżką, nie bacząc na to, iż jej siostra jest wolna, bo Mimid podbiegła do nieprzytomnej dziewczyny. Dopiero teraz Flint przeraził się nie na żarty i zaczął reagować. Chciał odebrać Johnson broń, ale ta wycelowała w niego i z groźnym błyskiem w oku zapytała, czy chciałby do niej dołączyć.
Angelina natomiast korzystając z chwili zamieszania wyszarpała swoją różdżkę z kieszeni siostry i ponad jej ramieniem rzuciła urok z Nacię. Zaklęcie na szczęście nie trafiło w dziewczynę, ale spowodowało, że Kaajn puściła ją i obie spadły na łóżko. Shirley odzyskawszy swoją broń również zaczęła rzucać zaklęcia. W tej chwili każdy trzymał w dłoni różdżkę i miotał zaklęciami na ślepo. Klątwy, uroki, tarcze mieszały się ze sobą. Zieleń, czerwień, żółć i biel łączyły się ze sobą potęgując moc zaklęć. Co jakiś czas słychać było dźwięk rozwalanej ściany, palonego plakatu, bądź rozrywanej na strzępy poduszki.
- Sectumsempra!
Christina ze zgrozą patrzała jak czerwony (?) promień mknie od różdżki Angeliny wprost na Nacię. Chciała coś zrobić, ale Marcus w końcu ją obezwładnił i teraz trzymał ją od tyłu, w żelaznym uścisku. Sytuacja Marceliny też nie przedstawiała się najlepiej. Leżała na łóżku, odrzucona jakimś lekkim zaklęciem, a jej różdżka znajdowała się po drugiej stronie pokoju. Kaajn siedziała na podłodze i trzymała się za głowę nucąc coś cicho i kiwając się do rytmu. Zabini był zbyt sparaliżowany, żeby jakkolwiek zareagować.
Czerwony pocisk zbliżał się nieuchronnie do dziewczyny, która zamiast użyć jakiegoś inteligentnego zaklęcia, zasłoniła się tylko rękami. Nagle promień zmienił tor i wyrżnął w ścianę, zostawiając w niej ogromną dziurę.
- W tej chwili. Wszyscy. Do mojego gabinetu.
***
- Panna Parkinson nadal nie odzyskała przytomności, obawiam się, że trzeba będzie odesłać ją do Świętego Munga. Wydaje mi się, że to jakaś złożona klątwa. Chyba nawet czarno magiczna - szkolna pielęgniarka zniżyła głos do szeptu, chociaż i tak stali na tyle daleko, że uczniowie ich nie słyszeli.
- Dziękuję pani Pomfrey, za tę... specjalistyczną diagnozę. Osobiście zajmę się dochodzeniem. A co z panną Ross?
Zmierzyła go wzrokiem, który świadczył o jej niepewności co do zapewnień nauczyciela. Jednak obowiązki pielęgniarki zwyciężyły.
- Czuje się już lepiej. Przestała trzymać się za głowę i kiwać. Śpiewanie też już ustaje.
- Dobrze. Dziękuję. Przyjdę do nich, jak tylko skończę.
- Ale tak nie można, profesorze! Oni też potrzebują opieki medycznej.
To akurat była prawda. Na przykład policzki i przedramiona Christiny zdobiły długie i wąskie krwawiące rany. Wskazujący palec Mimid nie dosyć, że wyginał się dziwnym kierunku, to zmieniał co chwilę kolor. Angelina miała przepaloną szatę na brzuchu, a ciało zdobiły bąble. Nacia natomiast na pierwszy rzut oka nie odniosła żadnych ran, ale uporczywie odmawiała otwarcia ust. Dziwnym trafem męska część towarzystwa nie ucierpiała w tym starciu. Szczęściarze.
- Wytrzymają jeszcze chwilę. Dziękuję.
Odwrócił się plecami do kobiety i ruszył w kierunku biurka. Gdy tylko drzwi się zatrzasnęły zapytał.
- Kto rzucił to zaklęcie na Parkinson?
- Ja. - przyznała Christina
- Czy ty czasem używasz mózgu? To zaklęcie jest czarnomagiczne!
Skomentowała to wzruszeniem ramionami. Nauczyciel pomasował swoje skronie.
- A teraz, chcę wiedzieć co tam się w ogóle działo.