Wątek: Slytherin
Wyświetl pojedyńczy post
Stary 06-20-2012, 23:14   #106
Mistrzyni_Afrytow
Praktykant Voodoo
 
Mistrzyni_Afrytow na Harry Potter Forum
 
Zarejestrowany: Mar 2008
Posty: 749
Domyślnie

Uprzedzam, że takie sobie. Lepiej mi się pisze w nocy, duuużo lepiej ;D


Następnego dnia cała szkoła huczała od plotek. Doszło nawet do tego, jakoby pięć dziewczyn ze ślizgońskiej elity miało przywołać Czarnego Pana, by zabił Harrego Potter’a. Mogło to być dość zabawne, gdyby nie to, że elita naprawdę miała problem. I to największego kalibru. Zostali zawieszeni w prawach ucznia i na dniach mieli się spodziewać wyroku. Byli o krok od wydalenia ze szkoły.
W lepszej sytuacji byli chłopcy. Powołano ich jedynie na świadków, nie odnieśli żadnych obrażeń a w niektórych kręgach uczniowskich zostali nawet mianowani na bohaterów.
Oskarżone dziewczyny były towarzysko trędowate. Nikt nie chciał mieć z nimi NIC wspólnego.
- Przynajmniej mamy więcej miejsca przy stole – próbowała zaśmiać się Christina, wywijając w misce z owsianką. Dzisiaj był dzień powrotu Kaylin ze Skrzydła Szpitalnego. Razem powinno im być raźniej. Gdyby nie to, że Angelina nadal nie akceptowała towarzystwa Naci. Z wzajemnością.
Siedziały zatem po dwóch końcach stołu a reszta elity co jakiś czas dzieliła się na dwa obozy. Próbowali namawiać zawistne Ślizgonki do rozejmu.
Bezskutecznie.
- Angelina, zjedz coś – zarządził Flint, nakładając na jej talerz wielką, tłustą kiełbasę. Christina spojrzała na niego jak na idiotę. Nawet ona by jej nie ruszyła.
- Spadaj Markus. Idę.
- Gdzie idziesz?! – zawołała młodsza Johnson do wstającej już siostry. Ta wzruszyła ramionami i czym prędzej opuściła Wielką Salę.
Nie czuła się najlepiej, a jej samopoczucie idealnie odzwierciedlał wygląd zewnętrzny. Tej nocy nie mogła zasnąć, przewracała się z boku na bok, w wyniku czego ma podkrążone oczy. Bąble na ciele co prawda znikły, ale ślady po nich mają być widoczne do tygodnia. I nade wszystko klnęła na swój brak opanowania.
Nie rozegrała tego najlepiej. Nie tak miało być. Nikt miał nie widzieć tego szantażu. A najgorsze było to, że w czasie gdy ona próbowała się dowiedzieć prawdy od swojej NIBY przyjaciółki, jej chłopak pieprzył się z zabaweczką Draco. Ohydną, obrzydliwą kurewką Pansy Parkinson. Słyszała, że ponoć nawet nienormalnych mugoli diagnozuje się chorobą Parkinsona. A on ją zdradził z kimś takim.
Jej świat się zawalił.

***
Nacia dłubała w talerzu z zacierkami, podpierając się łokciem. Nie tak chciała oznajmić Draco, że nie ma zamiaru na niego czekać. Idiotka z tej Angeliny. Skończona kretynka. A na dodatek jak wyrzucą ją ze szkoły to chyba będzie skazana zostać mugolem. Rodzina w życiu tego nie zaakceptuje. I tak dobrze przynajmniej, że nie grozi im Azkaban.
A figa, że dobrze. Jest tragicznie.
- Tak w ogóle co się naprawdę wczoraj stało? – zapytała Blanca, która do trzeciej w nocy spędzała czas z Cedrickiem i wydarzenia z nocnej bitwy znała jedynie z plotek. A jakoś trudno było jej uwierzyć, że Christina jednym zaklęciem zwołała przez okno gryfa. Przecież ich pokoje są pod wodą, a gryfy nie nurkują!
- Nieważne – mruknął Blaise, patrząc za odchodzącą Angeliną. Dopiero teraz Nacia zauważyła, że chłopak siedzi obok niech. Spojrzała na niego mało przytomnie, lecz zaraz jej oczy zwęziły się.
- Co ci odjebało z tą pokraką Pansy?! Postradałeś rozum?!
- Ciszej… Do niczego nie doszło… Po prostu była hmm miła. Potrzebowałem wsparcia od kogoś kto nie przyjaźni się z moją dziewczyną.
- Ty już nie masz dziewczyny a ja na pewno się z nią nie przyjaźniłam – zaznaczyła ponuro Nacia, wzdrygając się, gdy do Wielkiej Sali nadleciało stado sów. Wypatrywała zestresowana, czy jakaś nie siada na jej ramieniu. Co prawda było to mało prawdopodobne, by Draco zdążył odpisać tak szybko i wysłać list, ale nie niemożliwe. Chciała to mieć za sobą.
Albo w ogóle nie dostać żadnego odzewu z jego strony.
Albo jednak by napisał tylko zwykłe OK.
Albo nie wiem.
- Mam nadzieje, że jednak mam – wyszeptał Blaise patrząc rozpaczony w talerz. Wiedział do czego była zdolna Angelina pod wpływem złości. Jeszcze gorzko pożałuje tych wydarzeń. O ile zdąży się zemścić przed wydaleniem ze szkoły.

***

Angela siedziała po środku stołu i spokojnie rozmawiała z Mimid. Nie mogła uwierzyć, że jej przyjaciółki były takie głupie. Czarnomagiczne zaklęcia bez opanowania? Co to, przedszkole? Przecież Czarny Pan je wszystkie uczył kontroli nad sobą. Jak wylecą ze szkoły, on się wszystkiego dowie, ba możliwe, że się ich wyprze. Zależy mu na młodych, wykształconych rekrutach.
Pomachała na to tylko głową. Może jej wuj, Syriusz Black mógłby pomóc. W końcu Dyrektor ma chyba jeszcze u niego niespłacony dług.

***

Angelina spojrzała w dół. Z perspektywy parapetu zamek wydawał się być jeszcze większym. Z perspektywy stania na parapecie upadek mógł trwać chyba z godzinę.
- Szkoda by było.
Ślizgonka szybko obejrzała się za siebie. Trochę zbyt gwałtownie, niebezpiecznie przechyliła się na drugą stronę. Przed nią stał, a raczej wisiał Krwawy Baron.
- Czemu by nie? Zostałabym duchem – odpowiedziała, siadając ostrożnie na parapecie. Patrzyła badawczo na rezydenta Slytherinu. Baron znany był ze swojej niedostępności i raczej nie rozmawiał z uczniami. Był całkowitym przeciwieństwem tego dziwaka, Bezgłowego Nicka.
- Co jest potem?
- Nie wiem. Przecież jestem duchem – odpowiedział bezbarwnie duch, po chwili zastanowienia dodając – tylko tchórze zostają duchami.
- Dlatego rezydentujesz Domowi Węża? – zapytała bezczelnie Angelina, przyglądając mu się uważniej. Nigdy nie zdradzał żadnych emocji – Do samobójstwa chyba trzeba mieć odwagę?
- Tylko do podjęcia decyzji. Sam czyn jest… prosty. Ty nie podjęłaś jeszcze decyzji.
- Nie musiałam. Muszę się przecież zemścić.
Angelina uśmiechnęła się jadowicie i zeskoczyła z parapetu przenikając przez Krwawego Barona. Wzdrygnęła się po lodowatym powietrzu i ruszyła szybko przed siebie, nawet się nie oglądając. Skoro i tak ma wylecieć z Hogwartu, ma jeszcze kilka spraw do załatwienia. Miejmy nadzieje, że Christina myśli podobnie.
__________________
"Może ten baron dusz, anioł stróż przegrał w karty z diabłem. A rano już ludzie wzięli szable i bagnet"

***

Skoro nie mam nadziei, abym jeszcze zaznał,
Niepewnej chwały określonej chwili.
Skoro nie sądzę.
Skoro wiem, że nie zaznam,
Prawdziwej mocy, która przemija.
Skoro nie mogę pić,
Skąd piją kwiaty drzew i źródła rzek,

***

bo nic tam już nie ma.
Mistrzyni_Afrytow jest off-line   Odpowiedź z cytowaniem