Tracey Davis obudził się ranow malutkim pokoju z trzeba łóżkami.
- Beauxbatons, no tak - mruknął i zwlekł się złóżka. Jesli można było ufac zegarowiwiszącemu na ścianie, a prawdopodobnie tak, to lekcje zaczynały się za godzinę. Zaklęcia ze śmieszna nauczycielka, ktorej twarz i budowa ciała przypominała ropuchę, a ubiór klauna. Spojrzał na łóżko obok. Było pościelone i puste. Wtedy zdecydował się podnieść wzrok. Jego drugi współlokator stal przed lustrem i poprawiał swój krawat. Najwyraźniej zauważył, że Nowy już nie śpi.
- Twój przyjaciel wymknął się w nocy. Ach, i nie myśl, że to on zostawił po sobie taki porządek - zmarszczył nos - Po prostu ja nie lubię bałaganu.
- Nie liczyłabym na to, Zabini - Nacia położyła rękę na ramieniu Ślizgona - Mówiąc szczerze.
- Czy ty nie potrafisz być miła chociaż przez chwilę? - zapytał z wyrzutem. Dziewczyna spojrzała na niego zaskoczona.
- Starałam się pomóc. Lepiej pójde spożytkować ten czas inaczej, bo chyba nie ma sensu marnować go na kogokolwiek w tym gronie - wstała, lustrujac spojrzeniem wszystkich z elity.
- Dobra, dobra - Blaise złapał ją za rękę i pociągnął w dół tak, aby z powrotem usiadła na swoje miejsce - Już się tak nie wkurzaj. Idziemy na błonia?
Ostatnie zdanie wypowiedzial do wszystkich. Ale nikt nie miał ochoty wychodzić i narażać się na wściekłość Angeliny. Mimo że była niedziela, a pierwsze wiosenne słońce zaczynało już przygrzewać.
Tak, naprawdę zaczynała się wiosna. Ludzie łaczyli się w pary, wszędzie było widać uśmiechy i słychac śmiechy, ludzie zrzucali z siebie szaty i wskakiwali do jeziora, by potem wyskoczyć z niego z piskiem i strachem w oczach. Ale to byl Hogwart. Inny mieli o wiele cięższą sytuację.
Chlopack o włosach koloru blond stal w wielkiej auli jeszcze większego budynku. W ręku trzymał walizkę i rozglądał się na wszystkie strony. Na końcu sali stało biurko, a za nim siedziała czarnowłosa czarnownica w okularach. Towarzyszyła jej jedna świeca, wokół było ciemno. Zreszta czego można bylo spodziewać się o godzinie 4 nad ranem.
- Szukam pana Alexandra Shirley'a.
Czarownica przez chwilę patrzyła mu prosto w oczy. Po chwili wzięła pióro, kałamarz i kawałek pergaminu. Naskrobała coś na nim pospiesznie i włozyla do dzioba wielkiego puchacza. Mruknęła jakiś nieznany Malfoyowi adres, po czym sowa wyleciała przez wielkie okno.
- Proszę usiąść - powiedziała czarownica. Draco kiwnął głową i osłuchał jej polecenia.
- Więc długo masz jeszcze zamiar gniewać się na Nacię? - zapytała Christina mierząc sukienki z szafy swojej siostry. Na wszystkie patrzyła krytycznym okiem - Och, przecież nie mogę pójść w tym na randkę z Georgem. Poza tym jest trochę przyciasnawa...
Próbowała ściągnąć z siebie sukienkę, ale nadaremnie. W końcu starsza Johsonówna wstała i pomogła jej rozpiąć suwak. Udawała, że nie dosłyszała pytania.
- Słuchaj, ja też nie wiem, co się dzieje. Ale to nie jest powód, żeby traktować tak przyjaciółkę.
- Najwyraźniej nie była moją przyjaciółką skoro robi to, co robi - Angelina wróciła na swoje łóżko, oparła się o ścianę i zrobiła obrażoną minę. W tym ostatnim akurat miała doświadczenie.
- Nic się nie dzieje. Co z tobą? Ostatnio cię nie poznaję. - powiedziala Christina i do jej głowy przyszła jedna, dziwna myśl. Czemu by nie napisać do Hektora? Może on ją ogarnie... Najlepiej zrobić to od razu...
__________________
Life is wasted on the living
Ostatnio edytowane przez Nacia1234 : 06-22-2012 o 20:51.
|