Jak wiecie, w drugiej części Harrego Pottera główny bohater spędza część wakacji w domu Rona. Razem mieli udać się na zakupy na ulicę Pokątną. Podróż nie wyszła pomyślnie, bo Harry, który po raz pierwszy używał proszku Fiu był trchę zdenerwowany. Z tego też powodu zamiast "Pokątna" powiedział "Przekątna" i tym sposobem znalazł się na ul. Śmiertelnego Nokturny, a dokładniej w sklepie "Borgin i Burkes". Czy miała to być tylko pomyłka sieci Fiu, czy niescisłość ze strony autorki? A może, będzie to miało jakieś znaczenie w kolejnych tomach powieści. Może okaże się to ważnym szczegółem? Ta znaczna różnica w nazwach ulic, może być czymś w rodzaju jakiegoś przejścia. Tak, jak to było w szóstej części HP. Dwa pokoje krążące pomiędzy Hogwartem a Hogsmade.
Co o tym sądzicie?