Wyświetl pojedyńczy post
Stary 06-02-2007, 23:14   #1
Carola
Junior Member
 
Zarejestrowany: May 2007
Posty: 5
Domyślnie [NZ] Lilly poczatek histori

Był ciepły sierpniowy dzień Lilly Evans wraz ze swoją siostrą Petunią bawiły się w ogrodzie. Lilly miała 11 lat a Petunia 10. Jak na siostry bardzo się różniły. Lilly miała duże zielone oczy, śliczną buzię i miedziane włosy a jej siostra zaś niebieskie oczy, blond włosy i podłużną twarz. Jednak były ze sobą bardzo blisko bardzo lubiły spędzać ze sobą czas, bawiły się lalkami lub po prostu rozmawiały o jakiś dziecięcych sprawach. Każdą wolną chwilę spędzały razem. Bardzo przeżywały, że od września Lilly Pojdzie do gimnazjum i nie będą razem chodziły do szkoły, lecz obiecały sobie ze nadal będą się razem bawić po lekcjach. Jednak nie przewidziały jednego. Z domu dobiegł ich głos mamy:
- Lilly kochanie chodź tu szybko przyszedł list do ciebie.
- Do mnie? A niby skąd?- zdziwiła się Lilly.
- Nie wiem kochanie chodź tu i sama sprawdź.
Obie dziewczynki wstały i pobiegły do domu. Lilly była zdziwiona, że ktoś do niej napisał, ale zarazem szczęśliwa. Wbiegła do domu i chwyciła list. Była bardzo gruby, a koperta była jakaś dziwna. Nie było znaczka a z tyłu była jakaś pieczęć, na której było napisane: Hogwart. Lilly nie miała pojęcia, co znajduje się w środku. Otworzyła ostrożnie kopertę i zaczęła czytać. Z linijki na linijkę jej oczy robiły się coraz większe.
- Mamo tu są napisane jakieś bzdury.- powiedziała Lilly – chyba ktoś robi sobie żarty.
- O czym ty mówisz kochanie? Jakie żarty?
- Według tego listu zostałam przyjęta do szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie i że jestem czarownicą. Jest dołączona lista książek, bilet na pociąg oraz instrukcje jak dojść na niejaką ulicę Pokątną gdzie mogę to wszystko kupić. Ale przecież to są żarty?- zapytała.
- Pokarz mi ten list.- powiedziała pani Evans. I wzięła list od córki. Z wielkim dziwieniem na twarzy zaczęła czytać. Jej oczy, takie same jak Lilly, zaczęły robić się coraz większe.
- Coś mi się wydaje kochanie, że to nie jest żart. Zostaw mi ten list i poczekamy aż wróci tata wtedy się nad tym zastanowimy. A teraz obie idźcie umyć ręce zaraz będzie kolacja. Idąc do łazienki Lilly i Petunia nie odzywały się do siebie. Obie były zdziwione treścią tego listu. Dziesięć minut później wróciła ich tata i zasiedli do wspólnej kolacji. Pani Evans powiedziała mu o dziwnym liści. Zdecydowali, że na drugi dzień, ze względu na to, że była to sobota, wybiorą się na tą ulicę.
Następnego dnia tak jak powiedzieli rodzice cała rodziną wybrali się do Londynu, aby sprawdzić czy ten list nie był jakimś głupim żartem. Gdy zajechali na podany adres Lilly zobaczyła tylko obskurny pub. Jednak po chwili zorientowała ze jej rodzice i Petunia nie widzą go. Pokazała im go i postanowili wejść do środka. Pub był zatłoczony dziwnie wyglądającymi ludźmi.
- Dzień dobry nazywam się James Evans i szukam ulicy Pokątnej.- powiedział do bezzębnego barmana.
- Czy jest pan czarodziejem?- zapytał bez ogródek barman.
- Nie, nie jestem, ale według tego listu moja córka, Lilly jest czarownica. Czy mógłby pan nam powiedzieć jak się dostać na tą ulicę?- zapytał już zdenerwowany James Evans.
- Tak, tak proszę za mną.- powiedział barman i poszedł w stronę drzwi, które jak się okazało prowadziły na podwórze. Barman uderzył jakimś kawałkiem drewna w mur, który się rozstąpił i ich oczom ukazała się zatłoczona ulica.
- Witam na Pokątne tylko najpierw musicie wymienić pieniądze u Gringotta, to na końcu ulicy taki duży biały budynek- zawołał barman i wrócił do pubu.
Lilly z rodzicami i siostra szła wzdłuż sklepów z rożnymi dziwnymi rzeczami. Doszli do tego banku wymienili funty na jakieś dziwne pieniądze, których nigdy na oczy nie widzieli, bo nie wiedzieli o ich istnieniu. Następnie poszli kupić różdżkę, szaty, kociołek i inne dziwne dla nich rzeczy.
Następne 3 tygodnie ciągnęły się w nieskończoność. Chociaż Lilly dalej bawiła się z Petunią to jednak nie mogła się doczekać 1 września. Czuła że tym wyjazdem wkroczy w nowy świat zupełnie jej nieznany i nie mogła się tego doczekać. Chociaż Petunia nie była tego samego zdania bo wiedziała, że wyjazd siostry będzie oznaczał że nie zobaczy jej do Świąt Bożego Narodzenia. I tak płynęły dni. Aż w końcu nadszedł 1 września. Całą rodziną pojechali na dworzec, aby odprowadzić, Lilly. Tylko pozostał jeden problem gdzie jest peron 9 i ¾. Już mieli pytać się strażnika, gdy Lilly usłyszała jak pewna kobieta mówi do swojego syna:
- Syriuszu może byś się pośpieszył, bo ucieknie wam pociąg. Który to peron?- zapytała ciemnowłosa kobieta.
- 9 i ¾ mamo.- odpowiedział jej równie jak ona ciemnowłosy chłopak i nagle zaczął biec na mur między tabliczkami 9 i 10 i nagle zniknął.
Lilly zawołała rodziców i opowiedziała im o tym, co słyszała i widziała, więc postanowili spróbować i udało się. Znaleźli się na peronie 9 i ¾ przy którym stała czerwona lokomotywa a za nią sznur wagonów. Lilly podeszła do jednego z wagonów wtaszczyła kufer i klatkę z sową. Pożegnała się z rodzicami i nadszedł czas na pożegnanie z Petunią.
- Do zobaczenia siostrzyczko będę do Ciebie pisać i zobaczymy się w święta.- powiedziała Lilly. A w oczach miała łzy.
- To tak długo. Jak ja bez ciebie wytrzymaaam? Będę za toooobą bardzooo tęęęsknić. – powiedziała przez łzy Petunia.
- Wytrzymasz zobaczysz. Szybko ci minie czas.- powiedziała całując siostrę w policzek, następnie podbiegła do rodziców ucałowała ich w policzek i wskoczyła do pociągu, który już zaczynał ruszać. Machała swoim bliskim tak długo aż nie znikli jej z oczu. Z Łazami w oczach zaczęła szukać wolego przedziału. Po drodze wpadła na ciemnowłosego chłopaka, którego widziała podczas szukania peronu. Stał w towarzystwie 3 chłopców. Jeden był stosunkowo niski w okularach o ciemnych rozczochranych włosach, drugim bardzo bladym wyglądającym stosunkowo mizernie i trzecim pulchnym patrzącym na nich z uwielbieniem. Minęła ich i znalazła pusty przedział. Po paru minutach do przedziału weszła śliczna dziewczyna o blond włosach.
- Przepraszam czy tu jest wolne? – zapytała.
- Tak proszę.- powiedziała Lilly i wskazała wolne miejsce.
- Dzięki. Jestem Narcyza Black.
- Lilly Evans.
I tak jechały razem, rozmawiając na wiele tematów. Narcyza opowiedziała jej o szkole i rożnych rzeczach związanych z magią.
Gdy dojechali na miejsce i wysiadły każda poszła w inna stronę. W tłumie zauważyła ciemnowłosego chłopaka z kolegami, którzy stawali w tłumie najmłodszych uczniów. Przeprawili się przez jezioro z wielkim człowiekiem imieniem Hagrid. Gdy dotarli do szkoły czekała na nich surowo wyglądająca czarownica.
- Dzień dobry nazywam się profesor McGonagall. Zaraz rozpocznie się ceremonia przydziału. Są 4 domy i każdy z was z jednego do was trafi. A teraz za mną- powiedziała kobieta.
Grupa przerażonych pierwszoroczniaków ruszyła za nauczycielką. Sala, do której wkroczyli była ogromna. Wzdłuż stały 4 podłużne stoły a na środku prostopadle do tych 4 stał jeden długi stół gdzie siedzieli nauczyciele. Obok stołu nauczycieli stał taboret na nim leżała jakaś stara czapka. Jak się okazało żeby zostać przydzielonym do jednego z domów trzeba było założyć tą czapkę. Pierwsza została wywołana Narcyza Black i jak tylko założyła czapkę rozległ się krzyk: „SLYTHERIN” i Narcyza dystyngowanym krokiem ruszyła w stronę stołu gdzie rozległy się oklaski. Następny był ów ciemno włosy chłopak. Okazało się ze nazywa się Syriusz, Black ale gdy założył Tiarę na głowę tiara zawołała: „GRYFFINDORE”. Gdy Lilly usiadła na stołku tiara również zawołała „GRYFFINDORE”. To samo stało się w przypadku kolegów Black’a chłopak w okularach nazywał się James Potter, ten blady Remus Lupin, a ten, który patrzył tak jakby byli jego idolami Peter Pettigrew. Według Lilly była to niezła mieszanka. Po skończonej ceremonii wstał czarodziej z bardzo długa siwą brodą.
- Witajcie jestem profesor Dumbledore. To nie jest czas na przemówienia wiec powiem tylko tyle: wsuwajcie! – gdy to powiedział na półmiskach pojawiły się nie wiadomo skąd smakowite potrawy.
„To zaczyna mi się coraz bardziej podobać” pomyślała Lilly i zaczęła jeść.


c.d.n.
Carola jest off-line   Odpowiedź z cytowaniem