Wróć   HPN.pl > Fan Zone > Fan Fiction > Opowiadania - miniaturki

Odpowiedz
 
Narzędzia tematu Wygląd
Stary 08-22-2008, 08:20   #1
Red Crayon
Junior Member
 
Zarejestrowany: Aug 2008
Posty: 3
Domyślnie Zakazany owoc

Moje pierwsze FF. Pisane w pośpiechu, ponieważ nie umiem inaczej. proszę o odrobinę zrozumienia i jedynie konstruktywną krytykę.
***
Miłość. Zakazany owoc. Łączy, ale też dzieli. Potrafi sprawić, że życie jest piękne, lub zabić... Tak było i w tym przypadku. Pole walki nigdy nie było miejscem dobrym na tak gorące uczucie. Zaczęło się od nienawiści. Śmierciożerca i auror. Dwa światy tak różne od siebie, że łączyło je wszystko. Każde z nich zabijało, by być szczęśliwym. Ona była po ,,białej" stronie. Walczyła o pokój, o bezpieczeństwo, o siebie. A on? Pragnął być kimś silnym, twardym, budzić grozę. Udało mu się. Gdy stawali naprzeciw, ich serca biły nienawiścią. Przynajmniej z początku...


Twarze walczących rozświetlał blask bijący z dwóch różdżek. Ten pojedynek był dla nich czymś w rodzaju sportu, pasji. Ich ciała ruszały się niczym w tańcu, łączyła je nienawiść.
- Poddaj się, Snape! Masz jeszcze szansę wyjść z tego z twarzą! Protego! - wrzasnęła kobieta. Wyglądała, jakby była w pewnego rodzaju transie. W jej głosie słychać było nutę irytacji. Nie znosiła długich pojedynków, ponieważ szybko ją nudziły. Jej przeciwnicy byli zazwyczaj przewidywalni i trudno było im ją zaskoczyć.
- Daj spokój, Berish! Rozprawię się z tobą, a potem odeślę cię Czarnemu Panu. Jesteś nikim, marną marionetką w rękach ministra magii! - warknął mężczyzna, a jego twarz wykrzywiła wściekłość. Wcale tak nie myślał. Chciał wyprowadzić ją z równowagi, aby przestała nad sobą panować. To był jego sposób na wyjątkowo opornych. Wtedy dostawali szału i zazwyczaj uderzali Zaklęciem Niewybaczalnym. W tych klimatach świetnie się odnajdywał. Tak, jak się spodziewał, w jego stronę pomknął czerwony strumień światła. Uchylił się i rozbawiony spojrzał na kobietę.
- Za kogo się uważasz?! Sądzisz, że możesz zmieniać świat? Nie ma czegoś takiego jak dobro i zło. Jest tylko władza i potęga oraz mnóstwo ludzi, którzy nie potrafią jej osiągnąć! - powiedział całkiem spokojnie.
- Nic nie wiesz! To nie jest prawdziwe życie! Jesteś cholernym psychopatą! - krzyknęła najgłośniej jak potrafiła i podbiegła do niego, jakby zapominając, że w każdym momencie może zostać ugodzona jakąś klątwą.
- Tak myślisz? - szepnął, łapiąc ją jedną ręką, by nie mogła się wyrwać, a drugą przykładając jej różdżkę do gardła. Wyraźnie czuła na szyi jego oddech. Był krótki i płytki.
- Właśnie tak! Nigdy nie będę taka jak ty! - ugodziła go łokciem w żołądek. Gdy Snape zgiął się z bólu, kobieta zdążyła wyrwać i deportować się. Jeszcze długą chwilę mężczyzna wpatrywał się przed siebie, w miejsce, gdzie ona zniknęła.
- Bywaj, Berish! - szepnął i odwrócił się na pięcie, by odejść. Wtedy zauważył, że na ziemi leży jakiś przedmiot. Była to pleciona bransoletka. Schylił się i podniósł ją.
- Och, Susan, Susan! - pokręcił głową - Jeszcze cię wykończę!

Severus Snape siedział na starej, zniszczonej kanapie. W ustach trzymał papierosa. Co chwilę sięgał na etażerkę stojącą obok, by mieć dostęp do brunatnego płynu. Wpatrywał się w okno wychodzące na ruchliwą ulicę. Jednym haustem opróżnił szklankę. Zaczęło piec go w gardle. Ognista Whisky działała szybko. Już po chwili mężczyzna zaczął tracić powoli kontakt ze światem.
-Zabiję cię, Berish. Upokorzyłaś mnie, a ja nie zapominam. Będziesz błagała o śmierć. Przysięgam! – wybełkotał pijany. Stał, wyciągając z kieszeni różdżkę, a następnie chwiejąc się wyszedł z domu.

Susan Berish szła wąską ścieżką. Wracała do domu po misji. Było to zadanie dla przedszkolaka, gdyż chodziło po prostu o jakąś staruszkę, która przysięgała, że jej sąsiadem jest Lord Voldemort. Trzeba jej było wszystko rzecz jasna wyjaśnić i uspokoić ją. Trwało to dość długo, ale wreszcie mogła wrócić do domu! Miało to niestety też złą stroną, ponieważ kiedy zostawała sama, podświadomie zaczynała myśleć o Snape’ie. Nie umiała wyjaśnić dlaczego, ale mężczyzna pociągał ją. Był tajemniczy, intrygował ją. Zaczęła dążyć do tego, by znów go spotkać. Ta sprawa nie była już tylko problemem służbowym. Stała się kwestią osobistą. Mimo, że się starała, nie potrafiła go odnaleźć. Był mistrzem szpiegostwa, a co za tym idzie, także ukrywania się. Susan wiedziała jednak, że prędzej, czy później śmierciożerca ją znajdzie…

Miejsce drugiego spotkania wybrał on. Odwiedził ją w domu.
- Witaj, Berish! - powiedział, opierając się o szafę. Słysząc jego głos, drgnęła. W ciągu ułamka sekundy już stała gotowa do pojedynku, z różdżką w pogotowiu.
- Daj spokój. Nie chcę się z tobą walczyć, tylko porozmawiać.
- Czego może chcieć ode mnie śmierciożerca?! - warknęła. Denerwowała ją ta sytuacja. Ten mężczyzna nachodzi ją w jej mieszkaniu i jeszcze bezczelnie chce rozmawiać?! - Pertificus totalus! - krzyknęła. Mężczyzna jakby od niechcenia odbił jej urok.
- Usiądź. - powiedział stanowczo. Chociaż nie użył żadnego zaklęcia, by ją do tego nakłonić, usiadła na kanapie. - Chcę ci zaproponować współpracę. Jesteś zdolna i byłabyś dobrym materiałem na jedną z nas.
-Jeszcze czego! Dobrze wiesz, że nigdy tego nie zrobię. Brzydzę się złem. - wstała i zmierzyła wzrokiem mężczyznę.
- Ja też. Nawet nie wiesz jak bardzo... - szepnął, a po chwili dodał już głośno - Albo sama się zgodzisz, albo siłą cię zmuszę. Wybieraj! - w jego dłoni pojawił się krótki, srebrny sztylet. Jednym krokiem stanął obok kobiety.
- Zabijesz mnie? - spytała spokojnie.
- Jeśli będzie trzeba. - odpowiedział, dotykając ręką jej twarzy.
- Co ty robisz? - odsunęła się gwałtownie.
- Widać nie jestem taki zły, na jakiego wyglądam. - powiedział. Ujął w dłoń pukiel jej włosów i odciął go. - Żegnaj. - szepnął, stając w drzwiach wyjściowych. Po chwili już go nie było.

Severus stał na wzgórzu. Wiatr wiał mocno. Mężczyzna zdawał się nie zauważać tego. Wpatrywał się w pasmo kasztanowych włosów, które trzymał w dłoni. Czyżby naprawdę zmienił swój stosunek do Barish? To przecież niemożliwe! On był mordercą, a ona broniła białą stronę. Miał ją zabić. Taki był rozkaz Pana. Nie potrafił tego zrobić. Wolał po prostu odejść. Nie potrzebował oklumencji, by wiedzieć, że Susan coś do niego czuje. Zdawał sobie sprawę z tego, jak działa na kobiety. Widział, jaka nerwowa staje się, gdy jest nieopodal. On zachowywał się tak samo wiele lat temu, w stosunku do Lilly. Pomyślał, że jeśli nagle urwie kontakt z Berish, ona chociaż trochę zmięknie, a wtedy Lordowi łatwiej będzie ją złamać. Nie to, żeby Czarny Pan sobie nie poradził, ale… Tak będzie lepiej. Dla wszystkich.

Susan siedziała w rogu pomieszczenia, podciągając kolana po brodę i kuląc się. Dopiero teraz, kiedy go straciła, poczuła, że nie może bez niego żyć. Może i była to irracjonalna fascynacja, ale dla kobiety było to zbyt silne uczucie, aby je zignorować. Bez celu błąkała się po miejscach, w których go widziała. Pragnęła, by wrócił, by objął ją tak jak wtedy. Wiedziała, że jeśli nie odnajdzie go, nigdy nie będzie mogła normalnie żyć. Postawiła wszystko na jedna kartę i odeszła z pracy. Poszukiwania ukochanego stały się dla niej numerem jeden…


Samotność gorsza jest od nienawiści, od miłości... Sprawia, że szaleństwo staje się częścią nas, że popadamy w paranoję. Tak było i tym razem. Oboje stali się nerwowi, nieobecni. Widać uczucie zawitało i u nich. Samodzielna, pewna siebie aurorka i bezwzględny, samotny śmierciożerca. Niebo i piekło. Woda i ogień. Jak to się dzieje, że przeciwieństwa tak bardzo się przyciągają? Miłość sprawia, że potrafimy przenieść góry, znaleźć ukochanego nawet na końcu świata...


- Severusie... - cichy szept kobiety był idealnie słyszalny w całym pomieszczeniu. Mężczyzna podniósł głowę i spojrzał przed siebie. Gdy ujrzał Berish, jego twarz wykrzywił uśmiech pełen kpiny.
- Czego chcesz? - spytał, wstając i wyciągając różdżkę z kieszeni.
- Ciebie. Wyłącznie ciebie. - powiedziała, spoglądając co chwilę na swoje dłonie oraz twarz Snape'a.
- Pragniesz, bym zgnił w Azkabanie, prawda? - jego głos był chłodny. Nie okazywał jej żadnych pozytywnych uczuć. Nienawiść, którą przesączone były każde jego słowa, lała się na serce kobiety jak jad wyjątkowo groźnego węża.
- Kocham cię i chcę, żebyś mnie pocałował. Severusie... - szepnęła prosząco. Spojrzał jej uważnie w oczy. Delikatnie musnął wargami jej usta. Objął ją drżącymi dłońmi w pasie i przyciągnął do siebie. Pocałunek sprawił, że zapomnieli na moment o barierach, że połączyli się ze sobą, przestali być wrogami.
-Dość. Nigdy nie będziesz dla mnie ważna. - warknął chłodno i zostawił ją samą w pokoju. Po raz kolejny...

Gdy odszedł, upadła na chłodną posadzkę. Ukryła twarz w dłoniach i zaczęła szlochać. Gdy po jakimś czasie uspokoiła się, wróciła do domu. Tak, jak przypuszczała, nie potrafiła normalnie funkcjonować. Miała za złe Snape’owi, że dał jej nadzieję, że wywrócił jej świat do góry nogami, a później odszedł. Tak po prostu. Zabolały ją jego słowa.
-Dla mnie jesteś bardzo ważny, Severusie… - szepnęła. Wiedziała już, co zrobić.




Jaki jest ból, gdy ktoś, kogo kochamy umrze. Dlaczego strach przed zagrożeniem powoduje, że nie potrafimy działać zgodnie z naszymi uczuciami? Dlaczego budujemy mur? Dlaczego dopiero wtedy, gdy jest za późno, zdajemy sobie sprawę, że bez tej osoby nie potrafimy żyć?


Nad nagrobkiem stała postać w obszernej podróżnej szacie. Był to mężczyzna w średnim wieku. Miał długie czarne włosy, które niemal całkowicie zasłaniały mu twarz. Widać były tylko smutne, opuchnięte oczy, które były pełne łez.
-Susan… - szepnął drżącym głosem – Nie myślałem, że jesteś tak słaba. Miałaś to wytrzymać. Chciałem cię ocalić, a straciłem cię. Przysięgałem, więc tak się stało. Bo widzisz, moim przeznaczeniem jest zabijanie. Nikt tego nie zmieni… - położył na nagrobku jedną, jedyną czarną różę i odszedł, nie oglądając się za siebie.

***

Pozdrawiam, Red Crayon
Red Crayon jest off-line   Odpowiedź z cytowaniem
Stary 12-14-2008, 15:48   #2
Kerle
Moderator
 
Kerle na Harry Potter Forum
 
Zarejestrowany: Jun 2008
Lokalizacja: In this fuckin' world.
Posty: 431
Domyślnie

Cóż, Red Cayon, piekne opowiadanie. O tym jak miłość może być piękna i okrutna. Jeden drugiego uzupełnia. Piękne przesłanie. Stylistycznie i ortograficznie całkiem nieźle. Jedno co mi przeszkadzało to to, że to był Snape. Nie pasuje tutaj, może być to dowolny śmierciożerca, ale nie Snape, on kochał Lily i tak już na zawsze zostanie. Ja osobiście czekam na dalszą twoją twórczość.
Kerle jest off-line   Odpowiedź z cytowaniem
Odpowiedz


Zasady postowania
You may not post new threads
You may not post replies
You may not post attachments
You may not edit your posts

BB code is Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Skocz do forum

Podobne wątki
Wątek Autor wątku Forum Odpowiedzi Ostatni post / autor
Zakazany Las Albus12 Kosz 16 04-20-2007 15:42


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 10:29.

Powered by vBulletin® Version 3.7.3
Copyright ©2000 - 2026, Jelsoft Enterprises Ltd.