Miniaturka wcześniej publikowana na mirriel. Z dziada, pradziada trochę kochanego kiczu. Jest to raczej przedstawienie postaci w moich oczach, dlatego proszę nie spodziewajcie się specjalnej akcji. No cóż mogę więcej dodać?
Miłego czytania.
Edit. A bym zapomniała. Sprawdzone przez genialną mooll.
Tchórz
Glizdogon był tchórzem. Wiedział to zarówno każdy, kto go znał jak i on sam. Glizdogon był dumny ze swej przebiegłości i sprytu, a przede wszystkim - z tchórzostwa.
W Hogwarcie Glizdogon był tęgim, niskim chłopce, podążającym krok w krok za swoimi ideałami, spijającym każde słowo z ich ust i naśladującym każdy gest. Wśród ognistych gryfonów, malowanych szkarłatem, brązem i złotem, Glizdogon był jedynie ołówkowym szkicem. Cieniem gryfona, od którego oczekiwano odwagi, którą starał się z siebie wydobyć.
Tiara popełniła błąd.
Glizdogon był tchórzem.
Przyjaciele Glizdogona byli bohaterami z bajki. A przecież nigdy nie lubił bajek. Gdy matka próbowała mu je czytać, wyrywał książkę z jej rąk i chował się pod kołdrę. Bohaterowie z bajek byli zbyt trudni dla jego umysłu. Zawsze prawi, szlachetni, idealni, odważni. Niemożliwi. A jednak zostali jego przyjaciółmi, a on znów ołówkowym szkicem. Niestety bohaterowie z bajek nie zawsze wiedli życie długie, wśród przyjaciół. Glizdogon o tym wiedział, sam kreślił to zdanie pulchną ręką.
Ręką zdrajcy.
Glizdogon był tchórzem.
Słońce chowało się za horyzontem. Glizdogon wiernie stał boku nowego pana.
Tak jest prościej, tak jest łatwiej i bezpieczniej. A przecież Glizdogon był tchórzem. Czemu miałby nie skorzystać?
Glizdogon stracił rękę.
Krwawi
Stracił rękę.
Boli
Zawsze bał się bólu fizycznego. Ołówkowy szkic, któremu starto dłoń.
Niepełny, niewyraźny szkic.
- Wyciągnij rękę.
Dziękuje, wyciąga rękę.
- Drugą rękę.
Błaga o litość.
Boli
Glizdogon bał się bólu fizycznego, lecz był zbyt wielkim tchórzem, by go unikać.
Glizdogon nie miał honoru. A jeśli go miał, to gdzieś w najciaśniejszym zakątku swojej osobowości, zamkniętego za żelaznymi drzwiami o setkach zamków, do których nie pasował żaden klucz. Owiniętego dziesiątkami warstw bawełnianych chusteczek i schowanego pod jedną z belek zaklejonych brudem.
Nie miał honoru.
Miał za to tchórzliwe, wodniste oczka, wiele grzechów, zdrad i srebrną dłoń, przypominającą mu o tym.
- Masz u mnie dług, Glizdogonie.
Srebrna dłoń chwyta za gardło.
Boli
Czyżby honor uciekł zza żelaznych drzwi?
Boli
Glizdogon był tchórzem.
Glizdogon posiadał wystraszone oczy, błądzące między ich odwagą.
Wystraszone, wodniste. Nie ruszają się, tylko toną, patrząc w dal.
Srebrna dłoń sennie zaciska się na gardle.
Taki sam - ołówkowy szkic.
Wodniste oczy patrzą na osobę, która trąca stopą jego ciało.
- Bellatriks, co z nim zrobimy?
- Zanieście go do lasu. Nie, wrzućcie do rzeki. Nieważne. Glizdogon był tchórzem.
Edit. Poprawiłam brak kropki znaleziony przez Carmell.