Wróć   HPN.pl > Pozostałe > Kosz

Odpowiedz
 
Narzędzia tematu Wygląd
Stary 09-07-2008, 20:05   #1
Noruj
Niepoprawny marzyciel
 
Noruj na Harry Potter Forum
 
Zarejestrowany: Sep 2008
Posty: 37
Domyślnie [NZ] Albus Potter

Rozdział Pierwszy
„Coś się kończy, coś zaczyna”


Rozdział pierwszy pisany wraz z kolegą.

Albus wyciągnął głowę z okna dopiero wtedy, kiedy peron całkowicie znikł mu z oczu. Twarz miał już całkiem zarumienioną z emocji. Znajdował się w przedziale pociągu do Hogwartu. Na ławce przy drzwiach siedziała Rose; córka Hermiony i Rona. Była całkiem wysoka jak na dość młody wiek. Miała długie brązowe włosy i niebieskie oczy. Al wiedział doskonale że również była przejęta, ale zręcznie to ukrywała. Była nieco przemądrzała, ale z opowiadań pana Ronalda nie aż tak bardzo jak kiedyś jej matka. Drzwi przedziału otworzyły się gwałtownie, a w nich stanął starszy brat Ala, James.
-W porządku? – spytał na powitanie z szerokim uśmieszkiem.
Albus wiedział co teraz brat chciał mu powiedzieć. Przez całe wakacje mówił mu o Hogwarcie i o tym że on może trafić do Slytherinu. Tym razem najwidoczniej powstrzymał się od uwagi na ten temat
-Tak, w porządku – odpowiedział cicho Albus.
-Będę w przedziale obok – powiedział i odszedł zamykając drzwi.
Chwile panowała cisza, a potem Albus odezwał się nieśmiało.
-Mam nadzieję że będę w Gryffindorze.
-Cała rodzina mojego taty była tam. Słyszałeś co powiedział? Że mnie wydziedziczy jak tam się nie dostanę.
-Na pewno żartował... – powiedział, ale sam był bardzo niepewny. Bardzo mu zależało na tym aby trafić do Gryffindoru. Nosił imię po dyrektorze Hogwartu, który właśnie tam był. Matka z ojcem również tam trafiła. Co powiedzą jeśli on dostanie się do Slytherinu? Rozmawiali tak o domach w Hogwarcie, powitalnej uczcie, przeprawie przez rzekę że nawet nie zauważyli jak szybko się ściemniło. Nałożyli na siebie szkolne szaty, a później Albus wyszedł na korytarz aby rozprostować nogi. Szybko zauważył swojego brata rozmawiającego z jakimś wysokim chłopcem. Byli już ubrani w szkolne szaty. Potter domyślał się że jest to jeden członek z paczki Jamesa.
-Albus. Chodź tutaj – James pomachał żywo do brata.
-To jest właśnie mój brat – chłopiec spojrzał na Albusa i wyciągnął drobną dłoń.
-Cześć, nazywam się Jack Fortune – oznajmił głębokim głosem. Al przywitał się i zaczął rozglądać się za bufetem. Albus kojarzył to nazwisko, ale nie potrafił sobie przypomnieć gdzie już je słyszał.
- Pierwszy rok? – Jack zagadnął do Albusa.
- Uważaj na McGonnagal. Jest już stara, ale potrafi zrypać ucznia.
Al jednak nie musiał wygłaszać co sądzi o rypaniu uczniów przez McGonnagal ponieważ Jack odbiegł do wołającego go kolegi. Młody czarodziej podszedł więc do bufetu razem z bratem i zaczął zamawiać najróżniejsze smakołyki.
- To syn Parvati. Pamiętasz ją? Była u nas kiedyś na obiedzie. Chodziła z ojcem do klasy.
- Ach! Rzeczywiście – odpowiedział bratu, kiedy odebrał sobie i Rose słodycze.
Do ich domu w dolinie Godryka przybywało mnóstwo gości. Nic dziwnego, Harry Potter ojciec Albusa dokonał dziewiętnaście lat temu wielkiego czynu. Pokonał największego czarnoksiężnika świata.
Albus wrócił do przedziału i zorientował się że w środku niema nikogo. Nieco zmieszany usiadł i położył słodycze na siedzenie. Dopiero ,kiedy minęło pół godziny drzwi ponownie się otworzyły i wbiegła Rose. Czerwona i uśmiechnięta na twarzy usiadła naprzeciw Albusa. Podróż trwała jeszcze tylko kilka chwil, ale Granger i Potter zdążyli zjeść wszystkie słodycze. Pociąg zaczął zwalniać aż w końcu stanął. Za oknem trwała bezgwiezdna noc ,kiedy Al i Rose wyszli z przedziału i zaczęli się przeciskać przez tłum z kuframi. Po niespełna kilku minutach udało im się wyjść na ponurą stację w Hogsmead.
- Rose, gdzie jesteś? – zapytał zdezorientowany rozglądając się po uczniach. Tłum był ogromny. Al szczerze przeraził się widząc tylu uczniów stłoczonych w jednym miejscu.
- Tutaj – dobiegł go głos nieopodal niego.
-Pirszoroczni, tutaj!
Jego oczom ukazał się olbrzym, zza którego wielkiej brody ledwo było widać dwoje czarnych oczu. Hagrid go zauważył. Przez chwilę wydawało się, że nie wierzy własnym oczom, jednak nagle wybuchł gromkim śmiechem.
- Albus ! Chodź, chodź ! Cholibka, nie wiedziałem, że zaczynasz w tym roku ! Nikt mi o niczym nie powiedział…ech, jeszcze wczoraj stał tutaj twój ojciec, tak samo trzęsąc się ze strachu…- w tym momencie Rose zaczęła ciągnąć za płaszcz gajowego:
-Hagridzie, możemy już płynąć ? Wszystkim jest zimno.
- Rose ! Ty też ?! Galopujące gargulce ! Co tam słychać u Hermio…- przerwał na widok dygoczących z zimna pierwszoroczniaków
-Ehm, tak…eee – trochę się zmieszał, ale po chwili z uśmiechem zawołał do nich – No co tak stoicie ?! Łódki czekają ! – i zaczął iść w stronę jeziora, a tłum jedenastolatków podążył za nim.
Zaczął padać deszcz. Albus szczelniej okrył się płaszczem, zazdroszcząc w duchu Jamesowi, który grzał się w zamku z innymi uczniami. Krocząca obok niego Rose od jakiegoś czasu była przeraźliwie blada.
- Hej Rose, nic ci nie jest ?
- Nie…nic. – mówiła bardzo cicho. Bała się.
Albus też się bał. Choć powtarzał sobie w myślach to, co powiedział mu ojciec i tak chciał za wszelką cenę nie trafić do Slytherinu. Pragnął być Gryfonem, jak wszyscy w jego rodzinie. Wsiadł do łódki, a Rose tuż za nim. Deszcz się nasilał. Albus dopiero teraz zauważył, że łódki płyną same i pozostają suche pomimo siekającego deszczu. Zdziwienie tym prostym faktem pozwoliło mu oderwać się od ponurych myśli. Chciał uśmiechnąć się pocieszająco do Rose, ale dziwny skurcz mięśni skutecznie mu w tym przeszkodził.
Ich łódka wypłynęła z kamiennego tunelu i wtedy Hogwart ukazał im się w całej okazałości. Widok ogromnego zamku z tyloma wieżami zapierał dech w piersiach. Światła w oknach były zapowiedzią ciepła i miękkiego łóżka. Ich łódka dobiła do brzegu. Albus i Rose wyskoczyli z niej, nie odrywając wzroku od fortecy, która miała być ich domem przez dziesięć miesięcy. Włączyli się w tłum innych pierwszoroczniaków, tak samo zachwyconych zamkiem jak oni. Po kilku minutach stanęli przed wielkimi wrotami. Hagrid załomotał wielką pięścią i po chwili drzwi staneły otworem. Wkroczyli do ogromnej sali wejściowej. Blask pochodni wywoływał tajemnicze, drgające cienie. Na ścianach wisiało mnóstwo obrazów, z niektórych dobiegały ciche szepty. U stóp wspaniałych, marmurowych schodów stała wysoka, lekko podsiwiała czarownica w szmaragdowozielonej szacie. Choć na twarzy miała wiele zmarszczek, to jej oczy zdradzały młodość ducha i siłę charakteru.
- Pirszoroczni, pani profesor McGonagall – powiedział Hagrid z uśmiechem.
- Dziękuje ci, Hagridzie. Teraz poradzę sobie sama.
Hagrid puścił oko do Albusa, po czym wszedł po schodach i skręcił w prawo.
- Za mną.- profesor McGonagall poprowadziła ich w górę schodów, na piętro. Z prawej strony dobiegały ich odgłosy głośnych rozmów i śmiechów, jednak pani McGonagall poprowadziła ich do pustej komnaty na lewo. Stłoczyli się w niej, wyciągając głowy, by uważnie widzieć nauczycielkę.
-Witajcie w zamku Hogwart. Zanim zacznie się bankiet rozpoczynający nowy rok, zostaniecie przydzieleni do jednego z czterech domów, który będzie dla was czymś na kształt rodziny w czasie całej edukacji w Hogwarcie. Będziecie mieć zajęcia razem z innymi mieszkańcami waszego domu, będziecie spać z nimi w dormitorium i spędzać razem czas wolny. Są cztery domy: Gryffindor, Hufflepuff, Ravenclaw i Slytherin. Z każdego z nich wyszli na świat wielcy czarodzieje i znakomite czarodziejki. Pamiętajcie, że wasze osiągnięcia będą chlubą waszego domu, zyskując mu punkty, a wasze przewinienia karane będą utratą tych punktów. Dom, który osiągnie najwyższą liczbę punktów przy końcu roku, zdobędzie Puchar Domów, co jest wielkim zaszczytem. Mam nadzieję, że każde z was będzie wierne swojego domowi, bez względu na to, do którego trafi. Ceremonia przydziału rozpocznie się za chwilę, w obecności całej szkoły, dlatego radzę doprowadzić się do względnego porządku. – Jej spojrzenie omiotło wszystkich pierwszoroczniaków, ale gdy natrafiło na niego, Albusowi przez chwilę zdawało się, że profesor McGonagall się do niego uśmiechnęła, choć pewności nie miał.
- Wrócę, kiedy będziecie gotowi. – oznajmiła – Proszę zachować spokój.
Albus próbował przygładzić włosy, choć wiedział że to niemożliwe, a obok niego Rose nerwowo wygładzała szatę. Zapadła cisza, której żaden z pierwszorocznych nie odważył się przerwać. Strach przed nieznanym stał się nieodłącznym towarzyszem Albusa.
Nagły trzask drzwi zaskoczył wszystkich.
- Ustawić się w rzędzie – powiedziała McGonagall – Proszę za mną.
Gęsiego wyszli z komnaty, przeszli przez salę wejściową i przez wielkie podwójne drzwi wkroczyli do Wielkiej Sali.
Albus setki razy słyszał o niej, jednak żadne słowa nie były w stanie oddać jej wspaniałości. Tysiące wiszących w powietrzu świec oświetlały cztery długie stoły, przy których siedzieli starsi uczniowie. Przez niewidzialny sufit widać było burzowe chmury, z których właśnie spadał deszcz na dworze. Na wielkim podeście stał jeszcze jeden długi stół, przy którym siedzieli nauczyciele. Albus zauważył Hagrida, który po wypiciu zawartości wielkiego złotego pucharu odnalazł go wzrokiem w szeregu pierwszoroczniaków. Uśmiechał się radośnie, jednak to wcale nie pocieszało Albusa. Nie zatrzymując się, profesor McGonagall poprowadziła ich przed stół nauczycielski, po czym kazała im się ustawić w szeregu, twarzą do reszty uczniów. W migotliwym świetle świec wszystkie twarze wydawały się blade, tajemnicze, tak, że ledwie można było jej odróżnić od duchów wędrujących wokół stołów. Albus szybko opuścił wzrok, gdy profesor McGonagall ustawiła przed nimi stołek na czterech nogach. Na taboreciku spoczywała brudna, postrzępiona tiara. Wszystkie spojrzenia były w niej utkwione. Nagle szew w pobliżu jej krawędzi rozpruł się szeroko jak otwarte usta, po czym tiara zaczęła śpiewać:

Nie jestem najpiękniejsza,
Łach jest ze mnie stary,
Choć mi nie uwierzycie,
To mądrość jest mą siłą…,

Albus przestał słuchać, nagle zapragnął znowu być w bezpiecznym domu. Rozpaczliwie zaczął się rozglądać za tą jedyną twarzą, która dodałaby mu otuchy. Znalazł. James nie patrzył się na tiarę. Spoglądał prosto w oczy Albusa, bez słów oferując mu pomoc, której tak potrzebował. Jego pełen dumy uśmiech sprawił, że Albus ponownie spojrzał na tiarę, w skupieniu wysłuchując piosenki, w której tiara opisywała cechy każdego z domów.
Cała sala rozbrzmiała oklaskami, gdy tiara skończyła swój śpiew.
Teraz wystąpiła profesor McGonagall, trzymając w ręku długi zwój pergaminu.
- Kiedy wyczytam nazwisko i imię, dana osoba nakłada tiarę i siada na stołku.
- Abbot, Jessie!
Z szeregu wystąpiła dziewczynka o długich, czarnych włosach, nałożyła tiarę, i usiadła. Po kilku sekundach…
- RAVENCLAW! – krzyknęła tiara.
Przy drugim stole po lewej rozległy się wiwaty, a ucieszona Jessie pobiegła i usiadła przy nim.
- Belle, David!
- GRYFFINDOR! – David szybko pobiegł do krańcowego stołu po lewej, gdzie już czekał na niego wysoki chłopiec, najprawdopodobniej jego brat.
Lista posunęła się o parę miejsc do przodu…
-Smith, Tom! – tiara ledwie dotknęła jego głowy, gdy krzyknęła:
- GRYFFINDOR! – Tom chwiejąc się podszedł do stołu, przy którym Gryfoni zaczęli go klepać po plecach i podawać ręce.
Kolejka szła bardzo szybko, z każdym kolejnym uczniem Albusa ogarniał coraz większy strach przed tym, co nieuniknione.
-Malfoy, Scorpius! – z szeregu wystąpił bardzo wysoki chłopiec o krótkich, czarnych włosach i chłodnym spojrzeniu. Założył tiarę i usiadł na stołku. Po bardzo długim czasie tiara nagle krzyknęła:
- SLYTHERIN! – wrzask ze stołu znajdującego się na prawo był niemal ogłuszający. Scorpius z lekkim uśmiechem na twarzy doszedł do swojego stołu, gdzie od razu zrobiono mu miejsce.
- Potter, Albus!
Kiedy Albus wystąpił z szeregu, przez salę przetoczyły się głośne szepty, po czym nastała głucha cisza. Drżącymi rękoma nałożył tiarę na swoją głowę i usiadł na stołku. Od razu usłyszał w uchu cichy głosik:
- Kolejny Potter. Nieważne co myślisz, uważam, że powinieneś trafić do Slytherinu. Odziedziczyłeś po ojcu cechy, które pozwolą ci zostać wielkim Ślizgonem…wielki talent…
Albus kurczowo zacisnął ręce na spodniach i krzyknął w myślach: „Ale ja chcę trafić do Gryffindoru, tam gdzie był mój ojciec i tam, gdzie jest mój brat!”.
- Ech, zawsze to samo. Masz młodszą siostrę, tak ? No cóż…może chociaż ją uda mi się przekonać…
- GRYFFINDOR! – krzyk tiary przetoczył się po sali, wywołując ogłuszający wrzask przy stole Gryfonów. Nadal drżąc, Albus odłożył tiarę na taboret, po czym puścił się biegiem do brata, który krzyczał najgłośniej przy stole Gryffindoru. Odsunął się, robiąc Albusowi miejsce. Co chwilę podchodzili do niego ludzie, którzy chcieli uścisnąć mu rękę lub chociaż poklepać go po plecach. James coś do niego mówił, jednak nic do niego nie docierało. Poderwał głowę dopiero, gdy usłyszał znajome imię:
- Weasley, Rose! – przerażająco blada Rose nałożyła tiarę, która zatrzymała się dopiero na jej nosie. Przez dłuższą chwilę nic nie przerywało głuchej ciszy. Rose nagle się uśmiechnęła, a chwilę po tym tiara krzyknęła:
- RAVENCLAW! – ucieszona Rose pobiegła do stołu Krukonów, gdzie powitano ją z radością. Do Albusa nagle dotarło, że Rose jest pierwszym Weasleyem, który nie trafił do Gryffindoru. Nie wiedział czy cieszyć się, czy bać o nią. Sama Rose wydawała się zadowolona, ale Albus i tak chciał ją zapytać, czy nie boi się wydziedziczenia.
Skończyła się Ceremonia Przydziału. Wstała pani dyrektor Sprout. Albus otrząsnął się i utkwił w niej spojrzenie.
- Witajcie drodzy uczniowie! – omiotła wzrokiem całą salę, uśmiechając się promiennie – Nie będę was przetrzymywać, bo przecież nauczyciele też są głodni. Wsuwajcie! – usiadła chichocząc z własnego dowcipu, gdy Albus ucieszony zauważył, że na wszystkich złotych talerzach pojawiły się różne pyszności. Dopiero teraz sobie uświadomił, że jest strasznie głodny. Rzucił się na ociekające tłuszczem udko kurczęcia, a parę minut później już sobie żartował z Jamesem i poznawał uczniów siedzących obok. Po uczcie Albus osunął się na krześle, marząc o miękkim łóżku. Pani dyrektor wstała:
- W tym roku nie będzie długiej przemowy, choć jak zawsze pan Mucus pragnie przypomnieć, że używanie wszelkich gadżetów pochodzących z Magicznych Dowcipów Weasleyów jest surowo zabronione – kąciki jej ust delikatnie drgnęły – pragnę również poinformować, że wstęp do lasu sąsiadującego z zamkiem jest również surowo zabroniony – tu miała poważną minę. – Ale dość tych zakazów na dzisiaj. Musicie się porządnie wyspać przed pierwszymi lekcjami. Dobranoc wszystkim!
Albus dołączył do tłumu Gryfonów, prowadzonego przez nieznaną mu blondwłosą dziewczynę. Poprowadziła ich przez drzwi ukryte za rozsuwanymi panelami i wyblakłymi gobelinami. Wspięli się po kolejnych schodach, ziewając i potykając się. Doszli do korytarza, na końcu którego wisiał portret grubej kobiety w różowej, jedwabnej sukni.
- Hasło ? – zapytała
- Dumbledore – odpowiedziała dziewczyna będąca Prefektem, a portret usunął się, ukazując okrągłą dziurę w ścianie. Przeleźli przez nią i znaleźli się w pokoju wspólnym Gryffindoru: przytulnym, pełnym wysiedzianych foteli. Dziewczyna pokazała dziewczętom jedne drzwi, wiodące do ich dormitorium, chłopcom drugie, po czym weszła po schodach. Albus pożegnał się z bratem i zaczął wspinaczkę razem z Tomem. Ich pokój był na szczycie spiralnych schodów. Kufry już tam stały. Zbyt zmęczeni, by rozmawiać, przebrali się w piżamy i padli na łóżka.
Albus zasnął natychmiast…zbyt zmęczony, by powiedzieć „dobranoc”…zbyt zmęczony, by śnić.
Noruj jest off-line   Odpowiedź z cytowaniem
Stary 12-13-2008, 16:51   #2
Noruj
Niepoprawny marzyciel
 
Noruj na Harry Potter Forum
 
Zarejestrowany: Sep 2008
Posty: 37
Domyślnie

Rozdział Drugi
„ Jaki ojciec taki syn? ”



Albus otworzył oczy. Powoli zaczęły wracać do niego wspomnienia z wczorajszego dnia. Nadal nie mógł uwierzyć, iż naprawdę trafił do Gryffindoru. Wreszcie jego wielkie marzenie się spełniło. To przez co ostatnio nie mógł spać. Tak bardzo bał się, że nie dostanie się do tego domu, że był naprawdę w szoku, kiedy tiara wrzasnęła to magiczne słowo, Gryffindor. Wszystko potoczyło się dobrze, więc Al odetchnął z ulgą i zadowoleniem. Wyszedł z łóżka i zaczął się ubierać, miał głęboką nadzieję, że jego klasa okaże się zgrana. Nie poznał jeszcze nowych kolegów i koleżanek, bo na uczcie był zbyt duży hałas i gwar. Albus po cichu zszedł do pokoju wspólnego i był szczerze zdziwiony, kiedy zobaczył czarnowłosą dziewczynę przy stoliku.
- Cześć- Potter nieśmiało zagadał do nieznajomej.
- Oh! Cześć- dziewczyna najwyraźniej była zaskoczona obecnością Albusa, tak jak on jej. Miała orientalną urodę i wydawała się starsza od Ala.
- Nie spodziewałam się kogoś tak wcześnie.
- To tak jak ja- Albus zaczerwienił się.
- Jestem Mia Chang, a ty? Wstała od stoliku i zaczęła grzebać w torbie.
- Albus Potter, ale wolę Al.
- Oh! – dziewczyna pisnęła cicho, a potem się zarumieniła.
- Przepraszam.
- Nie szkodzi, akurat jestem przyzwyczajony.
Dziewczyna znalazła to czego szukała i pożegnała się z Albusem.
Po kilku minutach, syn Harrego, schodził już do Wielkiej Sali na śniadanie. Gdyby nie to, że wstał tak wcześnie pewnie by się spóźnił, schody prowadziły ciągle w inne miejsca, drzwi zmieniały swoje położeni. Dopiero dzięki swojemu bratu, trafił do Sali. Przy stole Ravenclawu zobaczył Rose i już zamierzał do niej pójść, gdy zdał sobie sprawę, że Weasley należy do innego domu i widywać się będą raczej rzadko. Al westchnął i usiadł przy stolę Gryfonów. Podczas jedzenia poznał całą swoją klasę. Michaela Foremana, czarnoskórego, niskiego, bruneta. Allana Curlessa, bardzo wysokiego i chudego blondyna. Johna Davisa, zwykłego małomównego młodzieńca, Sue Porter, wysoką mulatkę o brązowych włosach. Linde Garland, niską blondynkę o nieprzeciętnej urodzie. Lidie Postman, wysoką, o złocistych włosach kobietę i Elizabeth Martin, wysoką czarnowłosą, uśmiechnięta dziewczynę. Każda z tych osób była bardzo specyficzna. Na przykład Allan miał bardzo dziwny styl mówienia, a Micheal ciągle mówił rymami. Linda nadużywała wyrazów takich jak: „no”, „ten” „tam”, ale wszyscy ci ludzie wydawali się być przyjaźnie nastawieni. Jedynie John nie dał się poznać. Po zjedzeniu śniadaniu, profesor McGonagall rozdała plany zajęć. Albus właśnie zawiązywał sznurowadła, więc tylko się zapytał Michaela.
- Co mamy?
- Ale z ciebie leń, wystarczy spojrzeć weń - i podsunął mu plan zajęć.

Potter spojrzał na tekturowy prostokącik i przeczytał dzisiejszą rozpiskę dnia. Zaraz po śniadaniu czekają ich eliksiry, później będą mieli transmutację, a po niej sporą przerwę. Potem będą dwie godziny zaklęć, zjedzą obiad i pójda na historię magii.
- Kto uczy eliksirów? – Albus odezwał się do brata, który siedział niedaleko nich.
-Soulfly, niezła jest – James szeroko się uśmiechnął
- W jakim sensie… - Al nie dokończył swojej wypowiedzi, bo Micheal go szturchnął palcem.
- Kończcie jedzenie smutasy, musimy iść do klasy.
Albus powędrował z Foremanem do lochów. Bardzo śmiesznie wyglądał śpiesząc się gdzieś. Był mały i puszysty, więc zabawnie przebierał małymi nogami. Po kilku minutach dotarli do klasy. W środku było bardzo zimno, na długich ławach stały cynowe kociołki, a pod tablicą widniało stare biurko nauczycielskie. Profesor Soulfly już na nich czekała. Albus domyślił się, co miał na myśli James mówiąc „niezła”. Rzeczywiście nauczycielka eliksirów była bardzo ponętna i miała długie czarne włosy, oraz wręcz idealne ciało. Potter zajął miejsce przy jednym z kociołków i spokojnie czekał. Po minucie cała klasa była zapełniona Gryfonami i Puchonami.
-Witajcie. Nazywam się Mary Soulfly i będę waszym nauczycielem od eliksirów. To subtelna i prastara dziedzina magii. Wymaga skupienia, maksymalnej koncentracji i podporządkowania.
Po tej krótkiej przemowie, zaczęła wyczytywać nazwiska z listy. Następnie, nauczycielka wprowadziła ich, w początki eliksirów. Dowiedzieli się o niezbędnych środkach ostrożności, o precyzji i dokładności z jaką mają warzyć swoje mikstury. Czas zleciał bardzo szybko, a Albus z klasą ruszył przed gabinet od transmutacji. Eliksiry bardzo mu się spodobało i już nie mógł się doczekać następnej lekcji. Tym razem wykładowcą była profesor McGonagall, opiekunka domu Gryfonów.
-Transmutacja to jedna z najtrudniejszych typów magii. Osoby, które będą się lenić, mogą już wynieść się ze szkoły. Dzięki ciężkiej pracy i koncentracji otrzymacie nagrodę – kaszlnęła kilka razy i kontynuowała.
Rzeczywiście, kiedy dostali zapałkę i mieli ją zamienić w igłę, Albus zapomniał o wszystkich regułach i zasadach dotyczących transmutowania. Na szczęście, wszystko było zapisane w zeszytach. Jedynie Sue Porter udało się coś zdziałać z zadaniem. Linda chciała podmienić zapałkę z igłą, ale została zauważona przez profesor McGonagall. Nie skończyło się to dla niej dobrze. Po lekcji wszyscy wrócili do wieży Gryffindoru, aby odnieść torby. Mieli teraz dwie godziny przerwy. Allan dyskutował o czymś zawzięcie z Lidią i Elizabeth. John w kącie czytał książkę, Michael przyniósł do pokoju wspólnego gitarę i zaczął grać wolną melodię. Albus wykorzystał okazję i wyjął kartkę oraz długopis. Napisał o przyjęciu do Gryffindoru, o nowej klasie i pierwszych lekcjach. Podszedł do sowiarni, aby odnaleźć Arnolda, jego puchacza.
- Zanieś to do domu, dobrze? – sowa uszczypnęła właściciela w palec i wyleciała przez otwarte okno.
Albus wrócił do dormitorium i zobaczył Michaela chowającego instrument.
-Na dziś koniec? – Al zapytał kolegę z uśmiechem
- Jak się nie ma weny, lepiej zejść ze sceny.
- Długo tak potrafisz? – na pyzatej twarzy Foremana zawitał szeroki uśmiech. Nie marnując czasu, razem zeszli z wieży kierując się do Sali Wejściowej. W jeden z klas Potter zobaczył grupkę ludzi i Mie przy stoliku, kiedy dziewczyna zauważyła jego wzrok tylko się uśmiechnęła. Chłopcy zeszli wysoki schodami i wyszli przez drzwi frontowe. Na błoniach było sporo osób, niektórzy coś jedli, odrabiali zadania, a inni po prostu się wylegiwali. Albus zauważył Hagrida idącego w jego stronę.
- Co jest Albus, w porząsiu? – Hagrid niósł w koszach jakieś dziwne rośliny.
- Tak, wszystko dobrze, to jest Michael. – Al przedstawił kolegę.
- A tak, Minerwa mówiła mi o tobie, twój ojciec produkuję miotły?
Chłopak tylko kiwnął głową, a Hagrid chrząknął.
- Cholibka, bo się spóźnię. Muszę lecieć - i odszedł, a syn Harrego i Michael powędrowali w stronę stadionu Quidditcha.
- Nie mówiłeś, że twój ojciec produkuję miotły.
- No i co z tego, to nic szczególnego…
- Lubię latać…
Foremanowi najwyraźniej nie spodobał się ten temat, więc Albus nic więcej o tym nie powiedział. Po jakiś czasie wrócili do wieży. Później cała klasa poszła na dwie godziny zaklęć, przedmiotu wykładanego przez starego, lekko bzikowatego nauczyciela, Johna Spenda. Na obiedzie, Al rozmawiał nieco z Elizabeth. Dowiedział się, że jej matka pracuję w ministerstwie, a ojciec jest aurorem, tak jak Harry. Albus przypomniał sobie nawet, że Elizabeth z rodziną była u nich na obiedzie. Ostatnim przedmiotem tego dnia, była historia magii, przedmiot wykładany przez ducha. Była bardzo nudna i usypiająca, a ograniczała się do notowania wykładów profesora Binnsa.
***
Pierwszy tydzień w Hogwarcie miał się ku końcowi. Okazało się, że Albus ma smykałkę do Eliksirów i obrony przed czarną magią. Gorzej wychodziło mu z transmutacją, albo zielarstwem. Przedmiotu tego uczył Neville Longbottom, stary kolega ojca Ala. We środy mieli też astronomię, obserwowali wtedy na wieży astronomicznej gwiazdy i zapisywali ich położenia i fazy.
Nadszedł piątek, lekcję skończyły się bardzo szybko. Minął tylko tydzień, ale Potter się zdążył odrobić masę zadań. Tego samego dnia, otrzymał także list od ojca.

Drobi Albusie

Cieszymy się z Ginny, że jesteś w Gryffindorze. Z tego co mi napisałeś, w klasie jest was ośmioro. To dziwne, u mnie było dziesięć osób. U nas wszystko dobrze, Lily przestała już płakać. Uważaj na brata i nie pakuj się w kłopoty. Pamiętaj o piątkowej herbatce u Hagrida.
Harry
Albus schował krótki list od ojca w kufrze. James mówił, że on też czasem, dostawał takie listy. Harry Potter był bardzo zapracowanym człowiekiem, ale Al wiedział o tym, więc tylko się uśmiechnął i zszedł do pokoju wspólnego.
- Michael, idę do Hagrida. Wybierzesz się ze mną?
- Czemu nie? Wreszcie ruszę siedzenie… - Michael wstał i przeszedł z Albusem przez dziurę w portrecie. Potter zaczął się zastanawiać gdzie może być teraz Rose, widywał ją praktycznie tylko na posiłkach, bo Gryfoni mieli lekcję z Puchonami. Ucieszył się więc bardzo, gdy zobaczył ją w Sali Wejściowej.
- Rose!- Albus zawołał za kuzynką.
- Cześć, co słychać? – spytała, gdy tylko dwóch Gryfonów do niej podeszło.
- Idziesz z nami do Hagrida?
- Pewnie.

Więc ruszyli przez błonia do chatki gajowego, a była ona umiejscowiona na skraju Zakazanego Lasu. W czasie podróży zdążyli poopowiadać sobie o pierwszym tygodniu szkoły, lekcjach i nauczycielach. Kiedy dotarli, Hagrid był akurat przed domkiem.
Noruj jest off-line   Odpowiedź z cytowaniem
Stary 12-13-2008, 16:51   #3
Noruj
Niepoprawny marzyciel
 
Noruj na Harry Potter Forum
 
Zarejestrowany: Sep 2008
Posty: 37
Domyślnie

- Cześć dzieciaki!
Wszyscy przywitali się z olbrzymem i wstąpili do jego chatki na herbatkę. Dostali także twarde pierniki, ale tylko Michael odważył się zjeść całego.
- Cholibka, pamiętam jak twój ojciec Albus tutaj przyszedł, też żeby opowiedzieć o swoim pierwszym tygodniu. Galopujące gargulce, jak ten czas leci…
Albus, Michael i Rose zaczęli opowiadać o szkole, lekcjach, postępach, wieczorach w pokoju wspólnym i innych ważnych, lub mniej rzeczach.
- Coś mi się widzi Al, żeś dobry z eliksirów jest.
- Mój ojciec mówił, że nie lubił tego przedmiotu.
- To prawda, ale to pewnie przez Snape’a…
- Dlaczego? – Albus zaciekawił się tym. Wiedział przecież, że po profesorze od eliksirów miał imię.
- Nieważne, no już późno dzieciaki. Musicie wracać do szkoły- Hagrid najwyraźniej próbował zmienić temat.
Olbrzym pożegnał się z nimi w drzwiach i zaprosił ich do siebie w przyszłym tygodniu.
Trójka przyjaciół wróciła do szkoły, a Albus tej nocy miał o czym myśleć…
Noruj jest off-line   Odpowiedź z cytowaniem
Stary 01-06-2009, 18:37   #4
KaroLh
Praktykant Voodoo
 
KaroLh na Harry Potter Forum
 
Zarejestrowany: Jan 2009
Lokalizacja: File Island
Posty: 529
Domyślnie

Ha, masz talent piszpisz prosze....
KaroLh jest off-line   Odpowiedź z cytowaniem
Stary 01-06-2009, 22:56   #5
Gizmolina
Praktykant Voodoo
 
Gizmolina na Harry Potter Forum
 
Zarejestrowany: Feb 2008
Lokalizacja: in Cullen's home
Posty: 510
Domyślnie

O żesz. Ile tego...? ^^
Masz całkiem niezły styl. Ja również piszę historię Albusa. I pozwól, że nie będę skromna: moja opowieść jest lepsza. xD
__________________
WWW.VERITASERUM.CBA.PL
Gizmolina jest off-line   Odpowiedź z cytowaniem
Stary 01-07-2009, 16:39   #6
KaroLh
Praktykant Voodoo
 
KaroLh na Harry Potter Forum
 
Zarejestrowany: Jan 2009
Lokalizacja: File Island
Posty: 529
Domyślnie

pokaż jaką masz!
KaroLh jest off-line   Odpowiedź z cytowaniem
Stary 08-15-2009, 17:10   #7
llowegoodd
Czytelnik horoskopów
 
Zarejestrowany: May 2009
Posty: 16
Domyślnie

Była całkiem wysoka jak na dość młody wiek.


jak można być całkiem wysokim?
llowegoodd jest off-line   Odpowiedź z cytowaniem
Stary 10-10-2009, 23:07   #8
Noruj
Niepoprawny marzyciel
 
Noruj na Harry Potter Forum
 
Zarejestrowany: Sep 2008
Posty: 37
Domyślnie

Po dosyć długiej przerwie zabieram sie do pisania 7 rozdziału.
Noruj jest off-line   Odpowiedź z cytowaniem
Odpowiedz


Zasady postowania
You may not post new threads
You may not post replies
You may not post attachments
You may not edit your posts

BB code is Wł.
Uśmieszki są Wł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Skocz do forum

Podobne wątki
Wątek Autor wątku Forum Odpowiedzi Ostatni post / autor
Albus Persiwal Wulfryk Brian Dumbledore mithrandir Postacie 16 03-05-2012 17:23
Albus Persiwal Wulfryk Brian Dumbledore Mosag Kosz 1 04-21-2007 19:40


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 22:47.

Powered by vBulletin® Version 3.7.3
Copyright ©2000 - 2026, Jelsoft Enterprises Ltd.