Wróć   HPN.pl > Fan Zone > Fan Fiction > Kącik Twórczy

Odpowiedz
 
Narzędzia tematu Wygląd
Stary 02-09-2010, 15:52   #1
Żelka
Czytelnik horoskopów
 
Żelka na Harry Potter Forum
 
Zarejestrowany: Feb 2010
Posty: 13
Domyślnie Ta Druga Strona

Jest to fanfick, w którym akcja rozgrywa się za czasów Huncwotów, lecz główną bohaterką jest moja własna, wymyślona postać. Prolog jednak obejmuje wydarzenia sprzed czternastu lat od przebiegu tej historii.
Mam nadzieję, ze choć trochę się spodoba. Wytykajcie błędy, krytykujecie itd, przeżyję.

Ta Druga Strona
Prolog

"Życie nie daje nam tego co chcemy, tylko to co dla nas ma"
Władysław Stanisław Reymont

Na ulicach od wielu godzin panowała ciemność. Wiatr świszczał i wprawiał w ruch jesienne liście, które latały wesoło w różne strony. Noc ta jednak bynajmniej nie była wesoła. W prawdzie każdy człowiek żył sobie spokojnie własnym życiem nie przejmując się cudzymi tragediami, jednak nie można zaprzeczyć, że one nie mają miejsca. Dotykają jednych mniej, drugich bardziej, a inni jeszcze nie mogą tego pojąć.
Zakapturzony mężczyzna nie wykazywał żadnych oznak rozpaczy, jedynie dziwnej złości i oburzenia, co w ogóle nie pasowało do obecnej sytuacji. Utrata kuzynki, jedynej żyjącej krewnej z pewnością nie należała do rzeczy przyjemnych, ale prawdę mówiąc nie było to dla niego jakoś specjalnie bolesne. Każdy w końcu kiedyś umiera, jedni w młodym wieku, a inni dożywają bardzo późnej starości. Taka jest kolej rzeczy. Wszystko byłoby dobrze, gdyby owa kuzynka nie pozostawiła po sobie dziecka. On nie lubił dzieci. Źle mu się kojarzyły i bynajmniej nie miał zamiaru zająć się dziewczynką, która szła małymi kroczkami u jego boku. Zdyszana patrzyła co chwila na wujka po czym złapała go za rękę, jednak ten szybko wyrwał ją z jej uścisku. Dziewczynka ziewnęła przeciągle, przetarła zmęczone szare oczka i uczepiła się szaty mężczyzny. Razem szli w ciemność. Mężczyzna spojrzał na brunetkę i pokręcił głową. Równie dobrze mógł zostawić ją na pastwę losu w jej rodzinnym domu. Mógł zostawić ją na ulicy i o niej zapomnieć. Ale nie, on miał plan, a pobyt małej w sierocińcu do niego nie należał. Dotarli wreszcie przed duży, stary ale i bardzo zadbany dwór. Czarodziej zapukał do drzwi jak na porządnego człowieka przystało i czekał, aż ktoś łaskawie mu otworzy. Dziewczynka stanęła prosto i wpatrywała się w drzwi z zaciekawieniem. Nie ośmieliła się nawet odezwać. Mimo iż widywała swego wujka, to i tak zawsze napawał ją lękiem, a ona gdy się czegoś bała, w ogóle się nie odzywała.
Drzwi otworzyły się i stanął w nich wysoki, postawny mężczyzna. Widząc przed sobą zakapturzoną postać, na której twarz padało jasne światło lampy zawieszonej na ścianie, wytrzeszczył oczy ze strachu i zaskoczenia. Ręce zaczęły mu się trząść, a głos łamać. Mężczyzna w kapturze prychnął i bez pozwolenia wtargnął do wiekowego domu.
- Zawołaj swoją żonę Fairclough, to dotyczy was oboje - odezwał się przybysz zachrypniętym głosem. Mała dziewczyna uczepiona jego szaty zadrżała. Mimo iż jej krewny tak ją przerażał, to czuła się przy nim bezpiecznie i wiedziała, że nic jej przy nim nie grozi.
- Johanna! - zawołał Henry, nie bardzo wiedząc o co chodzi. Oczywiście nic złego nie zrobił, więc żadna kara go spotkać nie mogła, jednak coś mu mówiło, że nie jest dobrze.
Blond włosa piękność zeszła po schodach i widząc gościa, zamarła. Mąż przywołał ją machnięciem ręki, choć sam był przerażony i najchętniej wysłałby żonę z powrotem na górę. Widząc to, przybysz zaśmiał się cicho i pokręcił głową z dezaprobatą.
- To dziecko od dziś będzie z wami mieszkać - orzekł, a małżeństwo spojrzało po sobie, widocznie oddychając z ulgą. Strach i kompletne zdezorientowanie zastąpiła ciekawość i zaskoczenie. Fairclough podrapał się po skroni i przygryzł dolną wargę.
- Ale...- zaczął, jednak gość przerwał mu unosząc rękę.
- Macie się nią opiekować, dbać o nią i wychowywać jak własne dziecko. Kiedy będzie dostatecznie dorosła i potrzebna, przyjmę ją do siebie, ale tymczasem macie zapewnić Avaline, życie na poziomie - mówił spokojnie, a jednocześnie brzmiało to dosyć groźnie. - Dajcie jej swoje nazwisko i niech żyje w przekonaniu, że to wy jesteście jej rodzicami. Dopóki nie dorośnie, traktujcie ją jak swoją, a nawet lepiej - dodał mierząc ich srogim spojrzeniem, a Johanna przytuliła się do męża, spoglądając kątem oka na brunetkę, której oczka powoli zaczęły się zamykać. Była taka drobna, taka ładna. Czekoladowe włosy lekko opadały jej na kruche ramionka, a rączki mocno ściskały szatę mężczyzny. Fairclough'owie mieli tylko sześcioletniego syna, a Johanna bardzo pragnęła córki. Ta dwu i pół letnia istotka byłaby uhonorowaniem ich ośmioletniego związku.
- Zaopiekujemy się nią - stwierdziła blondynka z mocą, patrząc prosto w oczy przybyszowi. Wiedziała, że tym sposobem może gwarantować rodzinie nietykalność.
- No, ja myślę - odparł i oderwał rączkę małej od swojej szaty. Pchnął lekko dziewczynkę w stronę nowych opiekunów, a ona niepewnie, ale posłusznie zrobiła parę kroków do przodu. Po chwili odwróciła się i spojrzała na wujka. Coś ukuło ją w maleńkim serduszku i poczuła jak do oczy napływają jej łzy. Domyślała się, że jej krewny zostawi ją tu wśród nieznanych ludzi, a ona chciała być z nim. Tylko jego znała.
Zakapturzony mężczyzna odwrócił się na pięcie i powoli zbliżał się do drzwi kiedy usłyszał cichutki, ale dźwięczny i pewny głos.
- Kocham cię wujku - powiedziała dziewczynka, mając nadzieję, że to zatrzyma czarodzieja. Faktycznie, mężczyzna stanął, spojrzał na nią i skrzywił się ni to z obrzydzenia ni to zaskoczenia, jednak zaraz po tym wyszedł, trzaskając drzwiami. Mimo, że go już nie było atmosfera wytworzona przez Czarnego Pana nadal utrzymywała się w dworze Fairclough'ów jeszcze przez długi czas...
Żelka jest off-line   Odpowiedź z cytowaniem
Stary 02-09-2010, 16:14   #2
Michal93ns
Fanatyk, niegroźny
 
Michal93ns na Harry Potter Forum
 
Zarejestrowany: Feb 2010
Lokalizacja: Zaczarowane miejsce :*
Posty: 218
Domyślnie

Powiem ci że podobało mi się to co napisałaś, czekam na dalszy ciąg ;]
Jestem ciekawy co to za dziewczynka i do czego będzie potrzeba (jak się domyśliłem Tomowi<Czarny Pan>) Na prawdę liczę że napiszesz dalszą cześć ;]
Tylko to nazywanie małej dziewczynki brunetką nie bardzo mi do gustu przypadło :P
__________________
"–Szpiegowałem dla ciebie, kłamałem dla ciebie, narażałem dla ciebie rzycie, a wszystko to robiłem, by zapewnić bezpieczeństwo synowi Lily. A teraz mówisz mi, że hodowałeś go jak prosiaka na rzeź.
–To bardzo wzruszające, Severusie – powiedział z powagą Dumbledore. – A więc w końcu dojrzałeś do tego, by przejmować się losem tego chłopca?
–Jego losem? – wykrzyknął Snape.–Expecto patronum
–Przez te wszystkie lata?...
–Zawsze."

7.02.2010r 21:30 - Setny post
7.07.2010r 21:30 - Dwusetny post
Michal93ns jest off-line   Odpowiedź z cytowaniem
Stary 02-10-2010, 19:56   #3
Żelka
Czytelnik horoskopów
 
Żelka na Harry Potter Forum
 
Zarejestrowany: Feb 2010
Posty: 13
Domyślnie Rozdział I

Tak jakoś szybko uwinęłam się z tym rozdziałem. Oczywiście, totalna nuda, w końcu to sam początek. Większość tekstu to opisy niżeli jakaś konkretna akcja, ale proszę się nie zrażać. W drugim rozdziale obiecuję, że będzie ciekawiej.

Rozdział I

"Są ludzie, którzy wolą raczej nic nie ukrywać niż musieć kłamać; ludzie którzy wolą raczej kłamać, niż nie mieć nic do ukrycia. I ludzie, którzy lubią i kłamstwo i tajemnice."
Albert Camus

Życie Avaline przypominało piękny sen. Może i nie było tak strasznie ciekawe i ekscytujące, ale na pewno było udane. Niewiele osób mogłoby się poszczycić tak bezproblemowym dzieciństwem. Stosunki z rodzicami były wprost wyśmienite, powodem zapewne było to, że rodzice doskonale ją rozumieli, obdarzali ją wielką miłością, była ich oczkiem w głowie. Trzeba jednak też wiedzieć, że Ava nie sprawiała żadnych kłopotów, nigdy. Była całkowicie posłuszna, była idealną córką i uczennicą, nie była rozpuszczoną i kapryśną pannicą z dobrego domu. Ona po prostu była...inna. Niewiarygodnie opanowana i milcząca, co niekiedy przerażało ludzi. Jednak jeżeli już się odzywała to zwykle była ironiczna i opryskliwa, ale przy tym nigdy nie traciła spokoju ducha. Mimo to, w domu była przykładną córeczką, zawsze słuchającą rodziców. Nie kłóciła się, co najwyżej przeprowadzała niezbyt przyjemną dyskusję. Dobre wychowanie to podstawa jej charakteru. Zawsze wiedziała kiedy i jak się zachować. Można ją nazwać prawdziwą arystokratką. Panna Fairclough posiadała jednak swoją drugą stronę, tę nieco mroczną. Kiedy ktoś już doprowadził ją do ataku furii, co do prostych rzeczy nie należało, musiał liczyć się z tym, że nie wyjdzie bez szwanku z konfrontacji z nią. Avaline była wtedy bezwzględna i nie przejmowała się innymi ludźmi. Zapominała wtedy o dobrym wychowaniu i o swojej naturze. Wtedy była istnym złem wcielonym. Na całe szczęście stany, które nazywała rozdwojeniem jaźni, zdarzały się raz na parę lat, a "uruchamiane" były przez jakieś konkretne wydarzenie, które przysparzało jej wiele nerwów.
Trzeba jednak zaznaczyć, że Ava na co dzień jest zwykłą, choć niekiedy może przerażającą dziewczyną. Potrafi kochać, posiada jakiekolwiek uczucia, zna się na ludziach, jest osobą taktowną, inteligentną i odważną, ceniącą sobie szczerość. Jest po prostu Avaline Harmonie Clematis Fairclough.
Pomimo, że brunetka lubiła swoje życie, posiadała wspaniała rodzinę, choć może nie tak wspaniałą młodszą siostrę, to jednak zawsze miała uczucie, jakby jej czegoś brakowało. Oczywiście miała wszystko co było jej potrzebne i co tylko sobie mogła zamarzyć, ale ona była osobą praktyczną i nie posiadała rzeczy, których nie da się w jakiś sensowny sposób wykorzystać. Dla niej wszystko musiało mieć jakiś cel, może nie zawsze dobry, ale jakiś na pewno.
Szesnastoletnia dziewczyna spała w dużym łożu okryta ciepłą pierzyną. Twarz mocno przycisnęła do śnieżnobiałej poduszki, wydawała się taka delikatna, krucha, zupełnie jak wtedy gdy była małą dziewczynką. Jednak w niczym nie przypominała tamtego dziecka sprzed lat. Była teraz znacznie wyższa, co oczywiście nie jest niczym dziwnym, ale ogólnie była osobą dość wysoką i nad wyraz szczupłą, więc nic dziwnego, że wielu ludzi uważa ją za delikatną i słabą dziewczynę. Długie, czekoladowe włosy sięgające jej pasa układały się na pościeli. Szare, niezbyt duże, ale piękne oczy, okalane wachlarzem ciemnych rzęs, były zamknięte i nie były w stanie wyłapać tego, co się dzieje w pokoju. Na jej jasnej twarzy można było dostrzec dość dużą ilość uroczych piegów, które nadawały dziewczynie wyrazu. Zgrabny nos i bladoróżowe usta idealnie wpasowały się w twarz nastolatki.
Ava spała sobie smacznie śniąc o powrocie do Hogwartu, który zbliżał się wielkimi krokami. Jeszcze jeden dzień i znów miała wrócić do zamku, lecz tym razem jako uczennica szóstego roku. Dziewczyna nie spodziewając się niczego, przewróciła się na drugi bok, lecz natychmiast tego pożałowała. Zimna woda spływała teraz po jej rumianych policzkach, powodując natychmiastowe wyrwanie panny Fairclough ze snu. Avaline otworzyła szeroko oczy, a zobaczywszy nad sobą twarz siostry, zmrużyła je. Zwlekła się tylko z łóżka z obojętnym wyrazem twarzy i podeszła do toaletki. Z włosów kapała jej woda, twarz była wilgotna, a po jej szyi ściekał zimny płyn.
- Anastasie o ile dobrze pamiętam zabroniłam ci wchodzić do mojego pokoju - odezwała się spokojnie Ava spoglądając kątem oka na blondynę. Ta wyszczerzyła zęby w szerokim uśmiechu.
- Wiesz gdzie mam twoje zakazy - stwierdziła ze złośliwym uśmiechem. Nasie chyba jako jedyna w rodzinie posiadała temperament swojej babci i ten trudny charakterek. Była wredną i złośliwą czternastolatką, z którą było najwięcej problemów. Nawet surowe kary i staranie się na siłę wychować małego diabła, nie potrafiły okiełznać tego wulkanu energii.
- Wyjdź Nasie, już dość mi zaszkodziłaś - odparła, kręcąc głową z dezaprobatą. Chwyciła leżącą na toaletce szczotkę i poczęła rozczesywać splątane włosy.
- A jeżeli powiem nie? - rzekła składając ręce na piersi i opierając się o szafkę nocną starszej siostry.
- Mamo! - zawołała Avaline ze spokojem - Anastasie uparcie odmawia, gdy proszę ją, aby opuściła mój pokój - dokończyła z chytrym uśmieszkiem. Zawsze wiedziała jak się odwdzięczyć siostrzyczce.
- Nasie, wychodź stamtąd natychmiast i chodź do mnie na dół! - krzyknęła Johanna wyraźnie zirytowana. Z jej najmłodszą córką od dawna były tylko same kłopoty. Jakby było ich mało. Dzieci to naprawdę istoty sprawdzające wytrzymałość dorosłych.
- Konfident - warknęła blondynka krzywiąc się. - Kabel - dodała i obrażona ruszyła w stronę drzwi.
- Bardzo mi miło - odrzekła brunetka z ironią, nawet nie przerywając swojej czynności. Anastasie prychnęła i wymaszerowała z pokoju. Panna Fairclough westchnęła ciężko i wyprostowała się. Usłyszawszy ciche mruczenie kąciki jej ust delikatnie uniosły się ku górze. Odwróciła się i ujrzała duże szmaragdowe oczy białego i puszystego kota, które utkwione były w jej postaci. Osbert był kotem bardzo rozumnym i doskonale zastępował dziewczynie przyjaciół. Jemu mogła powierzyć wszystko i nie martwiła się tym, ze coś komuś powie. W końcu był kotem, ale jakże inteligentnym. Sprawiał wrażenie bardzo doświadczonego mimo iż przeżył na tym świecie zaledwie pięć lat. Avaline dostała go parę dni przed pierwszym wyjazdem do Hogwartu. Zdawało się jej jakby to były bardzo odległe czasy. Czasem miała wrażenie, jakby jej wspomnienia dotyczyły zupełnie innego świata.
Ubrawszy się, dziewczyna zeszła na dół, gdzie przy stole siedziała już cała rodzina. Henry i Johanna siedzieli obok siebie z dziwnie nietęgimi minami, a Anastasie najwyraźniej odzyskała dobry humor. Brunetka uśmiechnęła się słabo do rodziców i usiadła przy stole. W kuchni krzątała się domowa skrzatka, Millien, która zawsze przygotowywała przepyszne potrawy dla rodziny.
- Dzisiaj odwiedzi nas Silvester z Chanelle - odezwała się matka spoglądając na córki z troską. Avaline rozpromieniła się. Jej brat, Silver był wspaniałym człowiekiem. Najlepiej się z nim dogadywała. Zawsze miała w nim oparcie i nawzajem się o siebie troszczyli. Mimo iż chłopak był od niej cztery lata starszy, to nigdy się nie kłócili. Byli strasznie zgranym rodzeństwem. Ava strasznie żałowała tylko, że Silvester opuścił rodzinny dom i zamieszkał ze swoją żoną, która spodziewała się dziecka. Jak dla niej obydwoje byli na to za młodzi i niezbyt rozgarnięci. Rodzice uważali tak samo, poza tym, nie byli aż tak bardzo przekonani do wybranki serca swego syna, ale jego nigdy nie mogli przegadać. On żył własnym życiem, był samodzielny i nie potrzebował rad dorosłych.
- To cudownie - odezwała się brunetka spoglądając na skrzatkę rozkładającą pełne talerze. Rodzice jednak nie podzielali jej entuzjazmu.
- O co chodzi? - spytała bacznie ich obserwując. Fairclough'owie byli dziwnie milczący, nawet sama Nasie to stwierdziła.
- Mamo! - wycedziła blondynka krzywiąc się. Zachowanie rodziców zaczęło ją irytować. Kopnęła siostrę w kostkę, żeby zainterweniowała. Avaline obdarzyła ją tym przerażającym spojrzeniem, nieco zamglonym, nieobecnym, a jednak pełnym jadu i złości. Tak wyrażała swoje złe emocje.
- Mamo, możesz powiedzieć co się dzieje? - zapytała ponownie świdrując ją wzrokiem.
- Nic słońce, dowiedzieliśmy się, że ojcem Chanelle jest Mugolak. To oburzające, jak mogła nam tego nie powiedzieć? - prychnęła blondynka kręcąc głową z dezaprobatą. Ava zamyśliła się i spojrzała pustym wzrokiem na swój talerz. Ona też tego nie wiedziała i także czuła się okłamana. A tego wprost nienawidziła. Westchnęła ciężko. Rodzice wychowali ją jako osobę niezbyt przychylnie patrzącą na Mugoli. Prawdę mówiąc ona raczej nie miała z nimi styczności. Fairclogh' owie trzymali ją od nich z daleka, ale w szkole dało się ich spotkać. Może nie obnosiła się z tym z jakiej pochodzi rodziny i jak bardzo nie lubi szlam, ale zaszczepiona w niej niegdyś niechęć do nich objawiała się, ale w mniejszym stopniu niż na przykład u rodziców. Silver za to był wybrykiem natury. Znając go, trudno stwierdzić, że należy on do tej samej rodziny. Mugole jak i Mugolaki w ogóle mu nie przeszkadzali. Z paroma się nawet przyjaźnił. Kompletnie nie przejmował się rodzicami, którzy byli oburzeni jego nastawieniem.

...
Żelka jest off-line   Odpowiedź z cytowaniem
Stary 02-10-2010, 19:57   #4
Żelka
Czytelnik horoskopów
 
Żelka na Harry Potter Forum
 
Zarejestrowany: Feb 2010
Posty: 13
Domyślnie Rozdział I ...ciąg dalszy

....

Śniadanie przebiegło w ciszy, jak to zawszy bywało w tej rodzinie. Nawet Anastasie była cicha jak myszka, co zdecydowanie nie leżało w jej naturze. Zwykle gadała jak najęta. Po skończonym posiłku coś zapukało w okno salonu. Wszyscy spojrzeli w tamtą stronę i ujrzeli szaroburą sowę stukającą dziobem w szybę. Millien podbiegła do okna i otworzyła je szeroko, by wpuścić ptaka. Sowa przeleciała przez salon by zaraz znaleźć się w jadalni. Usiadła na poręczy krzesła Avaline i wydała z siebie dziwny dźwięk. Do jej nóżki przywiązany był liścik. Brunetka jeszcze nigdy nie widziała tej sowy, toteż zdziwiła się, widząc ją. Poza tym zagadką było dla niej, kto mógł do niej napisać. Szybko wzięła list i otworzyła go. Na kartce lśniły zgrabne, pięknie zdobione litery. Ktoś musiał się nieźle napracować przy pisaniu tego listu.

Droga Avaline!

Jestem ciekawa czy wszystko u ciebie w porządku, mam nadzieję, że tak. Przynajmniej chciałabym, aby tak było. Moja siostra również. Nawet nie wiem jak wyglądasz...ludzie, z którymi przebywasz mają wielkie szczęście znając cię. Trochę im zazdroszczę tego, że mieli przyjemność cię poznać. Ja jedynie mogę poszczycić się tym, że wiem rzeczy, o których ty sama nie wiesz. Mam nadzieję, że mi odpiszesz i powiesz, jak się miewasz i czy jesteś z rodziną szczęśliwa.

P.G.


Przeczytawszy list, Avaline uniosła wysoko brwi. Nie bardzo wiedziała o co chodzi nadawcy. Może i ten ktoś miał piękne pismo, ale za to trudno było zrozumieć sens zapisanych słów. Dziewczyna odeszła od stołu spoglądając na rodziców.
- Wiecie kto to jest P.G. ? - zapytała szczerze zdziwiona. Fairclough'owie pokręcili głowami. Zrezygnowana Ava ruszyła po schodach na górę, do swojego pokoju.
Żelka jest off-line   Odpowiedź z cytowaniem
Stary 02-10-2010, 21:34   #5
Pergamin
Niepoprawny marzyciel
 
Pergamin na Harry Potter Forum
 
Zarejestrowany: Feb 2010
Posty: 36
Domyślnie

Opowiadanie bardo mi się podoba! Znalazłem kilka błędów interpunkcyjnych i braków "ogonków", ale nie będę ich wytykał bo sam mam z tym problemy (ehh...)
Powiem, że historia mnie zaciekawiła, więc czekam na ciąg dalszy. i obym nie musiał długo czekać ]:>
__________________
Cytat:
Co ma być, to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Hagrid
Pergamin jest off-line   Odpowiedź z cytowaniem
Odpowiedz

Tags
ta druga strona avaline


Zasady postowania
You may not post new threads
You may not post replies
You may not post attachments
You may not edit your posts

BB code is Wł.
Uśmieszki są Wł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Skocz do forum

Podobne wątki
Wątek Autor wątku Forum Odpowiedzi Ostatni post / autor
Oficialna strona Slitherinu Lonald Kosz 13 06-09-2007 11:54


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 22:52.

Powered by vBulletin® Version 3.7.3
Copyright ©2000 - 2026, Jelsoft Enterprises Ltd.