|
Czytelnik horoskopów
Zarejestrowany: Apr 2009
Lokalizacja: Toronto.
Posty: 27
|
Pechowa 13
Miłego czytania życzę. : )
Był wczesny ranek, gdy Ron Weasley obudził się przez głośny, piskliwy budzik. Zaspany powoli wstał i jeszcze wolniej zaczął się ubierać. 'Po co się spieszyć, skoro cały dzień będę musiał ganiać za tymi okropnymi gnomami?' pomyślał. Nie wiedział bowiem, że ten dzień miał być jedyny w swoim rodzaju, wyjątkowy. Gdy się wreszcie ubrał, poszedł do kuchni na śniadanie. Zastał tam tylko karteczkę o treści: "Nastawiłam Ci wcześniej budzik, bo byś spał do południa, a mnie i ojca nie będzie cały dzień. Śniadanie masz w lodówce. Pamiętaj też żeby dokończyć swoją wczorajszą pracę w ogródku. Całuję, Mama." Trochę podbudowała go myśl, że będzie wreszcie cały dzień zupełnie sam. Miał już dość tych krytycznych uwag dotyczących jego pracy.
Ron Weasley jako jedyny z rodzeństwa mieszkał jeszcze w Norze. Był on już dorosły, lecz pomimo zaleceń swojej matki, cały czas nie mógł znaleźć sobie tej jedynej, wybranej. Nora wyglądała tak jak zawsze, ponieważ pieniądze u Weasley'ów nigdy się nie przelewały. Artur nadal pracował w Ministerstwie Magii, a Molly była gospodynią domu.
Ron postanowił zastosować się według zaleceń matki. Wyjął z lodówki śniadanie - kanapki z masłem orzechowym i zabrał się do jedzenia, popijając wszystko sokiem pomarańczowym. Rozmyślał właśnie nad tym, jakiej dzisiaj taktyki zastosuje wobec gnomów, gdy nagle zadzwonił telefon. Ron obeznany już z tym mugolskim sprzętem, który przywiózł kiedyś ojciec z pracy, podniósł słuchawkę.
-Tak, słucham? - powiedział z pełnymi ustami do telefonu.
-Ronald Weasley? - powiedział jakiś mężczyzna poważnym głosem.
Ron, domyślając się że to nie żaden jego znajomy, szybko przełknął jedzenie i dopiero wtedy się odezwał.
-Tak. Kto mówi?
-Na razie nie ma to większego znaczenia. Dzwonię aby powiadomić pana, że zjawi się dzisiaj w pańskim domu pewna kobieta, koło godziny 17:00. Ważne jest aby załatwić tą sprawę sam na sam, najlepiej gdyby nikogo nie było w tych godzinach w domu. Pani Miller, bo tak nazywa się owa kobieta, wszystko panu wytłumaczy. Do widzenia.
I rozłączył się. Ron odłożył słuchawkę z lekkim otępieniem na twarzy.
-Ciekawe co oni ode mnie chcą, że muszę być sam w domu? - mruknął do siebie Ron, sprzątnął ze stołu i poszedł do ogródka, gdzie czekało na niego wiele godzin żmudnej roboty.
Przeganiając gnomy długo myślał nad tym wszystkim i doszedł do wniosku, że chyba zapomniał zapłacić ostatniego rachunku za wodę, a owa kobieta mu ją dzisiaj odłączy. 'Tylko czemu chce widzieć tylko mnie? Przecież to nie ja jestem właścicielem Nory' myślał na głoś.
Minęło kilka godzin. Wreszcie, cały brudny i spocony, skończył swoją robotę. Było już grubo po 16, więc musiał się pospieszyć, bo nie chciał żeby nieznajoma pani Miller zobaczyła go w tym krytycznym stanie.
Szybko wziął prysznic, ubrał się porządnie (na swoje możliwości) i wyczekiwał wizyty.
Gdy wybiła 17, zadzwonił dzwonek do drzwi. Ron lekko poddenerwowany, poszedł otworzyć drzwi.
Zastał tam niską, uroczą kobietę z włosami takiego samego koloru, jaki on sam posiadał.
-Witam - powiedziała pani Miller, szeroko się uśmiechając i ukazując śnieżnobiałe zęby - Nazywam się Alexandra Miller. W skrócie Alex. Jestem z Ministerstwa Magii. Przyszłam do pana w bardzo ważnej sprawie. Otóż pracuję w Urzędzie Praw Czarodziejów i ostatnio poinformowano mnie, że otrzymał pan spadek od matki męża kuzynki pańskiej matki. Brzmi skomplikowanie, ale sprawa jest prosta: Sophia Weasley, gdy była już na łożu śmierci, napisała w testamencie, że chce przekazać cały swój majątek najmłodszemu mężczyźnie, który według jej drzewa genealogicznego jest najbliżej niej samej. I padło na pana, panie Ronaldzie Weasley - powiedziała jednym tchem Alex i znów szeroko się uśmiechnęła.
Rona zatkało na moment.
-Naprawdę? A ile pieniędzy dostałem? - Ron zapytał z entuzjazmem.
-Naprawdę, naprawdę. A co do sumy, to radzę usiąść - powiedziała Alex rozglądając się po pokoju.
Ron posłusznie usiadł i czekał na informację.
-Otóż pana spadek wynosi... 13 milionów. Plus dodatkowo jakiś magiczny talizman, podobno na szczęście.
-CO?! Mam na własność 13 milionów?! - zaczął wrzeszczeć z radości Ron, nie zwracając uwagi o mówi Alex o talizmanie. To był niezaprzeczalnie jego najszczęśliwszy dzień w życiu.
-Tak. Bardzo dziwne jest to że po odliczeniu podatku wyszło równiusieńko 13 milionów - powiedziała.
-Po prostu szczęście! GIGANTYCZNE SZCZĘŚCIE! - ponownie wrzeszczał Ron i ucałował w rękę kobietę. - Jestem bogaty! Nie, to a mało powiedziane! JESTEM MILIONEREM!
Niestety tak mu się tylko wydawało. Nie pomyślał nawet o tym, że 13 to nieszczęśliwa liczba. A talizman szczęścia to naprawdę ważna rzecz w takich przypadkach. I popełnił GIGANTYCZNY błąd.
C.D.N.
Ostatnio edytowane przez Latika : 04-21-2009 o 20:29.
|