|
Niepoprawny marzyciel
Zarejestrowany: Apr 2009
Posty: 32
|
Okrutny świat pełen miłości - historia Potterów
BAL ABSOLWENTÓW
15:00 Dormitorium chłopców.
Czarnowłosy chłopak w okularach gwałtownie wpadł do pokoju. Widząc, iż wszyscy
jego przyjaciele są prawie już gotowi szybko pomknął w stronę łazienki.
Po kąpieli, jeszcze z mokrymi włosami, zaczął się powoli ubierać.
- Skąd wytrzasnąłeś taki strój? - zawołał zdziwiony Peter, który miał już
na sobie błękitną szatę i czerwony krawat.
- Lilka mnie na niego namówiła twierdząc, że będę ładnie wyglądał - mruknął James
i nie zaszczycając nikogo nawet spojrzeniem, zaczął zapinać guziki swojej
śnieżnobiałej koszuli.
Po godzinie wszyscy czterej Huncwoci zeszli do Pokoju Wspólnego, aby tam zaczekać na swoje partnerki. Wiedzieli, że mają jeszcze prawie dwie godziny więc Łapa z Rogaczem postanowili zagrać w szachy czarodziejów, Luniaczek jak zwykle coś czytał, a Peter? - Tak, Peter zajadał się słodyczami, które podkradł Jamesowi.
16:00 Dormitorium dziewcząt.
Tymczasem dziewczęta ogarnęła panika. Za niecałe dwie godziny musiały być na balu, a były w kompletnym "proszku".
Zdesperowana Alisha próbowała spiąć swoje blond pukle w kok, a Mell zmywała
makijaż już po raz piąty.
Jedynie Lilly zachowała spokój.
Założyła już suknię mając cichą nadzieję, że Jamesowi się spodoba.
Kończyła podpinać swoje loki do tyłu. Makijażem się nie przejmowała.
Wiedziała, że tusz do rzęs, kredka, trochę zielonego cienia i błyszczyk w zupełności wystarczą.
O siedemnastej była już gotowa, toteż chciała wyjść.
- Lilly, a jakiś dodatek? Bo wiesz, ten dekolt wygląda tak pusto. - Zauważyła znawczyni mody Mellanie McSweet.
- Bez obaw, James powiedział, że już o to zadbał.
- Szkoda, że Łapcia nie jest taki domyślny - zachichotała Alisha, przyjmując
ze stoickim spokojem mordercze spojrzenie przyszłej pani Black.
- Dobrze, w takim razie idź do tego swojego Rogasia - warknęła poirytowana Czarna.
Lily zeszła po schodach i spojrzała na siedzącego przy stoliku Pottera.
- James, jestem już gotowa.
Chłopak podniósł wzrok i zaniemówił tak samo, jak pozostała dwójka Huncwotów.
Peter nadal zajadał się cukierkami i nic więcej dla niego mogło nie istnieć.
James nie mógł w to uwierzyć. Przed nim stała Lilly Evans w całej swej
okazałości. Teraz wyglądała jednak jak bogini w długiej do ziemi, prostej sukni w kolorze soczystej zieleni. Włosy spływały jej kaskadami rudych loków na plecy.
Delikatnie podkreślone oczy i błyszczyk na malinowych ustach znakomicie dopełniały
całości.
- Zaraz wracam - wyjąkał okularnik i pognał ile sił w nogach do swojego
dormitorium, gdzie na szafce przy łóżku czekał na niego prezent dla Rudej.
Zbiegł do Pokoju Wspólnego, gdzie wszyscy czekali na niego w ciszy.
Podszedł do miłości swojego życia i wręczył jej nieduże pudełeczko.
Otworzyła je drżącymi rękoma.
- O jejku...
Nic więcej nie zdołała z siebie wydusić.
Ostrożnie wyjęła wisiorek i uniosła ręce, aby go założyć.
- Daj, pomogę ci - powiedział James ochrypłym głosem.
Wziął od dziewczyny naszyjnik i zapiął go na jej delikatnej
szyi. Poczuł, że zadrżała, kiedy niechcący musnął jej ciało.
Pochylił się nad nią i czule pocałował ją za uchem.
- Koniec tych igraszek. Idziemy, bo się spóźnimy - powiedział sucho Peter. I aż zadrżał ze strachu, kiedy padł na niego wzrok Jamesa.
Chłopak sprawiał wrażenie, jakby chciał rzucić na niego urok, ale tylko spojrzał na niego ze złością podając rękę Lilly i trzy pary, plus Peter, udało się do Wielkiej Sali.
Szli główną trasą, ponieważ długie suknie uniemożliwiały paniom korzystanie z tajnych przejść.
Lilly odetchnęła głęboko.
-Wchodzimy?- zapytał zniecierpliwiony Peter.
Niktnie wiedział, że umówił się na bal z pewną Puchonką. Gdy weszli doWielkiej Sali wszystkie oczy zwróciły się w ich kierunku.
Cóż,można się było tego spodziewać. W końcu James i Syriusz mieli swojeFunClub-y we wszystkich czterech domach. Toteż na panny Evans i McSweetpadła kaskada morderczych spojrzeń.
Lillianne aż zadrżała, co nie uszło uwadze kroczącego u jej boku Rogacza.
- Słońce, co jest?- zapytał nieco zaniepokojony, a jego orzechowe oczy podążyły za jej wzrokiem.
W miejscu, na które patrzyła zdenerwowana Zielonooka stała Samantha Josse. Wszyscy w całym Hogwarcie wiedzieli, że z ową Ślizgonką nie powinno się zadzierać. Kiedy tamta się na coś uparła, to nic nie mogło pomóc jej ofierze. No chyba, że wyjątkowo okazała swą litość.
- Nie bój się Lilka, jestem tuż obok - powiedział James i na złość Josse pocałował swoją dziewczynę w policzek. Chętnie by zrobił nieco inny ruch, ale obecność tak szeroko zakrojonej publiki nie pozwalała mu na jakikolwiek wybryk.
- Cześć, Peter - rozległ się głos ładnej,pulchnej Puchonki, która z nieznanych im bliżej powodów zwróciła sięakurat do Pettigrew.
- Witaj, Wiki - odpowiedział rozpromieniony chłopak i spojrzawszy znacząco na Syriusza odszedł ze swoją partnerką.
- Łapa, dlaczego on na ciebie tak spojrzał?- Zainteresował się Remus.
-Och, Lunio, nieważne. Mała wymiana zdań. Powiedziałem, że żadna z nim nie zechce pójść i się założyliśmy. Wygrał 10 galeonów - wydyszał Black pod naporem spojrzeń swoich przyjaciół.
- Aha...- wymruczała Mellanie i zmiażdżyła swojego chłopaka wzrokiem.- A niby w czym on jest gorszy od ciebie?! - wybuchła.
Nie potrafiła tego zrozumieć. No dobrze, może Peter nie był jakimś siódmym cudem świata. Szczerze mówiąc był gruby, mały i głupi, ale miał wielkie serce, które potrafiło kochać. Dlaczego on tego nie dostrzega? Przecież nie tylko wygląd i prezencja się liczy. Nigdy nie lubiła Glizdogona,ale może zyskiwał przy bliższym poznaniu.
- Eee...- Zaczął jąkający się już na dobre Syriusz.
Nic dziwnego, w końcu kiedy Mell piorunowała kogoś wzrokiem bazyliszka ,to nawet Samantha by odpuściła.
-Chodźmy znaleźć sobie dobre miejsce przy stolikach - zaproponował Lunatyk przerażony perspektywą tańca. Przez siedem lat udawało mu się ukrywać, iż ma dwie lewe nogi, a teraz ,na sam koniec, miałby się zbłaźnić? O nie, to nie należało w naturze najspokojniejszego z Huncwotów.
Toteż cała paczka podeszła do stolików. Zajęli jeden czteroosobowy, więc Lilly usiadła na kolanach Jamesa, a Alisha przytulała się z Remusem. Ku wielkiemu zaskoczeniu Rudej, Lunio niespodziewanie zaczął namiętnie całować blondynkę, niebieskooką piękność.
W szoku byli również James i Syriusz. Nie mieściło się to w ich głowach. Zawsze spokojny prefekt nagle się całuje i to na oczach jednej czwartej szkoły, a co więcej: przy nauczycielach!
Dopiero po chwili Rogaty zrozumiał o co chodzi.
- Lilly chodź, zatańczymy. Łapciu, idziecie z nami? - Tu spojrzał znacząco na jednego z Hogwartckich modeli .
Teraz wszyscy pojęli dlaczego Remus zaczął całować Alishe. Pragnął uniknąć tańca!
- Desperat - pomyślała Mell i zaczęła tańczyć gorącą sambę. Była wściekła. Gdyby wiedziała, że na balu będą takie klimaty założyłaby krótszą spódniczkę. Jeszcze chwila i się zabije o te piekielne falbany!
|