Lenny w tym czasie, nie wiedząc kiedy, trafiła do Biedronki //

//. Wzięła wózek, i idąc między kolejnymi regałami pakowała rzeczy do niego. A było tam tak dużo paczek chipsów i słodyczy oraz coli, że wszyscy na nią dziwnie patrzyli. Podeszła do kasy, a gdy usłyszała sumę, powiedziała, że za dużo tego wzięła, i ograniczy się do paczki chipsów, 2 paczek zupki chińskiej i zgrzewki coli, na co sprzedawca zareagował z okrzykiem:
- To najpierw wyładowujesz wszystko na taśmę, każesz mi liczyć, a potem zmniejszasz to do jakiejś 1/100?
- To skoro pan jest dla mnie taki niemiły, to nie kupie nic.
I wyszła.
Później poszła do fryzjerki, aby ufarbowała jej końcówki włosów na rożowy i fioletowy.
Potem przeszła się do parku, gdzie zobaczyła swoją kiedyśną nauczycielkę matematyki.
- Dzień dobry. - przywitała się z nią.
- A ty to kto? -zapytała pani Klarkowska.
- Pani była uczennica, Lenny Takes. Pani mnie pamięta?
- Tak, pamiętam. Czy musiałaś farbować końcówki włosów na różowo i fioletowo?
- Nie, ale nudziło mi się. - Tu Len spojrzała na zegarek. - Muszę już iść. Do widzenia! - i aportowała się przed wejściem do Kwatery, gdzie zobaczyła stojącego Voldemorta.
- Witaj, Panie. - Przywitała się.
- Witaj. - Powiedział to takim tonem, że blondynka domyśliła się, że jest nie w humorze. Czarny Pan po chwili namysłu otworzył drzwi i wszedł do środka, a za nim podążała Lenny.