Wróć   HPN.pl > Fan Zone > Fan Fiction > Opowiadania - miniaturki

 
 
Narzędzia tematu Wygląd
Stary 04-22-2009, 19:34   #1
Szysz
Junior Member
 
Szysz na Harry Potter Forum
 
Zarejestrowany: Apr 2009
Posty: 1
Domyślnie Każdy dzień rodzi paranoje

James stał przed lustrem i zastanawiał się czy jeśli dorobi sobie zarost, a może nawet drobną bródkę to wpuszczą go do klubu. Mruknął zaklęcie, machnął różdżką i...
-Jasna cholera!
Z powodzeniem mógł udawać staruszka. Długie siwe włosy i takaż sama broda zarastały mu całą twarz i sięgały niemalże kolan. A może by tak zamienić się w jelenia? podszepnął mu wewnętrzny głosik. co? Dać się ustrzelić i wwędrować do klubu od strony kuchni w postaci dania dnia?
-Dobre! - zaśmiał się James.
Rozejrzał się po łazience i po krótkim namyśle wycofał się do pokoju, bo jeleń w wannie mógłby przyprawić jego matkę o zawał. Stanął na środku pokoju, zamknął oczy, a potem spojrzał w duże lustro, gdzie zamiast piętnastoletniego chłopca zobaczył olbrzymiego jelenia, który próbował się uśmiechnąć. Potem poskakał trochę, rzucił się na swoje łóżko i wtedy usłyszał kroki na schodach.
Gdy pan Potter wszedł do pokoju syna, ten już grzecznie leżał na łóżku.
-Co tak tupało? - nie dał się zwieść spokojnym zachowaniem syna.
-To w telewizji. - bez mrugnięcia okiem skłamał James. - Oglądałem pasjonujący program o życiu jeleni.
Pan Potter rozejrzał się po pokoju i wzruszył ramionami. James odetchnął z ulgą, a gdy ojciec już miał wyjść nagle odwrócił się gwałtownie.
-My jesteśmy czarodziejami!!! - wrzasnął.
-Wiem!!! - wrzasnął jego syn.
-My nie mamy telewizora!!! - wrzasnął ojciec.
-Jak to?! - wrzasnął syn.
-Po co nam?!
-Dla jaj!!!
Pan Potter spojrzał na syna, ale tam gdzie wcześniej leżał James nikogo nie było, za to szarżował na niego wielki jeleń. Wziął go na rogi i wypchnął przez okno, a potem sam wyskoczył i zmiażdżył panu Potterowi żebra.

***

James biegł, biegł i biegł ile sił w nogach. Zatrzymał się dopiero gdy wpadł na drzewo. Na chwilę zamroczyło go, a potem...
Obudził się w jakiejś stajni. Patrzyły na niego uderzająco zielone oczy, a twarz dziewczynki, a twarz dziewczynki, do której należały była wykrzywiona w szczerbatym uśmiechu. Po chwili szczęka dziewczynki rozwarła się jeszcze szerzej i jej piskliwy głos potoczył się po całym budynku odbijając się od ściany do ściany i docierając do obolałej głowy Jamesa.
- Tatusiuuuuu! Chodź tu sybko! Pan jeleń się obudził!
Po chwili do pomieszczenia wpadł zdyszany mężczyzna i uklęknął przy Jamesie, który z przerażeniem odsunął się od niego i dziewczynki.
Kiedy tatuś próbował podejść do jelenia do stajni wpadła również mamusia.
- Co się dzieje?! Przecież wy go wystraszycie!- fuknęła na mężczyznę i córkę.
Tymczasem James zdążył pozbierać się w sobie i z powrotem zamienił się w człowieka.
Drapiąc się po głowie ziewnął i popatrzył po zdumionej rodzinie.
- No co? Każdy może mieć gorszy dzień, nie?
Powoli zaczął zmierzać w stronę wyjścia, które zagrodziła mu dziewczynka.
- Ja nie puscę! - wykrzyknęła - Ja chcę mojego jelonka!
James zirytował się i bez słowa chciał ją odepchnąć, ale mężczyzna nagle stał się wobec niego agresywny.
- Zostaw moją córkę!
- Z największą przyjemnością - spokojnie odparł James.
Popatrzył na rodzinkę w komplecie i zaśmiał się.
- A najlepsze jest to, że nie jesteście śmierciożercami.
Pogładził czule swoją różdżkę pod płaszczem, a mijając mężczyznę trzymającego w objęciach dziewczynkę, szepnął mu do ucha:
- Tak nawiasem mówiącto nie jest twoja córka. Przyjrzyj się podbródkom, i sprawdź kto potrafi zrobić tak! - zwinął język w trąbkę i wybiegł ze stajni rycząc ze śmiechu.
Jeszcze długo słyszał płacz dziewczynki i krzyki toczące się po lesie.

***

Kiedy młody czarodziej tak włóczył się po lesie, doszedł do wniosku, że może zamarznąć jedynie w płaszczu narzuconym na pidżamę? A przecież nie może pozwolić na to żeby ktoś odnalazł jego zziębnięte ciało obleczone w różową pidżamkę w dinozaury.
Strząsnął śnieg z włosów, ale brnął dalej przez zaspy, które sięgały mu za kolana. Zaczął się zastanawiać jak to możliwe, że w środku lipca rozszalała się zamieć śnieżna.
I nagle przyszło oświecenie. Stanął na środku polanny w promieniach księżyca i wykrzyknął
- Lordzie Voldemort! Wiem, że to ty! Nie wiem, jak, ale to ty! - krzyczał i krzyczał aż stracił głos, a z mroku napłynął do niego piskliwy śmiech.
- Nie wyzywaj imienia pana swojego nadaremno, Jamesie Porter!
James niecierpliwie rozejrzał się po polanie przy migotliwym świetle różdżki.
- Czy to ty? - wychrypiał.
- A któż by inny. - odpowiedział głos.
- Święty Mikołaj? - szepnął z nadzieją James.
Lord Voldemort wyszedł zza drzew, nerwowo wygładzając szatę. Podszedł do Jamesa rozglądając się niespokojnie i szepnął
- Gdzie?
- Jestem tu! - odkrzyknął tubalny głos.
I wraz usłyszeli dzwoneczki u sań.
- Hoł, hoł, hoł! Wesołych Świąt!
Mikołaj przeleciał nad głowami zdumionych chłopców zrzucając na nich prezenty. James natychmiast zaczął rozpakowywać swoją paczkę, podczas gdy Lord Voldemort nadal machał czerwononosym reniferom. Wreszcie James dostał się do swojego podarunku.
- Łał! - ten dźwięk wyrwał Voldemorta z zamyślenia i on sam również odpakował swój prezent.
Gdy to zrobił zmarszczył czoło i za wszelką cenę chciał zobaczyć, co dostał James.
- No pokaż! - wrzasnął w końcu na Jamesa. - Pokaż swojemu panu!
Chłopak posłusznie wyciągnął rękę. W której ściskał scyzoryk...
i przebił rękę na wylot, nie spodziewającemu się tego Voldemortowi, który wypuścił z rąk pudełko po prezencie, w którym były pieluchomajtki...
James zaśmiał się i uciekł w podskokach.
- Po raz pierwszy ci się oparłem!!!
Tryumfalnie rycząc z radości zagłębił się w ciemny las.

***

Jamess długo biegł przez las aż w końcu wypadł na Grimmauld Place. Spojrzał w dół i w górę ulicy, a potem na domy. Numer 10, 11, 13, a gdzie numer 12?
I nagle coś go tknęło. Przypomniał sobie o świstku papieru, który dał mu Syriusz do przeczytania. Kazał mu dokładnie zapamiętać, po czym natychmiast zjadł kartkę. James z trudem przypomniał sobie bazgroły przyjaciela "Grimmauld Place 12- dom Blacków".
Gdy tylko o tym pomyślał między numerami 11 i 13 wyrósł nowy okazały dom. James podszedł do drzwi i załomotał w nie pięścią.
- Syriuszu! Wyłaź natychmiast, ty charłaku!
Po chwili drzwi się otworzyły i stanęła w nich Walburgia Black, niewątpliwie piękna kobieta. Wysoka, ciemnowłosa, Syriusz jest do niej bardzo podobny, pomyślał James i ochoczo wkroczył do mrocznego wnętrza domu.
- Dzień doberek! Jestem James. Kolega Syriusza ze szkoły. Na pewno o mnie opowiadał. Wie, pani, ten słynny Potter. - tu James zawadiacko się uśmiechnął, ale gdy Walburgia nadal stała niewzruszona i z bezbrzeżnym zdumieniem na twarzy wpatrywała się w niego, chłopakowi oklapły nawet włosy na głowie.
- Nie słyszała pani... - chłopiec ledwo poruszał ustami, a jego oczy zaszkliły się gdy spojrzał w twarz matki najlepszego przyjaciela.
Przeczuwając, co może się stać, Walburgia wzięła Jamesa w ramiona i mocno przytuliła.
- No już chłopcze. Pewnie, że słyszałam... - zawahała się, a potem z poczuciem tryumfu dokończyła- Ten słynny James Potter, ten, który... który na pierwszym roku spadł z miotly i pogruchotał sobie wszystkie kości, tak?
James spojrzał na nią i wybuchnął płaczem prosto w jej dobrotliwą twarz.
Dlaczego zamoczył i zasmarkał kobietę, która okazała mu tyle troski? Tego nie wie chyba nawet sam bohater. Ale stało się i nic co wydarzyło się potem nie mogło zmazać tego pierwszego wrażenia.
Szysz jest off-line   Odpowiedź z cytowaniem
 


Zasady postowania
You may not post new threads
You may not post replies
You may not post attachments
You may not edit your posts

BB code is Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Skocz do forum

Podobne wątki
Wątek Autor wątku Forum Odpowiedzi Ostatni post / autor
Jak minął dzień? ;D Nacia1234 Kosz 14 05-05-2008 21:00


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 09:25.

Powered by vBulletin® Version 3.7.3
Copyright ©2000 - 2026, Jelsoft Enterprises Ltd.