Rozdział 1: Opowieść
-Usiądźmy w kręgu!-poleciła pani Minister
James powiększył magicznie pomieszczenie i wszyscy wyczarowali sobie krzesła i na nich usiedli.
-Ostatnio dzieją się dziwne rzeczy.-zaczęła Minister. -I nie dlatego, że sprawcą wydaje się być jakaś pozaziemska siła, ale dlatego że ofiarami są nasi bliscy. Rozmawiałam wczoraj z portretem Albusa Dumbledore'a, przekazał mi Zakazaną Baśń barda Beedle'a.
-Co takiego?-zapytał Albus, a reszta spojrzała pytająco na Molly
Gdy byli mali rodzice czytali im Baśnie barda Beedle'a, ale nigdy nie słyszeli o Zakazanej Baśni.
-Zakazana Baśń - była to ostatnia baśń w książce Beedle'a, ale z każdym kto ją przeczytał działy się dziwne rzeczy - znikali by znaleźć się po kilku dniach na Księżycu, zachowywali się jak zwierzęta, itd. Ówczesne Ministerstwo Magii, wtedy jeszcze Rada Czarodziejów, postanowiła wyciąć feralną baśń i nadać jej status zakazanej. Rzucili zaklęcie na wszystkie rękopisy i kopie, tak by nie można było ich odczytać i inne zaklęcia ochronne, ale Dumbledore'owi udało się złamać zaklęcia, a przynajmniej większość. Teraz odczytam wam tą baśń. Bądźcie ostrożni, nie wsłuchujcie się za bardzo.
W poszukiwaniu Gwiezdnego Kamienia
Żył sobie pewien czystokrwisty czarodziej imieniem Ernest. Miał wszystko czego człowiek mógłby zapragnąć: pieniądze, sława, pozycja szukającego w narodowej drużynie quidditcha, kochającą żonę i gromadkę dzieci, ale do szczęścia brakowało mu jednego - mugola lub choć czarodzieja mugolskiego pochodzienia w rodzinie. Zamierzał ożenić się z mugolką, ale na przekór los sprawił, że pokochał czarodziejkę czystej krwi, jedyną nadzieją pozostało więc to, że któryś z jego synów lub córek poślubi mugolkę/mugola. Jednak Alfred, Albert, Fernando, Paula, Elena i Jessica nie podzielały pragnienia swego ojca, znaleźli sobie czystokrwistych partnerów. Obawiając się, że ojciec ich nie zaakceptuje, rodzeństwo wymyśliło sposób by się go pozbyć. Udali się do Rosaliny Trelawney - starej jasnowidzki o wątpliwej zdolności jasnowidzenia, choć sama była święcie przekonana o swojej mocy. Za pokaźną opłatą zgodziła się przepowiedzieć Ernestowi fałszywą przepowiednię. Przybyła do domu Ernesta w godzinach popołudniowych, kiedy jego latorośle grały w quidditcha na pobliskim boisku.
-Dziś rano coś zobaczyłam... Powinno to cię zainteresować!-oznajmiła Rosalina głosem pełnym tajemniczości
-Jak będę chciał posłuchać bzdur poczytam sobie Żonglera.-odrzekł Ernest nawet nie odrywając wzroku od Proroka Codzennego, którego właśnie czytał
-Ale tu chodzi o twoje zamił... pragnienie posiadania mugola bądź czarodzieja mugolskiego pochodzenia w rodzinie...
Ernest na te słowa podniósł głowę z nad gazety.
-Mów!
Rosalina odkaszlnęła i zaczęła mówić głosem proroka:
Oto Marzenie Twe Spełni Się, Twoja Niegdyś Krew Czysta Jak Źródło Stanie Się Brudna Jak Ścieki, Jednakże Marzeniom Trzeba Pomóc. Odnajdź Gwiezdny Kamień, Ukryty Tam Gdzie Żadne Żywe Stworzenie Nigdy Nie Dotarło i Nigdy Nie Ujrzało Go Na Własne Oczy, Nie Usłyszało O Nim Na Własne Uszy, Nie Poczuło Go Własnym Węchem, Smakiem, Dotykiem. Znajdź Gwiezdny Kamień, A Marzenie Twe Spełni Się!
Gdy tylko Rosalina opuściła dom, Ernest natychmiast zaczął przetrząsać wszystkie książki w poszukiwaniu informacji nikomu nieznanego miejsca. Nie mógł jednak nic znaleźć, oprócz wyspy Posępnej - ale nawet jeśli legenda o McClivetach i MacBoonach nie jest prawdziwa, to tak czy siak Posępna jest znana żywym istotom - kwintopedom. Czarodziej postanowił udać się w podróż po świecie w poszukiwaniu miejsca ukrycia Gwiezdnego Kamienia. I słuch po nim zaginął. Nie wiedział, że ów Gwiezdny Kamień to...
-To... co?-zapytał James
-To dobre pytanie. Podobno Beedle pisał tą baśń na łożu śmierci, prawdopodobnie umarł zanim zapisał zakończenie.-odpowiedziała pani Minister
-I nikt nie dopisał zakończenia?-zapytała Lily
-Próbowano, ale Beedle rzucił na swoje baśnie Zaklęcie Praw Autorskich, zresztą mogliby dopisać zakończenie zupełne innne od tego, które wymyślił w głowie Beedle, ale nie zdąrzył przelać na pergamin.
-Ale niby co to ma nam pomóc w rozwiązaniu zagadki tych dziwnych wydarzeń?-zapytał Albus
-Profesor dał mi parę myśli Elisabeth McRover i pożyczył swoją myślodsiewnię... choć od czasu jego śmierci już raczej należy "do nikogo".-odpowiedziała Minister
-To miłe ze strony pani Minister, że przejmuje się pani sprawami innymi niż sprawy Ministerstwa, jesteś najlepszym Ministrem Magii, jakiego możnaby sobie wymarzyć.-odezwał się portret Kingsleya Shacklebolta - poprzednika Molly i dawnego auora
-Te sprawy dotyczą mojej rodziny. Ty byłeś stokroć lepszym Ministrem Magii.-zarumieniła się Molly
-Pochlebiasz mi!-powiedział Kingsley
Molly położyła na środku okręgu misę oznakowaną runami. Już chciała wlewać pierwszą myśl Elisabeth McRover, gdy Teddy nagle przerwał:
-A kto to jest ta Elisabeth McRover?
-Nie mam pojęcia, będziemy musieli zobaczyć jej myśli by się dowiedzieć.-odpowiedziała Molly
Wlała myśl do myślodsiewni, ni gaz ni ciecz w środku zawirowała i wszyscy zanurzyli głowy w misie.