Zdecydowanie Hermiona, za tą jej całą kujonkowatość, inteligencję i fochy, Tonks, mega postać, taka optymistyczna, i Lily, tak ogólnie (ruda, ruda, jak ja jej zazdroszczę). Poza tym Lupin, szczególnie w siódemce - tzn. do niedawna tak było, teraz powoli robi mi się obojętny, ale: niech ma

(jak dla mnie filmowy jest niedobrany), oczywiście Syriusz ( ale, j.w., jak dla mnie zły aktor) i McGonagall - świetna nauczycielka, od początku ją lubiłam. Dumledore'a kochałam do szóstki, w siódemce, jak przestał być wielkim-tajemniczym-mistrzem-o-tajemnej-wiedzy jakoś mi przeszło. Chyba tyle... Ginny w sumie bardziej chcę lubić niż lubię
A tak poza tym to hej wszystkim, przyzwyczajajcie się do takich chaotycznych wypowiedzi