No to ze względu na naciski jednej z kobiet xD postanowiłem, że ulegnę i napiszę conieco
Dominic wyjrzał przez okno. Niebo obsypane było gwiazdami, księżyc świecił na "ogródek" kwatery, opiewając go całościowo swoim światłem. Zobaczył siedzącą, skuloną Ginny.
-Accio Milejdii. - Wymamrotał. Z korytarza dochodziły dziwne dzwięki. Coś leciało po schodach robiąc okropny hałas. Śmierciożerca wyciągnął ręke, w której po chwili zatrzymała się lecąca gitara. Wyszedł na taras, zszedł po schodach kierując się w stronę przyjaciółki.
-Czemu siedzisz tutaj sama? Dzieje się coś? - Zapytał uśmiechnięty. Usiadł obok niej na nieco większym głazie.
-Nic sie nie stało. Po prostu czasami lubię się wyciszyć. Poza tym zobacz w górę, aż żal byłoby siedzieć w kwaterze. Koniec lata w końcu. Trzeba korzystać.
-No masz racje. Dlatego też korzystam i powyje do księżyca. - Uderzył delikatnie w struny od swojej gitary. Dzwięk rozszedł się po ogrodzie.
-Zagraj mi coś... - powiedziała cicho Ginny.
Stark zszedł z kamienia, położył się na plecach. Przycisnął gitarę do brzucha. Popatrzył w gwiazdy, zamknął oczy. Jego palce zaczęły dotykać strun tworząc nieznaną rudowłosej melodię.
-This distance, this dissolution, I cling to memories....
//sorry nic innego mi do głowy nie przychodzi;p No i moge troszkę wolniej odpisywać bo pewna osoba absorbuje teraz moje myśli ^^ ;p