|
07-22-2009, 23:04
|
#81
|
|
Fan "Strefy 11" i tarota
Zarejestrowany: Apr 2009
Posty: 67
|
12. (Tylko ja) widzę problemy. c.d.
- To rusz swój tyłek i pomóż mi trochę, co?
Wstałam i poszłam za nim do kuchni. Przygotowanie posiłku zajęło nam nieco ponad piętnaście minut. Usmażyłam na patelni wszystko, co było w lodówce, a George rozlał kremowe piwo do szklanek.
- Zawsze jecie takie byle co?
Uśmiechnął się pod nosem.
– Generalnie idziemy do mugolskiego marketu i kupujemy żarcie do mikrofalówki…wiesz, no, nie mamy czasu na robienie obiadów.
Kiedy skończyliśmy jeść, a George wrzucił naczynia do zlewu, zaoferował, że pokaże mi resztę mieszkania. Pokój Freda był cały zaklejony plakatami: zdjęciami drużyn quidditcha, najnowszych modeli mioteł, a także przeróżnych gadżetów. Poza tym, to pomieszczenie było bardzo brudne. Prototypy nowych gadżetów ( znajdowały się dosłownie wszędzie), niekoniecznie czyste ubrania i bielizna. Nie pościelone łóżko, wokół którego piętrzyły się opakowania po pizzy i szybkich daniach.
- Jeszcze kilka miesięcy i nie będziesz mógł przecisnąć się przez drzwi, wiesz? – pomacałam go po fałdce na brzuchu.
Zaśmiał się cierpko i zamknął drzwi. ”Pokój Angeliny”,pusty, poza kilkoma pudełkami, stojącymi na biurku. Ściany miały bardzo słodki kolor (beż, lekko wchodzący w róż),
na ciemnej wykładzinie leżał mały dywanik, a w rogu pokoju stała stara szafa.
- Cukierkowo – skomentowałam, wchodząc do pokoju – osobiście ściany pomalowałabym na śliwkowo, zamontowała ściemniacze w lampce, nastawiała mnóstwo świeczników i zaprosiła jakiegoś wampira – mruczałam, kręcąc się wokół własnej osi, by w końcu opaść na łóżko.
George położył się koło mnie i lekko ugryzł mnie w szyję. Już po chwili leżał na mnie, całując po ciele. Zdałam sobie z czegoś sprawę, odepchnęłam go i wstałam z łóżka.
– Wiesz, co? To nie był jednak zmarnowany dzień. Teraz przynajmniej wiem, na czym stoję.
- Jolsey…przestań.
Chciał mnie przytulić, ale odsunęłam się.
– Nie dotykaj mnie. To koniec, tak jak chciałeś.
Wybiegłam z pokoju Angeliny i z kominka w salonie przeniosłam się do Nory. Z nerwów chciało mi się rzygać. Kurwa, jaka ja jestem naiwna, pomyślałam.
Kiedy włączyłam MTv, w salonie zmaterializował się George.
- Zostawiłaś gitarę i…torebkę.
- Trzeba było spalić w piecu – warknęłam.
Usiadł koło mnie.
– Jolsey…pogadajmy, przecież…
- Nie mamy już o czym rozmawiać. Odwal się ode mnie.
Pan Weasley wychylił się zza kuchennych drzwi. Wykorzystałam moment, w którym się zagadali i wyszłam do ogrodu.
- Jolsey, a nie przesadzasz trochę? – Usiadł koło mnie, na starej, ogrodowej huśtawce. – Nie zrobiłbym nic, na co byś się nie zgodziła.
Parsknęłam ironicznym śmiechem
– Ty nie rozumiesz, albo nie chcesz się przyznać sam przed sobą, tak? Durna, młoda Irlandka.
Spojrzał na mnie z niedowierzaniem
– Jolsey…czy ty czasem nie masz…gorszych dni?
- Nie.
- Nie zamierzałem cię skrzywdzić. Dalej nie zamierzam. Ja po prostu…
Wpatrzyłam się w horyzont
– George, idź już, spiepszyłeś sprawę.
Przez następny tydzień, każdego ranka budziła mnie sowa z listem i jakimś drobnym prezentem, którym chciał mnie przekupić. Pozostawałam nieugięta z nadzieją, że w końcu mu się znudzi. W poniedziałek, piątego maja za pomocą sieci Fiuu dostałam się do Hogwartu.
- Jolsey…bijesz jakąś dziwną aurą, wiesz? – powiedziała Hermiona tuż po tym, jak życzyła mi szczęścia.– może to stres. Wiesz, słyszałam, że te egzaminy są strasznie trudne i mało osób je zdaje…No, ale powodzenia.
Nie ma to, jak podnieść na duchu.
Pierwszy ( praktyczne egzaminy z instrumentów) i drugi ( rozpisywanie nut ze słuchu, śpiew) dzień egzaminów nie był tak stresujący. Trzeci dzień to egzaminy z języków obcych, natomiast, gdy w czwartek miałam dzień wolnego, umierałam z nerwów, przed egzaminem z transmutacji.
- Będzie dobrze, w końcu, jesteś zdolna…Po OJCU – dodał Syriusz dumnie, gdy siedziałam w jego gabinecie, popijając herbatę
- Wszyscy mi to powtarzają…ale boję się. I chce mi się rzygać z nerwów.
- Wymiotować – poprawił mnie, sięgając po ciastko. – Nie wiem, po kim ty masz takie słownictwo…Chyba po ojcu.
Oboje wybuchliśmy śmiechem.
- A tak nawiasem, ostatnio ładnie wyglądasz.
Praktyczny egzamin z transmutacji wyszedł mi dobrze ( zrobiłam jedynie dwa dopuszczalne błędy), natomiast w pisemnym pomyliłam kilka skomplikowanych formułek, co zrozumiałam dopiero, gdy oddałam test egzaminatorom.
Wychodząc z sali straciłam przytomność.
Kiedy się ocknęłam, zdałam sobie sprawę, że jestem w skrzydle szpitalnym, a koło mnie na łóżku siedzi Constantin.
- Cześć królewno.
Uśmiechnęłam się do niego słabo.
- Wiesz…ostatnio trochę przytyłaś, mówię to szczerze, jak brat. Twoje piersi…są nieco większe i wyglądasz tak zdrowo...może to głupie pytanie, ale jakie jest prawdopodobieństwo tego, że jesteś w ciąży?
Ironiczny uśmieszek spłynął mi z twarzy.
-„Dziurawy Kocioł, Londyn”.
Tak szybko, jak pozwalały mi na to wysokie obcasy wybiegłam z baru do pobliskiej mugolskie apteki. Od Consty’ego dostałam dwadzieścia funtów i polecenie, żebym spieszyła z Hogwartu zanim ojciec skończy lekcje.
Podeszłam do okienka apteki na drżących nogach. Przede mną stały tylko trzy osoby, ale jakiś mężczyzna puścił mnie przodem, twierdząc, że woli, żebym nie zemdlała.
- Poproszę…cztery testy – wyszeptałam.
- Ciążowe?! – wychrypiała głośno farmaceutka. – Proszę, ta dzisiejsza młodzież…Czternaście dziewięćdziesiąt sześć.
Zostało mi pięć funtów i zgodnie z dalszymi instrukcjami Constantina poszłam do baru szybkiej obsługi po dużą colę. Po chwili zachciało mi się siku i z duszą na ramieniu weszłam do toalety.Nasikałam do czystego kubeczka i usiadłam na podłodze, by zgodnie z instrukcją wykonać testy.
– Spokojnie.
Pierwszy, drugi, trzeci, czwarty.
Pozbierałam je do torebki, wyrzuciłam kubeczki i wyszłam z baru, by zmaterializować się w pobliskim parku.
- „Magiczne dowcipy Weasleyów” – przeczytałam, pomiędzy kolejnymi szlochami i weszłam do środka.
Przebijałam się przez tłum, gdy nagle ktoś mocno mnie przytulił i wprowadził na zaplecze.
- George…
- Nie zdałaś egzaminu?
- George…ja…
- Nic nie szkodzi, przecież można je poprawić…- pogłaskał mnie uspokajająco po plecach.
- George…ja…ja jestem w ciąży.
__________________
'Oh, won't you walk through?
And bust in the door and take me away?
Oh, no more mistakes
'Cause in your eyes I'd like to stay, stay'
Ostatnio edytowane przez Jolsey Siria Black : 01-03-2010 o 17:16.
|
|
|
07-23-2009, 09:54
|
#82
|
|
Super Moderator
Zarejestrowany: Apr 2009
Lokalizacja: bunnyland
Posty: 1,964
|
oO
*wdech-wydech*
Ta końcówka mnie rozśmieszyła, nie no na serio, ale tylko tak na początku. Potem przez chwilę wpatrywałam się tępo w mój jakże zacny monitor. Nie będzie konstruktywnej krytyki, bo głodna jestem XD. Zaskoczenie, to na pewno. Dodawaj więcej opisów przeżyć wewnętrznych, w tym ost. fragmencie bardzo by się przydały. Teraz musisz napisać następną część tak, żeby nikt nie przewidział rozwoju wydarzeń. No nie wiem, ja mam takie wyobrażenie sytuacji, że wydaje mi się, iż Jolsey:
a) Tak naprawdę nie będzie w ciąży
b) Poroni
c) Magicznym zaklęciem/rytuałem/eliksirem wyciągną z niej płód
W każdym razie, ja myślę, że nie doprowadzisz do porodu. Oczywiście, piszę to po to, żebyś zrobiła coś, co zaskoczy, a to wyżej tego nie zrobi.
__________________
♠
"Mój związek się zakończył. A dokładniej, zniknęły moje koty, które były dla mnie jak dzieci, co nie każdy będzie w stanie zrozumieć. Nie jestem osobą, która jest w stanie odnosić się emocjonalnie do żywych istot, ale byłem bardzo przywiązany do swoich kotów, być może dlatego, że były jedynymi ludźmi, którzy nie mogli mnie osądzić, bo nie potrafią mówić."
|
|
|
07-23-2009, 14:30
|
#83
|
|
Fan "Strefy 11" i tarota
Zarejestrowany: Apr 2009
Posty: 67
|
Sarahis, piszę już kolejną część, której przebieg ( jak i przebieg ciąży ) mam w głowie. Będzie napewno mnóstwo domysłów, co baaardzo mnie rozbawi, ew. natchnie.
AAA i dzięki za wskazówkę.
Pozdrawiam, Lisixa.
__________________
'Oh, won't you walk through?
And bust in the door and take me away?
Oh, no more mistakes
'Cause in your eyes I'd like to stay, stay'
|
|
|
07-24-2009, 07:00
|
#84
|
|
Fan "Strefy 11" i tarota
Zarejestrowany: Apr 2009
Posty: 82
|
I powiedz mi Jolsey, co ja mam teraz zrobić? Chciałaś, abym przeczytał i skomentował (czyżbyś miała skłonności do masochizmu? : P). Przeczytałem i właśnie komentuję. I coś czuję, że dziś skończy się spamowanie pod moim profilem, bo to co napisze na pewno ci się nie spodoba...
Ostatnio zarzucałem ci Mary Sue (między innymi) i dziś muszę ten zarzut podtrzymać. Jednak odrobinkę zmieniam stanowisko, bo do tego muszę jeszcze dorzucić blogaskowość. Nie będę komentował twojego stylu, bo komentarz za bardzo by się rozciągną. Po wiem po prostu: co chodzi o styl, to poczyniła znaczny postęp (więcej opisów), ale dalej całe opowiadanie jest od rozmowy do rozmowy. No i chyba nie bardzo rozumiesz słowo refleksja, bo dwa razy go błędnie użyłaś.
Szczerze mówiąc nie przeczytał bym najnowszego rozdziału (razem z zaległymi dwoma czy trzeba), gdybym nie zobowiązał się skomentować. Do tej pory stosowałem się do twojej rady, aby każdy kto nie lubi Mary Sue nacisnął czerwony krzyżyk. Takie stanowisko wynika z tego, że czytając ten ff czuję się po trochu jakbym czytał twój pamiętnik (w strasznie przerobionej formie, ale nadal można w nim wyłapać niektóre twoje myśli, pragnienia czy nadzieje). Nie znam cię na tyle dobrze ( de facto w ogóle cie nie znam), aby 'rozszyfrować' to opowiadanie, ale myślę, że dobry psychoanalityk powyciągał by z niego twoje wszystkie lęki i 'potwory'. Mam nadzieję, że się mylę, ale tak odbieram te opowiadanie.
Jeśli miałbym się podejmować zgadywania co myślisz na podstawie tego opowiadania (a nie powinienem się tego podejmować, bo za mało cię znam), to myślę, że z sporą dokładnością mógłbym określić twój stosunek do członków twojej rodziny. Co prawda nic nie jestem w stanie powiedziać o twojej matce, ale na pewno (tzn na jakieś 40% ^^) chciałabyś mieć bliższy kontakt z ojcem. Możliwe, że jest alkoholikiem, albo po prostu nie okazuje ci tyle ciepła ile byś chciała (moment w którym Syriusz wybiera Jolsey, a nie alkohol jest słodki, nie sądzisz?). Syriusz w twoim opowiadaniu jest strasznie wyidealizowany - sądzę, że właśnie takiego byś chciała mieć ojca, choć starałaś mu się wcisnąć kilka wad na siłę. To samo się tyczy niesamowicie doskonałego brata. Ma on swoje wady, ale jest 'do rany przyłóż'. Możliwe, że chciałabyś mieć bliższy kontakt z bratem, choć sama się chyba nie chcesz do tego przyznać (te nie pasujące do tego ideału wady, które też szyba na siłę po wciskałaś) . Możliwe też, że po prostu chciałabyś mieć rodzeństwo, jeśli go nie masz.
Nie powinienem się podejmować takiej interpretacji twojego opowiadania (pewnie się mylę, przynajmniej w części), bo każde opowiadanie można by teoretycznie tak ponaciągać. Jednak twoja Jolsey jest tak jawnie mary sue, że wygląda to tak jakbyś pisała o sobie. Tzn o takiej sobie jakom byś chciała być.
A tak w ogóle to ten gracz, który się malował (był na musicalu) to Bill z TH? 0_o W każdym razie czy nie miło by było być najlepszą koleżanką i byłą dziewczyną kogoś sławnego? Ciekawi mnie też czy jakaś koleżanka odbiła ci faceta, a ty byś chciała jej powiedzieć to samo co Jolsey w jednym z pierwszych rozdziałów?
Możesz się kłócić, że twoja główna bohaterka to nie Mary Sue, ale:
1) Masz taki sam nick jak ona na imię...
2) Nie jesteś w stanie postawić na jej drodze jakieś pożadnej przeszkody, a nawet jak coś się dzieje nie tak, to ona szybko przechodzi z tym do porządku dziennego. (matka się mnie wyrzekła? Walić ją... Mam problem z ojcem... A co tam... Za dwa rozdziały będzie już taka sielana, że nie warto się tym przejmować.) W ostatnich rozdziałach się to trochę zmieniło, ale do tego jeszcze wrócę.
3) Twoja bohaterka jest dokładnie taka jaką ty byś za pewne chciała być. Jako dowód zacytuję tu twoją wypowiedzieć "A nie pomyślałeś, że w pewnym momencie wizerunek idealnej Jolsey może paść na pysk?" Co prawda twoja Jolsey w moich oczach jest tak samo bliska ideału jak doda, ale nie zmienia to faktu, że próbujesz ją na ideał kreować. W końcu to ty twoich marzeń, więc musi(sz) być doskonała.
4) Kiedy skrytykowano twoją postać zachowałaś się tak jakby ktoś cię obraził. Jakby obrażając Jolsey obrażał ciebie...
Muszę jednak powiedzieć, że sporo się zmieniło w ostatnim czasie. Plus dla ciebie (pierwszy za fabułę), że wreszcie opowiadanie zdaje się zmierzać w jakimś kierunku. Do tej pory pisałaś tak jakbyś po prostu wymyślała akcję na bieżąco. Swoją drogą - kiedy mówiłem o ciąży żartowałem.
Skoro już wspomniałem Mary Sue, to teraz zajmę się blokaskowością tego tworu. Mary Sue też jest jednym z niemal nieodłącznych elementów dobrego blokaska, ale prędzej to przemilczałem. Na prawdę blogaskowo dopiero zaczeło się robić. Czemu?
1) jednym z elementów dobrego blogaska jest (moim zdaniem) serialowa fabuła... rozumiem przez to to, że nie ma właściwie żadnego przewodniego motywu. Po prostu coś się dzieje, a po co to już nie ważne.
2) przy tworzeniu nowych rozdziałów ulegasz w sporym stopniu opinii ludzi komentujących twoją pisaninę. Wspomniano o Mary Sue, a tu już to zmieniasz, choć na pewno nie miałaś tego w pierwotnych planach. Świadczy to o tym, że nie masz w ogóle pomysłu na ten ff jako całość...
3) ciąża... Blogowy motyw jak cholera... Gorszy byłby tylko gwałt i to poczas jakiegoś tajemniczego satanistycznego rytuału... Swoją drogą, ciekawe jak pociągniesz ten ff. moim zdaniem są dwie możliwość: dziecko się nie urodzi, albo urodzi się, ale cały problem zostanie zbagatelizowany tak samo jak sprawa z matką (mam dziecko? pieprzyć to i tak nie robi mi to różnicy...)
4) problemy. Prędzej nie było ich w ogóle. teraz zaczeło coś się dziać... Ale jak!? Całkiem przypadkowy bieg wydarzeń zapoczątkowany w całkowicie bezsensowny sposób. jest tu jakiś w miarę przemyślany sposób prowadzenia fabuły (tzn w ostatnich rozdziałach) ale zero polotu...
5) wspominałem już o Mary Sue, więc powinienem się zamknąć co chodzi o Jolsey, ale ciężko przemilczeć jej irytujące zachowanie (w ogóle wszyscy zaczęli się zachowywać dokładnie tak jak muszą, aby fabuła szła do przodu...). Może zaczęłaś świadomie ją kreować jako naiwną idiotkę (była nią i wcześniej, ale to się wytnie), ale ta akcja z george'm to już przesada. Chopak składa jej deklaracje ślubu i posiadania stada rozwrzeszczanych dzieciaków (i to przy Syriuszu, którego się najwyraźniej boi), a ona do szła do wniosku, że jemu chodzi tylko sex (przynajmniej tak to zrozumiałem). Znają się prawie pół roku... spali ze sobą 2 razy...wynik dość żałosny, widać, że george jest mało 'popędliwy' : P, a ona z takimi wnioskami : >
Jednym słowem, kich i chała... (chyba przesadziłem z tym szczerym komentarzem, ale bałem się, że przez sympatię będę zbyt wyrozumiały : P wyszło chyba na odwrót : >)
czemu napisałem taki długi komentarz? Bynajmniej nie dlatego, że mi się nudzi, albo że przechodzę na mirrielowskie standardy : P Chciałem cię po prostu ostro wpienić : > można to uznać za taką małą (a raczej duża - sądząc po długości) prowokację. Jolsey! Zlituj się i nie marnuj swojego talentu i czasu na to opowiadanie. Stać się na coś lepszego i to o wiele.
Choć może po prostu jestem uprzedzony, bo nie lubię tanich romansideł. Choć lubię romanse, ale dobre i realne (przy czym nie za bardz realne, bo wychodzą wtedy głupoty : P) : > (bardzo nie "facetowe" upodobanie : P).
No cóż... jeśli masz zamiar pisać dalej, to ja i owszem będę to czytać. Będzie zabawnie jeśli z Mary Sue zrobisz bohaterkę łzawej telenoweli, a to też jest prawdopodobne : >
jeszcze raz apeluję, abyś nie próbowała ratować tego czegoś... uznaj to po prostu za "błąd młodość" (^^) i nie popełniaj go więcej...
pozdrawiam
rzaki pak
ps: pamiętaj! to nic osobistego : >
pps: za błędy przepraszam, ale nie mam ani siły, ani czasu tego porpawiać.
ppps: to wszystko jest oczywiście moją subiektywną opinią, jasno to zaznaczam.
pppps: lubię porzeczki
ppppps: dobra to już naprawdę koniec
pppppps: idę spać : > papa
|
|
|
07-24-2009, 13:37
|
#85
|
|
Fan "Strefy 11" i tarota
Zarejestrowany: Apr 2009
Posty: 67
|
Dziecko się urodzi, albo nie - a jest jakieś inne wyjście? xP
Fabuły zostało mi na jakieś 6-7 rozdziałów, więc pomęczę was jeszcze trochę. Zaciśnij zęby i demotywuj mnie dalej, bardzo Ci to wychodzi.
Pozdrawiam, JSB
__________________
'Oh, won't you walk through?
And bust in the door and take me away?
Oh, no more mistakes
'Cause in your eyes I'd like to stay, stay'
|
|
|
07-24-2009, 19:03
|
#86
|
|
Fan "Strefy 11" i tarota
Zarejestrowany: Apr 2009
Posty: 82
|
Cytat:
|
Dziecko się urodzi, albo nie - a jest jakieś inne wyjście? xP
|
Chodziło mi o to, że jak się urodzi to zrobi się z tego i tak jednak wielka sielana jakby w ogóle się owe dziecko nie urodziło. Jolsey pewnie szybko się z tym pogodzi (a nawet jak się nie pogodzi, to i tak jej sytuacja będzie znośna) i nie minie zbyt wiele czasu, a nawet będzie najszczęśliwszą osobą na świecie, że ma to dziecko. Choć w jej sytuacji (kiedy chce się dalej uczyć) powinna być załamana posiadaniem dziecka w tej chwili. A jeżyli reakcja Georga będzie taka jak sądzę to już w ogóle będzie kaszana.
Ogólnie w konstrukcji fabuły tego opowiadania się takie błędy, że ciężko je ścierpieć. Rozumiem, że głównym motywem w opowiadaniu jest ciąża (i dziecko), tak? a te 10 rozdziałów to co? Wstęp? o_0 Czyli będzie jeszcze co najmniej 30 rozdziałów rozwinięcia i 10 rozdziałów zakończenia? Nawet jeśli tak, to i tak będzie to błąd w konstrukcji...
Jolsey ja naprawdę chce ci dać pozytywny komentarz... Proszę napisz coś nowego, bo to strata czasu. : < Nie pisałbym takiego długaśnego komentarza, gdybym nie sądził, że w innej historii sobie nie poradzisz...
|
|
|
07-30-2009, 18:02
|
#87
|
|
Jeszcze zdrowy miłośnik fantasy
Zarejestrowany: Jun 2009
Lokalizacja: Tam, gdzie liście nie spadają z drzew...
Posty: 117
|
Ten ff naprawdę mi się podobał, ale ten rozdział trochę mnie rozczarował. I to stwierdzam z wielką przykrością. Takie hop siup i jestem w ciąży! Zero odczuć Jolsey i Georga. Można było dodać choć jedno głupie zdanie typu, że zrzedła mu mina, albo, że się uśmichnął, w zależności jak to odczuł. Rozumiem, że chcesz nas po3mać w niepewności, ale ja osobiście nie lubię, gdy rozdział kończy sie tylko wypowiedzią.
Muszę też przyznać trochę racji Rzaki Pak. Też czytając Twojego ff miałam wrażenie, że czytam Twój pamiętnik. I jako uczennica klasy pedagogicznej i przyszły psycholog  stwierdzam, toż samo co Rzaki: Jolsey=idealna Ty.
Ale nadal czekam na dalsze rozdziały. Nie powiem, że nie ciekawi mnie, co będzie z ciążą Jolsey, ale jak także stwierdził Rzaki (kurczę, co ja tak z tym Rzakim:P) cokolwiek by sie nie stało będzie git...
__________________
"Ile nadzieji mieści się w jednym słowie- może. Bez niego już tylko krok do rezygnacji."
Zemsta jest potrawą, którą najlepiej spożywać na zimno.
"Prawdziwa miłość nie jest upajającym zapachem, który wietrzeje.Jest ona pieczęcią- niezniszczalną nawet przez śmierć."
|
|
|
08-21-2009, 17:52
|
#88
|
|
Czytelnik horoskopów
Zarejestrowany: Aug 2009
Posty: 24
|
to mój ulubiony ff jest fa
jny
|
|
|
09-05-2009, 21:50
|
#89
|
|
Fan "Strefy 11" i tarota
Zarejestrowany: Apr 2009
Posty: 67
|
13. Ciążowych rewelacji ciąg dalszy.
- W ciąży? A więc to prawda?
Fred roześmiał się w głos. Kiedy opowiadałam mu o wszystkim, George akurat brał prysznic. Siedzieliśmy w ich mieszkaniu, ja- w poczuciu totalnej beznadziei, a George, wręcz przeciwnie – był z siebie nadzwyczaj dumny i musiał wykrzyczeć całemu światu, że zostanie ojcem.
- Tak, ale jeszcze nie mogę ci powiedzieć, czy będziesz wujkiem, czy ciotką, bo nie znamy płci dziecka. – warknęłam. – Cholera jasna, jaka ja jestem durna. Po raz kolejny udowodniłam światu, że…
- Nie użalaj się nad sobą, wpadliście. To też się zdarza. Nie ma sensu się dołować, popatrz na niego. – Niechcący napił się soku z mojej szklanki – Jest strasznie szczęśliwy, każdy facet byłby. Będziecie mieli rudego dzidziusia, z moimi genami, a to dar od niebios.
Roześmieliśmy się. Dolałam soku do szklanek, a Fred zwrócił uwagę na temat, którego na pewno sama bym nie poruszyła:
- Jak zamierzacie powiedzieć o tym rodzicom?
Długo ociągałam się z powrotem do Nory, lecz o dziesiątej doszłam do wniosku, że nie mogę tego ciągle odkładać. Zmaterializowałam się na podwórku i na chwiejnych nogach weszłam do kuchni. Na widok pani Weasley od razu popsuł mi się humor. Traktowała mnie jak jedno ze swoich dzieci, a ja wykręcam jej taki numer. Oparłam się łokciami o stół i ukryłam twarz w dłoniach, czując, że po policzkach płyną mi łzy.
- Jolsey, co się stało? Masz jakiś problem? Znowu coś z Georgem? – zacisnęła mocno usta.
Spuściłam głowę jeszcze niżej Usiadła koło mnie i ścisnęła lekko moją dłoń. - No, Jolsey, nawijaj.
Po dłuższej chwili milczenia odezwałam się.
– Na początku… muszę stwierdzić, że jeszcze nigdy nie czułam się tak zażenowana, ale w sumie…szczęśliwa…i język mi się plącze, hormony buzują…chce mi się płakać i śmiać, mam tyle energii, a zarazem czuję się zmęczona, i…
- I jesteś w ciąży, tak?
Ku mojemu zdziwieniu, uśmiechnęła się. Odetchnęłam z ulgą.
- Nie ciesz się tak, z Georgem porozmawiam inaczej.
Nie kłamała. Już rano obudziły mnie jej dzikie wrzaski, które kontynuowała do wieczora.
Krzyczała o tym, że George prawdopodobnie zmarnuje mi życie, że legniemy w pieluchach, że mogliśmy z tym jeszcze poczekać. Ojciec Georga był mniej wrogo nastawiony, ale również wygłosił swoją opinię.
Z Nory do Londynu przeniosłam się w trzecim tygodniu maja, kiedy pani Weasley została do końca przekonana przez Freda .Tekst: „Mamo, przecież drugiego dziecka jej nie dorobi” huczał mi w głowie za każdym razem, gdy na nią patrzyłam.
Angelina i Fred wrócili do siebie, więc nie miałam wyboru i musiałam zadomowić się w pokoju George’a. To pomieszczenie było chyba największe ze wszystkich, nie było wytapetowane plakatami i panował względny porządek, jedynie na biurku piętrzyły się stosy ulotek i prospektów. Przy jednej ze ścian stało duże łóżko z ciemnego drewna, a przez uchylone okno wpadało letnie powietrze.
- Trochę…ogarnąłem. Tą szafę masz dla siebie…ja nie potrzebuję wiele miejsca na ubrania. Tylko łóżko będziesz musiała dzielić ze mną. Chociaż nie uśmiecha mi się sypianie z…jak to powiedziałaś? „Z durną młodą Irlandką” którą, faktycznie chyba jesteś.
Nie wiedziałam, do czego zmierza, ale trochę zabolały mnie jego słowa.
Po którymś z kolei okrążeniu pokoju wyrzucił z siebie wszystko, co leżało mu na wątrobie.
- Wychodzisz z założenia, że wszystko ci się należy. Tylko wymagasz ode mnie coraz więcej, a ja płaszczę się przed twoim starym, jestem na każde twoje kiwnięcie, i czekam jak durny, kiedy w końcu zwrócisz na to uwagę.
Ton jego głosu z każdym słowem nabierał mocniejszej barwy, a sam George chyba tracił nad sobą panowanie.
- Nie mówisz mi co myślisz, tylko za każdym razem obrażasz się jak dziecko i robisz sceny! Wszystkim wydaje się, że to ja jestem niedojrzały, ale twoja definicja związku trochę mnie przerosła. Jak myślisz, jest sens się w to bawić, czy mam ci wysyłać alimenty?
Zacisnęłam zęby, ale nie zdołałam zatrzymać łez. To, co mówił, było zbyt prawdziwe.
-Ge…George…
Pokiwał z niedowierzaniem głową, podszedł i kucnął koło mnie. Nastąpiła chwila wymownego milczenia. Nie wiedziałam, czy patrzymy sobie w oczy kwadrans, czy godzinę, po prostu przez gardło nie przechodziły mi przeprosiny. Dawno nikogo nie przepraszałam, tak na poważnie. Zawsze to ja obrażałam się i z twardą miną czekałam na kilka miłych słów, po których łaskawie zapominałam.
Miał rację, a to bolało najbardziej. Łzy ciekły mi po policzkach strumieniami, ale nie miałam siły przyznać się do błędu. To nie było w moim stylu.
Głupia, uparta szmata, przemknęło mi przez głowę, po którymś szlochu. Przeprosin dalej nie było.
A może ty po prostu nie umiesz? Nie umiesz przyznać się przed sobą, że popełniasz błędy? Nie jesteś na to zbyt silna, w ogóle nie jesteś...w mojej głowie zabrzmiał głos Consty’ego. Jak zawsze, kiedy coś mi się nie udawało, on wiedział, jak mnie dobić. Jak to nazywał? MOTYWACJA?
Siedziałam na łóżku, a każdy szloch powodował, że czułam coraz większą nienawiść do siebie.
Po prostu to powiedz!
Odetchnęłam.
- George…ja... przepraszam.
Pokiwał smutno głową.
– A wiesz chociaż za co?
Odetchnęłam.
– Za to, że byłam taką głupią su…
Położył mi palec na ustach
– Nie. Nie mów tak o sobie. Nic już nie mów.
Usiadł przy mnie na łóżku i objął ramieniem. Przylgnęłam do niego mocno, czekając na jakiekolwiek słowa wsparcia, on jednak nie mówił nic. Uspokajająco gładził mnie po plecach, od czasu do czasu pozwalając sobie na westchnięcie.
- Jesteś tak strasznie głupiutka, wiesz?
Nie odpowiedziałam mu, wiedząc, że ma rację.
Do końca czerwca żyłam we względnym spokoju, poza tym, że po którejś z kolei kłótni z Georgem i wrednych docinkach Angeliny, iż jestem głupim darmozjadem, zatrudniłam się w jednej z kawiarni na Pokątnej. Właściwie, bliźniacy niczego by się nie dowiedzieli, gdyby ich znajomy ze szkoły nie stwierdził, że w Cookie’s Heaven pracuje nowa dziewczyna. Oczywiście, złożyli zamówienie na trzy kawy i torbę ciastek, a ja jako pachoł od wszystkiego musiałam im to zanieść.
- To będzie…dwa galeony, szesnaście sykli i cztery knuty. – Powiedziałam zmienionym, głębokim głosem. Miałam na sobie czapkę, a twarz przykrytą zbyt długą grzywką, szansa rozpoznania mnie była niewielka, dopóki znajomy bliźniaków nie wrzucił mi kilku drobniaków za dekolt szaty, a ja, urażona, uderzyłam go w twarz z otwartej dłoni.
Nie byłoby jeszcze tak źle, gdybym nie przeklęła go od prostaków z irlandzkim akcentem.
Dopiero wtedy, George wychylił się zza lady i ściągnął mi czapkę z głowy.
Lee był trochę zażenowany, gdy dowiedział się, że jestem ciężarną dziewczyną jego kumpla, ale wspaniałomyślnie wybaczyłam mu taką głupią wpadkę. I znów wyszło na to, że potrafię jedynie łaskawie wybaczać.
Pod koniec czerwca, rano, gdy jeszcze spałam (pracowałam jedynie cztery godziny dziennie, głównie za ladą), Fred wpadł do pokoju z wesołym okrzykiem, że Syriusz wrócił z Hogwartu, był w ich sklepie i powiedział, że chciałby zobaczyć swoją małą córeczkę.
-Powiemy mu? – zapytał George, gdy jego brat opuścił pokój.
Odpowiedziałam mu jedynie kiwnięciem głowy. Po prostu nie mieliśmy wyjścia.
- Jolly! Jak ty ładnie wyglądasz! – Syriusz przytulił mnie mocno do siebie.
Uśmiechnęłam się przyjaźnie. Nic nie podejrzewał.
- I – zlustrował mnie z góry na dół – jakoś tak się zmieniłaś…nabrałaś kształtów…
Spojrzałam na George’a – skinął lekko głową.
W salonie zaczęło się zbierać coraz więcej osób
– Państwo Weasley, Bliźniacy, Bill z narzeczoną, Ron, Hermiona i Ginny.
- No…zaistniała taka sytuacja a nie inna, Syriuszu, proszę, usiądź.
Zaczęłam coś mruczeć bez sensu chodząc nerwowo po pokoju.
- Jolsey, do rzeczy.
Przyłożyłam pięść do ust. Właśnie tego momentu bałam się najbardziej. Syriusz wpatrywał się we mnie przygryzając wargi.
- Co, muszę dać ci na studia? Albo nie dostałaś się na twój kierunek? Zapłacić jakiś mandat? Masz przesłuchanie w Ministerstwie? Masz jakiś problem, od którego tyjesz? No nie wiem, skończyły mi się pomysły.
Łzy cisnęły mi się do oczu.
– Nie. Jestem w ciąży.
Ze wszystkich stron dobiegł mnie triumfalny ryk braci George’a. Syriusz ukrył twarz w dłoniach. Poczułam się, jakbym dała ciała na całej linii. Kiedy okrzyki ucichły, Syriusz wstał i podszedł do mnie na sztywnych nogach.
- I zrobiliście dokładnie tak, jak przepowiedziałem niecałe trzy miesiące temu. I głupi, do ostatniej chwili przekonywałem się…że jednak jesteście jako-tako rozsądni, ale cóż. Nie jestem aż tak zdziwiony. Mimo to, Harry i Ginny chyba nie zachowali by się aż tak niedojrzale.
Otarłam łzę z oka. Jak mógł znowu porównać mnie do Pottera? W tej sytuacji?!
- Oczywiście…usuniesz tą ciąże, tak?
- Syriuszu! – Molly Weasley syknęła karcąco.
Byłam przez chwilę pewna, że zachłysnęłam się powietrzem.
Co on pieprzył? To było moje dziecko i nie zamierzałam się go pozbywać. Darłam się jak opętana przez kilka minut. Uspokoiłam się dopiero, kiedy Syriusz przytulił mnie mocno i mruknął pod nosem, że chciał mnie tylko sprawdzić, czy potrafię tak naprawdę być odpowiedzialna. Nie miałam siły więcej krzyczeć. Nie miałam siły na nic.
Ciszę przerwał Constantine, wpadając do salonu z ręcznikiem zawiniętym na głowie.
- Coś mnie, jak zwykle ominęło, ta?
*Powoli zbliżam się do końca.
__________________
'Oh, won't you walk through?
And bust in the door and take me away?
Oh, no more mistakes
'Cause in your eyes I'd like to stay, stay'
|
|
|
09-06-2009, 13:13
|
#90
|
|
Praktykant Voodoo
Zarejestrowany: Apr 2009
Lokalizacja: Okrutna Barcelona
Posty: 790
|
Wybacz, że kometuję dopiero 4 rozdział, ale ciężko było mi się za to zabrać...mam nadzieję, że dojdę nieługo do końca... 
I Wybacz, że cytuję, ale myślę, że jestem tak do tyłu, że powinnam
Dodatkowo informuję, że wszystko co cytuję to nie jest błąd tylko moje całkowicie subiektywne wrażenia jako czytelnika
Cytat:
|
- Jolsey… ja… ja… ja cię chyba kocham. – wyjąkał.
|
Nie cierpię tego nie cierpię! Kocham cię po jednym dniu? O Dżizaz toż to okropne. Po prostu tego nie toleruję, wstawiłabym na twoim miejscu "zakochałem się w tobie" lub "jesteś dla mnie kimś bardzo ważnym" "nigdy niczego takie nie czułem do żadnej dziewczyny"...kocham cię odpada...
Cytat:
|
owiem ci, dupku, że wolę być postrzegana jako dziwka Weasleya, niż żona Malfoya
|
coś mi to mówi...już wiem Titanic, ale sie nie czepiam.
Posumowanie tgeo rozdziału? Mnie się bardzo podoba. W sumie sam fick podobał mi się jeszcze kiedy był na stronie. Masz w sobie coś takiego, żę czytam dla przyjemności, nie dla oceny. I naprawdę szczerze interesuje mnie to co będzie dalej i czego już niedługo się dowiem
jestem już na części piątej...
Cytat:
|
o chwili naczynie wypadło mi z rąk, a ja byłam całowana przez Pottera.
|
Wrrr... zostaw w spokoju moją świętą parę... To było głupie...bardzo. Nie podoba mi się...ja...jestem na nie.
rozdział 6 zostawię sobie na potem, ale na pewno przeczytam...chociaż mam zakaz na komputer w tygodniu...szkoła. Ale rodzice nie są emerytami - pracuję, więc jakoś się wbiję. Rozdział był fajny, podobało mi się to, że Josley postawiła się Syriuszowi. Zakaz całowania z Harry'm i Ronem...to okropne, zepsuło mi przyjemność czytania.
Zastanawiałam się dlaczego twój fick mi się podoba - myślę, że to dlatego, że masz świeże pomysły. Akcja jest szybka, ale spójna.
Rozdział - wyższa szkoła uczuć, nie wiem który
Bardzo mi się nie podoba to co zrobiłaś z harry'm. Może to tylko moje odczucia ale zerwałaś całkowicie z jego kanonem i stworzyłas coś zupełnie innego. Jego postać by mi nie przeszkadzała - gdybym przez kilka lat nie czytała o tym uczciwym Harry'm. Jak Anakin został Vaderem też się wściekłam. Wiem, że tego nie zmienisz, ale nie rób tego więcej.
Podoba mi się to co czuła Josley...czyli to, że ten sex nie był taki różowy. Chociaż mimo wszystko to lekka przesada. Nie wiem, ale to jest plus
Wiem autorko, że nigdy nie przeczytasz mojego komentarza... jest za długi, ale pisanie go sprawia mi ogromną satysfakcję i tyle...i tak napiszę...
No więc rozdział 8 mam za sobą. Był lepszy od poprzednich. Akcja już spada (czy ja się mylę czy już jestem w połowie wszystkiego?). podoba mi się, że pogodziła się z Harry'm. To typowy tekst potterowskiej fanki, ale cóż - życie.
Dodatkowo się przyczepię do komentarzy pod rozdziałem 8 - nie napiszę do którego.
A więć
Są ficki, opowiadania, książki w których cała treść zawarta jest w głębokich opisach. To wcale nie znaczy, że są to treści głębsze. Dla przykładu w "Zaćmieniu", który niedawno skończyłam jest mnóstwo fatalnych przemyśleń i refleksji, pogrom opisów, a mimo to książka jest denna.
Ja myślę, że miarą wartości książki nie jest to ile ma stron, ale ile zawiera treści. Ja osobiście nie cierpię lania wody. To wcale nie znaczy, że nie lubię opisów - po prosto zrobić naprawdę dobry opis to sztuka i nie każdemu wychodzi. Nie można krążyć wciąż wokół tego samego tematu. Cały urok tego opowiadania tkwi właśnie w tym, że przyjemnie się to czyta.
I nie powiedziałabym, ze Josley to Mary Sue. Jak dla mnie to ona jest zakochaną w sobie, rozbestwioną (nie mylić z rozpieszczoną) nieco płytką nastolatką. Oczywiście ma dużo zalet, ale nie jest idealna i to mi się podoba...
Więcej tego edytować nie będę - po prostu napiszę kolejną odpowiedź
__________________
"- To miejsce wygląda jak cela więzienna - wykrztusił w końcu. - Nie mam pojęcia, jak możesz żyć w czymś takim.
- Za moją pensję ledwo, ledwo
- Jeśli trzeba, gotów jestem dopłacić, abyś mieszkał w miejscu, które nie będzie cuchnąć ani siarką, ani moczem.
- Mowy nie ma.
- Zmarł z dumy i smrodu. Masz epitafium w prezencie' "
Ostatnio edytowane przez alette : 09-10-2009 o 16:28.
|
|
|
| Narzędzia tematu |
|
|
| Wygląd |
Wygląd liniowy
|
Zasady postowania
|
You may not post new threads
You may not post replies
You may not post attachments
You may not edit your posts
kod HTML jest Wył.
|
|
|
Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 21:23.
|
|