|
07-21-2011, 10:26
|
#81
|
|
Urodzony, by rządzić światem
Zarejestrowany: Feb 2007
Posty: 6,239
|
To ja zamawiam. ; d
hahah, jakby nie było, wytłumaczenie DLA CHRISTINY: Piszę o tym, co się działo PODCZAS i PO poście Roziego (Gunnara).; )
Wszyscy na siebie spoglądali, jakoś tak dziwnie. Jak by to nie on... Jakby Voldemort był inny. Taki sprzed napadu.
-Może się rozluźnił. - powiedziała ni stąd ni zowąd Christina.
-Echh - westchnęła Blanca i odłożyła swój pusty kieliszek. Pikus, jako mężczyzna w tym zacnym gronie pięknych kobiet, od razu nalał jej kolejną lampkę whisky.
Wszyscy spoglądali na nią pytająco.
-Mogliśmy jego też zaprosić na naszą libację! - prawie wykrzyknęła te słowa.
-Hmmm, to byłby dobry pomysł. - rzekła Lucy. - Ale za szybko się deportował.
-Może miał jakieś swoje sprawy. - dodała Ginny.
Atmosfera jednak nadal nie była taka, jak poprzednio. Może to też dlatego, że nagle Gunnar krzyknął do Dominica, aż tamten podskoczył:
- Niech mnie szlag! Gdzie jest Fenrir?
- Nie wiem, od wczoraj się nie pokazał... - odpowiedział Dominic.
Półwilkołak wyskoczył zza swoje krwistego steku i wybiegł. Christina zdążyła jedynie tylko wykrzyknąć:
- Dokąd idziesz? - powiedziała Christina, nie usłyszawszy odpowiedzi.
Za Kwaterą było słychać trzask. Ginny wyjrzała przez okno, bo miała najbliżej.
- Deportował się! Co mu się stało?
-Nie mam bladego pojęcia... - wymamrotała Christina.
Na chwilę zapadła cisza i Dominic czuł się odpowiedzialny (; p) ją przerwać.
-Drogie Panie, jeszcze jedna kolejeczka. Proszę, proszę. - znów wszystkie wzniosły toast. - a w sumie to dlaczego tak kulturalnie sobie siedzimy?
Dziewczynom od razu przypomniały się libacje w Slytherinie, tańczenie na stole, a na końcu niektórym udawało się uprawiać seks z zupełnie nieznajomą osobą. Po pijaku, oczywiście.
Żeńska część grona uśmiechnęła się do siebie, wspominając te chwile. Pikus, który kiedyś też był w Hogwarcie, i w Slytherinie, wiedział, że tam się nic nie zmieniło - jeśli już to były jeszcze większe balangi niż wtedy, kiedy on uczęszczał do szkoły.
-Pijemy. - zawołała już trochę pijana Lucy i znów wszyscy wznieśli toast.
Voldemort deportował się. Nie chciał słyszeć tego zgiełku, tego hałasu, kiedy oni piją, śmieją się, flirtują... To mu przypominało jego młodość, jego własne przeżycia w Slytherinie jeszcze jako Tom Riddle. Udał się więc do zacisznego miejsca, w którym nikt nie mógł go znaleźć - lubił tam przebywać, pośród wody i trawy. I drzew.
Nikt nie wiedział, gdzie to się dokładnie znajduje. Nawet on sam.
Chciał dołączyć do swoich podopiecznych. Ale wiedział, że jeśli to zrobi, straci swój autorytet. Mimo wszystko, jak mniej się go bali, byłoby lepiej...
Czarny Pan stał tak, w czarnej pelerynie, odruchowo z różdżką w ręku i zastanawiał się, co począć.
W Salonie Śmierciożerców działa się już niezła imprezka. Nie przeszkadzało im to bynajmniej, że jest tylko jeden chłopak. Nie było tańczenia na stole, ale panowały dość pikantne rozmowy, równie ciekawe.
Wszyscy zapomnieli już o Gunnarze, który deportował się pod Kwaterą z trzaskiem, ale nikt go nie usłyszał. Christina wyszła akurat do swojego Pokoju, żeby się przebrać (było jej za gorąco) i trochę odświeżyć. Spotkała na schodach półwilkołaka.
- Gdzie ty byłeś?! - krzyknęła.
- Nie twój interes! -warknął chłopak. Kilka osób obejrzało się za tym hałasem, jednak Gunnar, zrezygnowany, poszedł do swojego pokoju. Christina wróciła do Salonu i zajęła swoją jeszcze ciepłą miejscówkę.
-Co mu jest? - spytała Blanca, młoda Johnson jednak tylko wzruszyła ramionami.
-Nie mam ochoty teraz z nim rozmawiać. - każdy to zrozumiał, spoko, nic się nie dzieje.
Wieczór ciągnął się coraz dłużej, a Voldemort się zastanawiał.
__________________
Kto jest śmierciożercą? Ja! Ktoś o tym wie? Może rzucę na niego Avada Kedavra?
"Jest wiele ważniejszych spraw niż moje delikatne serce."
Ostatnio edytowane przez Ginny_Weasley12 : 07-21-2011 o 10:44.
|
|
|
07-21-2011, 12:51
|
#82
|
|
Omijać szerokim łukiem
Zarejestrowany: May 2007
Lokalizacja: Camelot
Posty: 1,514
|
Cytat:
Napisał ginny_weasley12
hahah, jakby nie było, wytłumaczenie dla christiny: Piszę o tym, co się działo podczas i po poście roziego (gunnara).; )
|
-.-
Wirowało jej w głowie i nie chciała wstawać z bezpiecznego fotela. Tak jak zauważyła Ginny, nie był jeszcze 'wyleżany', ale dosyć miękki. Można było się w nim swobodnie zapaść. Jednak musiała iść do sypialni i zaprzyjaźnić się z Morfeuszem. Jutro musi wpaść do domu, zabrać kilka rzeczy i przetransportować tutaj.
Ciężko bo ciężko, ale wstała. Zachwiała się i złapała za głowę, usiłując bezskutecznie odgonić kręcącą się rzeczywistość. Jakoś nikt na nią nie zwracał uwagi. Tylko Lucy rzuciła jej przelotne spojrzenia, zaraz wracając do rozmowy z Blancą.
Przytrzymując się delikatnie różnych mebli i ścian, próbowała iść prosto, dostojnie. No cóż, gdy tylko zniknęła za drzwiami salonu przestała zważać na pozory. Zataczając się po wąskim korytarzu doczłapała się w końcu do drzwi. Z ogromną ulgą rzuciła się na łóżko. Miękka i pachnąca nowością poduszka stała się teraz jej najlepszą i zarazem jedyną przyjaciółką. Przelotnie pomyślała o tym, że w sumie mogła by się przebrać, ale po zamknięciu oczu nie miała siły już na nic. Powoli, zatapiała się w kraj sennych majaków. Z oddali usłyszała odgłos rozbijanego szkła. Gunnar szalejący samotnie w pokoju, albo imprezująca część Śmierciożerców. Co za różnica...
Ostatnio edytowane przez Christina : 07-21-2011 o 13:00.
|
|
|
07-21-2011, 13:42
|
#83
|
|
Czytelnik horoskopów
Zarejestrowany: Jul 2011
Lokalizacja: Zawiercie
Posty: 23
|
Aha, dla tych, którzy nie wiedzą jak wygląda Gunnar, niech spojrzą w moje zdjęcie profilowe 
__________
Pierwsze promienie słońca przebijały się przez zasłony. Naścienny zegar wskazywał 6.30. Gunnar otworzył oczy i rozejrzał się pokoju. W głowie huczało mu od wczorajszych wydarzeń. Dopuścił do siebie myśl, że to co zdarzyło się w nocy było tylko snem, lecz uzmysłowił sobie, że jednak to było na prawdę. Wstał z łóżka i podszedł do okna.
- Dzisiaj piękny dzień... - powiedział, uśmiechając się ironicznie. Wyszedł z pokoju kierując się na dół. Zszedł powoli po schodach nie chcąc naznaczyć swojej obecności. W kuchni cuchnęło alkoholem i potem. Gunnar zaśmiał się cicho, gdy zobaczył śpiących Dominica i Ginny opartych o stół. Dwie puste butelki Ognistej Whisky wskazywały na dobrą zabawę. Chłopak wyszedł z kuchni, kierując się na zewnątrz, ale usłyszał, że ktoś był w salonie.
- Witaj. - powiedział Voldemort siedzący na fotelu.
- Witaj, Panie. - odparł Gunnar, lekko zaskoczony jego obecnością o tej porze.
- Jak samopoczucie? - spytał.
- W porządku. Pewnie tak samo jak i tamci... - odpowiedział, spoglądając w stronę kuchni.
- Niech bawią się póki mogą, nie wiedzą kto przeżyje... - dodał Czarny Pan z lekkim uśmieszkiem. - Nie możecie zawieść. Śmierć tych rudzielców załamie Zakon, przez co staną się łatwym celem. A to już kolejny krok do naszego zwycięstwa!
- Nie zawiedziemy Cię Panie. - odrzekł Gunnar. - Jeśli pozwolisz, to Cię opuszczę...
- Oczywiście, idź. - rzekł Voldemort.
Gunnar skinął na pożegnanie głową i wyszedł na zewnątrz. Słońce oświetlało już cały ganek, w którym stał.
__________________
W służbie Czarnemu Panu...
Ostatnio edytowane przez Rozi : 07-21-2011 o 14:24.
|
|
|
07-21-2011, 19:22
|
#84
|
|
Świr wymagający opieki
Zarejestrowany: Aug 2007
Posty: 459
|
dobra zamawiam  kac gigant to moja specjalność hahah ;p joke ^^
Pikuś podniósł głowę i rozejrzał się po pomieszczeniu.
-Gdzie ja jestem? – pomyślał. Po chwili na jego twarzy pojawił się uśmiech gdy zobaczył nieprzytomną rudowłosą leżącą na stole.
-No to było grubo – zaczął się śmiać. W końcu czuł się rozluźniony, pewny siebie. Nie stresował się nadchodzącą akcją. Trącił delikatnie Ginny w ramię. Dziewczyna podniosła głowę na której panował całkowity nieład twórczy nazywany potocznie chaosem. Popatrzyła na Dominika i uśmiechnęła się równie szeroko.
-Ty flirciarzu… i z czego się cieszysz? Jak zwykle upiłeś wszystkich!! – pokazała mu język starając się doprowadzić swoje włosy do porządku.
Przez okno do pomieszczenia wpadały strugi światła co wskazywało na to, że przespali trochę dnia.
-Ciekawe jak tam reszta. Wydaje mi się, że to było nam potrzebne. Przynajmniej ja czuję się o wiele lepiej. Ostatnie wydarzenia… walki… ucieczki… przed Zakonem trochę mnie wyczerpały, tym bardziej że przez ostatni rok działałem sam. Nie ma to jak wrócić do przyjaciół. Teraz mogę skupić się na misji w stu procentach.
-W pewnym sensie się z tobą zgadzam – wymamrotała Ginny i ruszyła w kierunku salonu kręcąc uwodzicielsko swoimi biodrami. Dominic mimo, iż stawiał opór swojej naturze nie mógł się oszukiwać, gdyż zwyczajnie był wrażliwy na kobiece piękno i idąc za przyjaciółką śledził wzrokiem jej kocie ruchy.
Weszli razem do salonu gdzie ujrzeli Czarnego Pana. Dominic skinął głową w jego stronę patrząc mu w oczy. Voldemort uniósł jedynie dłoń po czym opuścił z klasą na poręcz fotela. Ginny również ukłoniła się pokornie, po czym usiadła na fotelu blisko Czarnego Pana.
- Zapamiętajcie wczorajszy wieczór, być może to ostatni wieczór dla was, bądź kolejny taki wieczór prędko się nie powtórzy. – powiedział zimnym i szorstkim głosem mistrz czarnej magii.
W tej samej chwili do salonu wpadła Christina z Blancą. Christina rozglądała się po pokoju i zgromadzonych w nim „wymiętych” śmierciożercach.
-Gdzie znów podziewa się Gunnar?? – zapytała Christina.
Czarny Pan kiwnął głową w stronę ganku. Christina miała lekki uraz do Gunnar’a po tym jak ją wczoraj potraktował. W końcu to ona uratowała go z opresji, a ten nawet nie raczył odpowiedzieć na jej proste pytanie. Usiadła na swoim fotelu. Blanca uczyniła podobnie jak jej przyjaciółka dodatkowo łapiąc za stojąca na stoliczku wodę. Wzięła kilka konkretnych łyków i odetchnęła z ulgą.
Po dłuższej chwili milczenia ciszę przerwał Gunnar.
-To może ustalimy w końcu plan działania?
Czarny Pan wstał z miejsca, a w salonie pojawił się ogromny wąż.
__________________
I'll become what I despise
Living someone else's life...
Ostatnio edytowane przez Pikus : 07-21-2011 o 21:53.
|
|
|
07-21-2011, 22:12
|
#85
|
|
Urodzony, by rządzić światem
Zarejestrowany: Feb 2007
Posty: 6,239
|
Cytat:
|
Po dłuższej chwili milczenia ciszę przerwał Gunnar.
|
Ej, ale chyba teraz go nie ma w Kwaterze, nie? xD
Kij.
-Taaak. - odezwał się Voldemort, patrząc na wszystkich tu obecnych... Ale najpierw.. Gdzie jest reszta? - spytał, patrząc głównie na Christinę, przy której stał kieliszek.
-Zaraz będą, Panie. Muszą się trochę... Ogarnąć, po wczoraj.
-W takim razie poczekamy na nie. - rzekł Czarny Pan.
-A co z Gunnarem? - spytała młoda Johnson.
-Wyszedł. - Gdy tylko zobaczył lekko rozgniewaną twarz blondynki, powiedział tylko. - Kontroluję sprawę, Christino.
Czekali tak jeszcze wszyscy w milczeniu, chociaż wnętrzności Ginny aż skręcały się z głodu. Podejrzewała, że nie tylko jej. Czarny Pan wyczytał jej myśli i uśmiechnął się lekko.
Wkrótce do grona dołączyła również Lucy, a także Blanca.
-Jesteśmy. - powiedział Voldemort. - Jutro, zaraz po północy, wychodzimy z Kwatery. Musimy zaatakować wtedy, kiedy jest ciemno, kiedy sklep jest zamknięty, ale Weasleyowie nadal tam są. O ile wiem, oni podczas tygodnia mieszkają na wyższym piętrze swojego sklepu, tak? - skierował to pytanie Ginny, a ta tylko pokiwała głową.
-W razie wyjątkowych sytuacji deportują się do domu, ale twierdzę, że dzisiejszej nocy takiej sytuacji nie będzie. Wracają do Nory tylko na weekendy.
-Dobrze więc. Zaatakujemy, gdy będą spali. - odezwał się znów Voldemort.
Zapadła cisza.
-To znaczy, że... - zaczął Dominic. - przyjdziemy tam po prostu w środku nocy i napadniemy na nich?
-No a co? Na spontana najlepiej, prawda? - Voldemort nawet lekko się uśmiechnął. - Nasz plan to zabicie tych dwóch Bliźniaków. Jest ich tylko dwóch. Was jest sześcioro.
-Was? - powtórzyła Ginny.
-Powierzam wam tę misję. Nie będzie mnie na niej. To chyba nie zrobi żadnej różnicy. Będę potrzebny przy poważniejszych zadaniach, w których będzie brał udział również Harry Potter.
-Weasleyowie nie są tacy głupi. - odezwała się Blanca. - Na pewno mają jakieś zabezpieczenia, zaklęcia niepozwalające przedostanie się do ich budynku.
-Tak, panno Evans. - zgodził się Voldemort. - Niektórzy z moich podopiecznych znają jednak zaklęcia, które niszczą bariery ochronne. Kiedyś ich tego nauczyłem. Poradzicie sobie z tym.
Blanca popatrzyła po kolei na twarze Śmierciożerców i zauważyła, że lekko kiwają głowami. Nie będzie to problem.
Nie będzie problemu ich zabić, lecz będzie problem wymazać ich z pamięci. - pomyślała Ginny. Dominic patrzył na nią. Mimo, iż nie opanował oklumencji tak dobrze jak Voldemort, był pewien, o czym myśli jego przyjaciółka. Zresztą, co tu dużo mówić - wszyscy się tego domyślali.
Czarny Pan przerwał ciszę słowami:
-Jeśli ktoś ma jakieś dokładniejsze plany co do napaści, proszę mówić. Rozważymy każdą propozycję.
__________________
Kto jest śmierciożercą? Ja! Ktoś o tym wie? Może rzucę na niego Avada Kedavra?
"Jest wiele ważniejszych spraw niż moje delikatne serce."
Ostatnio edytowane przez Ginny_Weasley12 : 07-21-2011 o 22:31.
|
|
|
07-22-2011, 09:37
|
#86
|
|
Świr wymagający opieki
Zarejestrowany: Aug 2007
Posty: 459
|
ale Gun sie obudził o 6.30 a my przespaliśmy pół dnia;p założyłem ze już wrócił...a co robił to pewnie sam opisze;p
__________________
I'll become what I despise
Living someone else's life...
|
|
|
07-24-2011, 22:08
|
#87
|
|
Omijać szerokim łukiem
Zarejestrowany: May 2007
Lokalizacja: Camelot
Posty: 1,514
|
Wszyscy popatrzeli po sobie. Jakoś nikt nie kwapił się do jakiś konkretniejszych ustaleń. W końcu jednak Christina westchnęła głośno i załamując teatralnie ręce oznajmiła.
- Plan ten sam co zwykle, przy napaści. Wchodzimy, zabijamy co się da, wychodzimy, wyczarowujemy Mroczny Znak i znikamy aurorom sprzed nosa. To chyba proste.
Czarnemu Panu delikatnie zadrgały kąciki wąskich ust. Oczekiwał jednak reakcji innych.
- Nie uważasz, że jednak powinniśmy coś ustalić? - zapytał niepewnie Dominic.
- A po co? Jak coś pójdzie nie tak, to plan tak czy siak weźmie w łeb. Zresztą, ich jest tylko dwóch. Mogłabym iść sama, tak w gruncie rzeczy.
Ale wiedziała, że nie pójdzie. Po ostatniej klęsce, nie czas na brawurowe akcje. Trzeba trzymać się razem, żeby znowu nie dać się rozgromić.
- W takim razie, chyba nie musicie się niczym martwić, aż do jutra. - powiedział Czarny Pan, a w pomieszczeniu od razu zrobiło się cicho. - Możecie się rozejść.
Wstali, nie mając ochoty przebywać z Voldemortem dłużej niż potrzeba.
Christina poczuła nieproporcjonalnie długie palce na swoim nadgarstku. Spojrzała w czerwone oczy. Nie wzdrygnęła się.
- Tylko bez jakiś nieodpowiedzialnych, samotnych akcji, dobrze? Nie możemy pozwolić sobie na straty. Zwłaszcza wyszkolonych Śmierciożerców.
- Panie, ich jest przecież raptem dwóch i będą spa...
- Nie! - przerwał jej - Macie działać razem. Zrozumiałaś?
- Tak, panie.
Odeszła spiesznie.
Usłyszała ciche pukanie. Dopiero co się położyła, kto mógł coś chcieć? Przecież jeszcze nie wyruszają. Ze złością odrzuciła kołdrę i podeszła do drzwi. Otworzyła je i zaskoczona wpatrywała się w błękitną toń oczu Gunnara. Przypominały dwie bryłki lodu.
- Mogę wejść? Chciałem pogadać.
- Ja..jasne.
Zaprosiła go gestem. Przysiadł na łóżku. Blondynka krótkim machnięciem różdżki zapaliła świece w staromodnym żyrandolu. Usiadła obok chłopaka czekając na rozmowę, która musiała być bardzo ważna, skoro nie mogła poczekać na ranek.
- Czy to dobry pomysł, żeby brać ze sobą Ginny? - zapytał wprost, nie owijając w bawełnę.
Zamrugała kilkakrotnie, próbując ukryć zdziwienie.
- A czemu nie?
- Bo to jej bracia. Nie sądzisz, że będzie próbowała ich bronić, zlitować się nad nimi?
- Nie. - odpowiedziała stanowczo. Bardziej obawiała się siebie samej, ale nie mogła mu tego powiedzieć.
- No nic, ty znasz ją lepiej.
Wstał z łóżka i podszedł do drzwi. Przystanął, z dłonią na klamce.
- Przepraszam za tak późną porę. - powiedział z wrednym uśmieszkiem.
- Odpłacę ci się kiedyś. Z nawiązką. - odgroziła mu się. Leżała już w ciemnej pościeli.
Drzwi zamknęły się cicho.
***
Z głośnym trzaskiem deportowali się u "Borgin'a i Burkes'a". Woleli to zrobić tutaj, niż na Pokątnej, po której, mimo środka nocy, ktoś mógł wędrować.
|
|
|
07-24-2011, 22:40
|
#88
|
|
Jeszcze zdrowy miłośnik fantasy
Zarejestrowany: Feb 2010
Lokalizacja: Inny wymiar...
Posty: 191
|
Lucy była zdenrwowana, wystraszona, podniecona, szczęśliwa, ale i skupiona oraz zdetermnowana, trudno było jej sie dziwić, to była jej pierwsza akcje w szeregach śmierciożerców, nie chciała nawalić. Deportowali się w sklepie, a następnie wyszli z niego w ciemną noc, nie wiedząc co ich czekach dla pozozstałych było to zwykła dość prosta akcja, mieli przecież znaczna przewagę liczebną, ale zawsze należy byc czujnym.
Wyciągnęli różdżki i dokładnie obserwowali okolicę, gdy upewnili się, że są sami, powoli i bez pośpiechu, jeden za drugim skradali się pod sklep bliźniaków. Wszyscy mieli takie same bezwzgledne miny, a w ich oczach widac było grozę, przyświecał im cel i nie mieli zamiaru okazać litości czy strachu.
Christina zastanawiała się jak zachowa się gdy przyjedzie jej podnieść różdżkę na te znane i sympatyczne twarze, czy da radę zrobic to do czego jest zmuszona? Musi inaczej sama zginie, przecież jest Christiną, śmierciożerczynią, to ona, pozbawiona skrupułów.
Ginny również w głębi duszy, może sama nie do końca dopuszczała do siebie to uczucie, ubolewała, nad koniecznością, zrobienia tego co ją czekało. Fred i George - zawsze ich lubiła, byli najlepsi z calej jej rodziny, mimo, że byli po tej "dobrej" stronie. Nie nie to nie jej rodzina, teraz jest śmierciożerczynią i to jest jej nowa rodzina, o ile można tak nazwać grupę, zajmujaca się głównie zabijaniem i zdobywaniem potęgi.
Niestety nie mam pomysłu na sam atak.
__________________
"Udało się dostali w kość, niech żyje Potter nam!
A Voldek gnije w piekle, za którym tęsknił sam."
Irytek
Ostatnio edytowane przez DAGA POTTER : 07-24-2011 o 22:55.
|
|
|
07-24-2011, 23:23
|
#89
|
|
Fan "Strefy 11" i tarota
Zarejestrowany: Jul 2011
Lokalizacja: myslovitz (;
Posty: 91
|
Kiedy Voldemort pozwolił im się rozejść, Blanca udała się do swojego pokoju. Nadal był nieurządzony, w końcu kiedy mogła się tym zająć, skoro większość jej czasu spędzonego w Kwaterze Głównej zajęło jej 'integrowanie' się z resztą śmierciożerców.
Usiadła na łóżku i rozglądała się po ciemnym pokoju. Gdyby nie mała lampka na stoliku nocnym w pokoju nie byłoby widać kompletnie nic. Zaczęła rozpakowywać swoje walizki. W zasadzie wzięła tylko ubrania i kosmetyki. Żadnych rzeczy, które mogłyby jakoś urozmaicić ten ciemny pokój. Muszę wrócić do domu. Cholera.
Stanęła na progu drzwi swojego pokoju i krzyknęła -Ginny!
-Co jest? -dziewczyna wychyliła się z salonu.
-Masz ochotę mi pomóc? -Blanca uśmiechnęła się zachęcająco.
-Nie. -Weasley pokazała jej język i wróciła do salonu.
-Ginny, naprawdę potrzebuje Twojej pomocy! -tym razem w głosie Evans słychać było wyraźną prośbę.
-Przecież wiesz, że żartowałam. Uwielbiam wyprawy w ciemno, a znając Ciebie.. pokażesz mi coś ciekawego, co?
-Lazurowe Wybrzeże. Musze wybrać się do domu moich rodziców, a nie chce iść tam sama. Mogę na Ciebie liczyć?
-Zaraz będę gotowa. Muszę ubrać się w coś bardziej mugolskiego.
Blanca wróciła do pokoju, zabrała różdżkę, zgasiła lampkę i wyszła.
***
Mocno mnie trzymaj. -powiedziała Blenci i już po chwili obie wirowały. Teleportacja trwała długo, a dziewczynom zaczęło kręcić się w głowie. Ginny co jakiś czas mocniej zaciskała palce na ramieniu towarzyszki, jakby chciała przez to powiedzieć 'niech ta droga się już skończy...'Nagle trzasnęło. Aportowały się na pięknej plaży.
-Właściwie... nigdy nie mówiłaś, że jesteś francuską! -krzyknęła Weasley z oburzeniem.
-Bo nie jestem. -uśmiechnęła się Blanca. -Moi rodzice i siostra zamieszkali tu, kiedy Hanna poszła do Hogwartu. Nie wiem, dlaczego nie mogła wychowywać się w Lonydnie, jak wszyscy -wywróciła oczami.
Szły brzegiem plaży, a robiło się coraz ciemniej. Jutro o tej porze pewnie będą już w drodze... Evans pospiesznie ogoniła od siebie te myśli, nie chciała martwić Ginny.
-Zbliżamy się do portu, a stamtąd już niedaleko. -powiedziała.
-W zasadzie czemu nie mogłyśmy się aportować prosto pod Twoim domem?
-Na naszej ulicy większość rodzin to mugole, a nie chcę wzbudzać sensacji i robić problemów rodzicom...
-Wiedzą, że przyjdziesz?
Blanca zawahała się. Nie wiedziała co odpowiedzieć.
-Nie. -odrzekła zgodnie z prawdą.
Weasley chciała chyba jeszcze o coś spytać, ale zobaczyła znaną minę rudowłosej i przemilczała to.
W końcu zobaczyły przed sobą duży, biały dom.
-Wow, macie basen?! -krzyknęła Ginny.
-Skorzystamy z niego kiedy indziej, obiecuję.
Nie chciała marnować czasu na kąpiele w basenie, kiedy jej rodzice byli w domu. Chciała się stąd jak najszybciej ulotnić. Ginny patrzała na nią taki wzrokiem, że serce Evans zaczęło mięknąć, ale szybko się opanowała i rzuciła tylko krótkie:
-Nie.
Dziewczyny podeszły do drzwi. Blanca z wahaniem zapukała trzy razy.
-Nie wchodzisz bez pukania do swojego domu? - syknęła Ginn. Ta tylko pokręciła głową i nakazała milczenie.
Drzwi otworzyła jej matka. Jak się Ginny wcześniej dowiedziała od Blanci, jej matka pracowała w Proroku Codziennym, była redaktorką. Cóż, akurat stojąc w drzwiach miała na sobie jakąś starą szatę, taką "do kuchni i do ogrodu", a w ręku różdżkę oczywiście. Gdy zobaczyła swoją córkę, szczęka jej opadła, a oczy zrobiły się okrągłe.
-Co... Co ty tu robisz? - powiedziała i zaraz spojrzała na osobę towarzyszącą swojej córce, nieznacznie do niej podobną.
-Przyszłam po kilka swoich rzeczy. - i nie mówiąc nic, weszła do domu, spychając jednocześnie swoją mamę z progu drzwi. - Ginny, chodź, mam pokój na piętrze.
I obie zaczęły wchodzić po schodach. Weasley rozglądała się ciekawie. Zauważyła, że dom był dość bogato wyposażony, w przeciwieństwie do Nory, w której się wychowywała, ale nie robiło to na niej wrażenia. Blenci nigdy nie sprawiała wrażenia 'zamożnej panienki z miasta', więc pewnie nie była zżyta z rodzinnym domem.
-Jesteś bardzo podobna do matki.
Evans nie odpowiedziała. Przed oczami wciąż miała zaskoczoną mamę, stojącą w progu drzwi domu. Była podobna, to fakt. Choć oczy Nelly Evans aż raziły niebieskim odcieniem, a włosy miała ciemniejsze niż córka, Blanca była młodszym klonem matki.
To, że ją dzisiaj spotkała, że znowu ją zobaczyła nie było dla niej łatwe. Chciała zapomnieć o wszystkich chwilach, kiedy była z Nelly tak blisko...
-To mój pokój. -rzuciła zachęcającym tonem w stronę swojej towarzyski.
Oczy Ginny powiększyły się, jakby chciała naraz objąć wzrokiem cały pokój. Po jasnoszarych ścianach spacerowały... koty! Były namalowane, ale magia pozwalała im na kocie brojenie. Wyraźnie ucieszyły się na widok Blenci, a ta podeszła do ściany i przejechała delikatnie po trzech kocich brzuszkach. Zwierzątka nie wydawały żadnych odgłosów.
-Słodkie są, prawda? -zagadnęła rudowłosą.
Ginny uśmiechnęła się promiennie.
-Podobasz im się! -w głosie Blanci słychać było zaskoczenie. -Zwykle źle reagują na gości, wolą swoje własne towarzystwo. Mnie tolerują, bo jestem ich stworzycielką, no i trochę się namęczyłam, żeby je wyczarować. Nie udało mi się tylko nadać im głosu, nie wiem dlaczego.
-Bo pewnie używałaś tego zaklęcia, które nadaje głos patronusom, prawda?
-No tak.
-Zabierasz je do Kwatery Głównej? Znam zaklęcie nadające głos przedmiotom martwym.
Blanca skinęła głową i zaczęła pakować swoje rzeczy. Pościągała ze ścian obrazki, spakowała kilka albumów z ruchomymi zdjęciami, zaczęła pakować całkiem przypadkowe rzeczy, ściągnęła nawet firanki z okien, gdy nagle... drzwi się uchyliły.
Stanęła w nich brązowowłosa dziewczyna i zszokowana patrzała na siostrę.
-Blanca? -zaczęła niepewnie. -Blenci, co Ty tu robisz?! -I podbiegła do rudowłosej szybko, rzuciła się na nią i mocno przytuliła...
Weasley nie wiedziała jak się zachować, przez chwilę patrzała na siostry. Po chwili.. poczuła się dziwnie. Zobaczyła, że na twarzy sióstr Evans lśnią łzy. Odwróciła głowę. W gardle miała wielką gulę. Przypomniała sobie o swoich braciach, na których śmierć będzie musiała jutro patrzeć. Zacisnęła dłonie w pięści.
-Hanno, dlaczego nie jesteś w Hogwarcie? Przecież rok szkolny trwa!
-Wiem Blenci, ale kiedy uciekłaś... kiedy zostawiłaś mnie samą... ja nie chciałam już tam wracać.
-Oszalałaś?! Wiesz czym się zajmuję, nie jestem Ci już potrzebna! W tym roku masz SUMY! -ruda krzyczała.
-Tak, ale ja Cię potrzebuję! Jak mogłaś tak po prostu uciec, nawet się ze mną nie pożegnałaś! -Hanna również straciła panowanie nad emocjami.
-Cicho, bo mama nas usłyszy. Wróciłam tylko po swoje rzeczy...
-I co, znowu odejdziesz? Znowu mnie tu zostawisz?!
-Odwiedzę Cię jeszcze, obiecuję.
Była to druga obietnica tego dnia, którą złożyła. Wiedziała jednak, że tej nie będzie tak łatwo spełnić.
-Wyślę do Ciebie sowę, kiedy rodziców nie będzie w domu. Jeżeli... jeżeli nie będziesz miała wtedy jakiś... 'obowiązków'... to.. zobaczymy się, prawda? -młodsza Evans z trudem wypowiadała co niektóre słowa.
-Prawda.
Siostry jeszcze raz mocno się przytuliły. Hanna spojrzała na Ginny.
-Zastąp mnie czasem, kiedy będzie kogoś potrzebować.
W oczach Weasley lśniły łzy. Ale była twarda, nie mogła się rozkleić. Skinęła głową w stronę Hanny i wymusiła uśmiech. Chciała, żeby był szczery, ale tyle emocji teraz chciało się z niej wydostać!
Blanca sprawnym ruchem spakowała resztę swoich rzeczy. Podeszła do siostry, pocałowała ją w czoło i pociągnęła Ginny za rękę.
-Wyskoczymy przez okno, dobrze? -dostrzegła niepewną minę Weasley. -Nie ma wysoko, poza tym jesteśmy CZAROWNICAMI!
Ginny wzniosła oczy ku sufitowi, ale trzymając za rękę śmierciożerczynię dała nura w dół. Wylądowały zgrabnie i lekko, jak na damy przystało.
-No to teraz.. kierunek dom. -powiedziała z uśmiechem Blanca i dziewczyny teleportowały się do Kwatery Głównej Śmierciożerców.
__________________
'And it feels
And it feels like
Heaven's so far away
And it feels
Yeah it feels like
The world has grown cold
Now that you've gone away'
Ostatnio edytowane przez Blanca-Evans : 07-25-2011 o 15:02.
|
|
|
07-24-2011, 23:23
|
#90
|
|
Czytelnik horoskopów
Zarejestrowany: Jul 2011
Lokalizacja: Zawiercie
Posty: 23
|
Zamawiam do jutra rana (tj. okolice 12)
__________________
W służbie Czarnemu Panu...
Ostatnio edytowane przez Rozi : 07-25-2011 o 00:31.
|
|
|
| Narzędzia tematu |
|
|
| Wygląd |
Wygląd liniowy
|
Zasady postowania
|
You may not post new threads
You may not post replies
You may not post attachments
You may not edit your posts
kod HTML jest Wył.
|
|
|
Podobne wątki
|
| Wątek |
Autor wątku |
Forum |
Odpowiedzi |
Ostatni post / autor |
|
Śmierciożercy
|
Nacia1234 |
Kosz |
375 |
06-14-2011 17:41 |
|
Śmierciożercy
|
Angela Johnson |
Kosz |
1064 |
09-29-2008 20:58 |
|
Śmierciożercy.
|
Sherry |
Kosz |
123 |
02-19-2008 14:42 |
|
*Śmierciożercy*
|
Dziedzic Gryffindora |
Kosz |
1355 |
01-29-2008 19:26 |
|
Śmierciożercy
|
Draco Malfoy |
Kosz |
1994 |
05-27-2007 20:43 |
Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 10:32.
|
|