Opowiadanie znajdujące się poniżej, chronią prawa autorskie. Jest ono alternatywnym zakończeniem wielotomowej powieści o Harrym Potterze (to nie jest spoiler!). Liczę na Wasze komentarze i opinie, które ułatwią mi pisanie dalszych części.
Ukazuje się również na blogu mu poświęconym: http://harrrypotterfanfic.blog.onet.pl/
Rozdział Pierwszy
Sąsiedzi
Wakacje Harry`ego upływały, jak co roku, wśród wymówek, złośliwości, ale i spojrzeń pełnych strachu o zakłócenie normalności i prozy życia Dursley`ów. Wuj Veron nadal zajmował się produkcją świdrów, Dudley dręczeniem słabszych wspólnie ze swoją bandą, a ciotka Petunia dbaniem o nieskazitelną, higieniczną czystość każdego kąta w domu przy Privet Drive numer cztery. Zajęcie ciotki poszerzało się również o podglądanie przez kuchenne okno swoich sąsiadów. Dzień za dniem upływały, bliźniaczo podobne do siebie, zbliżając Harry`ego do swoich siedemnastych urodzin, które w świecie czarodziejów nadawały mu pełnoletność. Do tego czasu Harry zobowiązany był do mieszkania u Dursley`ów. W jego planach na resztę wakacji po 30 lipca było udanie się w podróż tropem Lorda Voldermota.
Wydarzenia z ostatniego roku spędzonego w Hogwarcie przekonały go do stawienia czoła swojemu przeznaczeniu. On,Harry nie może przecież narażać nikogo ze swoich bliskich na niebezpieczeństwo przez kontaktowanie się z nim. Dobrze wiedział, że to właśnie on, niespełna siedemnastoletni chłopak jest celem największego przestępcy w świecie czarodziejów, że jego wróg nie spocznie dopóki nie zabije Harry`ego.
Prorok Codzienny rozpisywał się ze wzmożoną siłą na temat Wybrańca i rzekomej treści przepowiedni. Po śmierci Dumbledore`a czarodzieje potrzebowali kogoś, kto mógłby dać im nadzieję, na zakończenie prześladowań i morderstw dokonywanych na zarówno rodzinach czarodziei jak i mugoli.
Do pokoju Harry`ego wpadł bezceremonialnie wuj Veron, czerwony na twarzy i podenerwowany.
- Masz natychmiast zejść do kuchni – wybąknął i trzasnął za sobą drzwiami.
Chłopiec westchnął zastanawiając się, co znowu mógł zrobić. Od czasu ataku dementorów na Dudley`a Harry`ego obwiniano za wszystkie niepowodzenia i wypadki, a ostatnio nawet za zepsuty toster.
Nie śpieszył się, by wykonać polecenie wuja. Za oknem usłyszał furkot samochodu. Wyjrzał przez nie.
Do domu obok wprowadzała się jakaś rodzina. Ciotka Petunia mówiła o tym od tygodnia. Mówiła, że to rodzeństwo, stracili w wypadku rodziców.
Przez chodnik szła właśnie para.Jedną z osób był długowłosy, młody mężczyzna w wieku około dwudziestu pięciu lat. Czarne włosy miał związane w ciasny kucyk, który opadał na szerokie ramiona. Miał szczupłą sylwetkę, jednak nie można było go nazwać słabeuszem.
Przez chwilę wydawało się Harry`emu, że spojrzał się w okno jego pokoju. Ich oczy spotkały się. Harry`ego przebiegł dreszcz. Wyczuł delikatne wibracje w powietrzu.. Zastanawiał się, jak ten człowiek nie mógł się wydać ciotce chociaż odrobinę… dziwny.
Za mężczyzną stała z założonymi na piersiach i widocznie z czegoś nie zadowolona młoda dziewczyna. Równie czarne włosy, jak u brata swobodnie opadały na ramiona sięgając prawie do pasa. Nastąpiła pomiędzy nimi krótka wymiana zdań i skierowali się do domu Dursley`ów.
Harry zbiegł szybko po schodach do salonu. Ciotka głośno ogłaszała, że ci młodzi sympatyczni sąsiedzi mają złożyć im wizytę. Zaciekawiony ta para postanowił, że nie może tego przegapić.
Przez chwilę wydawało mu się, że wyczuwa coś wyraźnie magicznego w spojrzeniu długowłosego. Jednak nie chciał dopuszczać do siebie tej myśli. Para czarodziejów na Privet Drive…
Gdy dotarł na miejsce wuj Veron i ciotka Petunia właśnie witali gości, przedstawiając im swojego syna. Wuj uścisnął długowłosemu dłoń i swoimi wąsami ledwo dotknął dłoni dziewczyny. Młody mężczyzna spojrzał pytająco na wuja gdy spostrzegł Harry`ego. Chłopak nie mógł oprzeć się wrażeniu, że wcale nie słuchał słów wuja cały czas przyglądając mu się z wrogim rozglądali jednocześnie zaciekawionym spojrzeniem. Harry zauważył,że wzrok mężczyzny spoczął na jego bliźnie. Odruchowo przykrył ją włosami, po czym uścisnął mu dłoń.
- Mordimer Blackquarter, Harry.Miło mi cię poznać. – odparł długowłosy.
Miał pociągłą, symetryczną twarz,jasną karnację tak jak siostra i szary,wręcz stalowy kolor oczu otoczonych ciemną linią rzęs.
- Poznaj proszę moją siostrę- powiedział wskazując dziewczynę. – Cherem.
Dziewczyna podała dłoń Harry`emu i uśmiechnęła się. Kiedy spojrzał w jej jadowicie zielone oczy, zupełnie inne od oczu brata, Harry poczuł oślepiający ból w miejscu blizny.
- Wiem czego pragniesz i co zamierzasz zrobić Harry Potterze…
Po tych słowach, których wujostwo prowadząc Mordimera Blackquarter nie słyszeli, ból przeszywając skroń minął.
- Kim ty.. – wyszeptał, ale dziewczyna mu przerwała.
- Chyba mamy ze sobą coś wspólnego – powiedziała Cherem i puściła jego dłoń. W tym momencie Harry zobaczył, że jej ręka od łokcia po nadgarstek jest przewiązana bandażem.
Harry poczuł, że zaschło mu w ustach. Zamierzał po swoich urodzinach udać się w podróż do Doliny Godryka i od tego miejsca zacząć swoje poszukiwania reszty horkruksów, dopóki, dopóty nie zniszczy wszystkich i nie stanie twarzą w twarz z Vodemortem. Zastanowił się – ten bandaż, ten ból po dotknięciu ręki dziewczyny i ta aura , która otacza tą dziwną parę, słowa Cherem, które brzmiały jak groźba. Harry był przekonany, że na Privet Drive, tuż obok domu jego wujostwa wprowadziła się para śmieciożerców.
____________________________________
* Blackquarter - "black" - czarny, "quarter"- ma wiele znaczeń, oto kilka możliwości: kwatera, źródło, czwarta część, dzielić na cztery, kwadra księżyca, litość
*Cherem - w języku hebrajskim znaczy "klątwa"