Lecąc w tył wykonał zgrabny przewrót, wyciągnoł
ródżkę i rzucił na drzewo Krzycha zaklęcie niewerbalne.
Z drzewa (dębu) zaczęły spadać gruszki.
-Kurczę. Nie to zaklęcie. - powiedział głośno

i szeptem
dodał- Sorrki. Widać nie doszedłem do siebie po utracie Anki.-

I poszedł w stronę jeziora, by usiąść i powspominać wspólne chwile.