|
Moderator
Zarejestrowany: Mar 2008
Posty: 1,687
|
Cedrik, łazienka i różowe dywaniki
Cześć ;D Przedstawiam Wam moją miniaturkę o Cedriku. Cóż, może i nie jest dobra, ale kazano przenieść =)
Cedrik, łazienka i różowe dywaniki.
Siedziałem w wygodnym, obitym żółtym pluszem fotelu. Ugh, zwymiotować można od nadmiaru tego koloru. Co mi po nim? Tylko drażni moje delikatne oczy. Podniosłem swoją rękę, by przyjrzeć się uważnie sygnetowi z rzadkim, czarnym diamentem w środku. Taaak... Ojciec trafił w sedno kupując mi coś takiego. W końcu ktoś taki jak ja powinien poczuć w swoim życiu choć trochę luksusu. Nie, żebym sądził, że należy mi się szampan, kawior i jakaś panna w łóżku rano, ale...
Z cichym prychnięciem wstałem i spojrzałem na wielki zegar zawieszony nad kominkiem. Mosiężna wskazówka wybijała właśnie równo dziewiętnastą. Ruszyłem przed siebie, uprzednio wygładzając szatę. Matka nie pozwoliłaby mi, bym chodził po szkole jak jakiś totalny menel. Starając się iść jak najzgrabniej, nie za bardzo kołysząc biodrami, zauważyłem, że w kącie pokoju wspólnego dzieje się coś dziwnego. Udawając, że schylam się po coś, dyskretnie zerknąłem na stolik, przy którym działo się coś, co było dla mnie zupełnie bulwersujące. Co by powiedzieli na to rodzice! Och, to takie haniebne dla Hufflepuffu...
- Czyście poszaleli!? Jak śmiecie hańbić dobre imię naszego domu!? Jakim prawem!? - krzyknąłem władczo w strone wandali, którzy właśnie opróżniali kolejną butelkę wina... Na dodatek jakiś rozanielony blondas z siódmej klasy trzymał na kolanach jakąś piątoklasistkę! Piątoklasistkę, no nie! Wyobrażacie sobie? Że też te dziewczęta nie mają wstydu... Szlag by to... Myślałem, że się opluję.
- Na takie coś nie będę pozwalał! O nie! Jako kapitan drużyny Quidditcha i prefekt domu, rozkazuję...
- Och, zamknij się, Diggory... - powiedział ów blondas. Wydąłem policzki, spojrzałem na niego oskarżycielsko i odwróciłem się na pięcie.
- Jeszcze pożałujesz! - prychnąłem. Z ich niewdzięcznych gardeł wydobyły się rubaszne zdania, które raniły moje delikatne uszy. Byłem doprawdy zbulwersowany. Jak oni mogli!? Jak!? Tak pogwałcić szkolny regulamin... Upijać się i jeszcze na dodatek sprowadzać na złą drogę nastolatki! Piątoklasistki! One powinny uczyć się jak być wyśmienitymi czarownicami, a nie jak wyśmienicie dać sobie włożyć rekę pod bluzkę! Ugh, nawet, kiedy o tym myślę wstrząsają mną dreszcze zniesmaczenia! Jestem ciekaw czy w ogóle się zabezpieczają. Aż zapiszczałem na samą myśl. Kilka głów odwróciło się w moją stronę. Spuściłem swoją.
Przeszedłem przez pokój szybkim krokiem, dbając o to, żeby moja szata powiewała na wietrze. No i żebym wyglądał groźnie, prawda? Taaak.
Zauważyłem te spojrzenia. Siedziały jak babusie w kółku różańcowym na fotelach przy kominku. Zaczęły chichotać. Zwolniłem odrobinę. Wiedziałem, że potem będę żałować, ale dałem się ponieść mojej próżności. Cóż. Blondynka odchrząknęła:
- Cedrik! - jej sopran dotarł do moich uszu. Skrzywiłem się odrobinę. Czy w końcu kiedyś to się skończy!? Kiedy moje Superdelikatne Uszy przestaną być dręczone? Kiedy?
- Taaak? - spytałem, opierając się o gzyms kominka. Wiedziałem, że tak wyglądam najlepiej. Dziewczyny znowu zachichotały. Popatrzyły po sobie.
- Czy... - powiedziała jedna, całkiem zgrabna, która siedziała na fotelu zaraz przy wesołych, pomarańczowych płomieniach. - Czy miałbyś ochotę wpaść dzisiaj do nas do dormitorium?* Powiedzmy... O 23:00? - jej głos wraz z tym, jak się zaczerwieniła, zadziałał na mnie dość kusząco. Jednakże... Zastanówmy się dobrze. Czy opłaca się mieć jutro rano wory pod oczami? Czy opłaca mi się zużywać kolejną maseczkę Vichy? Matka tyle mi ich przesyła... A ja w takim tempie je marnuję. Czy to wszystko ma sens dla zwyczajnych kilku autografów? Bo, oczywiście, o autografy im chodziło. Autograf Sławnego Cedrika Diggory'ego. Najpiękniejszego, najprzystojniejszego, najlepszego...
- Cadrik! Halo! Ziemia! - zobaczyłem machającą mi przed oczami dłoń. Skrzywiłem się i spojrzałem na właścicielkę palców i nadgarstków, które poobwieszane były różnorakimi pierścionkami i bransoletkami. Skrzywiłem się jeszcze mocniej. Moja matka nigdy nie zaakceptowałaby czegoś takiego! To niedorzeczne. Twarz dziewczyny była pokryta kilkuwarstwową tapetą, na powiekach brokatowy cień, który wyglądał ohydnie. A na ustach... Wytrzeszczyłem oczy. Na ustach wściekle różowa szminka. Wrzasnąłem. Miałem ochotę uciec stamtąd, myślałem, że zobaczyłem nosorożca, który wyszedł spod prysznica, gdzie nacierał się pachnącymi i nabąbelkowanymi... Okej. Stop.
- Przepraszam, zamyśliłem się. - mruknąłem odsywając się dyskretnie od Nosorożcowej. - Wybaczcie, moje drogie, nie, niestety nie mogę przyjąć waszego zaproszenia, aczkolwiek to bardzo miłe z waszej strony. Do zobaczenia. - wymuszony uśmiech, ciepłe spojrzenie i zgrabny odwrót.
- Ach, jak on pięknie się wysławiaaaa... - zawyła jedna, myśląc, że jej nie słyszę. Usmieszek próżności znów zawitał na moich ustach. Odchodząc lekkim krokiem, zdołałem przejrzeć się jeszcze w srebrnej tacy, opartej na staromodnej komodzie. Taak. Piękne, szlachetne rysy. Usta, które co noc smaruję miodem. Taak. Taak. Taak. Jestem pociągającym młodzieńcem, jak zawsze mówiła moja babcia. Uśmiechnąłem się. Wyszedłem na zewnątrz. Było cicho. Jak zwykle, pod pretekstem patrolowania korytarzy udałem się do łazienki prefektów. Jakże lubił tam chodzić. Bąbeeelki, duuużo bąbelków. Wyszczerzyłem się na samą myśl.
Nim dotarłem do celu, zdążyłem jeszcze zmierzwić parenaście razy moje piękne, jedwabiste, gładkie, miękkie w dotyku, a zarazem utrwalane pianką Vella Flex, włosy. Położyłem zgrabne palce na klamce. Nacisnąłem ją i ujrzałem raj na ziemi. Mnóstwo bąbelków! Taaak. Każda jedna chciałaby, żebym ją zabrał właśnie tam - do jednego z najwspanialszych
miejsc pod słońcem, krainy rozkoszy, bąbelkowej wyspy marzeń, pachnącego Edenu - Łazienki Prefektów. Zrzuciłem wierzchnie ubranie i wskoczyłem do wody. Gorąca, pachnąca,
obmywała moje adonisowe ciało z delikatnym dreszczem, zapewnianym przez bąbelki.
- Koooocham bąbelki! Bąbelkiiiiiiiii! - zawyłem. Jednak zaraz moja czujność potroiła się. Moje czujne, piękne oczywiście, oczy wędrowały po każdym, najmniejszym zakamarku łazienki.
Bąbelki - dzięki Bogu... - nadal unosiły się nad różowiutką wodą. Swoją drogą, mama nigdy nie kazała mi przyznawać się do tego, że lubię różowy. Zawsze, kiedy ustawiałem sobie w prywatnej łazience u mnie w domu, różowy, pedalski według niej - ugh, jakie to prostackie słowo - dywanik, karała mnie i biła po rękach. Wtedy jej nie rozumiałem, przecież zawsze troszczyła się o mnie! Przez chwilę straciłem czujność. Niepotrzebnie zacząłem rozmyślać o tych dywanikach.
W każdym razie - usłyszałem szelest! To było straszne. Gdybym miał włosy na karku, to pewnie zjeżyłyby mi się raz dwa. Niestety... Mama rozkazała poddać mnie dokładnej depilacji...
- Mwhaha... - usłyszałem niski śmiech. Skryłem się pod wodę, przybierając postawę obronną (czyt. wyciągnąłem tylko rękę z wyprostowanym środkowym palcem). Jednak zaraz zrobiło mi się zimno i czym prędzej schowałem tą rękę.
- Ależ nie wstydź się! Jesteeeś taaki pięknyyy! - zawył ten sam alt. Wynurzyłem się z wody. Bardzo dobrze wiedziałem, że w mokrych włosach wyglądam nadzwyczaj przystojnie. Jednak teraz, akurat teraz pragnąłem, by były suche.
- Kkkim jesteś!? - wykrzyknąłem. No... Może nie było to władcze, ale byłem odważny!
Nagle... Z sufitu (!) zobaczyłem...
- Aaaaa!!! - wykrzyknąłem. Byłem przerażony! - Jesli chcesz mnie zabić, błagaam, zrób to szybko! Mamusia nie znosi widoku krwiiiiiii! - załkałem. Naprawdę, w moich oczach pojawiły się łzy. To była jedna z dramatyczniejszych sytuacji w moim życiu.
- Co ty pleciesz!? - powiedział... duch. Albo duszyca? What the fuck, jak to się odmienia? Nieważne, to był duch! Żeński! To było straszne. Nagle, nie wiadomo jak, w końcu działo się to zdecydowanie za szybko, była w wodzie na przeciwko mnie.
- Daj spokój, młoda damo... Ja naprawdę mogę sobie pójść, ale daj mi spokój... No proszę... - zacząłem błagać, a w moich oczach na nowo zaszkliły się łzy. Duch podszedł bliżej. Widziałem wszystko! O mój Boże, on był przeźroczysty! Gdybym chciał, mógłbym zobaczyć jego plugawe wnętrzności! Myślałem, że znów się opluję.
- Ale... - nądzna dusza zaczęła swe wywody - Co my tu mamy? - spojrzała na mnie. Wytrzeszczyłem oczy. Przycisnąłem się do oparcia i podkuliłem nogi.
- Dajże spok... Aaaaa! Zgłupiałaś? - poczułem to. Poczułem to bardzo dobrze. Delikatny dotyk, tam, gdzie był najbardziej potrzebny. Wstrząsnął mną dreszcz. Chciałem coś powiedzieć, ale mi nie pozwoliła. Robiła to tak delikatnie. Z tak wielkim uczuciem. Okrężne ruchy, a potem coraz mocniej, mocniej i mocniej... Naciskała i puszczała...
- Pcheeescań! - krzyknąłem.
- Dobrze. Ząbki masz już wyszorowane. - powiedziała i wyciągnęła szczoteczkę z moich ust. Odetchnąłem z ulgą. - Gdybyś chciał jeszcze raz zafundować sobie takie szczotkowanie, to pamiętaj. Łazienka Prefektów. Tylko wywal tą różową szczoteczkę. Pa!
__________________
GUNS N' ROSES
Ostatnio edytowane przez Lady Mary Jane : 04-21-2009 o 22:05.
|