|
07-25-2011, 00:36
|
#91
|
|
Urodzony, by rządzić światem
Zarejestrowany: Feb 2007
Posty: 6,239
|
-Skorzystamy z tego kiedy indziej, obiecuję. - powiedziała Blanca z poważną miną. Nie było jej już tak do śmiechu, jak wcześniej. Musiała pokazywac przed Ginny wesołą i uśmiechniętą faktem, że przyjeżdża do rodziców, żeby ta deportowała się razem z nią. Bo sama nie chciała. W sumie było w tej samotności coś więcej...
Ginn patrzyła ciekawie na basen. Dawno się nie kąpała. Zresztą teraz, już trochę po południu, woda tak akurat... Bardzo chciała tam wskoczyć. Evans dostrzegła te iskierki w jej zielonych oczach i powiedziała tylko krótkie:
-Nie.
Weasley musiała obejść się smakiem, ale skoro Blanca obiecała, że skorzystają z tego kiedy indziej, nie zamierzała o tym "zapomnieć"...
Obie Śmierciożerczynie, chociaż w mugolskich strojach, podeszły do drzwi. Panna Evans zapukała w nie trzy razy.
-Nie wchodzisz bez pukania do swojego domu? - syknęła Ginn. Ta tylko pokręciła głową i nakazała milczenie.
Drzwi otworzyła jej matka. Jak się Ginny wcześniej dowiedziała od Blanci, jej matka pracowała w Proroku Codziennym, była redaktorką. Cóż, akurat stojąc w drzwiach miała na sobie jakąś starą szatę, taką "do kuchni i do ogrodu", a w ręku różdżkę oczywiście. Gdy zobaczyła swoją córkę, szczęka jej opadła, a oczy zrobiły się okrągłe.
-Co... Co ty tu robisz? - powiedziała i zaraz spojrzała na osobę towarzyszącą swojej córce, nieznacznie do niej podobną.
-Przyszłam po kilka swoich rzeczy. - i nie mówiąc nic, weszła do domu, spychając jednocześnie swoją mamę z progu drzwi. - Ginny, chodź, mam pokój na piętrze.
I obie zaczęły wchodzić po schodach. Weasley rozglądała się ciekawie.
//Jak sama pisałaś, chciałaś dokończyć ten wątek, więc zostawiam ci miejsce, a tymczasem przejdę już do tego napadu.//
Wszyscy - czyli Lucy, Blanca, Christina i Ginny, a także Dominic i Gunnar zjawili się nagle u "Borgin'a i Burkes'a". Ci dwaj panowie nieco się zdziwili, widząc tak ogromną gromadę Śmierciożerców, nagle, w swoim sklepie, w samym środku nocy.
-Co wy tutaj robicie? - spytał Borgin.
-Nie twoja sprawa. - odpowiedziała Christina, która teatralnie strzepała niewidzialny pyłek ze swojego czarnego płaszcza. Burkes patrzył się na wszystkich podejrzliwie - wraz z Borginem zauważyli również nowe twarze w płaszczach Śmierciożerców.
-Miłej zabawy. - rzekł cicho i wcale nie wesoło Borgin. Nikt nawet się nie obejrzał.
Zamknęli za sobą drzwi sklepu i wyszli na ulicę Pokątną. Ich płaszcze cichutko, prawie niezauważalnie, szeleściły. Każdy miał wyciągniętą różdżkę w pogotowiu i maskę na głowie. Dominicowi ciążyły wszystkie fiolki, jakie miał w wewnętrznych kieszeniach. Cieszył się jednak, że ich nie słychać.
W końcu doszli do sklepu Weasleyów, na rogu ulic. Może w południe, w dzień pełen słońca i radości, ten klaun na samej górze sklepu wyglądał śmiesznie, teraz, w nocy, jego uśmiech przerażał. Cały sklep wydawał się już jakby martwy, opuszczony z całej radości i szczęścia.
Tak jak Śmierciożercy myśleli, natrafili na pewne magiczne bariery ochronne. Nie było to jednak problemem, tak jak mówił Voldemort - Christina, Ginny i Dominic łatwo sobie z nimi poradzili.
-Szczerze, to mogli dać jakieś silniejsze te bariery. Nawet pierwszoroczniaka takie zaklęcia nie zatrzymają. - powiedział Dominic, ale Gunnar natychmiast syknął, by tamten był cicho.
Zbliżali się do wejścia. Lucy niewerbalnie rzuciła zwykłe "Alohomora". To wystarczyło. Blanca tylko pokręciła głową. To wszystko jest takie banalne. - pomyślała, ale nie wypowiedziała tego na głos.
W tej chwili bowiem każdy szmer mógł stać się przyczyną porażki całego zespołu. A trzeba było uważać - Weasleyowie poustawiali swój towar tak, że przejścia były bardzo wąskie. Dużo pakunków leżało na podłodze, niewidocznych w ciemności. Gdyby niefortunnie ktoś ze Śmierciożerców wpadł na jakieś pudełko, a w środku byłyby jakieś eksplodujące gadżety - wszyscy mieliby kłopoty.
Dodatkowo korytarze miały pełno zawijasów, krętych dróg, zmian kierunku. Ginny szła druga, przed Gunnarem, który zgodził się wystąpić jako pierwszy w tych wąskich koryarzach. Panna Weasley pokazywała mu rękami, gdzie ma iść, by trafić do schodów - sama często bywała w tej kwaterze piętro wyżej, u swoich najlepszych braci...
Których miała zabić.
Dotarli wreszcie do tych stromych, krętych schodów. Było jeszcze kilka kondygnacji samego sklepu, dopiero na samej górze posiadłość Weasleyów – ale schody już nie zmieniały miejsca położenia. Tym szlakiem można było wejść na samą górę.
W tej ciemności Blanca nie zauważyła pierwszego stopnia. Potknęła się o niego i wpadła na Dominica, który był wcześniej. Wyszkoleni wszyscy, nie krzyknęli ani nic takiego – Gunnar tylko z przodu syknął, by bardziej uważali i zachowywali się ciszej.
Niby tylko potknięcie się o schodek i falowanie płaszcza Dominica, ale Fred już coś przeczuwał... Źle spał tej nocy. A gdy zaraz potem usłyszał syk, wszystkie jego zmysły pobudziła adrenalina, wpadł w stan gotowości. W tej chwili był w stanie wychwycić nawet najlżejszy szmer. A ktoś był na sklepie. Fred obudził swojego brata, George’a, jednocześnie kładąc mu dłoń na ustach, by nic nie mówił.
Istotnie, Śmierciożercy również mieli całkiem wyostrzone zmysły. Adrenalina, stres, pulsowały w żyłach. Ta cisza zdawała się być tak głęboka, że nawet ich oddechy zdawały się krzyczeć. A ciemność tak ich wszystkich pochłaniała, że ledwo co widzieli na metr. Ginny schowała się nieco za plecami Gunnara. Nie bała się śmierci swoich braci... Bała się, że to nie wyjdzie.
Grupa Czarnego Pana umiała poruszać się bezszelestnie, więc nadal była ona przekonana, że Weasleyowie nic nie wiedzą o ich przybyciu. A jednak...
Fred i George zdążyli już zawiadomić Aurorów. Może i były to zwykłe schizy Freda, w tych niebezpiecznych czasach wszystko wydaje się niebezpieczne, ale lepiej dmuchać na zimne, może faktycznie mieli gości...
Obaj Bliźniacy ustawili się tuż za drzwiami, jeden schowany za szafą, drugi przy ścianie – gdy drzwi otworzą się, zakryją jego postać. Oboje patrzyli sobie w oczy – jeśli to nie wymysły, to mogli zaraz nawet umrzeć...
Blanca, która była ostatnia w tym pochodzie Śmierciożerców, postawiła drugą stopę na podłodze – nie było już schodów. Znajdowali się na właściwym piętrze. Ginny wskazała ręką drzwi. Księżyc, dość jasny, chociaż nie w pełni, wlewał smugę światła przez duże okno – akurat na drzwi pokoju Freda i George’a. Cień okragłej klamki wyglądał jak jakiś wielki pająk na drzwiach, a rysy i obdrapania na drzewie, jakby ktoś miał z nimi dość bliską styczność... Różne barwy, którymi pomalowane były owe drzwi, w świetle księżyca wyglądały jak plamy krwi na białej farbie.
Gunnar odwrócił się do swoich towarzyszy. Zobaczył w oddali ksieżyc. Niedługo będzie pełnia.., pomyślał, po czym przeniósł wzrok na twarz każdego Śmierciożercy. Kiwnął głową. Odwrócił się znów w stronę drzwi, skupił wzrok na klamce. Zamek szczęknął głucho.
//Tak się zastanawiałam i stwierdziłam, że nie opiszę śmierci Freda z moich rąk. Teraz wcięłam się Gunnarowi, więc niech on to za mnie zrobi – opisz mnie, jak zabijam mojego brata. Zrób z tym, co chcesz, zdaję się na twoją wyobraźnię.; )
Poza tym słyszałam o pewnych planach odnośnie dalszego zwrotu akcji związanego z tym wypadem i nie chcę sama go opisywać aż do śmierci Freda. Wprowadziłam nas pod ich drzwi, dalej niech ktoś inny przejmie pałeczkę, niech każdy ma radość z napisania posta na temat wypadu.
To tyle. Gunnar, przepraszam, że ci się wcięłam. Opisz mnie, proszę, jak zabijam swojego brata. Jestem ciekawa, jak się do tego zabierzesz. W kocu takie akcje to pewnie twoja specjalność. ; )//
__________________
Kto jest śmierciożercą? Ja! Ktoś o tym wie? Może rzucę na niego Avada Kedavra?
"Jest wiele ważniejszych spraw niż moje delikatne serce."
Ostatnio edytowane przez Ginny_Weasley12 : 07-25-2011 o 01:23.
|
|
|
07-25-2011, 14:48
|
#92
|
|
Czytelnik horoskopów
Zarejestrowany: Jul 2011
Lokalizacja: Zawiercie
Posty: 23
|
- TERAZ! - krzyknął Gunnar i otworzył drzwi. Smuga czerwonego światła wyleciała z pokoju Weasleyów i trafiła go w pierś. Został rzucony o ścianę i ześlizgnął się po niej nieprzytomny. Dominic skinął głową i wrzucił do środka fiolkę z jasnozielonym płynem, która pękając wytworzyła kłęby czarnego dymu. Słychać było tylko dwa następujące po sobie łomoty. Śmierciożercy wtłoczyli się do sypialni, gdzie ujrzeli dwóch oszołomionych Weasleyów. Dominic podszedł do tego leżącego najbliżej drzwi, złapał go za szyję i mocnym uderzeniem w twarz ocucił go. Rudzielec spojrzał z przerażeniem na patrzącego na niego śmierciożercę.
- To Fred...- szepnęła stojąca w drzwiach Ginny, próbując nie patrzeć w oczy swojego brata. Dominic popchnął go na krzesło i wystrzelił z różdżki liny, które oplotły Weasley'a.
- A więc gadaj, gdzie przebywa teraz Potter! - warknął Dominic zakasując rękawy.
- Wypchaj się! - odpowiedział Fred.
Śmierciożerca zamachnął się i uderzył go w szczękę, pozbawiając kilku zębów.
Rudzielec wypluł z ust krew.
- MÓW! - warknął.
- Nie!
Drugim uderzeniem trafił w nos. Słychać było trzask i strużkę krwi wypływającą z nosa Freda. Dominic zaczął okładać go pięściami i kopać po brzuchu.
- Crucio! - powiedział celując różdżką w swoją ofiarę. Bliźniak zawył z bólu. Coś trzasnęło na zewnątrz.
- To Zakon! - powiedziała Christina. - Musimy się stąd wynosić!
Dominic popatrzał z odrazą na opuchniętego i zakrwawionego Weasley'a. Podniósł różdżkę.
- Ja to zrobię. - powiedziała Ginny. Podeszła do swojego brata.
- Nieee... - szepnął cicho, patrząc jej w oczy.
- Avada kedavra... - błysnęło zielone światło i Fred opuścił głowę. W oczach Ginny pojawiły się łzy.
- A z nim co robimy? - spytał Dominic patrząc na leżącego z dziwnie powykręcanymi kończynami George'a.
- Zabieramy ze sobą. - powiedziała Christina, podchodząc do Gunnara i próbując go podnieść. - Wstawaj... - powiedziała cicho. Księżyc zaświecił jasno, rozświetlając pokój. Ginny i Christina spojrzały z przerażeniem na klęczącego Gunnara. Straszny ból przeszył go na wskroś. Czuł jak jego wnętrzności płoną. Zaczął wrzeszczeć z bólu. Christina momentalnie od niego odskoczyła. Popatrzał na swoje dłonie: skóra zaczęła z nich schodzić, zamieniając się w sierść.
- ZABIJ MNIE! - zawył przerażająco w stronę Christiny. - ZAAAAABIJJ!
Wszystkie jego kończyny nienaturalnie się wydłużyły. Twarz zmieniała się w pysk wilka. Oczom śmierciożerców ukazał się ponad dwumetrowy wilkołak, patrzący na nich jak na przyszły obiad. Zawarczał głośno, po czym rzucił się w ich stronę. Machnięciem łapy trafił Ginny, która upadła na ziemię. Dominic wystrzelił oszałamiacza w jego stronę. Zaklęcie ugodziło go w brzuch, ale zdołał rzucić się na śmierciożercę, zwalając go z nóg. Gunnar zawył z zadowolenia, przystawiając paszczę z długimi kłami do twarzy Dominica. Tamten patrzył na niego, śmiertelnie przerażony.
- Zostaw go! - powiedziała przestraszona Christina do wilkołaka.
Gunnar odwrócił się w jej stronę, wciąż trzymając swoją ofiarę. Blondynka spojrzała w jego przenikliwe, jasnoniebieskie oczy. "To niemożliwe, żeby zrozumiał moje słowa, przecież to wilkołak..." myślała. Miała nadzieję, że jednak zrozumiał. Z dołu dobiegł głośny huk. To członkowie Zakonu przedostawali się przez stertę magicznych przedmiotów w sklepie. Wilkołak popatrzył jeszcze raz na zgromadzonych śmierciożerców i w popłochu wyskoczył przez okno, rozbijając je w drobne kawałki.
- Wynośmy się stąd! - krzyknęła Lucy, łapiąc leżącego na podłodze bliźniaka i deportując się. Pozostali zrobili to samo.
__________________
W służbie Czarnemu Panu...
Ostatnio edytowane przez Rozi : 07-25-2011 o 15:26.
|
|
|
07-25-2011, 15:41
|
#93
|
|
Omijać szerokim łukiem
Zarejestrowany: May 2007
Lokalizacja: Camelot
Posty: 1,514
|
Deportowali się w salonie.
- Musimy z powrotem nałożyć zaklęcia ochronne. - mruknęła cicho Christina. Miała rację, bo teraz każdy mógł po prostu deportować się do ich kwatery. Zajmie się tym później.
Lucy cały czas trzymała ramię nieprzytomnego bliźniaka.
- A co z nim? - zapytała Blanca patrząc na rudzielca.
- Zanieście go do Sali Tortur. - zarządziła Ginny.
Lucy oraz Blanca popatrzały po sobie. Żadna z nich nie wiedziała o jakim pokoju mówi dziewczyna.
- Och, czwarte drzwi po lewo, w górnym korytarzu. Pusty, duży pokój z krzesłem pośrodku. Poznacie bez problemu.
Chyba tylko Dominic zachował dobry humor sprzed akcji.
Ginny i Christina były smutne z wiadomych powodów. W dodatku Gunnar... Był synem wilkołaka, ale kto by pomyślał, że się zmieni... Ta żądza mordu w oczach, to było coś strasznego.
Blondynka odprowadzała wzrokiem dziewczyny, a w uszach wciąż słyszała jego krzyk. Jego prośbę. Prośbę o zabicie go.
Przymknęła oczy.
Dziewczyny wróciły po chwili i oznajmiły, że George nadal leży nieprzytomny. Ginny wymamrotała coś niezrozumiałego, Christina potaknęła głową, a Dominic poszedł do kuchni nucąc pod nosem.
- Może skończymy to co zaczęliśmy? - zapytała Blanca.
Na górze słychać było ciche odgłosy, świadczące o tym, że więzień się obudził. W sercach dwóch przyjaciółek coś drgnęło.
- Pewnie, niech się chłoptaś nie męczy. - zawołał raźno jedyny chłopak w pomieszczeniu. Blondynka miała ogromną ochotę walnąć go czymś.
Rozi, odtąd nie czytaj. Jest słodko, romantycznie i łzawo ^^
W rogu obszernego pomieszczenia leżał George. Christina podeszła do niego powolnym, majestatycznym krokiem.
- On jest mój - powiedziała szeptem, ale i tak wszyscy ją usłyszeli.
W sercu chłopaka zaiskrzyła się nadziej, że może uda mu się jednak przeżyć, skoro to ona się za niego zabiera. W końcu mieli kiedyś przelotny romans. Niestety ich płomienna miłość nie mogła rozwinąć skrzydeł, ponieważ ona nie chciała. Jednak patrząc w jej ogarnięte morderczą pasją oczy, wiedział, że raczej nic z tego nie będzie.
Zamknęła powieki. George niejednokrotnie pytał, dlaczego nie mogą być razem, tak oficjalnie. Zawsze zbywała go głupią reputacją w szkole. To była bzdura. Ona, Christina Johnson miała się bać co ludzie powiedzą? O nie! Bała się tego, co właśnie miało miejsce. Był za blisko Pottera, żeby móc go zostawić w spokoju. Od zawsze wiedziała, że trzeba go będzie zlikwidować. Zawsze jednak miała nadzieję, ciche pragnienie, że wtedy nie ona będzie musiała to zrobić. Nadzieja prysła właśnie jak bańka mydlana.
Machnęła różdżką i chłopak podniósł się do pionu. Od razu przycisnęła go do ściany. Gdyby chciał, mógłby łatwo odepchnąć jej delikatne ciało, ale wciąż tliła się w nim nadzieja. Teraz w jej zielonych oczach zobaczył łzy. Po chwili spłynęły cicho po policzku. Popatrzała w niebieską toń i poczuła smutek. Nieopisany smutek i gorycz, która łapała ją za serce. Nie bacząc na to, że z tyłu stoją Śmierciożercy, a każdy może ją wydać, wspięła się na palce i pocałowała go. Wplotła długie, smukłe palce w jego rudą czuprynę. Całowała zachłannie, jakby zaraz miał się skończyć świat. Ich języki tańczyły ze sobą. Znowu czuli tą magię ich zakazanego, szkolnego związku. Chłopak mimo ogarniającej go paniki objął dziewczynę w tali. Przyciągnął ją do siebie. Jedyne czego teraz pragnął, to przedłużyć tą chwilę, gdzieś w ustronnym miejscu. A potem zmusić ją, żeby odeszła od Czarnego Pana. A wtedy on mógłby ją bronić, walczyć o nią jak prawdziwy lew. Problem w tym, że ona nie chciała odejść od Śmierciożerców. Każda jej cząsteczka była morderczym narzędziem. Jej serce było czarne i mroczne. Nie znała litości, i nie mogła sobie pozwolić na niewykonanie zadania.
Odsunęła się od chłopaka. Jej policzki pokrywała mokra powłoka. W jego oczach tliła się radość i nadzieja. Skrzywiła się widząc to. Po raz kolejny wspięła się, tym razem do jego ucha.
- Wybacz. Kocham Cię. - wyszeptała.
Już wiedział, już czuł to całym sercem. Wiedział, że zginie, wiedział, że zginie z jej ręki. Z ręki którą tak kochał. Ale nie mógł jej nie wybaczyć. Wiedział, że musi to zrobić.
- Ja Ciebie też, kotku.
Zamknęła oczy, i znowu wyciekła spod powieki czysta, słona łza, w której było ukryte morze rozpaczy.
W smukłych dłoniach trzymała swoją różaną różdżkę. Drżała lekko.
- Przepraszam. Avada Kedavra.
Zielony promień nie przeleciał przez salę, jak to zwykle miało miejsce. Różdżka dotykała już jego piersi, więc tylko zielony błysk uświadomił reszcie, że wreszcie to zrobiła, wreszcie go zabiła.
Gdy poczuła jak jego ciało 'więdnie' w jej ramionach, czuła jak cały świat lega w gruzach. Upadła na kolana wciąż go trzymając. Łzy ciekły po jej brodzie i opadały na jego koszulkę z logiem sklepu. Barwiły szkarłat, niczym krew. Palcami gładziła jego martwą twarz, przeczesywała włosy. Nie szlochała, to było ponad nią, ale mimo to jej oczy były napuchnięte od płynących wciąż łez.
Po kilku chwilach, które były dla niej jak lata poczuła czyjąś dłoń na ramieniu. Nie obejrzała się, nie chciała.
- Chodź już stąd. - cichy i delikatny głos Dominica drażnił jej uszy.
- Spieprzaj!
Chłopak obejrzał się na towarzyszy. Przecież nie weźmie jej stąd siłą, no bo jak. Zresztą jest w takim stanie, że mogła go zabić w każdej chwili.
- Chriss, kochanie... - zaczęła delikatnie Ginny. - Kochanie, wiem, że cię to boli, ale musimy iść. Proszę, nie pomożesz mu już.
- Czemu on zawinił? - zapytała
- Niczemu, kochanie chodź już.
- Ja nie chcę. Ja go nie zostawię, słyszysz, nie!
Ginny wstała z klęczek i wyciągnęła różdżkę. Wycelowała nią w przyjaciółkę i wypowiedziała zaklęcie. Bezwładne ciało Christiny opadło na martwe ciało Georga. Ich włosy po raz ostatni splotły się razem.
- Dom, weź ją.
Zbierając ją z ziemi, zauważył że mieli splecione ręce. Ręka chłopaka głucho spadła na ziemię, gdy ich palce wreszcie się rozłączyły.
|
|
|
07-25-2011, 16:01
|
#94
|
|
Świr wymagający opieki
Zarejestrowany: Aug 2007
Posty: 459
|
Zamawiam...
Dominic wziął ją na ręce i niósł podążając za Ginny.
-weź jej różdżkę bo jak ją ocucę to zacznie w nas miotać jak szalona zaklęciami. A tak to latające książki nas nie zabiją - powiedział śmierciożerca. Stąpał pewnie patrząc przed siebie.
-Czekaj chwile... -Ginny podeszła i z zaciśniętej kurczowo dłoni nieprzytomnej wyjęła różdzkę.
Schodząc po stopniach Dominik zauważył ze na twarzy dziewczyny znajduje sie krew. Być może to krople jego krwi po bliskim starciu z wilkołakiem, albo jednego z bliźniaków którego masakrował.
Ginny mam rozciętą twarz? - Rudowłosa zatrzymała się i popatrzyła wystraszona na Dominic'a.
Nie.. Chyba nie... - powiedziała nie pewnie śmierciożerczyni.
-Miejmy nadzieje bo jak zobaczę najmniejszą bliznę to z Gunem policzę się osobiście.
Byli już w salonie. Dominic ułożył dziewczynę na ciemno zielonej sofie.
-Czekamy na Czarnego Pana? Czy budzimy? - Wyjął flakonik z kieszeni i popatrzył pytająco na rudą. Wygladała na nieobecną. Wszyscy wiedzieli, że to spotkanie z braćmi kosztowało ją sporo. Podobnie jak Christinę.
-Doceniam takie poświęcenie, dziewczyny stanęły na wysokości zadania. Gdyby to on był Czarnym Panem wynagrodził by je sowicie. - Pomyślał spoglądając to na jedną to na drugą uśmiechając się wyrozumiale.
__________________
I'll become what I despise
Living someone else's life...
Ostatnio edytowane przez Pikus : 07-25-2011 o 17:24.
|
|
|
07-25-2011, 18:06
|
#95
|
|
Jeszcze zdrowy miłośnik fantasy
Zarejestrowany: Feb 2010
Lokalizacja: Inny wymiar...
Posty: 191
|
Christina to było piękne
__________________
"Udało się dostali w kość, niech żyje Potter nam!
A Voldek gnije w piekle, za którym tęsknił sam."
Irytek
|
|
|
07-25-2011, 18:30
|
#96
|
|
Omijać szerokim łukiem
Zarejestrowany: May 2007
Lokalizacja: Camelot
Posty: 1,514
|
<rumieni się>
Dziękuję
Ostatnio edytowane przez Christina : 07-25-2011 o 21:05.
|
|
|
07-25-2011, 19:27
|
#97
|
|
Urodzony, by rządzić światem
Zarejestrowany: Feb 2007
Posty: 6,239
|
Dominic położył Christinę na nowej kanapie z Ikei. Ginny usiadła na drugiej, a na oparciu położyła łokieć. Głowę schowała w dłoni.
Pikus tymczasem podszedł do kominka i rozpalił ogień, żeby trzaskał... Wesoło. Potem podszedł do kuchni i zajrzał do pewnej "tajemniczej szafki". o której oczywiście wszyscy wiedzieli. Wyjął Whisky, ale nie Ognistą, tylko jakąś mugolską. Tak, dla odmiany. Wziął pięć kieliszków, na wypadek, gdyby Christina się "obudziła" (czyli gdyby sami ją obudzili). Położył kieliszki na małym stoliku i nalał do wszystkich pięciu. Rozdał dwa Lucy i Blance, jeden dał Ginny, jeden wziął sobie i jeden zostawił na stole. Usiadł obok Ginn, jednak ta nie poruszyła się. Widząc jej załamanie, poklepał ją lekko po plecach.
- To byli moi bracia. - odezwała się panna Weasley, nadal chowając głowę w swojej dłoni. - Bracia, bliźniacy. Może wyrzekałam się rodziny, ale oni byli także przyjaciółmi. Myśleli, że nic im nie zrobię... Łudzili się. Przecież jesteśmy po przeciwnych stronach. - przerwała na chwilę. - Obydwu kochałam.
-Ciii. - szepnął tylko Dominic. Objął dziewczynę lekko w pasie i przysunął do siebie. Ginny oparła mu głowę na ramieniu, a ten przygładził jej rude włosy. - Poświęciłaś ich w imię Czarnego Pana. Może dla niego rodzina i przyjaźń to jest nic. Przecież wychowywał się w Domu Dziecka. Przecież nie miał przyjaciół. Miał tylko znajomych, którymi manipulował. Nie zna tego uczucia. Ale my wszyscy doskonale je znamy i podziwiamy ciebie i Christinę za to, że się nie poddałyście. -
Głaskał ją po głowie, Ginn zamknęła powieki, chociaż jej twarz cała była czerwona, a oczy lekko podkrążone. Była też zmęczona. Wszyscy byli zmęczeni. Jednak stres, adrenalina, może i dawały "chwilowego" kopa, ale potem było się wycieńczonym. No i do tego dochodziły jeszcze emocje.
-Ginny? - szepnął Dominic, jednak dziewczyna się nie poruszyła. - No pięknie. Zasnęła. - odezwał się do Lucy i Blanci. Te popijały ze swoich kieliszków i same sobie dolewały, ponieważ Pikus był unieruchomiony przez przyjaciółkę. - Słuchajcie. - powiedział. - Przepraszam, że was o to proszę, ale gdybyście mogły zająć się zaklęciami ochraniającymi Kwaterę Główną... Nie mamy tutaj teraz żadnych zaklęć, gdyby Zakon chciał przylecieć, z łatwością mógłby się deportować tutaj, na naszym dywanie w salonie. Nie mogę teraz sobie od niej pójść... - wskazał na Ginn.
-Jasne. - powiedziała po dłuższej chwili milczenia Lucy. Spojrzała na Blancę. Tak samo jak jej, pannie Evans również nie chciało się w ogóle wstawać. - Na trzy. - rzekła i uśmiechnęła się. - Raz, dwa... Trzy. - obie wstały z ociąganiem. Po chwili wyszły z Kwatery, mając różdżki w gotowości.
Pikus zauważył różdżkę Christiny w ręce Ginny. Otworzył lekko dłoń rudowłosej i wziął różdżkę. Włożył ją do kieszeni. Nagle pomyślał, że jemu też bardzo chce się spać. Oparł swoją głowę o głowę Weasley, przytulił ją jeszcze mocniej i zamknął oczy.
Tymczasem Gunnar biegł, biegł ile sił w płucach, w swojej wilczej postaci. Nie myślał teraz tak, jak człowiek, ale wiedział jedno - musi się oddalić od Kwatery, by nie zranić swoich przyjaciół. Musi się oddalić od wszystkich ludzi. Znaleźć jakieś pustkowie, gdzie nikomu nie zrobi krzywdy.
Może znajdzie się tam jakaś jedna ludzka postać, która będzie jego ofiarą.
__________________
Kto jest śmierciożercą? Ja! Ktoś o tym wie? Może rzucę na niego Avada Kedavra?
"Jest wiele ważniejszych spraw niż moje delikatne serce."
Ostatnio edytowane przez Ginny_Weasley12 : 07-25-2011 o 19:54.
|
|
|
07-25-2011, 19:47
|
#98
|
|
Świr wymagający opieki
Zarejestrowany: Aug 2007
Posty: 459
|
No ja jako facet powiem, że też mi sie spodobała ta scena xDDD także chylę czoła za wyobraźnię ;p
__________________
I'll become what I despise
Living someone else's life...
|
|
|
07-25-2011, 19:58
|
#99
|
|
Urodzony, by rządzić światem
Zarejestrowany: Feb 2007
Posty: 6,239
|
No no, Christinko, dałaś z siebie dużo.; ))
Tylko nie było żadnej walki z Zakonem! Myślałam, że jeszcze trochę porzucamy w siebie zaklęciami. xd
__________________
Kto jest śmierciożercą? Ja! Ktoś o tym wie? Może rzucę na niego Avada Kedavra?
"Jest wiele ważniejszych spraw niż moje delikatne serce."
|
|
|
07-25-2011, 20:07
|
#100
|
|
Omijać szerokim łukiem
Zarejestrowany: May 2007
Lokalizacja: Camelot
Posty: 1,514
|
Pikuś, no dobra. Tego się nie spodziewałam, że jakiemuś facetowi może się to spodobać. Chociaż moje guru (hahah) też powiedział, że jest, cytuję "fajne". ^^
Gin, nie do mnie pretensje. Nie ja opisałam ucieczkę. Zresztą, kochana, powiedz tylko słowo, a napadamy na Zakon
|
|
|
Zasady postowania
|
You may not post new threads
You may not post replies
You may not post attachments
You may not edit your posts
kod HTML jest Wył.
|
|
|
Podobne wątki
|
| Wątek |
Autor wątku |
Forum |
Odpowiedzi |
Ostatni post / autor |
|
Śmierciożercy
|
Nacia1234 |
Kosz |
375 |
06-14-2011 17:41 |
|
Śmierciożercy
|
Angela Johnson |
Kosz |
1064 |
09-29-2008 20:58 |
|
Śmierciożercy.
|
Sherry |
Kosz |
123 |
02-19-2008 14:42 |
|
*Śmierciożercy*
|
Dziedzic Gryffindora |
Kosz |
1355 |
01-29-2008 19:26 |
|
Śmierciożercy
|
Draco Malfoy |
Kosz |
1994 |
05-27-2007 20:43 |
Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 10:02.
|
|