|
07-01-2012, 22:39
|
#121
|
|
Fan "Strefy 11" i tarota
Zarejestrowany: Jul 2011
Lokalizacja: myslovitz (;
Posty: 91
|
Kto ma wakacje ten ma!
Jezus, NIE UMIEM PISAĆ ;<
__________________
'And it feels
And it feels like
Heaven's so far away
And it feels
Yeah it feels like
The world has grown cold
Now that you've gone away'
|
|
|
07-01-2012, 22:54
|
#122
|
|
Czytelnik horoskopów
Zarejestrowany: Jun 2012
Lokalizacja: Hogwart
Posty: 14
|
Ja tam się nie nudzę. Nie było mnie i nie miałam jak pisać. ;( Jutra się przepakowuję i jadę dalej w świat tym razem do Francji
__________________
Ślizgonka z Krwi i Kości!
|
|
|
07-09-2012, 18:48
|
#123
|
|
Omijać szerokim łukiem
Zarejestrowany: May 2007
Lokalizacja: Camelot
Posty: 1,514
|
Dooooobra, ta Pani już nie pije
Była pierwsza w nocy. Ślizgoni już dawno zaszyli się w przytulnych dormitoriach. Atmosfera Pokoju Wspólnego nie sprzyjała nauce, a cały Dom miał jutro bardzo wyczerpujący test z zaklęć. Profesorowi Flitwick’owi zupełnie odbiło, gdy dwa dni wcześniej oznajmił, że z powodu zbliżającego się niebezpieczeństwa, musi sprawdzić stan ich praktycznej wiedzy. Od wczoraj, każdy uczeń Hogwartu paradował z ciężkim tomiskiem pod pachą. Co jakiś czas w powietrze wzbijały się luźne kartki, gdy ktoś w chwili furii wydzierał je z podręcznika. Po chwili jednak zdawał sobie sprawę, że to był błąd, gdyż kartki były potem w takim stanie, że nie dało się już nich nic odczytać.
Christina siedziała na parapecie w Pokoju Wspólnym i gapiła się w mętną toń jeziora. Ślizgoni mieli taką ładną miejscówkę... Lochy z widokiem na dno jeziora. No tak, tyle że woda była tak nieprzejrzysta, że widoczność ograniczała się zaledwie do kilku metrów. I to przy ładnej pogodzie. Gdy padało, widzieli małe rybki, gdy z desperacją uderzały w szybę, pragnąć się schować przed kroplami.
Dlaczego nie spała powtarzając we śnie zaklęć? Bo nie musiała. Ona, jak i reszta młodych Śmierciożerców nie obawiała się testu z zaklęć. Co jak co, ale bronić się to oni potrafili. Znacznie lepiej wychodziło im jednak atakowanie. Zadawanie ran, bólu, śmierci.
Tak więc siedziała na szerokim parapecie, grzejąc ręce o gorący kubek. Słodka herbata z cytryną miała ją skłonić do przemyśleń. I skłoniła.
Jednego była pewna. Miała stanowczo dość trzaskania drzwiami, ciągłych kłótni, kłamstw i niedopowiedzeń. Nie tak powinna wyglądać elita, jednostka budząca strach wśród innych. Nie miała jednak pomysłu jak wszystkich pogodzić. Gdyby tylko Malfoy i Davis wrócili, wszystko wróciło by do stanu normalności. Niestety, nie wracali, a pozostała w Hogwarcie część grupy musiała radzić sobie sama. A szło im to topornie.
***
- Dlaczego wybrałaś tą czarną stronę medalu?
George leniwie nawijał jej włosy na palec. Zarówno on jak i ona lubił te pieszczoty. Christina natomiast drapała delikatnie jego skórę na klatce piersiowej. Leżeli wtuleni w siebie, wśród zmiętej pościeli i odpoczywali po ostatnim starciu. Pokój Życzeń to najlepsze miejsce w całym Hogwarcie. Nawet Pokój Wspólny Ślizgonów przegrywał w zawodach. W końcu w miejscu spotkań mieszkańców Domu Węża, nie było łoża z baldachimem, truskawek z czekoladą i w razie potrzeby erotycznych zabawek. No i oczywiście nie było tej atmosfery intymności.
Westchnęła.
- Chcesz rozmawiać o tym teraz?
- A czemu by nie? Przecież i tak już nic nie robimy.
Podniosła głowę i spojrzała na niego prowokacyjnie. Zaśmiał się i pocałował ją w czoło. Prychnęła.
- I ty z taką kondycją grasz w drużynie? I co się tu dziwić, że przegrywacie.
- Ja ci zaraz pokażę moją kondycję!
Obrócił ją tak, że leżała na łóżku, a on przygniatał ją swoim ciałem. Zamknął jej nadgarstki w ręczne kajdanki.
- No i co teraz powiesz, hmm?
Uśmiechnęła się lubieżnie, podniosła delikatnie i ugryzła go w szyję. Nie zdążył jednak zareagować, bo już wycałowywała sobie drogę do ust. A po tym nie miał już najmniejszej ochoty się bronić.
- A więc? - zapytał po kilkunastu minutach.
- Bo to podniecające. - odparła krótko, próbując się wygodnie ułożyć w jego ramionach.
- Nie mówiłem o sobie.
- Ja też nie. Nie jesteś pępkiem świata, tak się składa. Wolę być po odwrotnej stronie niż ty. Wtedy jest to jeszcze bardziej ciekawe.
- Ale masz Malfoya. Przecież to idiota.
- Eee, da się do niego przyzwyczaić. Zresztą, jeżeli dobrze go poznasz, to można go poustawiać. W gruncie rzeczy to posłuszny smoczek.
- Ty byś udomowiła nawet wilkołaka.
- A żebyś wiedział.
- Zresztą o czym my rozmawiamy. Ja może i jestem w Zakonie Feniksa, ale ty nigdy nie staniesz po tej drugiej stronie. Masz za śliczną buźkę, żeby ją chować pod maską.
- Dzięki.
Pocałował ją w czubek głowy i ułożył się wygodniej do snu. Ona jednak jeszcze długo czekała na objęcie przez Morfeusza. Sen nie nadchodził, za to mordercze zielone promienie miotały się po jej umyśle co jakiś czas natrafiając na przeszkodę o rudych włosach.
***
- Nie żebym się czepiała, czy coś, ale naprawdę wolałabym, gdybyś nie przychodziło o 4 nad ranem do dormitorium. Albo przynajmniej nie trzaskaj drzwiami z łaski swojej.
- Nacia, przecież nie wchodzę do ciebie. Odczep się.
- Sama się odczep.
Trzaśnięcie.
- No tak, ze mną też się pokłóć.
Też trzasnęła drzwiami, tyle że zaraz przywitały ją sztyletujące spojrzenia Angeliny i Mimidki.
***
Blanca zmywała wczorajszy makijaż, bo jakoś o nim zapomniała. Aczkolwiek ciemne cienie naokoło oczu dodawały jej nieco drapieżnego uroku. Nicole nadal spała, co niebezpiecznie zaczynało przypominać lenistwo Christiny. Tyle że Johnson miała plecy w szkole, a ona nie. No cóż, trudno...
***
Pansy spędzała noc w Skrzydle Szpitalnym, bo siedząc w schowku na miotły zrzuciła z półki jakiś żrący kwas. Traf chciał, że wystawiła pod nią łydkę. Gdy tylko słońce otuliło jej twarz otworzyła oczy i od razu wiedziała, że pora na zemstę. Słodką truciznę, którą wypije ta szmata. Przy okazji cała ta jej popierdolona elita też oberwie.
***
- Pogadałeś już Angeliną? - chciał wiedzieć Flint.
- Nie. - odpowiedział Zabini.
- A masz zamiar? - znów chciał wiedzieć.
- Nie. - odpowiedział po raz kolejny.
- Ahaa. - odparł.
***
Angela przysiadła się do Christiny i Angeliny.
- Zaczynacie mnie już wkurzać, wiecie.
- Angie, też mam dość tej sytuacji, ale co mam zrobić? Zdradził mnie mój chłopak, moja przyjaciółka. No przecież nie mogę udawać, ze nic się nie stało.
- No nie, nie możesz...
Jajecznica przestała wyglądać smakowicie.
Ostatnio edytowane przez Christina : 07-09-2012 o 19:24.
|
|
|
07-10-2012, 20:07
|
#124
|
|
Moderator
Zarejestrowany: Aug 2007
Lokalizacja: Trondheim
Posty: 4,354
|
Nacia obudziła się rano. Pierwszą rzeczą, a włąściwie osobą, na którą zwróciła uwagę, była Kaajn, stojąca na środku pokoju i wywijająca ponętnie swoimi jędrnymi pośladkami do najnowszego kawałka Jęczących Wiedźm z Villahouse.
- A ty czaruuuuuuuj mnie... parara - podśpiewywała pod nosem - Tą swoją piękną różdżką... pararam... tamtam... Och, nie śpisz już.
Ostatnie zdanie wypowiedziała usłyszawszy cichy śmiech Naci.
- Sory, nie mogłam się powstrzymać - z uśmiechem zwlekła się z łóżka i skierowała wprost do łazienki - Powodzenia z tymi wałkami - zawolała zza drzwi i trzasnęła, jak to miała w zwyczaju.
- Magiczne wałki. Ty nie wierzysz, ale nawet na moje włosy działają. Nawijasz, wymawiasz zaklęcie, zdejmujesz i masz piękne loki. - powiedziała ze spokojem Kaylin i powróciła do śpiewania swojej romantyczej ballady.
Coś mi tu nie pasuje ,pomyślała Nacia, poczas gdy wanna napełniała się wodą Czyzby wszystko miało być nagle w porządku.
Nie. I to właśnie miało się wyjaśnić już na śniadaniu.
- Hej Kaajn! - zawołały Angelina i Christina, kiedy Panny Sharp i Ross przybyły na śniadanie.
- I hej Nacia - dodała Angie z nieśmiałym uśmiechem, podnosząc rękę. Siostry Johnson zmierzyły ją morderczym spojrzeniem.
- Och, dajcie już spokój. Schowek na miotły to nie byle co - rzekła chytro Kaylin, która już wszystko wybaczyła swojej najlepszej przyjaciółce.
- No żebyś wiedziała - do Wielkiej Slai właśnie wchodziła Pansy Parkinson. Oprócz resztek kwasu na jej łytce, minę także miała kwaśną.
- Wspaniała elita - powiedziałą na przywitanie i dodałą z uśmiechem - Witam.
- Pansy - Marcus Flint uśmiechnął się porozumiewawczo i podprowadził Pansy do stolika - Jak miło cię tu widzieć.
__________________
Life is wasted on the living
|
|
|
07-10-2012, 21:30
|
#125
|
|
Omijać szerokim łukiem
Zarejestrowany: May 2007
Lokalizacja: Camelot
Posty: 1,514
|
- Flint, ty się weź zdecyduj po której stronie jesteś. Przegranych - wskazała na Ślizgonkę o twarzy mopsa - czy naszą?
Chłopak spojrzał najpierw na blondynkę, potem na szatynkę. W końcu usiadł ciężko na ławie i westchnął tak głośno, że chyba słyszeli go przy stole Gryfonów.
- Nie jestem po żadnej stronie. Właściwie to mam was wszystkich dosyć. Malfoy nas jakoś zawsze zlepiał w całość.
To była prawda. Może i Draco nie miał oficjalnie funkcji przywódcy, ale spajał wszystkich. Ale teraz go nie było.
- Ona nigdy nie była z nami. - zauważyła trzeźwo Angela, która chyba najbardziej nienawidziła Pansy. No cóż, trudno się jej dziwić. Wieczna rywalka w wyścigu do względów Dracona.
- Ale Draco zawsze mnie chciał...
- Dobra, skończ. A zresztą... i tak nigdy tego nie zrozumiesz.
Christina wlała sobie soku dyniowego i pochłonęła go jednym haustem.
|
|
|
07-10-2012, 22:32
|
#126
|
|
Moderator
Zarejestrowany: Aug 2007
Lokalizacja: Trondheim
Posty: 4,354
|
Po wypiciu soku dyniowego Christina wstała, założyła torbę na ramię, poprawiła włosy i obdarzyła wszystkich swoim promienistym uśmiechem, po czym westchnęła i pewnym krokiem wyszła z Wielkiej Sali. Uważni obserwatorzy zauważyli, że chwilę później podążył za nią George, a jeszcze uważniejsi (choć trudno było nazwac ich tylko obserwatorami) wiedzieli, co robili po wyjściu ze śniadania. Ale nie to było teraz ważne. Ważniejszą rzeczą było, co działo się w środku.
- Ekhem... ekhem... Mozesz podać mi sól? - zapytała grzecznie Pansy, ale każdy zachowywał się, jakby w ogóle jej nie usłyszał. Do czasu, aż kaszlnęła ponownie. I ponownie. I ponownie. I znowu.
- Dość - Nacia walnęła pięścią w stół, a Flint aż podskoczył.
- Masz, masz - chwycił mocno sól w dłoń i i stanowczo postawil ją przed Ślizgonką o twarzy mopsa - Zadowolona?
Wzruszyła brwiami i wskazała podbródkiem na swój talerz.
- Nawet o tym nie myśl - odrzekł Marcus i wrócił do swoich grzanek. Pansy westchnęła ze zniecierpliwieniem, ale odpuściła.
Po tym incydencie Nacia, Kaajn i nawet Mimidka opuściły wielką salę. Ich śladem podążył Flint ze Szczęsnym (kolegą od picia), a Pansy nie chciała zostawać w towarzystwie milczącego Zabiniego i Angeliny, której spojrzenie mogło zabić czarodzieja znajdującego się nawet kilometr od niej. Poszła więc poszukac jakiejś przyjaciółki, o ile w ogóle takie miała.
- A tak w ogóle to gdzie Blanca, Nicole i Dagmara? - zapytał Zabini, chcąc przerwać upokarzajacą ich oboje ciszę.
- Nie wiem - odpowiedziała Angelina szybko i tak cicho, że ledwo dało się ją usłyszeć - Dlaczego nie pójdziesz ich poszukać? Albo nie, lepiej pójdź do swojej przyjaciółki Pansy. Mógłbyś ją poszukać i może jednak posolić jej jajecznicę? Żeby sama nie musiała się wysilać, a tak poza tym...
- Dość. Nie będę cię przepraszać.
Wstał i wyszedł,c zemu towarzyszyły ciche chichoty uczniów. Szacunku do elity, gdzie jesteś?
Draco nie wiedział co odpowiedzieć. Przede wszystkim jego mózg nie mógł pojać, co z tym wszystkim miał wpsólnego jego ojciec. Był zacmiony przez powagę sytuacji, która go zestresowała, omamiła i sparaliżowałą. Ręcę mu się trzęsły i spociły. Pospiesznie wytarł je w szatę, oblizał usta i...
- Mówże wreszcie. Jak już zdążyłeś zauważyć, mam pacjentów...
- Sprawy za... za bardzo się pokomplikowały. Chcę wrócić do domu, a nie mogę. Nie przepuszczą mnie przez granicę...
- Oczywiście - odparł pan Sharp - Prawo czarodziejów stanowi, że młody czarodziej, który nie ukończył szkoły, nie może przemieszczac się poza granice kraju częściej niż raz na miesiąc. Wiesz, komplikacje z nauką. To by oznaczało, że dany czarodziej dużo opuszcza. O tak, jest wielu takich wśród moich pancjentów... Przyjeżdżaja i z Anglii, i z Włoch i stąd, z Francji... Mój chlopcze, co ja mam z tobą zrobić?
- Proszę się ze mną deportować. Tylko na chwilę.
- Mam zakaz opuszczania kraju. A poza tym nie widziałem się z moją rodziną od tak dawna... Co u Naci?
- To zdradliwa... - Draco zastanowił się co mówi i znów oblizał wargi w pośpiechu - Dobrze jej idzie w szkole, ale już nie jesteśmy razem.
- Więc, więc... zastanowię się, co możemy zrobić... A tymczasem przespij się - doktor Sharp, ojciec Naci Shirley-Sharp, wstał i wskazał Draconowi kozetkę na kółkach, ktora umiejscowiona byla na rogu pokoju. Wcześniej to miejsce nie rzucało się tak w oczy. Aleksander Sharp zasłonił okna tak, że stało się jeszcze ciemniej i wyszedł. Malfoy w ostatniej chwili zauważył stojące na półkach dziwne przedmioty i na pewno nie służyły one to ostukiwania kolan ani aplikowania leków niesfornym pacjentom. Zresztą, Nacia nigdy nie mówiła, jakim dokładnie rodzajem emdycyny zajmuje się jej ojciec... Jakby ona sama o tym wiedziała...
Kozetka czy nie kozetka. Ważne, że miejsce do spania. Gdziekolwiek...
__________________
Life is wasted on the living
Ostatnio edytowane przez Nacia1234 : 07-10-2012 o 22:39.
|
|
|
07-10-2012, 22:37
|
#127
|
|
Moderator
Zarejestrowany: Aug 2007
Lokalizacja: Trondheim
Posty: 4,354
|
Dziewczynki moje drogie! Wiem, że sama miałam małe opóźnienie w pisaniu, ale każdemu może się zdarzyć. Tak więc jeżeli odpoczęłyście od jakże męczącej szkoły, to zabierajcie się za pisanie, bo waszych postów nigdy za dużo! Otrząśnijcie się z lenistwa, w końcu trzeba! Slytherin czeka! Niech czcigodny Salazar będzie z Wami!
I usunijcie spamik, bo on tego nie pochlebia.
__________________
Life is wasted on the living
|
|
|
07-10-2012, 23:12
|
#128
|
|
Omijać szerokim łukiem
Zarejestrowany: May 2007
Lokalizacja: Camelot
Posty: 1,514
|
Zniknęła za potężnymi drzwiami Wielkiej Sali i planowała udać się na zajęcia z eliksirów. To nic, że do dzwonka zostało jeszcze dobre piętnaście minut. Miała dość towarzystwa przyjaciół. Chociaż, czy oni w ogóle byli jeszcze przyjaciółmi?
- Christi!
- Czego? A to ty...
Mimo iż usiłowała zachowywać się pogodnie, była podminowana.
- Myślałem, że milej mnie przywitasz. - George pocałował ją w usta. - Dla ciebie pozostawiłem niedojedzony boczek.
- Trzeba było z nim zostać. Nie jestem najlepszym towarzyszem.
- Coś się stało?
- A weź przestań - machnęła ręką. - Szkoda nawet strzępić sobie język. Banda popieprzonych idiotów, którzy za cenę sławy są zdolni sprzymierzyć się z wrogiem. Zdradzają się na każdym kroku... Powoli zaczynam mieć ich dosyć. I jak tu wierzyć w jakieś prawdziwe uczucia?
- Nasze jest prawdziwe.
Uśmiechnęła się i spojrzała mu w oczy. W błękitną toń, która tak zbawczo uspokajała.
- Czasami jesteś tak bardzo naiwny.
- O co ci chodzi?
- Przekonasz się za kilka lat. Jeszcze będziesz mnie nienawidził.
Machinalnie przetarła lewe przedramię.
- Raczej szczerze w to wątpię. Ciebie nie da się nie kochać.
- Poczekaj parę lat. Poczekaj...
- Wiesz co, zaczynasz pieprzyć głupoty. Co masz teraz?
- Eliksiry.
Pociągnął ją za rękę.
- Nietoperz się nie obrazi jak się trochę spóźnisz, prawda?
- Nie, ale gdzie idziemy?
Nie odpowiedział, ale puścił jej oczko. Nic więcej nie trzeba było robić. Doskonale wiedziała, że za chwilę zapomni o problemach.
- Wszystkie potrzebne składniki znajdują się w...
Christina weszła do sali i szybko przemknęła do swojej ławki. Profesor uniósł na nią oczy, ale nawet nie zmienił tonu swojego głosu.
- ... szafce. Macie półtorej godziny. Zaczynajcie.
- Zapięła byś chociaż poprawnie guziki. - Dagmara uśmiechnęła się pod nosem.
Johnson szybko poprawiła koszulę, udając że nie widzi ciekawskich spojrzeń męskiej części klasy.
może jutro dokończę. na razie mam za dużo rozmów odnośnie wyborów studiów.... a ja kurde nie wiem co chcę ....
|
|
|
07-12-2012, 01:53
|
#129
|
|
Moderator
Zarejestrowany: Aug 2007
Lokalizacja: Trondheim
Posty: 4,354
|
Snape, nie zauważajac wejścia spóźnionej Christiny, wciąż prowadził lekcję swoim donośnym, choć monotonnym głosem. Jedni słuchali jego natarczywych i syzbkich instrukcji, starajac się nadązyć, inni nic z tego nie wiedzieli, a jeszcze inni postanowili spędzić te lekcję na swój własny sposób. Młodsza Johnsonówna poprawiała swój niezbyt skromny strój, kiedy nietoperz łaskawie obdarzył ją spojrzeniem. Nie przerwał jednak swojego słowotoku.
-...tak właśnie, panie Stratsford, tak właśnie, powiedziałem TRZY razy w PRAWO. Tak, a teraz trzy razy w lewo, raz w prawo i dodajemy napar z chrząstek żaby... Czy w tej klasie ktoś w ogóle rozumie, co ja mówię? Pięciominutowa przerwa. Kto zdążył, ten może spokojnie czekać, aż jego eliksir się zagotuje. Wykorzystajcie ten czas na pokrojenie nowych składników... Pazury jaszczurki. Drobno pokrojone.
Kiedy zakończył swój wywód, usiadł za biurkiem i zlustrował klasę wzrokiem, po czym wstał, podszedł do Christiny, która nie wiedziała, co dzieje się wokół i anwet nei zdążyła wyciagnąć swoich składników.
- Po lekcji. U mnie w gabinecie. Po KAŻDEJ lekcji ze mną.
- Ale...
- Ale? I po każdej lekcji. bez dyskusji.
Po czym odwrócił się na pięcie.
- Dobrze, że przynajmniej zapięłaś guzyki - Dagmara uśmiechnęla się przed nosem i powróciła do swójego eliksiru.
- Chcę stąd wyjechać. Stany Zjednoczone? Inny kontynent to byłoby to...
- Europa. Pod względem szkół jest najlepsza...
- Tak, Wojtek, ty to pewnie zwiedziłeś... Miałeś okazje... mnóstwo okazji... zapewne będziesz miał ich jeszcze wiele - powiedział Zabini, kiedy razem ze Szczęsnym i Flintem siedzieli na błoniach na przerwie obiadowej - Na dodatek możesz mieć wszystkie dziewczyny.
- Stary, tego kwiatu jest pół światu. Otrząśnij się. Angelinę dobrze znasz, spróbuj czegoś...
- Kogoś... - właczył się Szczęsny - Nowego. Nowe wyzwania.
- I doznania - zaśmiał się Flint.
- Ale ja chcę Angelinę.
- Stary, nie wiem co w niej widzisz. Jest chamska, złośliwa, ordynarna... Rządzi się, jakby była nie wiadomo kim, a wszyscy wiedzą, ze już nie jest. Nawet ja. Nawet TY - Flint próbował przekonać Blaise'a do swoich racji. Bezskutecznie.
- Niestety nie było dane mi poznać Angeliny Johnson w pełni blasku - powiedział Szczęsny - O, Nacia! Siadajcie!
- Właściwie to miałam zamiar uczyć się do egzaminu z zaklęć... Jak wiecie, jest za godzinę.
- No, na szczęście jest wolna... - powiedziała Kaajn.
- To wy już... razem, wszystko ok? - Szczęsny pokazał palcem na dwie Ślizgonki, a one spojrzały na siebie i uśmiechnęły się.
- Na to wyglada - odpowiedziała Kaylin z uśmiechem. W tym samym momencie Zabini dostał po glowie - Z czego się śmiejesz, głupku?
- Wy.. jakie ambitne.
- Dobrze, że go rozbawiłyście, bo od pewnego czasu rozmyśla, jak przeprosić Angelinę - Flint postanowił działać w inny sposób.
- O nie nie nie, nie damy się w to wkręcić - Kaylin sanowczno broniła się przed wdaniemw kolejną intrygę.
- A moze jednak?
- Angelina jest wobec nas neifair - stwierdziła stanowczo Nacia - gdyby miała okazję, to zniszczyłaby nas wszystkich. Bądźmy pierwsi. Elita musi trzymać się razem.
Zabini był przerażony tym, co miało właśnie nadejść.
- Ale co to za elita bez Angeliny...?
Nie obyło się bez grupowego westchnięcia.
//Może byc chaotyczne, bo ledwo żyję. Dobranoc.
__________________
Life is wasted on the living
Ostatnio edytowane przez Nacia1234 : 07-12-2012 o 02:04.
|
|
|
07-12-2012, 22:02
|
#130
|
|
Omijać szerokim łukiem
Zarejestrowany: May 2007
Lokalizacja: Camelot
Posty: 1,514
|
Została po lekcji tak jak ją prosił. Nawet specjalnie nie odstawiała zranionej uczennicy. Podeszła do tego jego wielkiego, czarnego biurka i grzecznie czekała, aż raczy podnieść na nią wzrok i wypowiedzieć słowa egzekucji. Jednak gdy drzwi zamknęły się po raz ostatni, a Nietoperz nadal nie wyściubiał nosa ponad roczny spis składników, usiadła chamsko na stole i czekała. Przy okazji przygniotła jakieś papierzyska, które widocznie były dla niego ważne, bo zaraz się nią zainteresował.
- Złaź z tego.
- O, czyli jednak pan profesor raczył mnie zauważyć. Miło.
- Nie bądź opryskliwa, bo dostaniesz szlaban. - powiedział rozzłoszczony. Odgonił ją ręką, po czym zajął się rozprostowywaniem pergaminu.
- To na razie nie mam szlabanu? - zdziwiła się. Była pewna, że któregoś pięknego dnia cierpliwość Severusa Snape, co do jej spóźnień, sięgnie zenitu, ale najwyraźniej nie był to ten dzień. No cóż, po raz kolejny udało się uchronić przed karą.
- Nie.
- To po co mam zostawać po lekcjach?
- Bo będziesz mi pomagać przy spisach. Muszę to skończyć do końca roku szkolnego, a nie posuwam się w szybkim tempie.
Christina zachichotała cicho, a przed jej oczami zamajaczył niewyraźny zarys nauczyciela i Marceliny. Snape zmierzył ją wzrokiem najwyraźniej wiedząc co chodzi po jej psychicznie upośledzonej głowie. Postanowił jednak nie zwracać na to zbytecznej uwagi.
- Mnie to jednak wygląda na szlaban. - oznajmiła, gdy wreszcie postanowiła zapanować nad swoim zachowaniem.
- To jest dobrowolna pomoc.
- Chyba znamy inne definicje słowa 'dobrowolna'.
- Od teraz znasz taką definicję jak ja. I żadnego ale. - dodał widząc, że zbiera się do natarcia. - Trzymaj to i pospisuj z każdej karty pierwsze pozycje.
Podał jej nad biurkiem stos poobdzieranych pergaminów. Ręce ugięły się pod ciężarem, ale potulnie zaniosła je do najbliższego stolika i usiadła na krześle. Spojrzała na nie smętnie.
- Jest przerwa na obiad. - mruknęła, ale głośno, żeby ją usłyszał.
Chwilę później przed nią zmaterializował się talerz z kanapkami.
- Smacznego.
Westchnęła ostentacyjnie.
***
- Gdzie byłaś?
Angelina rozłożyła się na łóżku siostry i denerwowała papierową Aguilerę strasząc ją nożyczkami.
- Na zajęciach. - odparła rzucając torbę na ziemię. Zero poszanowania, no zero.
- Na obiedzie kretynko. Musiałam sobie radzić sama z tą bandą idiotów.
Marcelina chrząknęła, przypominając o swojej obecności.
- Aaa, Nietoperz mnie zatrzymał. Jak i w każdą następną przerwę po eliksirach.
- Dostałaś szlaban? - siostra aż usiadła pod wpływem emocji i ciekawości.
- Nie. Dobrowolnie pomagam mu przy porządkach. To jego słowa, nie patrz tak na mnie.
- Czyli dostałaś szlaban. - skwintowała Marcelina.
- No.
Opadła na poduchy łóżka siostry.
***
Szczęsny siedział przed kominkiem i nic sobie nie robił z zaskoczonych spojrzeń Ślizgonów. Przecież elita i tak tu teraz nie przebywała, a on lubił siedzieć blisko ognia i rozgrzewać swoje kości. Przecież są wiele warte, musi o nie dbać. Mistrzostwa same się nie wygrywają.
- Cześć Wojtek.
Flint, jak na prawdziwego członka elity przystało, zazwyczaj zwracał się do wszystkich po nazwisku. Jednak nazwisko Polaka było dla niego zagadką fonetyczną, więc dał sobie spokój.
- Jak tam sprawy z damską częścią grupy? Nadal stan wojny?
- Taa - przeskoczył przez kanapę i usiadł na niej. - Ciesz się, że w szkole nie można rzucać Niewybaczalnych. Mógłbyś paść ich ofiarą. Przypadkową oczywiście.
- Niewybaczalne? Przecież...
- One je znają stary. Nawet nie wiesz jak dobrze, nawet nie wiesz.
Marcus po raz kolejny wykazał się nadzwyczaj dobrym 'trzymaczem tajemnic'.
Właśnie obejrzałam 'Projekt X'. Przed następną imprezą w Slythu macie obowiązek zobaczyć ten film xD
Ostatnio edytowane przez Christina : 07-12-2012 o 23:55.
|
|
|
Zasady postowania
|
You may not post new threads
You may not post replies
You may not post attachments
You may not edit your posts
kod HTML jest Wył.
|
|
|
Podobne wątki
|
| Wątek |
Autor wątku |
Forum |
Odpowiedzi |
Ostatni post / autor |
|
SLYTHERIN
|
Angela Johnson |
Kosz |
400 |
10-08-2008 17:46 |
|
SLYTHERIN
|
Angela Johnson |
Kosz |
2304 |
07-08-2008 16:37 |
|
SLYTHERIN
|
Angela Johnson |
Kosz |
2000 |
11-25-2007 11:03 |
|
SLYTHERIN
|
Angela Johnson |
Kosz |
1996 |
06-14-2007 12:58 |
|
SLYTHERIN
|
Limonka |
Kosz |
3490 |
05-05-2007 20:18 |
Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 08:45.
|
|