Wróć   HPN.pl > Harry Potter > Hogwart

Odpowiedz
 
Narzędzia tematu Wygląd
Stary 08-01-2011, 00:07   #131
Blanca-Evans
Fan "Strefy 11" i tarota
 
Blanca-Evans na Harry Potter Forum
 
Zarejestrowany: Jul 2011
Lokalizacja: myslovitz (;
Posty: 91
Domyślnie

Blanca rozstała się z Christiną i Ginny, które startowały jako ostatnie. Zanim udała się w stronę wejścia do Ministerstwa Magii weszła w ciemny zaułek i szepnęła -Lumos.
Ze swojej torebki wyciągnęła lusterko wielkości zeszytu A5 i powiesiła je na brudnej ścianie klatki schodowej. Zaczęła majstrować przy swojej fryzurze. Upięła włosy w bardzo ciasny kok z tyłu głowy i machnęła różdżką, zmieniając ich kolor na czarny. Zaklęcie to nie będzie działało długo, ale wystarczy na tyle, żeby zdobyć jakiś włos. Gdyby spotkała swoich rodziców nie zdążą jej rozpoznać. Szybko schowała lusterko z powrotem do torebki i ruszyła w stronę budki telefonicznej, która służyła jako wejście do Ministerstwa. Oparła się i czekała aż zobaczy kogoś wartego uwagi. Po chwili zbliżyła się do budki kobieta średniego wzrostu, w blond włosach do ramion. Ok, do dzieła Evans.
-Czy może... czy może mi Pani pomóc? -Blanca była świetną aktorką, zobaczyła zatroskaną minę kobiety i udała, że mdleje. Nie musiała się za bardzo wysilać, nie dość, że miała bardzo bladą cerę, to w czarnych włosach wyglądała jeszcze gorzej. Pracowniczka złapała ją i lekko poklepała w policzek, próbując ocucić. Evans spojrzała na nią zamglonym wzrokiem.
-Czego potrzebujesz, dziewczyno?
-Mogłabym.. mogłabym prosić o coś do picia?
-Dasz radę wstać?
-Myślę.. chyba tak.
Podniosła się, teatralnie chwiejąc. Kobieta patrzała na nią zmartwionym wzrokiem.
-Chodź, tam jest sklep, kupię Ci coś do picia.
-Mam nadzieję, że nie będzie miała Pani przeze mnie kłopotów? -zapytała Blanca.
-To teraz nie jest ważne.
Blenci przez chwilę miała wyrzuty sumienia, że tak wykorzystuję tę niczemu winną kobietę, ale szybko przypomniała sobie kim jest.
Kiedy znalazły się blisko sklepu, ale dość spory kawałek od budki telefonicznej, Evans szybko wyciągnęła różdżkę i zanim nieznana Pani zdążyła zareagować, powiedziała: -Drętwota.
Kobieta padła przed nią oszołomiona, a Blenci podniosła ją i zaprowadziła ją w ten zaułem, w którym wcześniej zmieniała fryzurę. Zgrabnym ruchem wyrwała jej blond włosa i wsadziła do fiolki, którą trzymała w kieszeni.
Spojrzała w jej niebieskie, nieświadome oczy i powiedziała bardzo cicho - Patrz komu ufasz. Zajrzała jeszcze do kieszeni jej ofiary i wyciągnęła z niej niebieską kartę z napisem 'Roma Cotton, fotograf dla Proroka codziennego'.
-O kurwa. -nie mogła powstrzymać swojej niewyparzonej gęby.
I aportowała się przed Kwaterę Główną Śmierciożerców.

***

W salonie zastała już Lucy, Ginny i Christinę z soczkami w ręce. Kiedy Ginn zorientowała się, że ta czarnowłosa dziewczyna to Blanca, zakrztusiła się sokiem.
-Co... co Ci się do cholery stało? -zapytała ją zszokowana.
-Och, to na wypadek, gdybym przed Ministerstwem spotkała rodziców. To zaklęcie powinno już zniknąć. Podeszła do lustra, rozpuściła włosy i energicznie potrząsnęła głową, tworząc 'artystyczny nieład' z rozczochranych loków. Po chwili jej włosy odzyskały swój naturalny, płomiennie rudy kolor.
-Od razu lepiej. -usłyszała głos Ginn.
-Spieprzyłam sprawę.
-Jak to spieprzyłaś sprawę? -Lucy patrzała na nią z niedowierzaniem.
-Nie masz włosa? -teraz Christina.
-Mam tego pieprzonego włosa. -potrząsnęła im przed głowami fiolką.
-No to co się stało? Zorientowali się? -pytała Weasley.
-Spójrzcie na to. -wyciągnęła z kieszeni niebieską plakietkę, należącą do Romy Cotton.
-Chodzi Ci o to, że będziesz miała na nazwisko 'bawełna'? -Lucy chciała obrócić tą sytuację w żart.
-Nie - syknęła Ginny. -Chodzi o to, że Blanca pracuje z własną matką.
__________________
'And it feels
And it feels like
Heaven's so far away
And it feels
Yeah it feels like
The world has grown cold
Now that you've gone away'
Blanca-Evans jest off-line   Odpowiedź z cytowaniem
Stary 08-01-2011, 16:01   #132
Ginny_Weasley12
Urodzony, by rządzić światem
 
Ginny_Weasley12 na Harry Potter Forum
 
Zarejestrowany: Feb 2007
Posty: 6,239
Wyślij wiadomość przez MSN do Ginny_Weasley12
Domyślnie

Gdy Christina złapała Ginny za rękaw i pokazała jej pana Weasleya, jej tatę ta natychmiast ukryła się gdzieś za rogiem. Przecież nie może być zauważona. Chociaż z drugiej strony, co złego w tym, że jest teraz przy Ministerstwie?
Po prostu nie chciała się spotkać ze swoim tatą. Ale to dotarło do niej dopiero później.
Słyszała, że Christina rozmawiała jeszcze trochę z Arturem Weasleyem. Ale nie słuchała ich dokładnie. Teraz miała ważniejsze sprawy na głowie.
Szybko wepchała się jako ostatnia do tej głupiej budki telefonicznej, którą Ministerstwo musiało zjeżdżać. Zaraz potem zdała sobie sprawę, że nikt tak nie postępuje, że to zachowanie wredne i chamskie... Natychmiast odwróciła się przodem do wyjścia, tak, by inni nie widzieli jej twarzy. Była powszechnie znaną osobą, z rodu biednych Weasleyów. No i dochodziły te płomiennie rude włosy.
Szybko wyszła z windy i przeszła do głównego holu. Kręciło się tam mnóstwo ludzi. Christina chociaż na chwilę zatrzymała jej ojca, więc zanim on się tu pojawi, Ginn na pewno już załatwi sprawę.
Wyznaczyła swoją ofiarę. Jakaś niska, ale i szczupła brunetka, mająca prostą grzywkę i lekko zadarty nos. Weasley pomyślała, że ta kobieta jest idealna - nie rzuca się w oczy, jest też bardzo zwinna i szybka. Przynajmniej na taką wyglądała.
Brunetka skręcała akurat za róg, więc Ginn szybko ją dogoniła. Tam było dużo mniej osób. Ruda przyuważyła na jej czerwonym sweterku kilka czarnych włosów, z odrostem ciemnego blondu u samej nasady.
Podeszła bliżej do kobiety i zdjęła ten włos ze sweterka. Brunetka nawet się nie obejrzała. Śmierciożerczyni wyprzedziła ją, jeszcze na chwilę zatrzymując wzrok na jej plakietce. Celina Freek. Jasne.
Szybkim krokiem poszła do toalety, a stamtąd deportowała do Kwatery.

Tam była już Lucy. Ginn skinęła tylko na nią głową. Miała włos ciągle w swojej dłoni, poszła więc do kuchni i wyciągnęła jakąś fiolkę. Umieściła w niej włos, po czym usiadła na kanapie w Kwaterze. Powoli przychodzili wszyscy.

-Chodzi o to, że Blanca pracuje z własną matką.
Wszyscy spojrzeli to na jedną rudą, to na drugą.
-Jak ty to zrobiłaś? - wysyczała Christina przez zaciśnięte zęby. - Nie poznałaś, że ta dziewczyna mogłaby być jakąś koleżanką twojej matki?
-Niby skąd miałam to wiedzieć?! - odwarknęła Blanca.
-No od matki!
-Ja nie utrzymuje kontaktu z matką!
Po tym krzyku Evans nastała cisza. Blanca i Johnson mierzyły się wzrokiem.
-Dość. - powiedział Gunnar i stanął między nimi. - Trudno. Blanca będzie miała gorzej. Uważaj. - zwrócił się bezpośrednio do niej. - Niech uczucia nie przejmą nad tobą kontroli. To będzie trudna wyprawa.
Miał rację i powoli to do wszystkich dochodziło. To nie sklep Wesleyów. To całe Miniesterstwo Magii.
-Będzie dobrze. - powiedział Dominic. Lecz jego głowa nadal była między rodziną Starków, między jego mamą a tatą. I między eliksirem wielosokowym.
-Damy rade. - rzekła Ginny, by dodać wszystkim otuchy. Przewracała fiolkę między palcami.
-My byśmy nie dali? - dokończyła Christina. Śmierciożercy lekko się zaśmiali.
-To kiedy ta wyprawa? - spytała Luy. - i co w końcu z Rubinem?
__________________
Kto jest śmierciożercą? Ja! Ktoś o tym wie? Może rzucę na niego Avada Kedavra?

"Jest wiele ważniejszych spraw niż moje delikatne serce."

Ostatnio edytowane przez Ginny_Weasley12 : 08-01-2011 o 16:25.
Ginny_Weasley12 jest off-line   Odpowiedź z cytowaniem
Stary 08-01-2011, 16:57   #133
Pikus
Świr wymagający opieki
 
Pikus na Harry Potter Forum
 
Zarejestrowany: Aug 2007
Posty: 459
Domyślnie

Gdy wszyscy śmierciożercy deportowali się, Dominic podszedł do skrzata i natychmiast podał mu eliksir. Skrzat po paru sekundach stał już na nogach.
-Dziękuje Panie – skrzat obdarzył śmierciożercę szczerym uśmiechem.
-Dobrze, że mnie odnalazłeś. Spisałeś się na medal. – Skrzat bił sobie brawo, Stark ciągnął dalej – Jak to się stało? Opowiadaj mi wszystko… jak do tego doszło i czy ktoś przeżył.
-Ktoś nas zdradził..
-To już wiemy, mów co dalej – wtrącił Dominic.
-Było ich dziesięcioro. Skrzat rozpoznał tylko aurorów, dwie osoby były zakapturzone. Rubin nie ma pojęcia kto to mógł być. Pojawili się nagle w naszym ogrodzie podczas kolacji. Rubin nie wie czy ktoś ocalał. Widział tylko ciało Pana Starka, reszta walczyła. Po rozkazie Pani deportowałem się.
-Czyli jest nadzieja… - mruczał pod nosem Stark. – mam dla ciebie zadanie Rubinie.
Wyłupiaste oczy skrzata zrobiły się jeszcze większe, a uszy wyglądały jakby uniosły się w powietrze.
Dominic wyciągnął z kieszeni dziennik. Wertował w nim chwile po czym wyrwał kartkę i podał stworkowi.
-Słuchaj mnie uważnie. Postaraj się jak najszybciej kupić, ukraść, zdobyć ..nie ważne jak, masz mi je po prostu dostarczyć to znaczy wszystkie te rośliny i rzeczy z tej listy… wyraziłem się jasno??
Skrzat pokiwał głową na znak, że wszystko zrozumiał.
-To – mężczyzną pokazał na jeden produkt z listy – to jest priorytetem!! No to leć, postaraj się tu być jak najszybciej, to pozwole ci posprzątać w moim pokoju.
Skrzat pstryknął palcem i zniknął. W tej samej chwili Dominic popędził do siebie do pokoju. Przeszedł przez drzwi zamykając je z hukiem, wszedł do pomieszczenia, niby garderoby ale on miał tam swoje małe laboratorium, bardziej przypominało to amatorską pędzarnie bimbru. Na stole stał duży kocioł, na stoliczku obok troszkę mniejszy, w nim już znajdował się jakiś eliksir który ciągle się gotował. Na ścianach wisiały próbówki, i zaschnięte rośliny. Na półce poukładanie w rządku niezwyczajne noże, zagięte, ostre, tępe, proste i takie z różnymi haczykami.
Dominic nachylił się nad kociołkiem, który już się gotował.
-No już dojrzewa jeszcze tylko jeden produkt i eliksir wieloskokowy będzie gotów. – śpiewał pod nosem.
Zakasał rękawy i wziął się za eliksir na który potrzebuje 6 dni. Nie zaglądał już do żadnej książki. Miał to wszystko w głowie.
Po paru minutach kociołek już stał na ogniu. Gdy Dominic siekał skórkę boomslanga, w jego pokoju zmaterializował się Rubin z wypchanym workiem.
-Mam panie wszystko!! – wykrzyknął zadowolony i dumny z siebie skrzat
-Znakomicie się spisałeś to teraz śmigaj sprzątać pokój, a mi pozwól pracować – wyrwał z rąk skrzata worek i wyciągnął z niego róg dwurożca. Zawinął w szmatkę i uderzył parę razy młotem aż uzyskał idealny proszek. Dospał szczyptę. Jego eliksir nabrał już odpowiedniej barwy i zapachu.
-No jeszcze jeden dzień na to cudeńko.
Uśmiechał się do siebie podczas pracy, to go odprężało. Tłoczył właśnie Figi Abisńskie tak aby zaczęły puszczać soki i rzucił je do wielkiego kotła w którym tworzył nowy eliksir.

***

Po paru minutach zszedł do pokoju, a za nim ciągła się woń różnych zapachów.
Usiadł w salonie i czekał na śmierciożerców, aż wrócą ze swoich wypraw po włosy.
Pojawiali się kolejno. Jeden po drugim. Christina wydawała się cieszyć z misji. Ta kobieta to istna maszynka do zabijania, pomyślał w duszy mężczyzna. Blanca miała nie tęgawą minę.
Dziewczyny rozmawiały o czymś ze sobą, nie zwracając uwagi na obecność Dominica.
- Będzie dobrze – wtrącił w końcu Stark.
-Damy rade. - rzekła Ginny, by dodać wszystkim otuchy. Przewracała fiolkę między palcami.
-My byśmy nie dali? - dokończyła Christina. Śmierciożercy lekko się zaśmiali.
-To kiedy ta wyprawa? - spytała Lucy. - i co w końcu z Rubinem?
-Rubin sprząta w moim pokoju, dostał tam przydział i dostał rozkaz słuchania was. Wystarczy, że go zawołacie to się niezwłocznie pojawi. A eliksir będzie gotowy jutro. Na szczęście waży się już prawie miesiąc. Mimo to będziecie musieli poczekać z misja jeszcze 5 dni. Jest jeszcze jeden eliksir, który muszę zrobić. Także reasumując mamy pięć równych dni na obmyślenie idealnego planu. – Powiedział wyczerpująco Dominic.
- Jeżeli to konieczne to odsuniemy tę akcję, w celu ustalenia szczegółów jutro po kolacji chcę was wszystkich widzieć przy stole. – wtrącił Dominicowi Voldemort.
Wszyscy kiwnęli głowami.
-RUBIN!!!! – krzyknął Stark.
W pokoju zmaterializował się skrzat.
- Zrobisz wszystkim kolacje i podaj nam Whisky to stołu. Nie wiem jak wy ale po takim dniu musze się napić.
-TAK JEST!! – skrzat cieszył się niesamowicie. W końcu znowu miał rodzinę.
__________________
I'll become what I despise
Living someone else's life...

Ostatnio edytowane przez Pikus : 08-01-2011 o 19:05.
Pikus jest off-line   Odpowiedź z cytowaniem
Stary 08-02-2011, 16:03   #134
Ginny_Weasley12
Urodzony, by rządzić światem
 
Ginny_Weasley12 na Harry Potter Forum
 
Zarejestrowany: Feb 2007
Posty: 6,239
Wyślij wiadomość przez MSN do Ginny_Weasley12
Domyślnie

Wszyscy patrzyli, jak skrzat oddala się w podskokach.
-To na pewno dobry pomysł? – powiedziała Lucy niepewnie.
-Taaak, dobry. – zapewnił Dominic. – Ten skrzat nas nie zdradzi.
-Oby.. – mruknęła Ginny.
Przez chwilę wszyscy siedzieli w milczeniu, patrząc gdzieś po kątach i wsłuchując się w fałsze Rubina, które wydobywał on ze swojego gardła, sporządzając posiłek.
-Ja już chcę tę misję. – odezwała się w końcu Christina, która usadowiła się dość dziwacznie na swoim fotelu. Miała nogi przewieszone przez jego oparcie (to boczne, na rękę) i machała nimi w powietrzu. Gunnar zaśmiał się.
-Widać nie tylko ja jestem tak bardzo spragniony krwi.
-A właśnie, Gun. – rzekła Blanca. – Nie wychodzisz teraz nigdzie, żadną misję, żadne wilkołacze sprawy?
-Na razie nie... – odparł Gunnar, ale widać coś mu się przypomniało, bo nagle się zamyślił.
Wtedy przyszedł Rubin, niosąc na głowie tackę, a na niej przeróżne pyszne rzeczy do jedzenia na kolację; mleko, jajka, ser biały i żółty, jakieś mięso, a na gorąco sporządził lasagne oraz naleśniki nadziewane dżemem. Obok tego wszystkiego stały kieliszki oraz butelka Ognistej.
-Tylko jedna ? – spytał Dominic, patrząc na to wszystko. Nie tylko jemu, na sam widok jedzenia zaburczało w brzuchu.
-Jak się skończy, przyniosę druga, Panie. – skłonił się lekko skrzat i położył wszystko na stoliku. Każdy zabrał sobie po kawałku czegoś, na co akurat najbardziej miał ochotę.
-To niezdrowo tak jeść na wieczór. – powiedziała Ginny zmartwiona.
-Oj Ginn. Co się martwisz. – odparła Christina. – Pójdzie nam w cycki.
Blanca i Lucy zaśmiały się.
-Taaak. – rzekła Blanca. – Tekst „pójdzie w cycki” zawsze jest motywacją do jedzenia jeszcze większej ilości niezdrowego jedzenia, i w dodatku wieczorem. A i tak się okłamujemy.
-Nieprawda. – zaprzeczyła Lucy. Ale nikt już nie drążył tematu.
Weasley przypomniała sobie, jak jej mama robiła zawsze lasagne, jedną z lepszych. Było to także jedno z lepszych wspomnień z tamtego domu, kiedy bliźniacy bawili się , a raczej znęcali nad Ronem...
Nie mogła już dłużej wytrzymać. Odłożyła talerz i wstała.
-Muszę na chwilę pójść do mojego pokoju. – oznajmiła. Poszła w stronę sypialni, czując na sobie wzrok wszystkich, ale nie obchodziło ją to. Weszła przez świeże, jeszcze pachnące nowością drzwi do swojego małego apartamentu. Usiadła na łóżku i schowała twarz w dłoniach. Kątem oka zauważyła zdjęcie na szafce – Fred, George i ona, uśmiechający się do obiektywu. Każdy z bliźniaków na swój sposób, ten jedyny, niepowtarzalny.
Złapała ramkę ze zdjęciem, popatrzyła na nie dłużej. A potem rzuciła w sam środek ściany. Szybka rozbiła się, szkła poleciały na podłogę. W oczach Ginn lśniły łzy. Otarła je rękawem. To nie czas, to nie jest czas na takie użalanie się nad sobą.
Chciała coś przeczytać, dla uspokojenia, więc odwróciła się w stronę półki z książkami. Wtedy ktoś zapukał do jej drzwi.

//Egoistycznie, ale przez te 5 dni niech się coś dzieje. : )//
__________________
Kto jest śmierciożercą? Ja! Ktoś o tym wie? Może rzucę na niego Avada Kedavra?

"Jest wiele ważniejszych spraw niż moje delikatne serce."

Ostatnio edytowane przez Ginny_Weasley12 : 08-02-2011 o 16:26.
Ginny_Weasley12 jest off-line   Odpowiedź z cytowaniem
Stary 08-03-2011, 19:14   #135
Pikus
Świr wymagający opieki
 
Pikus na Harry Potter Forum
 
Zarejestrowany: Aug 2007
Posty: 459
Domyślnie

-Chce być sama…- powiedziała rudowłosa.
-A wieź nie pierdol – Do pokoju wszedł ostentacyjnie Dominic, i zamknął za sobą drzwi.
Na twarzy Ginny mimowolnie ukazał się uśmiech.
-Ty to się nadajesz.. nie wiem… boszzzzz – pokręciła oczami na znak zirytowania.
-No co nie cieszysz się?? Taki okaz ci wszedł do pokoju a ty nic… - puścił jej oko. – Myślisz widzę o braciszkach. Teraz jak powiem ci, że wiem co czujesz to już mi uwierzysz?
Dominic usiadł na fotelu obok łóżka Ginny. Oparł głowę na dłoniach i patrzył w dywan. Zasłonił twarz by przyjaciółka nie widziała jej wyrazu.
-Też straciłem bliskich… różnica jest tylko taka, że ja się mogę zemścić i to zrobię.
W tym momencie Ginny przypomniały się wszystkie ostatnie wydarzenia, pojawienie się tajemniczego skrzata, który okazał się być służącym Starka, jego przykrą wiadomość a jednocześnie zbawczą dla Czarnego Pana, być może właśnie dzięki niej stał się taki spokojny. Dom też stracił to co kochał, co prawda nigdy o tym nikomu nie mówił, ale na pewno łączyła go z nimi mocna więź. Tego nie musiał nikomu tłumaczyć. Rozumiała go w stu procentach, jednak przez cały wieczór nie dawał bo sobie poznać, że cierpi.
-Nie wstydź się tego, nikt się nie dowie. – uśmiechnęła się i złapała go za rękę odciągając ją.
-Ty też nie.. dobrze wiem co robisz gdy jesteś sama – złapał jej drugą ręke.
-Oj czasami po prostu muszę to z siebie wyrzucić – odparła patrząc mu w oczy gdy ten tylko podniósł głowę.
-No też tak mam.
Nastała cisza patrzyli przez dłuższą chwile na siebie. Pomiędzy nimi czuć było przyjacielską więź.
-Ginny, co by się nie działo w ministerstwie… nie wtrącaj się do tego. Znasz mnie i wiesz, że jak już tam wejdę jako prawdziwy ja… to zrobię im tam masakre.
-No wiem, ale niby jak mamy wyłapać tego śmierciożerce który nas zdradził?
-Skrzat mówił mi o dwóch zakapturzonych postaciach. Mam taką nadzieje, że jak mnie złapią to w końcu zdrajca sam się pojawi by spojrzeć mi w twarz i śmiać się prosto w oczy jak to moi bliscy się przed nim płaszczyli. A jeśli nie to któreś z was na pewno ich odnajdzie. To już leży w mojej jakby to nazwać.. Już ja się o to postaram. – puścił jej oko i wstał z fotela.
Ginny jednak złapała go mocniej i ściągła z powrotem na siedzenie.
-Zostań. Nawet nie musisz nic mówić po prostu bądź.

***


Miedzy czasie na dole dziewczyny śmiały się ze skrzata który na rozkaz Christiny rozśmieszał je do łez.
-On jest niemożliwy!! – krzyknęła Lucy.
Rubin właśnie stał na jednej ręce i machał nogami. Drugą ręką zasłaniał swoje to i owo , które wyłoniło się z pod potarganych szmat.
-Nie no chodź tu patałachu bo nie mogę na Ciebie patrzyć – Christina machnęła różdzką szeptają co ś pod nosem. Szata skrzata zmieniła się w dopasowany czarny frak.
-Oooo dziękuje Pani – Rubin padł na kolana i zaczął całować stopy Christiny, co wywołało u niej pisk.
Dziewczyny śmiały się jeszcze głośniej.
-Noo teraz nasz skrzat wygląda jak przystało na skrzata śmierciożerców – wtrącił Gunnar.
Rubin odepchnięty z odrazą przez Christinę skakał w kółko i cieszył się z ubrania. Mimo iż dostał ubranie nie był wolny, ponieważ to nie Dominic je mu dał.
-Ciekawe co ta dwójka robi u góry – zapytała Blanca podejrzliwie ruszając brwiami.
-Póki co nic nam nie leci na głowę!! – wykrzyknęła Lucy prawie turlając się ze śmiechu.
Po chwili rozmów i kawałów większość smierciożerców opuściło salon główny i udało się do swoich pokoi. Na dole został Gunnar z Christiną.
-Powiesz mi w końcu gdzie ty tak ciągle znikasz?
-Nie… Nie teraz, ale właśnie miałem iśc.
-Gdzie znowu!!??
-No mam coś do załatwienia – odparł wilkołak, poczym wstał i udał się do wyjścia.
Zrezygnowana Christina złapała w polowie pustą flaszkę whisky i udała się do swojego pokoju.

***

Następny poranek był lepszy od poprzedniego dnia. Do kwatery śmierciożerców zaglądało słońce.
Dominic był u siebie w pokoju.( Gdy Ginny zasnęła przeniósł się do siebie. )
-No to zerknijmy na nasze eliksiry – Mobilizował się, by opuścić łoże chociaż pomysł wylegiwania się pół dnia był bardzo kuszący.
Pierwsze Dom udał się do łazienki. Gdy już doprowadził się do porządku udał się do swojego małego laboratorium za ścianą i doglądał eliksirów. Eliksir wieloskokowy był już gotowy. Natomiast do końca warzenia drugiego zostało jeszcze pięć do czterech dni. Skrzata nie było w pokoju, najprawdopodobniej szykował jakieś grubsze śniadanie.
Wyszedł z pokoju i delikatnie starając się nie robić hałasu wszedł do pokoju Ginny i usiadł przy łóżku dziewczyny łapiąc ją za rękę.
Tymczasem w Sali głownej pojawiali się wymięci śmierciożercy.
-To jaki plan na dziś?? – zapytała Lucy drapiąc się po głowie i ziewając.
-No ja mam dośc nie typowy, myślałam o tym całą noc. Korzystając z okazji, że nie ma Czarnego Pana, Gunnara, powinnam z Ginny pochować jej brata.
Blanca i Lucy popatrzyła na Christinę z przerażeniem.
-Nie patrzcie tak. Po rozmowie z Panem Weasley’em musze to zrobić. Ze względu na szacunek no i jestem to im winna.
Dziewczyny już się nie odzywały. To bardzo szlachetne ze strony Christiny, ale i bardzo ryzykowne. Gdyby Czarny Pan się dowiedział, mogło by to skończyć się bardzo źle.

Ginny otworzyła oczy. Pierwsze co zobaczyła był siedzący przed nią Dominic.
- A dzień dobry księżniczko – pokazał jej język.
-A idź ty. Czego tu?
-A…. przyszedłem zobaczyć czym oddychasz.
-Ja się chyba przesłyszałam! Powiedziałeś Czym?? Czy miałeś zamiar powiedzieć „czy”?
-Eeeee… chyba się nie pomyliłem – na jego twarzy pojawił się szyderczy uśmiech.
Ginny się zaczerwieniła i zaczęła ciskać niego poduszkami tak, że ten znikł za jej drzwiami śmiejac się tak, że Ci na dole wiedzieli, że nadchodzi.
Ginny ubrała się, pomogła jej wczorajsza rozmowa z Dominiciem i te jego głupie żarty i teksty.
Rozglądnęła się po pokoju i wpadła na pomysł, że posprzątanie swojego pokoju pomoże jej do końca w poukładaniu skomplikowanych spraw w swoim życiu.
Nie czekając ani chwili dłużej wzięła się do roboty.

***

Po paru godzinach śmierciożercy zgromadzili się w hallu kwatery.
-Pójdziecie ze mną go pochować?
-Jeżeli to dla Ciebie takie ważne.
Christina pokiwała głową na znak wdzięczności. Złapała z Ginny owinięte czarnym Płotnem ciało, a następnie wszyscy deportowali się na tajemniczy cmentarz.
__________________
I'll become what I despise
Living someone else's life...

Ostatnio edytowane przez Pikus : 08-03-2011 o 21:34.
Pikus jest off-line   Odpowiedź z cytowaniem
Stary 08-03-2011, 21:51   #136
Christina
Omijać szerokim łukiem
 
Christina na Harry Potter Forum
 
Zarejestrowany: May 2007
Lokalizacja: Camelot
Posty: 1,514
Domyślnie

Cmentarz był mały i zaniedbany. Sprawiał wrażenie opuszczonego, nieuczęszczanego.
I tak też było w istocie. Śmierciożercy od czasu do czasu targali tu zamordowanych i wrzucali, do wielkiego dołu, tuż przy płocie. Dzisiejsza ceremonia miała się odbyć jednak inaczej. Oczywiście bez księdza. Christina, jako główna pomysłodawczyni, była ateistką. Nie wierzyła w nic. Kompletnie w nic. Co do wyznania Ginny nigdy nie była pewna, nie rozmawiały o tym, bo i po co?
Teraz posępny korowód tłoczył się pośrodku niewielkiego cmentarza. Czarny całun z ciałem spoczywał pod nogami dwóch zakapturzonych postaci. Spod górnych fałd materiału wymykały się jasne i rude kosmyki, którymi szarpał wiatr. Pogoda jakby współpracowała z ludźmi, była paskudna. Wiało niemiłosiernie, do tego padał rzadki, ale uciążliwy deszcz, który sklejał poły materiałów.
Jedna z dziewczyn drgnęła. Weszła na pusty placyk i stanęła w lekkim rozkroku. Druga zrobiła to samo, stanęła jednak naprzeciw niej. Wyciągnęły różdżki i wyczarowały długie promienie, które dotykały podłoża. Powoli, dokładnie rysowały na mokrej ziemi prostokąt. Gdy tylko wszystkie kąty zamknęły się, dziewczyny poderwały różdżki do góry. Wraz z nimi wzleciała ziemia, ukazując dół. Odesłały ją daleko. Podeszły teraz do ciała okrytego całunem. Odpowiednim zaklęciem uniosły je w powietrze. Zimna, sinawa dłoń wysunęła się spod materiału i zawisła złowieszczo. Blondynka zamknęła oczy. Ruda natomiast machnęła różdżką po raz kolejny, a całun zawirował wokół postaci, aby po chwili zamienić się w czarną, elegancką trumnę z czarnego dębu. Obie, powoli opuściły ją na dno dołu. Trzymały się dzielnie, aż do czasu, gdy usłyszały głuche uderzenie o ziemię. Wyższa z postaci zaniosła się szlochem, niższa odwróciła się do pozostałych i wtuliła w ramiona jednego z chłopaków.
- Skończcie to, będzie po wszystkim. - szepnął ciepło Dominic, odgarniając rude pasemka z twarzy. Załzawione oczy spojrzały z wyrzutem, ale i ze zrozumieniem. Dziewczyna odeszła od towarzyszy i uklękła nad dołem. Druga z dziewczyn zrobiła to samo. Złapały garście ziemi i rzuciły je na trumnę. Kolejne głuche tąpnięcie, kolejny dowód na to, że ktoś bliski je opuścił. Kolejne słone łzy pociekły po policzkach, aby wsiąknąć w czarne jak noc peleryny. Odnalazły swoje dłonie i ścisnęły się mocno. Milczące porozumienie w bólu. Milcząca więź.
Wstały z klęczek i pozwoliły, aby Dominic i Gunnar przywołali ziemię z powrotem. Zasypali dół, po czym wyczarowali wspaniały nagrobek z czarnego marmuru. Blondynka i rudowłosa po raz kolejny działały razem. Jedna wypisywała złotymi literami nazwisko, druga daty. Narodzin i śmierci. Na koniec wyższa z nich dodała "Na zawsze w naszych sercach".
Reszta śmierciożerców złożyła na grobie piękne wiązanki. Stali tak chwilę w milczeniu i patrzyli się na marmurowy pomnik śmierci. Zerwał się wiatr, który owiał wszystkich, ale tylko jednej osobie przysłał wiadomość.
Żyj.
Tylko jedno słowo, ale Christina wiedziała co oznaczało. George przemówił do niej po raz ostatni prosząc, żeby znowu zaczęła normalnie żyć, egzystować.
Uśmiechnęła się przez łzy.
Będę.
Odpowiedziała wiatrowi.
Na niewielkim cmentarzu dał się słyszeć huk, a potem nastała cisza.

[my się deportowaliśmy]
__________________

Darmowe kosmetyki


'It's not my fault I'm better than you'



'What happens in the dungeons
stays in the dungeons'

#soup#
#nakarm psiaka#
#last#

Ostatnio edytowane przez Christina : 08-03-2011 o 23:12.
Christina jest off-line   Odpowiedź z cytowaniem
Stary 08-03-2011, 23:00   #137
Blanca-Evans
Fan "Strefy 11" i tarota
 
Blanca-Evans na Harry Potter Forum
 
Zarejestrowany: Jul 2011
Lokalizacja: myslovitz (;
Posty: 91
Domyślnie

Blanca rozejrzała się po cmentarzu, na którym się aportowali. Był przerażający, rozsiewał wokół niesamowity chłód. Wiatr plątał długie włosy dziewcząt. Wszyscy wpatrywali się w czarne płótno, w które zawinięty był George.
Christina jako pierwsza ruszyła się i stanęła wyprostowana. Ginny ustawiła się na przeciw niej. Obie miały przepełnione bólem oczy. Obie krzyczały o pomoc, ale wszyscy wiedzieli, że to one muszą to zrobić. Pod nosem szeptały te same zaklęcia, a po chwili w ziemi ukazał się dość głęboki dół. Christina uniosła różdżką ciało Georga, a Ginny zamieniła czarny całun w elegancką trumnę. Wszyscy zamarli, w tym właśnie momencie żegnali Georga Weasley'a na zawsze. Po policzkach dziewczyn spływały łzy. Blanca chciała podejść do nich, powiedzieć im, że jest jej równie ciężko. Wprawdzie nigdy nie znalazła się w podobnej sytuacji, ale jej sercem targała rozpacz. Widziała, że jej śmierciożercza rodzina cierpiała, że ten ból, który towarzyszył Ginny i Christinie po odejściu Georga, czuli wszyscy.
Podeszła do marmurowego nagrobka, skinęła głową i wyczarowała ogromny wieniec ze wstążką 'ostatnie pożegnianie' i złożyła go na grobie Weasley'a. Po chwili Lucy, Dominic i Gunnar zrobili to samo. Stali jeszcze chwilę w milczeniu, a potem złapali się wszyscy za ręce i w kręgu aportowali się do Domu.


***

-To był ciężki dzień. Myślę... -Blanca jako pierwsza przerwała ciszę przepełnioną bólem po pogrzebie -Myślę, że nikt z nas nie powinien być dzisiaj sam. Co wy na to, żebyśmy spali dzisiaj wszyscy razem w salonie?
Wszyscy spojrzeli na nią zaskoczeni, ale i.. ucieszeni. Kiwnęli potakująco głowami.
-Ale zanim pójdziemy spać, to chyba trzeba urządzić stypę? -zapytał Domic z nadzieją.
-Czego Ty nie zrobisz, żeby nie wlać w siebie Ognistej Whisky. -powiedziała Ginn śmiejąc się. Stark spojrzał na nią niby z oburzeniem, pokazał jej język i zawołał skrzata.
-Rubin, przed Tobą dwa trudne zadania. Pierwsze, to musisz przynieśc nam kilka butelek ognistej, a drugie.. cóż. Musisz przemeblować na jedną noc salon tak, abyśmy wszyscy się tu zmieścili.
Skrzat ucieszony, że Dominic wydał mu jakieś zadanie, podskoczył, a następnie ukłonił się przed swoim panem tak nisko, ze jego noc dotykał podłogi.
-To bardzo poczciwy skrzat. -powiedziała Lucy.
-No i zabawny. -Christina odzyskała głos.
Po chwili salon był gotowy, wszystkie sofy zostały rozłożone, a Rubin wrócił z tacką, na której było 7 szklanek i dwie butelki Whisky.
-Dwie? Tylko dwie? Mam w sobie krew wilkołaka, mi wchodzi trochę wolniej! -zaśmiał sie Gunnar.
-Jeżeli będzie taka potrzeba Rubin przyniesie nam więcej, prawda? -Dominic zwrócił się do skrzata.
-Ależ oczywiście, panie.
Każdy śmierciożerca wziął z tacki szklankę, a skrzat pstryknął palcem i butelka Ognistej uniosła się w powietrze i przechylała się ku każdej szklance, napełniając ją do pełna.
-No to.. zdrowie moich braci. -powiedziała Ginn, a wszyscy unieśli szkalnki i uczcili pamięć po Fredzie i George'u Weasley'ach.
__________________
'And it feels
And it feels like
Heaven's so far away
And it feels
Yeah it feels like
The world has grown cold
Now that you've gone away'

Ostatnio edytowane przez Blanca-Evans : 08-03-2011 o 23:38.
Blanca-Evans jest off-line   Odpowiedź z cytowaniem
Stary 08-03-2011, 23:06   #138
Ginny_Weasley12
Urodzony, by rządzić światem
 
Ginny_Weasley12 na Harry Potter Forum
 
Zarejestrowany: Feb 2007
Posty: 6,239
Wyślij wiadomość przez MSN do Ginny_Weasley12
Domyślnie

Looool. Nie ręczę za to. xD
Nie no, w sumie... Nic jeszcze się nie zakończyło w tym wątku, wszystko można ciągnąć.; )

Uważam, że nie będę pisać, co się działo ze mną podczas wyprawy na cmentarz. Christina wszystko już wspaniale opisała.;*

Każdy napił się ze swojego kieliszka.
-Yyyy… - zawahała się Christina, patrząc po całym salonie Kwatery.
Fotele były poustawiane gdzieś w kątach. Kanapy rozłożone, na dwie osoby. Czysta, oczywiście zielono-czarna pościel. Stół w salonie, jaki był dotychczas, nagle skurczył swoje cztery nogi i stał się małym stolikiem. A na nim było teraz kilka kieliszków i Whiskacz.
-Co? – zapytała Lucy.
-Tak dziwnie… Co, już idziemy spać?
-Niieee, jeszcze nie. – odparła Ginn. Wskoczyła zwinnie na jedną z kanap i przykryła sobie ramiona kołdrą. Już wcześniej czuła lekkie dreszcze. Tam, na cmentarzu, było zimno.
Ruda popatrzyła na wszystkich, oni zaś patrzyli na nią.
-No chodźcie! – zawołała do nich i wzięła kieliszek ze stolika. – Czy ktoś mi wreszcie naleje tej Whisky? Czekam na drugą kolejkę. – odparła z uśmiechem.
Skrzat ze swoimi zaklęciami nalewania trunku był gdzieś daleko (chyba w kuchni), więc Pikus i Gunnar już wstawali, żeby poczęstować Weasley alkoholem, ale Gunnar był szybszy.
-Tym razem to ja operuję butelkę. – rzekł cicho, powstrzymując Dominica. Podszedł do Ginny. Otworzył butelkę Ognistej i wlał do jej kieliszka nieco płynu.
-Jeszcze. – powiedziała, gdy podniósł butelkę do góry. Choć nie dawał po sobie żadnego znaku zdziwienia, na pewno miał w sobie teraz to uczucie. Posłusznie jednak dolał Weasley trunku, aż po same brzegi kieliszka.
Pozostali również usiedli na innych kanapach albo obok rudowłosej. Gunnar nalał każdemu do połowy kieliszka Whisky.
-Ja też poproszę. Tyle samo. – odezwała się tylko Christina, wskazując na kielich siostry George’a. Nikt nie był tym już specjalnie zdziwiony. Gunnar, tak jak wcześniej, posłusznie nalał w kieliszek panny Johnson alkoholu.
- Za Śmierciożerców! – wykrzyknęła Blanca i podniosła kieliszek. Pozostali zrobili to samo, po czym każdy wypił duszkiem zawartość. Ginny i Christina dwa razy więcej.
-One się zaraz upiją, w takim tempie. – szepnęła Lucy, gdy ruda i blondie (; p) uśmiechnęły się do siebie. Jednakże ani Gun, ani Dom, nie byli tym faktem szczególnie zasmuceni. Wręcz nawet się cieszyli.
-Jeszcze jedna kolejeczka? – spytał Anderson. Wszyscy pokiwali głową i nadstawili kieliszki. I to samo, co w drugiej kolejce.
-Za co pijemy? – zapytała Blanca.
-Za Czarnego Pana! – krzyknął Dominic, podnosząc kieliszek.
Po trzeciej kolejce Ognistej Christina usiadła obok Ginny.
-Wiesz… - zaczęła ruda. – Szkoda, że nie pochowałyśmy tak samo Freda.
Johnsonówna spojrzała na nią dziwnie, ale zaraz potem jakby sobie „przypomniała”.
-Dla ciebie to był brat… Dla mnie tylko kolega. Bliźniak bardzo ważnej osoby.
Ginn zaśmiała się.
-Bliźniacy, niby z jednego pochodzą, tak samo wyglądali, a jednak ty postawiłaś na George’a.
-Tak. – przyznała Christi. – W sumie nie wiem, dlaczego. Może miał ładniejsze imię?
Obie się uśmiechnęły, po czym nastała cisza.
-Nie ma co się tym martwić. – odrzekła w końcu Ginn. Poklepała przyjaciółkę po plecach i odwróciła się do reszty Śmierciożerców. Oni byli już po czwartej kolejce. – Co robimy? – spytała, może trochę zbyt głośno. Zaraz potem czknęła.
-Piąta kolejka! – zawołał Gunnar, patrząc na Christinę. – Oj chyba niedługo przestanę liczyć…
Wszyscy dostali alkoholu. I wypili duszkiem.
-Włączcie jakąś… Muzykę! – krzyknęła Christina. Wszystko wokół niej zaczynało fajnie falować, mienić się na różne kolory. Brakowało tylko muzyki. Muzyki, przy której mogłaby wyjść na stół.
Lucy i Blanca zajęły się muzyką. W Kwaterze mieli trochę czarodziejskich płyt słuchowych. Zdecydowały się na swojskie klimaty – jakiś pop, przy którym dobrze się tańczy. Teraz nie trzeba żadnych wyszukanych utworów.
-Dzięki! – odparła Christina. Potem odezwała się w stronę Gunnara, wyciągając pusty kieliszek – Jeszcze.
I Ginny się dołączyła. Obie już były trochę cięte, nie za dużo, ale na tyle, by bez skrępowania robić głupie rzeczy. Normalnie też by robiły, oczywiście… (: ) ), ale po alkoholu było jakoś lepiej.
-Ej, laski! – zawołała Weasley do żeńskiej części Śmierciożerców. – Tańczymy? – złapała Christinę za nadgarstek i przywlokła w stronę stolika. – Rubin! – krzyknęła już nieco pijackim głosem. Skrzat natychmiast zmaterializował się obok niej. – Powiększ ten stół trochę, i podwyższ jego nogi. I zabierz tę butelkę i kieliszki, możemy niechcący coś rozwalić. – jak na życzenie, Rubin wykonał wszystkie te czynności.
Christina pierwsza weszła na stół, ponieważ była wyższa. Pomagała Ginny wspiąć się. W sumie na trzeźwo i ona dałaby radę.
-Rubinie! – Weasley zawołała. – I daj nam jeszcze dwie otwarte butelki Ognistej.
Gdy skrzat wykonał polecenie, każda z dziewczyn wzięła butelkę do ręki. Tańczyły w rytmie popu, śpiewały swoje piosenki, w miarę upływania czasu rozbierały się, czasem przechodziło to w erotyczny striptiz. Do nich dołączyła także Lucy i Blanca. Christina złapała Lucy za ręce i zaczęły obie tańczyć, a Blanca towarzyszyła Ginny. Ich ciała podążały w podniecającym, kobiecym tańcu, jakim dziewczyny lubią obdarzać facetów na dyskotekach, a rude włosy Evans i Weasley stapiały się w jedno.
Alkohol daje ucieczkę, wyjście od złej sytuacji. Jednak czy jest to dobra metoda? A może teraz, ta ”stypa”, która przemieniła się w imprezę, będzie już końcem rozpaczania nad George’em Weasleyem?
Nikt tego nie wiedział.
Ale każdy miał taką nadzieję.
-Za Ginny i Christinę! – zawołał Dominic, podnosząc już nie kieliszek, ale całą butelkę. – Za nasze dwie nawalone Śmierciożerczynie! – Dziewczyny zaczęły piszczeć i wypiły kilka dużych łyków Ognistej.
Christina czuła, że za chwilę zwali się z tego stołu. Wiedziała, że była tylko w topie i mini, którą jakimś cudem dziś miała na sobie. Ginn była ubrana tylko w długą tunikę – zdjęła nawet legginsy z tego gorąca, które ze wszystkich stron ją otaczało.
Lucy niechcący pchnęła Christinę wprzód. Christina złapała się Ginny jako podpory. Ta jednak nie miała szans, z taką ilością alkoholu we krwi, zatrzymać blondynki. A Blanca akurat puściła dłonie rudej.
Johnson i Weasley leciały ze stołu, na dół.
Dziwne, że wprost w czyjeś ramiona.
Zręcznymi ruchami Christinkę złapał półwilkołak, uśmiechając się do niej wesoło. Ginny zaś przechwycił Dominic, śmiejąc się.
-Ale jesteście nawalone. – zauważył. Odgarnął rude włosy z twarzy dziewczyny, którą trzymał. Postawił ją na własne nogi.
-No to co. – odparła mu Christina, która również stała już o własnych siłach, ale natychmiast zaplotła ręce na szyi Gunnara. Ich twarze były bardzo blisko siebie.
W tej chwili drzwi Kwatery otworzyły się ze skrzypem. Nikt nie był na tyle blisko odtwarzacza, by przyciszyć muzykę. W drzwiach stał Voldemort.
Wszyscy spojrzeli na niego. Dominic odruchowo mocniej ścisnął Ginny w pasie, Christina zwiększyła uścisk na szyi Gunnara. Blanca i Evans zeszły ze stołu. Ale nikt nie mógł przerwać tej piekielnej muzyki.
-Nie przeszkadzajcie sobie. – odrzekł Czarny Pan. Przeszedł przez Salon, zastanawiając się, po to są te rozłożone kanapy.
Jako Tom Marvolo Riddle był w Slytherinie. I miewał domowe imprezy. I wiedział, co jest teraz grane.
To zaszkodzi twojej reputacji, mówił jeden glos w jego głowie. Każ im natychmiast przestać!.
Przecież możesz się zabawić. Tak dawno tego nie robiłeś. A są przecież wolne dziewczyny., nalegał drugi głos.- Będziesz siedział w swoim pokoju i słuchał zza drzwi odgłosów balangi?
Lord Voldemort nie mógł w to uwierzyć. Ale drugi głos w jego głowie wygrał.
-Mogę się przyłączyć?
__________________
Kto jest śmierciożercą? Ja! Ktoś o tym wie? Może rzucę na niego Avada Kedavra?

"Jest wiele ważniejszych spraw niż moje delikatne serce."

Ostatnio edytowane przez Ginny_Weasley12 : 08-04-2011 o 00:34.
Ginny_Weasley12 jest off-line   Odpowiedź z cytowaniem
Stary 08-06-2011, 20:54   #139
Pikus
Świr wymagający opieki
 
Pikus na Harry Potter Forum
 
Zarejestrowany: Aug 2007
Posty: 459
Domyślnie

Następnego dnia dziewczyny obudziły się ze strasznym bólem głowy. Na szczęście Voldemort nie zorientował się z jakiej okazji była impreza, gdyż w przeciwnym razie życie śmierciożerców mogłoby skrócić się bardzo szybko. Cała „ceremonia” pogrzebowa przebiegła zgrabnie. Ginny wraz z Christiną czuły wewnętrzną ulgę. Coś jakby spełnienie, nie miały już żalu tak wielkiego jak przed pogrzebem. Obie pogodziły się z faktem odejścia Weasleyów.
Przez kolejne dni śmierciożercy wraz z Czarnym Panem dyskutowali na temat zbliżającej się akcji. Dominic doglądał swojego eliksiru, Skrzat latał ze ścierką całymi dniami sprzątając kwatere od najwyższego piętra po sam dół. Dziewczyny zajeły się sobą. Można było zauważyć drobną zmianę wśród smierciożerców. Po wspólnie spędzonej nocy w salonie jakby wszyscy się do siebie zbliżyli. Czuli się zgrani co było bardzo istotne dla Czarnego Pana, ponieważ właśnie ten fakt punktował za powodzeniem misji. Gunnar przestał znikać, nie wyruszał już na tajemnicze własne misje. Wszyscy byli już skupieni na tym najważniejszym obecnie zadaniu. Voldemort określił jasno cel i w razie niepowodzenia kto wie co mógłby zrobić. Tylko głupiec lekceważyłby rozkazy Czarnego Pana.
Każdy miał już obmyślony plan działania, który ciągle dopracowywał. Jak wiadomo po wypiciu eliksiru mieli tylko godzinę by uporać się ze znalezieniem zdrajcy, bądź też zdrajców oraz przy okazji wyciągnąć jak najwięcej informacji na temat obecnej kryjówki zakonu. Zbieg okoliczności dotyczący włosów sprawił, że śmierciożercy zyskali możliwość pozyskania tych informacji z wielu różnych źródeł. Wszystkie rzeczy musiały zostać dokładnie obmyślone teraz. W ministerstwie nikt nie będzie miał czasu by się dogłębnie zastanawiać.
Dni mijały w zaskakującym tempie. Czarny Pan zarządził w przeddzień wyprawy spotkanie przy stole. Chciał usłyszeć od każdego z osobna jego plan w celu upewnienia się czy śmierciożercy traktują jak najbardziej poważnie te misję.

-Usiądźcie moi drodzy… - powiedział zimnym głosem Voldemort. – Dominic… - Czarny Pan zwrócił się bezpośrednio do Starka.
-Wyjaśnij teraz co to za eliksir i dlaczego opóźniłeś tę wyprawę, oraz przedstaw mi jak zamierzasz się hmmmm poddać? – zaśmiał się Voldemort.
-Zacznę od tego eliksiru. Dziewczyny wpadły już na myśl co kombinuję. To Felix felicis. Jak już Panie mówiłeś tam nie będzie czasu na zastanawianie się, a ten eliksir po prostu wskaże wszystkim drogę. Część osób dowie się o zakonie a część znajdzie zdrajcę. Misja musi się udać więc czemu nie skorzystać z małej pomocy eliksiru?
-Doskonale!! Spisałeś się Dominicu. Czarny Pan doceni twój wkład w powodzenie misji. Jednak kontynuuj dalej. – Wtrącił Voldemort.
-Więc… Plan jest dość prosty. Najpierw wchodzą wszyscy a po nich ja… w całej swojej okazałości.
Jak nie masz nic przeciwko zrobię im tam małe piekło w holu głównym. Myślę, że sporo aurorów od razu się pojawi, a miejmy nadzieje między nimi jakiś „były śmierciożerca”. I to by było na tyle. Postaram się ustać jak najdłużej, by inni mieli czas się zaklimatyzować niepostrzeżeni.
-Wyśmienicie. Prosty ale za to jakie poświecenie nieprawdaż? – Voldemort stał za Starkiem i położył ręke na jego ramieniu.
-Dobrze więc, moi drodzy… kto następny objaśni swój plan Czarnemu Panu?


//Słabe ale jakoś nie miałem pomysłu na ciągniecie tamtego wątku. i w sumie na jakiś nowy wątek też nie wpadłem. Mam nadzieje, że nie wyszło źle hehe.
__________________
I'll become what I despise
Living someone else's life...
Pikus jest off-line   Odpowiedź z cytowaniem
Stary 08-06-2011, 22:40   #140
Blanca-Evans
Fan "Strefy 11" i tarota
 
Blanca-Evans na Harry Potter Forum
 
Zarejestrowany: Jul 2011
Lokalizacja: myslovitz (;
Posty: 91
Domyślnie

Blanca wstała i zaczęła spacerować po salonie.
-Panie. -powiedziała w kierunku Voldemorta. -Czy naprawdę za każdym razem musimy przechodzić przez to samo?
Czarny Pan spojrzał na nią z zainteresowaniem i nakazał kontynuować.
-Uważam, że plan jest jasny. Naszym celem jest znaleźć zdrajcę i znajdziemy go. Jesteśmy silni i dobrze przygotowani dzięki Dominicowi. Chcemy spełnić swoje zadanie i wrócić z tej misji... -zawahała się, ale po chwili dodała. -..wszyscy. -dokończyła z naciskiem.
-Nie bądź naiwna, Evans. -zasyczał Czarny Pan.
Przemilczała obelgę Voldemorta, mimowolnie cofnęła się i ponownie usiadła na kanapie pomiędzy Starkiem a Lucy.
-Wyruszamy jutro rano. Nie zawiedziemy Cię, Panie. -powiedziała Ginny, bawiąc się swoją fiolką, w której trzymała włosa osoby, w którą miała się zamienić nazajutrz.
-Spotkanie uważam za zakończone. -Lord Voldemort deportował się z trzaskiem.
Śmierciożercy odetchnęli z ulgą. Ostatnio nie mieli ochoty przebywać w jego towarzystwie. Pozbawiony uczuć Tom Riddle nie rozumiał swoich podwładnych. Wszyscy martwili się o Starka. Nikt nie mówił o tym głośno, ale wszyscy odczuwali to samo. Blanca myślała o tym przed dłużą chwilę, a po chwili jakby otrząsnęła się i zobaczyła, że Ginny pstryka jej palcami przed twarzą.
-Ej, Evans, dobrze się czujesz? -Ginny świdrowała ją swoimi zielonymi oczami.
-Tak, tak. Zamyśliłam się tylko. -powiedziała zachrypniętym głosem.
Blenci zaczęła obserwować Lucy wymachującą różdżką, a po chwili po pokoju zaczęły skakać zaczarowane żabki.
-Ty masz jakieś dziwne hobby. -zaśmiała się Christina i wzięła do ręki maleńką, zaledwie nic nie ważącą żabkę, która wskoczyła jej na kolana.
-Nuda pobudza wyobraźnię. -odparła Ford i znowu zaczęła wykonywać skomplikowane ruchy swoją różdżką.
Christi poprzyglądała się jeszcze chwilę jej wyczynom, ale na razie z różdżki wychodziły tylko strzępy niebieskich promieni.
-Pójdę do siebie. -oznajmiła wstając. Po chwili wstał również Gunnar i bez słowa ruszył w ślad za blondynką.
Ginny i Lucy udały się do swoich pokoi zaraz po Christinie i Rozim, Stark również oddalił się w stronę swojego laboratorium. Blanca została sama. Rozpuściła rude włosy, głowę położyła na oparciu kanapy i wpatrywała się w ogień tryskający w kominku.
Po chwili to salonu wszedł Rubin.
-Coś panience podać? -skłonił się nisko.
-Dziękuję Rubinie, nie trzeba. -dziewczyna obdarzyła skrzata szerokim uśmiechem.
-Wygląda pani na smutną.. albo samotną. -powiedziało magiczne stworzenie, wpatrując się w Blancę wielkimi oczami.
Evans nie chciała się zwierzać Rubinowi, więc obdarzyła go tak szczerym uśmiechem jak tylko mogła i przymknęła oczy. Ten od razu zrozumiał, bo wycofał się w stronę kuchni. Rudowłosa przeciągnęła się i spojrzała na zegarek. Była 20. Już wiedziała, że tej nocy nie będzie spała. Nagle usłyszała kroki, ktoś zbliżał się w stronę salonu.
__________________
'And it feels
And it feels like
Heaven's so far away
And it feels
Yeah it feels like
The world has grown cold
Now that you've gone away'

Ostatnio edytowane przez Blanca-Evans : 08-07-2011 o 19:08.
Blanca-Evans jest off-line   Odpowiedź z cytowaniem
Odpowiedz


Zasady postowania
You may not post new threads
You may not post replies
You may not post attachments
You may not edit your posts

BB code is Wł.
Uśmieszki są Wł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Skocz do forum

Podobne wątki
Wątek Autor wątku Forum Odpowiedzi Ostatni post / autor
Śmierciożercy Nacia1234 Kosz 375 06-14-2011 17:41
Śmierciożercy Angela Johnson Kosz 1064 09-29-2008 20:58
Śmierciożercy. Sherry Kosz 123 02-19-2008 14:42
*Śmierciożercy* Dziedzic Gryffindora Kosz 1355 01-29-2008 19:26
Śmierciożercy Draco Malfoy Kosz 1994 05-27-2007 20:43


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 10:02.

Powered by vBulletin® Version 3.7.3
Copyright ©2000 - 2026, Jelsoft Enterprises Ltd.